REDY RMH

REDY RMH Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od REDY RMH, Twórca cyfrowy, Otwock.

Wrzesień 1944 rokuOperacja Market Garden – odważny plan, gorzka lekcja i polska odwaga pod Driel17 września 1944 roku ro...
17/09/2026

Wrzesień 1944 roku

Operacja Market Garden

– odważny plan, gorzka lekcja i polska odwaga pod Driel

17 września 1944 roku rozpoczęła się największa operacja powietrznodesantowa II wojny światowej.

Plan marszałka Montgomery’ego był śmiały: stworzyć 100-kilometrowy korytarz wzdłuż okupowanej Holandii, uchwycić kluczowe mosty na Renie i otworzyć wojskom alianckim prostą drogę do serca Niemiec.

Wojna miała zakończyć się przed Bożym Narodzeniem.

Rzeczywistość okazała się jednak niezwykle surowa.

Zignorowane doniesienia wywiadu o pancernych dywizjach SS w rejonie Arnhem, fatalne warunki pogodowe, zawodząca łączność i wąska, trudna do obrony droga natarcia podeszły pod pojęcie, które przeszło do historii – „o jeden most za daleko”.

W tej dramatycznej batalii kluczową i heroiczną rolę odegrali polscy żołnierze z 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej pod dowództwem gen. Stanisława Sosabowskiego.

Gdy desantowali się w rejonie Driel pod zmasowanym ostrzałem wroga, sytuacja Brytyjczyków w Arnhem była już niemal beznadziejna.

Polacy nie tylko podjęli morderczą próbę przeprawy przez Ren, by ratować okrążonych alianckich kolegów, ale swoją niezłomną postawą osłaniali odwrót niedobitków brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej.

Gen. Sosabowski od początku celnie punktował słabe strony operacji, ostrzegając przed zbyt optymistycznymi założeniami.

Mimo że polscy spadochroniarze wykazali się najwyższym poświęceniem i męstwem, brytyjskie dowództwo

– próbując zrzucić z siebie odpowiedzialność za niepowodzenie – niesłusznie obarczyło gen. Sosabowskiego winą za porażkę.

W fazie powietrznej (1. Aliancka Armia Desantu Powietrznego) udział brały:

- 101. Amerykańska Dywizja Powietrznodesantowa („Screaming Eagles”) – rejon Eindhoven i Veghel

- 82. Amerykańska Dywizja Powietrznodesantowa („All-American”) – rejon Nijmegen i Grave

- 1. Brytyjska Dywizja Powietrznodesantowa („Red Devils”) – kluczowy, najbardziej wysunięty most w Arnhem

- 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa (polska) – pod dowództwem gen. Stanisława Sosabowskiego, skierowana jako wsparcie desantu pod Arnhem i Driel

Dziś pamiętamy nie tylko o taktycznym wymiarze tamtych walk, ale przede wszystkim o bezgranicznym oddaniu polskich żołnierzy, którzy walczyli z myślą o wolnej Polsce na każdym froncie Europy.

Cześć i chwała Bohaterom!

***

Operacja Market Garden – największa w historii operacja powietrznodesantowa

– została zaplanowana przez brytyjskiego marszałka Bernarda Law Montgomery’ego na wrzesień 1944 roku.

Po udanym lądowaniu w Normandii i szybkim marszu przez Francję i Belgię, alianci napotkali trudności logistyczne.

Montgomery zaproponował śmiały, choć niezwykle ryzykowny plan:

zamiast uderzać na całej szerokości frontu, wykonać jedno potężne, skondensowane pchnięcie przez terytorium Holandii.

Plan zakładał opanowanie kluczowych bridges na rzekach i kanałach Holandii oraz utworzenie 100-kilometrowego „korytarza” sięgającego aż po dolny Ren w Arnhem:

- Część „Market”:

Wykorzystanie 1. Alianckiej Armiej Desantu Powietrznego.

