Wydawnictwo Debiutant

Wydawnictwo Debiutant Wydawnictwo DEBIUTANT zaprasza Debiutantów i nie tylko, do publikacji swoich książek, opowiadań.

W pierwszym tygodniu czerwca zostanie wznowiona sprzedaż pięknego tomiku wierszy Jolanty Redmann "Dałeś mi skrzydła".
27/05/2026

W pierwszym tygodniu czerwca zostanie wznowiona sprzedaż pięknego tomiku wierszy Jolanty Redmann "Dałeś mi skrzydła".

26/05/2026
Zdzisław Paweł Zukowski,. Autor książki "Przemyślenia i sentencje Zdzisława". Tak myślę, że pióro to jego całodobowe wyp...
25/05/2026

Zdzisław Paweł Zukowski,. Autor książki "Przemyślenia i sentencje Zdzisława". Tak myślę, że pióro to jego całodobowe wyposażenie, po które co rusz sięga.
Napisał piękny wiersz o swoim kochanym Psim Przyjacielu Benku, z okazji jego 4 Urodzin. :

"Benek — serce, które zawsze czeka przy drzwiach”
Benku nasz mały, kudłaty przyjacielu,
dziś czwarte świeczki płoną w Twoim świecie ciepłym i wiernym,
a my patrzymy na Ciebie z wdzięcznością większą
niż można zamknąć w słowach.
Bo jesteś kimś więcej niż pieskiem —
jesteś ciszą, która koi po ciężkim dniu,
radością biegnącą do drzwi,
gdy wracamy zmęczeni życiem i ludźmi.
Ty nie pytasz o sukcesy,
nie oceniasz błędów,
nie odwracasz wzroku, gdy człowiekowi trudno.
Po prostu jesteś.
Z pyszczkiem wtulonym w ramię,
z oczami pełnymi dobra,
jakbyś chciał powiedzieć:
„Nie martw się… jestem obok.”
I może właśnie dlatego
uczymy się od Ciebie najważniejszych rzeczy —
miłości bez warunków,
wierności bez pychy,
obecności bez słów.
Nasz mały Shih Tzu, wielki duchem,
Benku kochany —
nie jesteśmy Twoimi panami,
jedynie szczęściarzami,
którym los pozwolił zostać Twoją rodziną.
Razem z Hugo wnosisz do domu światło,
którego nie kupi żadna wygrana w totka.
Bo prawdziwe bogactwo
ma cztery łapy, mokry nos
i serce większe od świata.
Żyj nam długo, zdrowo i radośnie,
biegnij zawsze tam, gdzie czeka miłość,
a kiedy spojrzysz na nas tym swoim spojrzeniem,
pamiętaj —
to my dziękujemy Tobie.
Za każdy dzień.
Za każdą chwilę.
Za to, że jesteś, Benku.
Wszystkiego najpiękniejszego
na Twoje czwarte urodziny. "
Z.P.Z

Strona główna / Biografie, dzienniki, wspomnienia, opowiadania. / “Przemyślenia i sentencje Zdzisława” – Zdzisław Paweł Zukowski “Przemyślenia i sentencje Zdzisława” – Zdzisław Paweł Zukowski30,00 zł – 55,00 złZakres cen: od 30,00 zł do 55,00 zł Wybierz Wyczyść ...

Dzisiaj bardzo miła wiadomość:)Wznawiamy sprzedaż tomiku cudnych wierszy Pawła Szamborskiego "Pastelowe wiersze".
25/05/2026

Dzisiaj bardzo miła wiadomość:)
Wznawiamy sprzedaż tomiku cudnych wierszy Pawła Szamborskiego "Pastelowe wiersze".

Strona główna / Poezja / “Pastelowe wiersze” – Paweł Szamborski “Pastelowe wiersze” – Paweł Szamborski28,00 zł – 42,00 złZakres cen: od 28,00 zł do 42,00 zł Wybierz: Wyczyść ilość "Pastelowe wiersze" - Paweł Szamborski SKU: Brak danych Kategoria: Poezja Product ID:...

"Przykazanie szóste" Niny Detmer. To fascynująca powieść i niech nikogo nie zmyli tytuł, który nie ma nic wspólnego z re...
18/05/2026

"Przykazanie szóste" Niny Detmer. To fascynująca powieść i niech nikogo nie zmyli tytuł, który nie ma nic wspólnego z religią katolicką.
Poniżej umieszczamy wstęp książki - kilka ważnych słów od Autorki, który warto przeczytać.
A jeszcze poniżej przedstawiamy część pierwszego rozdziału.

