18/05/2026
"Przykazanie szóste" Niny Detmer. To fascynująca powieść i niech nikogo nie zmyli tytuł, który nie ma nic wspólnego z religią katolicką.
Poniżej umieszczamy wstęp książki - kilka ważnych słów od Autorki, który warto przeczytać.
A jeszcze poniżej przedstawiamy część pierwszego rozdziału.
Od autorki
Niniejsza książka powstała z piosenek. Już od dzieciństwa, kiedy jeździłam z rodzicami samochodem, dla zabicia czasu wymyślałam teledyski do piosenek z radia. Słuchałam muzyki, do niej rodził się scenariusz klipu, a z połączenia kilku takich moich „teledysków” powstała ta (i nie tylko ta) historia. Do każdego fragmentu książki, natchnieniem do napisania którego był jakiś utwór muzyczny, dodawałam słowa piosenek lub element przedstawionego w nich świata – a robiłam tak, aby oddać hołd wykonawcom. Żeby było jeszcze ciekawiej, nie powiem, które to fragmenty – znajdźcie sami. Tłumaczenie tekstów – moje.
Jest pewna rzecz, którą trzeba wyjaśnić, a mianowicie personalia
postaci i ich zapis. W Rosji oficjalnie stosuje się następujący układ
zapisu personaliów: FIO (Nazwisko Imię Otczestwo, czyli imię odojcowskie). Na przykład ja: Barinova Nina Januszewna, ponieważ mój tata miał na imię Janusz. Dla stworzenia męskiego odpowiednika imienia odojcowskiego używa się sufiksów -owicz/-jewicz, a dla żeńskiego patronimiku: -owna/-jewna. Sufiks -o- czy -je- zależy od tego, czy rdzeń imienia jest miękkotematowy czy twardotematowy oraz od padania akcentu, który w języku rosyjskim jest ruchomy (co bywa kłopotliwe i dla samych Rosjan). I tak np. dzieci Antona to Antonowicz i Antonowna, dzieci Igora to Igoriewicz i Igoriewna, ponieważ w języku rosyjskim imię Igor kończy się na znak miękki,a więc zalicza się do miękkotematowych; stąd właśnie sufiks -je-. Patronimiki od imion męskich kończących się na -a, jak Nikita, Ilia czy Kuźma, brzmią nieco inaczej: Nikitycz i Nikiticzna, Iljicz i Iljiczna oraz Kuźmin i Kuźminiczna.
Potencjał językowy rosyjskiego pozwala chyba z każdego imienia
męskiego stworzyć patronimik: Wojciechowicz i Wojciechowna, Zbigniewowicz i Zbigniewowna, Bożydarowicz i Bożydarowna i tak dalej.
Bogaty świat zdrobnień w języku rosyjskim także zasługuje na
uwagę – najczęściej odmieniają się one według paradygmatu żeń-
skiego i mają końcówkę -a: Witia, Katia czy Misza to Wiktor, Jekaterina i Michaił. Bywają także zdrobnienia kończące się na spółgłoskę: Kostian, Stas, Saniok, czyli Konstantin, Stanisław i Aleksandr. Obcokrajowcowi czasami trudno domyśleć się, jak brzmi forma wyjściowa imienia danej osoby, ponieważ zdrobnienie może się znacząco róż- nić: Iwan – Wania, Jewdokia – Dusia, Dmitrij – Mitia. Bywają także przypadki, kiedy jedno zdrobnienie powstało nie tylko od imienia męskiego, ale i żeńskiego: Żenia to zarówno Jewgienij, jak i Jewgienia, a Sasza to Aleksandr i Aleksandra.
Niekiedy Rosjanie zwracają się do siebie właśnie po patronimiku: „Ej, Michałycz, podejdź no tu!”, „Nikołajewna, po ile macie czereśnie?”. W potocznym języku rosyjskim pomija się sufiks -owi -jew-, dlatego też często można usłyszeć „Pałycz” zamiast „Pawłowicz” czy „Siemionycz” zamiast „Siemionowicz”.
Co do nazwisk, typowe rosyjskie nazwiska mają zakończenie -ow/
-jew (tutaj ta sama zasada, co przy imionach odojcowskich), -nin
oraz -skij/-ckij.
W przypadku ich żeńskich odpowiedników stosuje się końcówkę -a:
Kuzniecow i Kuzniecowa, Rastargujew i Rastargujewa, Woronin i Woronina, Bieriezowskij i Bieriezowskaja. W opowiadaniu nazwiska z końcówką -skij/-ckij pozwoliłam sobie spolszczyć i uciąć -j.
W języku rosyjskim jako formę grzecznościową stosuje się II os. lm.
Na przykład: „Anno Leonidowno, pomyślcie, co byście zrobili, gdybyście wygrali milion rubli”.