Amerykańska 101. Dywizja Powietrznodesantowa miała zająć mosty w rejonie Eindhoven; amerykańska 82. Dywizja Powietrznodesantowa odpowiadała za rejon Nijmegen i Grave;
brytyjska 1. Dywizja Powietrznodesantowa wraz z polską 1. Samodzielną Brygadą Spadochronową dostała najtrudniejsze zadanie – opanowanie i utrzymanie drogowego mostu w Arnhem

- Część „Garden”:

Lądowe natarcie brytyjskiego 30. Korpusu pod dowództwem gen. Briana Horrocksa, który poruszając się jedną wąską szosą, miał w ciągu maksymalnie 48 godzin dotrzeć do Arnhem, łącząc się z kolejnymi grupami spadochroniarzy

Głównym celem było ominięcie niemieckiej Linii Zygfryda od północy, zajęcie przemysłowego serca III Rzeszy (Zagłębia Ruhry) i przypieczętowanie końca wojny przed grudniem 1944 roku.

Przebieg Działań (17–25 września 1944):

- 17–18 września (Pierwsze Zrzuty):

Początek operacji przebiegał pomyślnie.

Amerykanie opanowali większość celów na południu, choć Niemcy zdążyli wysadzić kluczowy most w Son, co spowolniło marsz 30. Korpusu.

Brytyjczycy w Arnhem zrzucili się zbyt daleko od miasta (ok. 10–15 km), gubiąc efekt zaskoczenia.

Z całej dywizji jedynie batalion ppłk. Johna Frosta dotarł do północnego przyczółka mostu w Arnhem

- 19–20 września (Zacięty Opór i Problemy):

Nieludzkie walki pod Arnhem.

Batalion Frosta został odcięty i otoczony.

Brytyjski 30. Korpus posuwał się wyjątkowo wolno jedyną groblą (Hell's Highway), stając się łatwym celem dla niemieckich dział.

Po heroicznym forsowaniu rzeki Waal w Nijmegen przez amerykańskich spadochroniarzy, alianci zdobyli tamtejszy most, ale opóźnienie w marszu na północ wynosiło już kilkadziesiąt godzin

- 21–23 września (Lądowanie Polaków pod Driel):

Po wielodniowych opóźnieniach spowodowanych mgłą w Wielkiej Brytanii, polska 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa pod dowództwem gen. Stanisława Sosabowskiego zrzuciła się po drugiej stronie Renu, w rejonie miejscowości Driel.

Polacy z miejsca dostali się pod silny ostrzał.

Ich celem była próba przedostania się na północny brzeg i wsparcie dogorywającej brytyjskiej 1. Dywizji.

Z powodu braku odpowiednich łodzi i silnego prądu rzeki udało się przeprawić jedynie nielicznym grupom polskich spadochroniarzy

- 24–25 września (Ewakucja i Upadek):

Obrona po północnej stronie Renu przestała istnieć.

W nocy z 25 na 26 września przeprowadzono operację „Berlin” – ewakuację niedobitków brytyjskiej dywizji przez Ren.

Polscy żołnierze osłaniali ten odwrót, ponosząc ciężkie straty.
Kluczowe Błędy i Przyczyny Porażki :

- Zignorowanie Wywiadu:

Dowództwo alianckie zignorowało meldunki podziemia i zdjęcia lotnicze wskazujące, że w rejonie Arnhem regenerują się dwie doświadczone niemieckie dywizje pancerne SS (9. „Hohenstaufen” i 10. „Frundsberg”)

- Łączność i Pogoda:

Radiostacje brytyjskie w Arnhem nie działały z powodu złego doboru częstotliwości i ukształtowania terenu.

Załamanie pogody nad Anglią i Kanałem La Manche uniemożliwiło terminowe dosyłanie posiłków i zaopatrzenia

- Taktyka Jednej Drogi:

Natarcie lądowe 30. Korpusu uzależnione było od jedynej wąskiej grobli biegnącej przez podmokłe tereny.

Zniszczenie pierwszego czołgu blokowało całą kolumnę na długie godziny

Wrabianie gen. Sosabowskiego

Przed rozpoczęciem operacji gen. Stanisław Sosabowski wielokrotnie krytykował plan Montgomery’ego i Browninga, wskazując na skrajny optymizm, lekceważenie sił wroga oraz brak zabezpieczenia przepraw.

Po klęsce operacji brytyjskie dowództwo (głównie gen. Frederick Browning) postanowiło odsunąć od siebie odpowiedzialność i obarczyło winą polskiego dowódcę, zarzucając mu brak woli walki i trudny charakter.