Od autorki
Niniejsza książka powstała z piosenek. Już od dzieciństwa, kiedy jeździłam z rodzicami samochodem, dla zabicia czasu wymyślałam teledyski do piosenek z radia. Słuchałam muzyki, do niej rodził się scenariusz klipu, a z połączenia kilku takich moich „teledysków” powstała ta (i nie tylko ta) historia. Do każdego fragmentu książki, natchnieniem do napisania którego był jakiś utwór muzyczny, dodawałam słowa piosenek lub element przedstawionego w nich świata – a robiłam tak, aby oddać hołd wykonawcom. Żeby było jeszcze ciekawiej, nie powiem, które to fragmenty – znajdźcie sami. Tłumaczenie tekstów – moje.
Jest pewna rzecz, którą trzeba wyjaśnić, a mianowicie personalia
postaci i ich zapis. W Rosji oficjalnie stosuje się następujący układ
zapisu personaliów: FIO (Nazwisko Imię Otczestwo, czyli imię odojcowskie). Na przykład ja: Barinova Nina Januszewna, ponieważ mój tata miał na imię Janusz. Dla stworzenia męskiego odpowiednika imienia odojcowskiego używa się sufiksów -owicz/-jewicz, a dla żeńskiego patronimiku: -owna/-jewna. Sufiks -o- czy -je- zależy od tego, czy rdzeń imienia jest miękkotematowy czy twardotematowy oraz od padania akcentu, który w języku rosyjskim jest ruchomy (co bywa kłopotliwe i dla samych Rosjan). I tak np. dzieci Antona to Antonowicz i Antonowna, dzieci Igora to Igoriewicz i Igoriewna, ponieważ w języku rosyjskim imię Igor kończy się na znak miękki,a więc zalicza się do miękkotematowych; stąd właśnie sufiks -je-. Patronimiki od imion męskich kończących się na -a, jak Nikita, Ilia czy Kuźma, brzmią nieco inaczej: Nikitycz i Nikiticzna, Iljicz i Iljiczna oraz Kuźmin i Kuźminiczna.
Potencjał językowy rosyjskiego pozwala chyba z każdego imienia
męskiego stworzyć patronimik: Wojciechowicz i Wojciechowna, Zbigniewowicz i Zbigniewowna, Bożydarowicz i Bożydarowna i tak dalej.
Bogaty świat zdrobnień w języku rosyjskim także zasługuje na
uwagę – najczęściej odmieniają się one według paradygmatu żeń-
skiego i mają końcówkę -a: Witia, Katia czy Misza to Wiktor, Jekaterina i Michaił. Bywają także zdrobnienia kończące się na spółgłoskę: Kostian, Stas, Saniok, czyli Konstantin, Stanisław i Aleksandr. Obcokrajowcowi czasami trudno domyśleć się, jak brzmi forma wyjściowa imienia danej osoby, ponieważ zdrobnienie może się znacząco róż- nić: Iwan – Wania, Jewdokia – Dusia, Dmitrij – Mitia. Bywają także przypadki, kiedy jedno zdrobnienie powstało nie tylko od imienia męskiego, ale i żeńskiego: Żenia to zarówno Jewgienij, jak i Jewgienia, a Sasza to Aleksandr i Aleksandra.
Niekiedy Rosjanie zwracają się do siebie właśnie po patronimiku: „Ej, Michałycz, podejdź no tu!”, „Nikołajewna, po ile macie czereśnie?”. W potocznym języku rosyjskim pomija się sufiks -owi -jew-, dlatego też często można usłyszeć „Pałycz” zamiast „Pawłowicz” czy „Siemionycz” zamiast „Siemionowicz”.
Co do nazwisk, typowe rosyjskie nazwiska mają zakończenie -ow/
-jew (tutaj ta sama zasada, co przy imionach odojcowskich), -nin
oraz -skij/-ckij.
W przypadku ich żeńskich odpowiedników stosuje się końcówkę -a:
Kuzniecow i Kuzniecowa, Rastargujew i Rastargujewa, Woronin i Woronina, Bieriezowskij i Bieriezowskaja. W opowiadaniu nazwiska z końcówką -skij/-ckij pozwoliłam sobie spolszczyć i uciąć -j.
W języku rosyjskim jako formę grzecznościową stosuje się II os. lm.
Na przykład: „Anno Leonidowno, pomyślcie, co byście zrobili, gdybyście wygrali milion rubli”.
Język rosyjski nie ma wołacza, więc w tym przypadku także pozwoli-
łam sobie na spolszczenie. Oficjalnie nie ma wołacza, ponieważ bardzo
często można spotkać się z ucinaniem końcówki „-a” przy zwracaniu się do drugiej osoby: „Kiś, a wiesz, że cię kocham?” („Kisia” to coś w rodzaju „kochanie” w stosunku do kobiety), „Tań, przesuń się, proszę” (od zdrobnienia Tania, czyli Tatiana), „Sasz, gdzie ty się podziewasz?” (od Sasza).
Do napisania książki przygotowywałam się, oglądając Kryminalną
Rosję, programy o życiu w Rosji w latach 90-tych, uczęszczając na
spotkania Koła Naukowego Kryminologów na Uniwersytecie Gdań-
skim, czytając podręczniki do profilowania, w tym jeden po rosyjsku
do profilowania językoznawczego, a także artykuły w internecie oraz pytając u źródła, czyli u mojego męża, który jest policjantem w Moskwie. Mam nadzieję, że dobrze odrobiłam pracę domową i nie mam się czego wstydzić. Jeżeli jednak znajdą się niedociągnięcia, to bardzo, ale to bardzo przepraszam i będę wdzięczna za ich wskazanie. Poza piosenkami i imionami, umieściłam w tekście jeszcze kilka niespodzianek, zarówno fabularnych, kulturowych, jak i językowych – może ktoś znajdzie.