Język rosyjski nie ma wołacza, więc w tym przypadku także pozwoli-
łam sobie na spolszczenie. Oficjalnie nie ma wołacza, ponieważ bardzo
często można spotkać się z ucinaniem końcówki „-a” przy zwracaniu się do drugiej osoby: „Kiś, a wiesz, że cię kocham?” („Kisia” to coś w rodzaju „kochanie” w stosunku do kobiety), „Tań, przesuń się, proszę” (od zdrobnienia Tania, czyli Tatiana), „Sasz, gdzie ty się podziewasz?” (od Sasza).
Do napisania książki przygotowywałam się, oglądając Kryminalną
Rosję, programy o życiu w Rosji w latach 90-tych, uczęszczając na
spotkania Koła Naukowego Kryminologów na Uniwersytecie Gdań-
skim, czytając podręczniki do profilowania, w tym jeden po rosyjsku
do profilowania językoznawczego, a także artykuły w internecie oraz pytając u źródła, czyli u mojego męża, który jest policjantem w Moskwie. Mam nadzieję, że dobrze odrobiłam pracę domową i nie mam się czego wstydzić. Jeżeli jednak znajdą się niedociągnięcia, to bardzo, ale to bardzo przepraszam i będę wdzięczna za ich wskazanie. Poza piosenkami i imionami, umieściłam w tekście jeszcze kilka niespodzianek, zarówno fabularnych, kulturowych, jak i językowych – może ktoś znajdzie.
"Rozdział I
Profesjonalista
Nie ma przebaczenia. Nie ma przebaczenia dla osób, które są skłonne zmącić komuś tak przepiękną noc jak ta. Księżyc w pełni dobrotliwie spoglądał na opustoszałe ulice. Tylko od czasu do czasu jakaś zbłąkana fioletowa chmura, która dostała się pod barwną księżycową łunę, przysłaniała srebrny glob na kilka chwil. Było cicho. Bardzo cicho. Dał się słyszeć jedynie szum drzew kołyszących się na wietrze i szelest liści, które hulały po chodniku oświetlonym przez stare latarnie. Lampy te były okrągłe i rzucały wątły niebieskawy blask na liście drzew. Te z kolei, bujając się na gałęziach, sprawiały wrażenie, jakby mrugały. A może to te latarnie mrugały? W każdym razie miało się wrażenie, że podwórko jest nieustannie czujne. W ciągu dnia natomiast czuwali nad nim staruszkowie, zajmujący się monitoringiem sąsiedzkim. Gdyby Ksenia Stanisławowna nie poszła spać dosyć wcześnie, może
i ona delektowałaby się nocną ciszą. Grzbietem wciskał się w jej plecy Miauzer – bury kocurek. Kiedyś tak bardzo niechciany.
Nagle dało się słyszeć pukanie do drzwi. Ksenia momentalnie
otworzyła oczy. Nie miała pojęcia, kto mógłby chcieć ją odwiedzić.
Tym bardziej o takiej porze. Sprawnym ruchem ręki sięgnęła pod
poduszkę i wyciągnęła nóż – prezent od Ilii Fiodorowicza. Zawsze go tam trzymała, kiedy pogrążona była we śnie. Opierając się plecami o ścianę, ostrożnym krokiem przybliżyła się do drzwi. Jej nieproszony gość był widocznie bardzo zniecierpliwiony, gdyż zaczął pukać i dzwonić znowu i znowu… Gdy Ksenia spojrzała przez wizjer, zobaczyła brata. Opuściwszy nóż, schowała go na swoje miejsce i poszła otworzyć drzwi.
– Cześć, siostrzyczko!
– Cześć – odparła sucho.
– Nie śpisz?
– Już nie.
– Nie przeszkadzamy? – Jego uwadze nie umknęło, że Ksenia podniosła jedną brew. – To mój przełożony, Lebiediew Aleksiej Igoriewicz.
– Dobry wieczór – odezwał się ten cały Aleksiej Igoriewicz.
Choć Lebiediew był rosłym mężczyzną pod czterdziestkę, zadbanym, dokładnie ogolonym, to jego głos był na tyle nieśmiały, że aż do niego nie pasował. Wstydził się pewnie, że jest nietrzeźwy. Obaj zdrowo popili i na kilometr czuć było od nich ostry zapach „Stolicznej”.
– Możemy wejść? – spytał Jura, brat Kseni.
– Jak musicie… – mruknęła niechętnie.
Obaj weszli do środka. Ksenia nie spuszczała z nich chłodnego
spojrzenia. Dało się odczuć bijącą z jej strony niechęć, toteż Aleksiej, pomimo upojenia alkoholowego, szybko poczuł, że jest tutaj persona non grata. Zapragnął czym prędzej opuścić to mieszkanie i zapomnieć, że kiedykolwiek tu był. A przecież upił się dzisiaj na wesoło. Po raz pierwszy od czterech lat.
