24/07/2026
𝐁𝐲ł𝐚 𝐬𝐞𝐤𝐫𝐞𝐭𝐚𝐫𝐳 𝐠𝐦𝐢𝐧𝐲 𝐎𝐫𝐧𝐞𝐭𝐚 𝐬𝐤𝐚𝐳𝐚𝐧𝐚
Była sekretarz gminy Orneta została prawomocnie skazana. Sprawa dotyczyła dokumentacji postępowania na usługi BHP i PPOŻ., terminów składania ofert, dokumentów włączanych do akt po czasie oraz późniejszych zmian w dokumentacji.
Sąd Okręgowy w Olsztynie nie podzielił stanowiska obrony i wydał surowsze rozstrzygnięcie niż sąd pierwszej instancji.
Dlaczego ta sprawa jest ważna dla mieszkańców? Bo urząd działa za publiczne pieniądze i w publicznym zaufaniu. Dokument urzędowy nie jest kartką roboczą, którą można po czasie dopasować do wygodnej wersji wydarzeń.
𝗡𝗶𝗸𝘁 𝗻𝗶𝗲 𝘀𝘁𝗼𝗶 𝗽𝗼𝗻𝗮𝗱 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗲𝗺.
Szczegóły czytaj dalej:
𝐏𝐫𝐚𝐰𝐨𝐦𝐨𝐜𝐧𝐲 𝐰𝐲𝐫𝐨𝐤 𝐰 𝐬𝐩𝐫𝐚𝐰𝐢𝐞 𝐝𝐨𝐤𝐮𝐦𝐞𝐧𝐭ó𝐰 𝐔𝐫𝐳ę𝐝𝐮 𝐌𝐢𝐞𝐣𝐬𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐰 𝐎𝐫𝐧𝐞𝐜𝐢𝐞
To nie jest tekst o polityce. To tekst o dokumentach, odpowiedzialności i granicach prawa w samorządzie.
𝟏. 𝐖𝐲𝐫𝐨𝐤 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐨𝐦𝐨𝐜𝐧𝐲
Sąd Okręgowy w Olsztynie, VII Wydział Karny Odwoławczy, wyrokiem z 25 czerwca 2026 r., sygn. akt VII Ka 76/26, zmienił wcześniejsze rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego w Lidzbarku Warmińskim z 12 listopada 2025 r., sygn. akt II K 116/24. Sprawa dotyczyła osoby pełniącej wówczas funkcję sekretarza gminy w Urzędzie Miejskim w Ornecie, w czasie poprzedniej kadencji samorządowej 2018-2024.
W pierwszej instancji Sąd Rejonowy uznał winę oskarżonej, ale nie wydał wyroku skazującego - warunkowo umorzył postępowanie karne na okres próby dwóch lat. Jednocześnie orzekł nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego oraz zwrot poniesionych przez niego wydatków.
Z tym rozstrzygnięciem nie zgodziły się wszystkie strony: prokurator, oskarżyciel posiłkowy (pokrzywdzony) oraz obrońca oskarżonej. Szczególnie istotne było stanowisko prokuratury: obszerna apelacja prokuratora, popierana przed Sądem Okręgowym przez prokuratora Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, pokazywała, że oskarżyciel publiczny również nie zaakceptował łagodnego rozstrzygnięcia Sądu Rejonowego. Warto dodać, że oskarżona formalnie nie przyznała się do popełnienia zarzucanych czynów, a na etapie apelacji popierała stanowisko obrońcy, który wnosił o jej uniewinnienie. Ostatecznie sąd odwoławczy tego stanowiska nie podzielił.
Po apelacjach zapadło rozstrzygnięcie surowsze: prawomocny wyrok skazujący. Sąd odwoławczy wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na 1 rok, grzywnę 100 stawek dziennych po 20 zł oraz łączny zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych i nadzorczych na 2 lata. Orzeczono także należności na rzecz pokrzywdzonego oraz koszty postępowania.
𝐂𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐝𝐨𝐭𝐲𝐜𝐳𝐲𝐥𝐚 𝐬𝐩𝐫𝐚𝐰𝐚 ?
Sprawa dotyczyła postępowania prowadzonego w Urzędzie Miejskim w Ornecie w sprawie wyboru wykonawcy usług z zakresu BHP i PPOŻ. na 2023 rok. Termin składania ofert upływał 14 listopada 2022 r. Nie chodziło więc o drobny błąd biurowy ani zwykłą omyłkę w papierach. Chodziło o dokumentację urzędową, daty dokumentów, ich obecność w aktach oraz o to, czy dokumenty oddawały rzeczywisty przebieg procedury.
Z wyroku wynika, że po upływie terminu do składania ofert do akt postępowania włączono ofertę innego wykonawcy datowaną na 10 listopada 2022 r. oraz notatkę z rozeznania rynku datowaną na 15 listopada 2022 r. Dokumenty te miały wskazywać, niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy, że oferta została złożona w terminie i była najkorzystniejsza. Problem polegał więc nie tylko na samej dacie dokumentów, ale na stworzeniu w aktach obrazu procedury, który nie odpowiadał jej rzeczywistemu przebiegowi.
Drugi etap sprawy był jeszcze bardziej wymowny. Sąd ustalił, że w lutym 2023 r. z akt postępowania usunięto wcześniejszą ofertę oraz wcześniejszą notatkę, a następnie sporządzono i użyto dokumentów z datami grudniowymi. Wśród nich były m.in. zapytanie ofertowe datowane na 19 grudnia 2022 r., adnotacja o dacie wpływu oferty oraz notatka z rozeznania rynku datowana na 20 grudnia 2022 r., faktycznie sporządzona 20 lutego 2023 r.