"Rozdział I
Profesjonalista

Nie ma przebaczenia. Nie ma przebaczenia dla osób, które są skłonne zmącić komuś tak przepiękną noc jak ta. Księżyc w pełni dobrotliwie spoglądał na opustoszałe ulice. Tylko od czasu do czasu jakaś zbłąkana fioletowa chmura, która dostała się pod barwną księżycową łunę, przysłaniała srebrny glob na kilka chwil. Było cicho. Bardzo cicho. Dał się słyszeć jedynie szum drzew kołyszących się na wietrze i szelest liści, które hulały po chodniku oświetlonym przez stare latarnie. Lampy te były okrągłe i rzucały wątły niebieskawy blask na liście drzew. Te z kolei, bujając się na gałęziach, sprawiały wrażenie, jakby mrugały. A może to te latarnie mrugały? W każdym razie miało się wrażenie, że podwórko jest nieustannie czujne. W ciągu dnia natomiast czuwali nad nim staruszkowie, zajmujący się monitoringiem sąsiedzkim. Gdyby Ksenia Stanisławowna nie poszła spać dosyć wcześnie, może
i ona delektowałaby się nocną ciszą. Grzbietem wciskał się w jej plecy Miauzer – bury kocurek. Kiedyś tak bardzo niechciany.
Nagle dało się słyszeć pukanie do drzwi. Ksenia momentalnie
otworzyła oczy. Nie miała pojęcia, kto mógłby chcieć ją odwiedzić.
Tym bardziej o takiej porze. Sprawnym ruchem ręki sięgnęła pod
poduszkę i wyciągnęła nóż – prezent od Ilii Fiodorowicza. Zawsze go tam trzymała, kiedy pogrążona była we śnie. Opierając się plecami o ścianę, ostrożnym krokiem przybliżyła się do drzwi. Jej nieproszony gość był widocznie bardzo zniecierpliwiony, gdyż zaczął pukać i dzwonić znowu i znowu… Gdy Ksenia spojrzała przez wizjer, zobaczyła brata. Opuściwszy nóż, schowała go na swoje miejsce i poszła otworzyć drzwi.
– Cześć, siostrzyczko!
– Cześć – odparła sucho.
– Nie śpisz?
– Już nie.
– Nie przeszkadzamy? – Jego uwadze nie umknęło, że Ksenia podniosła jedną brew. – To mój przełożony, Lebiediew Aleksiej Igoriewicz.
– Dobry wieczór – odezwał się ten cały Aleksiej Igoriewicz.
Choć Lebiediew był rosłym mężczyzną pod czterdziestkę, zadbanym, dokładnie ogolonym, to jego głos był na tyle nieśmiały, że aż do niego nie pasował. Wstydził się pewnie, że jest nietrzeźwy. Obaj zdrowo popili i na kilometr czuć było od nich ostry zapach „Stolicznej”.
– Możemy wejść? – spytał Jura, brat Kseni.
– Jak musicie… – mruknęła niechętnie.
Obaj weszli do środka. Ksenia nie spuszczała z nich chłodnego
spojrzenia. Dało się odczuć bijącą z jej strony niechęć, toteż Aleksiej, pomimo upojenia alkoholowego, szybko poczuł, że jest tutaj persona non grata. Zapragnął czym prędzej opuścić to mieszkanie i zapomnieć, że kiedykolwiek tu był. A przecież upił się dzisiaj na wesoło. Po raz pierwszy od czterech lat.
Rozejrzał się po salonie, do którego wchodziło się bezpośrednio
przez wejściowe drzwi. Przedpokoju nie było. Ktoś bardzo długo
nie robił tutaj remontu, o czym świadczyły koraliki, które zwisały
aż do ziemi (drzwi nie było), skrzypiąca podłoga i stare szare żaluzje
na drewnianych oknach. Za szklanymi drzwiczkami segmentu był wystawiony cały rząd kaset VHS z tytułami filmów na białej taśmie
