18/05/2026
Położnictwo bardzo szybko przestało być dla mnie tylko pracą. Stało się częścią mojego życia. Czytam badania po nocach, jeżdżę na szkolenia, tworzę treści edukacyjne, odpowiadam na wiadomości kobiet i rodziców. Nawet kiedy mam wolne, mój mózg nadal „jest w pracy”.
OITN zmienia człowieka. Trudno codziennie patrzeć na strach rodziców, walkę dzieci i ogrom emocji, a potem po prostu wrócić do domu i wyłączyć głowę. Są historie, które zostają ze mną na długo.
Wiele osób mówiło mi kiedyś, że „się przyzwyczaję”, że po latach człowiek się znieczula. Stało się dokładnie odwrotnie. Im dłużej pracuję, tym bardziej widzę, rozumiem i czuję. Odkrywam kolejne obszary odpowiedzialności, stresu i emocji, których wcześniej nawet nie dostrzegałam. I nadal niesamowicie mi zależy.
Mam świadomość, że nie wszystkim podoba się to, co robię i jak mówię o położnictwie czy rodzicielstwie. Czasem słyszę, że „położna nie powinna mówić o takich rzeczach”, że „za dużo pokazuję” albo „sieje strach”. A ja po prostu próbuję oswoić rzeczywistość, której rodzice bardzo się boją.
Frustrują mnie wiadomości, w których rodzice oczekują pełnej diagnozy przez internet. Rozumiem ich lęk i brak dostępu do specjalistów, ale Instagram nigdy nie będzie bezpiecznym miejscem do diagnozowania i leczenia dzieci.
Były momenty, kiedy przeciążenie było tak duże, że czułam wypalenie. Łączenie pracy na oddziale, wizyt, edukacji i social mediów potrafi odebrać przestrzeń na zwyczajne życie.
Mimo że kocham to, co robię, czasem czuję się zbyt mało mądra, a wręcz głupia. Chciałabym wiedzieć więcej, być lepsza, bezbłędna, nieomylna. Odpowiedzialność za drugiego człowieka bywa ogromnym ciężarem i potrafi rodzić ogromne kompleksy.
Bardzo przeżywam sytuacje, kiedy nie jestem w stanie pomóc. Bo czasem, mimo całej wiedzy i doświadczenia, jedyne co mogę zrobić, to być obok.
Wiedzieliście, że tak również może wyglądać życie położnej?
Post zainspirowany rolką 🌸