Sąd przyjął, że działania te godziły zarówno w interes publiczny, jak i prywatny interes pokrzywdzonego. Dla interesu publicznego oznaczało to naruszenie zaufania do dokumentów urzędowych, zasad równego traktowania wykonawców, przejrzystości procedury oraz prawidłowego wydatkowania środków publicznych. Dla pokrzywdzonego oznaczało to pozbawienie rzetelnej procedury i realnej możliwości oceny jego oferty na takich samych zasadach, jakie powinny obowiązywać wszystkich wykonawców. To istotne: urząd działa za publiczne pieniądze i w publicznym zaufaniu. Dokument urzędowy nie jest kartką roboczą, którą można po czasie podmienić, poprawić albo dopasować do wygodnej wersji wydarzeń.
𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗲𝗻 𝘄𝘆𝗿𝗼𝗸 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘄𝗮ż𝗻𝘆?
Ten wyrok jest ważny dla mieszkańców, bo nie dotyczy wyłącznie jednej sprawy ofertowej, lecz sposobu działania urzędu, kontroli nad dokumentami i odpowiedzialności za publiczne decyzje. Urząd działa za publiczne pieniądze i w publicznym zaufaniu. Funkcja publiczna nie jest przywilejem bezkarności, a stanowisko nie chroni przed odpowiedzialnością. Nie chodzi o to, aby z góry przesądzać odpowiedzialność osób, których sąd w tej sprawie nie skazał. Chodzi o zasadę, bez której urząd traci wiarygodność: tam, gdzie są dokumenty, podpisy i publiczne pieniądze, tam musi być także realny nadzór. Dlatego czytelnik ma prawo zadać pytanie: gdzie w tym czasie byli zwierzchnicy? Czy interesowali się tym, jak prowadzono postępowanie? Czy pytali o dokumenty? Czy reagowali na sygnały ostrzegawcze? Czy po ujawnieniu problemu postawili na pełną przejrzystość, czy raczej na obronę wizerunku?
Ten tekst nie odpowiada za sąd i nie przypisuje nikomu odpowiedzialności, której nie stwierdzono prawomocnym wyrokiem. Pokazuje jednak dokumenty, daty i treść prawomocnego rozstrzygnięcia. A po ich zestawieniu pytania o nadzór, reakcję i późniejsze publiczne tłumaczenia ówczesnych władz są nie tylko uprawnione. Są konieczne.
Poczucie bezkarności nie rodzi się w próżni. Rodzi się tam, gdzie zbyt długo nikt nie pyta, nikt nie reaguje, nikt nie chce widzieć problemu albo wygodniej jest nazwać go polityczną awanturą. Dlatego ta sprawa powinna być lekcją nie tylko dla jednej osoby, ale dla całego lokalnego samorządu.
3. W takich sprawach szczególnie wyraźnie widać chorobę lokalnych układów: ten, kto zauważył łamanie prawa i zaczął domagać się prawdy, bywa przedstawiany niemal jak wróg - nie dlatego, że zrobił coś złego, lecz dlatego, że nie pozwolił zamieść sprawy pod dywan. Nie osoba, która naruszyła zasady. Nie ci, którzy mieli obowiązek reagować, gdy dokumenty i procedury zaczęły budzić wątpliwości. Problemem ma być pokrzywdzony, bo nie milczy, nie odpuszcza i konsekwentnie domaga się wyjaśnienia sprawy. To jest klasyczny mechanizm odwracania odpowiedzialności. Ludzie przyzwyczajeni do wpływu i stanowisk często najtrudniej znoszą moment, w którym ktoś mówi im: „nie jesteście ponad prawem”. A przecież właśnie po to istnieją sądy, dokumenty i jawność życia publicznego - żeby obywatel nie musiał kłaniać się przed poczuciem bezkarności lokalnej władzy.
𝐍𝐢𝐤𝐭 𝐧𝐢𝐞 𝐬𝐭𝐨𝐢 𝐩𝐨𝐧𝐚𝐝 𝐩𝐫𝐚𝐰𝐞𝐦
Postępowanie trwało długo: od zdarzeń z lat 2022–2023 do prawomocnego wyroku w 2026 r. Przesłanie tego wyroku jest jednak czytelne: nikt nie stoi ponad prawem. Każdy, kto działa w imieniu urzędu, działa w imieniu mieszkańców i może zostać rozliczony z decyzji, zaniechań oraz publicznych tłumaczeń, które nie wytrzymały zderzenia z faktami i dokumentami.
Dla osób, które chcą samodzielnie zapoznać się z dokumentami, najważniejsze sygnatury to: sprawa przed Sądem Rejonowym w Lidzbarku Warmińskim II K 116/24 oraz sprawa odwoławcza przed Sądem Okręgowym w Olsztynie VII Ka 76/26.
Każdy czytelnik może w trybie dostępu do informacji publicznej wystąpić do właściwego sądu o udostępnienie zanonimizowanego wyroku. Jeżeli sporządzono albo zostanie sporządzone pisemne uzasadnienie wyroku, można również wnosić o udostępnienie jego zanonimizowanej treści.
Marcin Sawaniewicz
Plakat wygenerowany na potrzeby artykułu przez AI.