klejącej. Obok ułożono mnóstwo kaset z muzyką, przy czym w jedną z nich, tę, która leżała bez opakowania, wetknięty został ołówek. Przy nich natomiast stała wieżyczka z pięciu gier do Pegasusa. W kącie dostrzec można było konsolę stojącą na starym video. W przednim rzędzie natomiast leżał walkman, tęczowa sprężynka, plastikowe zabawki z superbohaterami oraz z kreskówek Disneya, a także popularny niegdyś troll z bujną jasnofioletową czupryną. Znalazł się nawet nieduży kolorowy segregator. Jak ten na karteczki… Na przedmiotach tych nie było ani odrobiny kurzu.
Na podłodze wyłożonej ciemnosiwą wykładziną stały stopy właścicielki mieszkania w białych skarpetkach i klapkach z napisem „Kubota”. Dalej szczuplutkie nogi w czarnych dżinsowych rurkach, wyżej obcisły szary golf, który ładnie uwydatniał kształty. Nad nim z kolei wyraźnie zarysowany podbródek, będący zwieńczeniem owalnej twarzy, niezbyt szerokie bladoróżowe usta, leciutko zadarty nosek i… I znowu one. Pogardliwie patrzące chłodne oczy. A przecież były barwy piwnej, powinny więc bić ciepłem, gościnnością, tworzyć atmosferę przytulności, a tutaj… Losza starał się uciec wzrokiem na jej brwi – wąziutkie, cieniutkie, zadbane… Cholera! Znów te oczy! Włosy miała niedługie, do uszu, falujące. Blondynka, ale farbowana, co widać po odrostach. No nie! Znowu te oczy!
Losza zdecydował, że najlepiej będzie, jeśli wyjdzie, wezwie taksówkę i przeprosi. Albo lepiej wezwie taksówkę, wyjdzie i przeprosi… Nie, to jednak nie miało sensu. Czuł, że w głowie kręci mu się coraz bardziej i bardziej.
A w taksówce przecież nie wiadomo, na kogo się trafi – albo na
jakiegoś gadatliwego Gruzina, który nie da spokoju, albo na niepozornego Tadżyka, który jeszcze okradnie pijanego.
Usiedli obaj za stołem w maleńkiej kuchni. Trzeba było przynieść
fotel z pokoju, bo Ksenia miała tylko jedno krzesło.
– Nie wypijesz z nami? – spytał siostrę Jura.
– Nie – ucięła krótko i poszła do swojej sypialni, zamykając za
sobą drzwi.
Losza i Jura odprowadzili Ksenię wzrokiem.
– Wiesz, Jura… Ja to lepiej pójdę…
– No gdzie że tobie o tej porze?! – odparł Smirnow, łapiąc kompana za ramię. – Ksiusza nie ma nic przeciwko, że u niej przenocujemy. Miejsce jest… Zaraz, tylko znajdę graniaste szklanki… – Jura
podniósł się, otworzył jedną z szafek i zachwiawszy się na nogach,
upadł na krzesło. – Cholera jasna… U niej nigdy nie ma wystarczająco naczyń…
Pili więc prosto z butelki, zagryzając słoniną, w którą zawczasu
się zaopatrzyli.
A Miauzer jak to Miauzer. Kręcił się pod nogami. Wlazł wreszcie na
stół i z zaciekawieniem powąchał butelkę, czego zaraz pożałował.
Nieprzyjemny zapach odrzucił go tak samo, jak Ksenię. Ale choć ze
stołu szybko się zmył, to ani Loszy, ani Jury nie odstępował na krok.
Nieustannie ocierał się o nogi, pomrukując przy tym z zadowoleniem. W końcu wdrapał się na kolana Loszy i tam zaczął się łasić, trącając głową podbródek.
– Lubi cię – podsumował Jura i padł twarzą na stół.
Gdy jego przyjaciel spał, Losza jeszcze drapał kota, rozglądając
się po mieszkaniu, dopóki i jego oczy nie zostały zamknięte wódką.
A Miauzer usadowił się na stole pomiędzy chrapiącymi gośćmi,
choć ostra woń alkoholu wciąż unosiła się w powietrzu. Taki już
był. Pomimo tego wszystkiego, co go spotkało. Ksenia znalazła go
pewnego razu na klatce schodowej. Akurat kiedy szła, otworzyły się..."