Rozejrzał się po salonie, do którego wchodziło się bezpośrednio
przez wejściowe drzwi. Przedpokoju nie było. Ktoś bardzo długo
nie robił tutaj remontu, o czym świadczyły koraliki, które zwisały
aż do ziemi (drzwi nie było), skrzypiąca podłoga i stare szare żaluzje
na drewnianych oknach. Za szklanymi drzwiczkami segmentu był wystawiony cały rząd kaset VHS z tytułami filmów na białej taśmie
klejącej. Obok ułożono mnóstwo kaset z muzyką, przy czym w jedną z nich, tę, która leżała bez opakowania, wetknięty został ołówek. Przy nich natomiast stała wieżyczka z pięciu gier do Pegasusa. W kącie dostrzec można było konsolę stojącą na starym video. W przednim rzędzie natomiast leżał walkman, tęczowa sprężynka, plastikowe zabawki z superbohaterami oraz z kreskówek Disneya, a także popularny niegdyś troll z bujną jasnofioletową czupryną. Znalazł się nawet nieduży kolorowy segregator. Jak ten na karteczki… Na przedmiotach tych nie było ani odrobiny kurzu.
Na podłodze wyłożonej ciemnosiwą wykładziną stały stopy właścicielki mieszkania w białych skarpetkach i klapkach z napisem „Kubota”. Dalej szczuplutkie nogi w czarnych dżinsowych rurkach, wyżej obcisły szary golf, który ładnie uwydatniał kształty. Nad nim z kolei wyraźnie zarysowany podbródek, będący zwieńczeniem owalnej twarzy, niezbyt szerokie bladoróżowe usta, leciutko zadarty nosek i… I znowu one. Pogardliwie patrzące chłodne oczy. A przecież były barwy piwnej, powinny więc bić ciepłem, gościnnością, tworzyć atmosferę przytulności, a tutaj… Losza starał się uciec wzrokiem na jej brwi – wąziutkie, cieniutkie, zadbane… Cholera! Znów te oczy! Włosy miała niedługie, do uszu, falujące. Blondynka, ale farbowana, co widać po odrostach. No nie! Znowu te oczy!
Losza zdecydował, że najlepiej będzie, jeśli wyjdzie, wezwie taksówkę i przeprosi. Albo lepiej wezwie taksówkę, wyjdzie i przeprosi… Nie, to jednak nie miało sensu. Czuł, że w głowie kręci mu się coraz bardziej i bardziej.
A w taksówce przecież nie wiadomo, na kogo się trafi – albo na
jakiegoś gadatliwego Gruzina, który nie da spokoju, albo na niepozornego Tadżyka, który jeszcze okradnie pijanego.
Usiedli obaj za stołem w maleńkiej kuchni. Trzeba było przynieść
fotel z pokoju, bo Ksenia miała tylko jedno krzesło.
– Nie wypijesz z nami? – spytał siostrę Jura.
– Nie – ucięła krótko i poszła do swojej sypialni, zamykając za
sobą drzwi.
Losza i Jura odprowadzili Ksenię wzrokiem.
– Wiesz, Jura… Ja to lepiej pójdę…
– No gdzie że tobie o tej porze?! – odparł Smirnow, łapiąc kompana za ramię. – Ksiusza nie ma nic przeciwko, że u niej przenocujemy. Miejsce jest… Zaraz, tylko znajdę graniaste szklanki… – Jura
podniósł się, otworzył jedną z szafek i zachwiawszy się na nogach,
upadł na krzesło. – Cholera jasna… U niej nigdy nie ma wystarczająco naczyń…
Pili więc prosto z butelki, zagryzając słoniną, w którą zawczasu
się zaopatrzyli.
A Miauzer jak to Miauzer. Kręcił się pod nogami. Wlazł wreszcie na
stół i z zaciekawieniem powąchał butelkę, czego zaraz pożałował.
Nieprzyjemny zapach odrzucił go tak samo, jak Ksenię. Ale choć ze
stołu szybko się zmył, to ani Loszy, ani Jury nie odstępował na krok.
Nieustannie ocierał się o nogi, pomrukując przy tym z zadowoleniem. W końcu wdrapał się na kolana Loszy i tam zaczął się łasić, trącając głową podbródek.
– Lubi cię – podsumował Jura i padł twarzą na stół.
Gdy jego przyjaciel spał, Losza jeszcze drapał kota, rozglądając
się po mieszkaniu, dopóki i jego oczy nie zostały zamknięte wódką.
A Miauzer usadowił się na stole pomiędzy chrapiącymi gośćmi,
choć ostra woń alkoholu wciąż unosiła się w powietrzu. Taki już
był. Pomimo tego wszystkiego, co go spotkało. Ksenia znalazła go
pewnego razu na klatce schodowej. Akurat kiedy szła, otworzyły się..."
Strona główna / Powieści, dramaty / “Przykazanie szóste” – Nina Detmer “Przykazanie szóste” – Nina Detmer20,00 zł – 45,00 złZakres cen: od 20,00 zł do 45,00 zł Wybierz Wyczyść ilość "Przykazanie szóste" - Nina Detmer SKU: Brak danych Kategoria: Powieści, dramaty ...