Strona główna / Powieści, dramaty / “Przykazanie szóste” – Nina Detmer “Przykazanie szóste” – Nina Detmer20,00 zł – 45,00 złZakres cen: od 20,00 zł do 45,00 zł Wybierz Wyczyść ilość "Przykazanie szóste" - Nina Detmer SKU: Brak danych Kategoria: Powieści, dramaty ...

Jeszcze w tym miesiącu wznowimy sprzedaż tomiku Pawła Szamborskiego "Pastelowe wiersze".„Pastelowe Wiersze” to zbiór poe...
16/05/2026

Jeszcze w tym miesiącu wznowimy sprzedaż tomiku Pawła Szamborskiego "Pastelowe wiersze".

„Pastelowe Wiersze” to zbiór poetyckich obrazów powstałych na podstawie uważnego patrzenia na sztukę i naturę.

Wiersze zawarte w tym tomiku są ekfrazami – poetyckimi odpowiedziami na obrazy, drewniane rzeźby oraz prace tworzone techniką pirografii, które poruszają mnie. Każdy obraz, każda rzeźba i każdy wypalony kontur staje się iskrą, z której rodzi się słowo.

To drugi tomik poezji Pana Pawła – dojrzalszy, cichszy, głębszy. Pisze go jako osoba niepełnosprawna, zmagająca się z chorobą oraz z depresją. Dlatego jeden z rozdziałów prowadzi przez jego mrok – lecz i tam tli się światło, które nie gaśnie.

W tym zbiorze spotykają się cisza natury, pastel światła, piękno prostoty, pamięć domu, łagodność wiary i kruchość człowieka, który pragnie pozostać obecny.

Niech te wiersze staną się dla Czytelnika chwilą zatrzymania, powrotem do tego, co ważne, i cichym światłem, które prowadzi dalej.

Na ten tomik jeszcze trochę trzeba zaczekać, ale prace trwają...
14/05/2026

Na ten tomik jeszcze trochę trzeba zaczekać, ale prace trwają...

Wkrótce ukaże się nowy tomik pięknych wierszy:
12/05/2026

Wkrótce ukaże się nowy tomik pięknych wierszy:

"W pięknym ogrodzie skąpanym rosą o słońca wschodzie,młody motyl w tulipanie, spijał nektar na śniadanie. Rafael miał na...
11/05/2026

"W pięknym ogrodzie skąpanym rosą o słońca wschodzie,
młody motyl w tulipanie, spijał nektar na śniadanie. Rafael miał na imię, na świat przyszedł temu chwilę i nie
wiedział o tym jeszcze, że w ogrodzie dom swój miały
owady, ptaki i świerszcze.
Ledwie wyjrzał z tulipana – patrzy – róża, wielka
dama. Na niej siedzi Hipolita, nocny motyl, ćma zaspana.
Przyodziała się w piżamę w kropki, wzorki cętkowane,
ułożyła się wygodnie, powiedziała głośno, godnie:
– Wstanę, gdy już minie dzień, bo to pora jest
dla ciem.

W białej lilii kwiatostanie, dziś w ogrodzie jest spotkanie.
Zleciały się motylki pawiki, bielinki, prężą dumnie swe
skrzydełka rusałki, cytrynki. Tu niepylak Apollo prezentuje kolory, tam dukacik czerwony, każdy jak brylancik,
każdy ma walory. To motyli jest parada, nasz Rafael
cicho siada, rozkłada skrzydełka jak jedwab, jak mgiełka.
Delikatne, zwiewne, piękne, sam miał skrzydła nieprzeciętne, lecz gdy admirał Horacy spytał go o pochodzenie,
on nie wiedział, co to znaczy.
– Niebanalne masz kolory, piękne kształty oraz
wzory. Niepodobne do pawika czy bielinka kapustnika.
Zachwyt budzisz elegancją i wrodzoną w ruchach gracją.
Widzi mi się, Rafaelu, że królowej jesteś paziem, blisko
dworu w każdym razie...."

Powyżej umieszczony jest fragment pięknej bajki dla dzieci "Rafael i Horacy" Małgorzaty Miecznikowskiej.

Strona główna / Bajki / “Rafael i Horacy” – Małgorzata Miecznikowska “Rafael i Horacy” – Małgorzata Miecznikowska20,00 zł – 35,00 złZakres cen: od 20,00 zł do 35,00 zł Wybierz Wyczyść ilość "Rafael i Horacy" - Małgorzata Miecznikowska SKU: Brak danych Kategoria: Ba...

Słowa potrafią upadać.Zatracać się w nas,zaplatać swoje gałęzie na szyjach.Boję się samogłosek rzucanych na wiatr.Obawy ...
07/05/2026

Słowa potrafią upadać.
Zatracać się w nas,
zaplatać swoje gałęzie na szyjach.
Boję się samogłosek rzucanych na wiatr.
Obawy swe zarzucam na drzewo jak pranie,
chcę te wszystkie liście
każdy skrawek mięśnia
możliwości wszelakie, unerwienia mojego centrum sterowania
udoskonalać jak konstelacje.
Czemu smucą mnie te przetwarzania?
Powątpiewam jak baca o dobrą pogodę
jak samotnie porzucony koń na dolinie uwiązany na linach za zęby
nawet krzyk nam odebrano.
Jak układać plansze na zegarze?
Jak stwarzać w sobie kolejne gwiazdozbiory?
Jak czuć wyrastanie korzenne?
Znajdywać czyste liście swojego wytchnienia?
Obawiam się.
Wątpię,
gubię wspaniałość skrzydeł motylich.
Już sama nie wiem, czy prawdą jest to lato, czy zima była fałszem.
Gdzie szukać ukojenia?
Jak odnajdywać mapy koniuszków swoich małych zziębniętych
opuszków na krańcach wszystkich konarów?
Nic już nie rozumiem i jakoś smutno mi po prostu…
To jest takie uczucie,
kiedy idziesz zgodnie ze szlakiem,
podajesz w wątpliwość,
sprawdzasz kompas, ale jest Ci dobrze tak wewnętrznie.
Nagle znienacka pojawia się burza
wszystkie możliwe duchy zza morza
piszą o Tobie dzienniki Twojego poznania,
a Ty jakbyś nigdy siebie nie widziała…
Oddajcie mi wiarę w sople lodu i przejrzystość kropli potu!

Chciałabym teraz leżeć na Twojej klatce
czuć Twój oddech,
czytać Ci wiersze wielkich, co też łapali te burze.

To jeden z pięknych wierszy Magdaleny Kaweckiej, wydany w tomiku "Skrawki rzęs".

Strona główna / Poezja / “Skrawki rzęs” – Magdalena Kawecka “Skrawki rzęs” – Magdalena Kawecka35,00 zł – 50,00 złZakres cen: od 35,00 zł do 50,00 zł Wybierz Wyczyść ilość "Skrawki rzęs" - Magdalena Kawecka SKU: Brak danych Kategoria: Poezja Product ID: 1868 Opis In...

Adres

Malbork

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wydawnictwo Debiutant umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Wydawnictwo Debiutant:

Udostępnij

Kategoria