W konsekwencji na naciski Brytyjczyków gen. Sosabowski został pozbawiony dowództwa nad brygadą.

Dopiero po dziesięcioleciach Holendrzy i brytyjscy historycy w pełni zrehabilitowali polskiego generała, honorując 1. SBS najwyższymi odznaczeniami państwowymi Królestwa Niderlandów

Ostatni patrol „Morro”15 września zginął dowódca legendardnej kompanii „Rudy”15 września 1944 roku na Czerniakowie zginą...
15/09/2026

Ostatni patrol „Morro”

15 września zginął dowódca legendardnej kompanii „Rudy”

15 września 1944 roku na Czerniakowie zginął por. Andrzej Romocki „Morro” – dowódca legendarnej 2. kompanii „Rudy” w batalionie „Zośka”, jedna z najbardziej wybitnych postaci Powstania Warszawskiego.

Miał zaledwie 21 lat.

Wychowany w duchu patriotycznym

– jako syn Pawła Romockiego, majora WP i ministra komunikacji II RP

– od pierwszych dni okupacji działał w Szarych Szeregach.

Uczestniczył w kluczowych akcjach podziemia, w tym w Akcji pod Arsenałem oraz w Sieczychach, gdzie zginął Tadeusz Zawadzki „Zośka”.

W Powstaniu Warszawskim przeszedł piekło Woli, Starówki i Czerniakowa.

Wyzwalał obóz Gęsiówka, a mimo odniesionej na Starym Mieście ciężkiej rany twarzy nie oddał dowodzenia.

To pod jego komendą kompania „Rudy” dokonała rzeczy niemal niemożliwej

– podstępem, wykorzystując zdobyczne niemieckie panterki i znajomość języka, przełamała pierścień okrążenia i przedarła się przez Ogród Saski do Śródmieścia.

Był to jedyny oddział, któremu ta sztuka udała się lądem.

Tragedia rodziny Romockich rozegrała się w zaledwie dwa tygodnie.

30 sierpnia w bombardowaniu szpitala przy ul. Miodowej zginął jego młodszy brat, Jan Romocki „Bonawentura”

– żołnierz „Zośki” i poeta, autor przejmującej „Modlitwy”.
15 września przyszedł czas na Andrzeja.

Zginął nad brzegiem Wisły przy ul. Solec od strzału w pierś, wypatrując przeprawy żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego.

W połowie września 1944 roku sytuacja powstańców na Czerniakowie była katastrofalna. Sektor walczył w całkowitym okrążeniu, spychany przez Niemców w stronę Wisły.

Na drugim brzegu rzeki (na Pradze) stały już wojska polskie u boku Armii Czerwonej (1 Armia Wojska Polskiego gen. Zygmunta Berlinga).

Pozostałości batalionu „Zośka”, w tym resztki kompanii „Rudy” pod komendą „Morro”, miały za zadanie osłaniać i zabezpieczyć rejon Przyczółka Czerniakowskiego (w okolicach ul. Solec i Przystani Wioślarskiej), gdzie oczekiwano na desant z prawego brzegu.

Przebieg wydarzeń:

- W ciągu dnia 15 września Andrzej Romocki przebywał w rejonie przybramkowym i wzdłuż wału wiślanego.

Obserwował wschodni brzeg Wisły przez lornetkę, wypatrując łodzi łącznikowych i zapowiadanego wsparcia

- Będąc w pobliżu rejonu ulicy Solec, wychylił się zza osłony lub wszedł na podwyższenie, aby uzyskać lepszy widok na rzekę.

W tym momencie padł pojedynczy, precyzyjny strzał.

Kulka trafiła go prosto w pierś. „Morro” zginął na miejscu
Okoliczności, z jakiego kierunku padł strzał, przez lata budziły dyskusje wśród świadków i historyków:

- Wersja o niemieckim snajperze (najbardziej prawdopodobna):

Niemcy kontrolowali wysokie budynki oraz punkty strzeleckie wzdłuż Alei Poniatowskiego i w rejonie wiaduktu.

Śmiertelny strzał oddał najpewniej strzelec wyborowy, który dostrzegł sylwetkę dowódcy obserwującego rzekę

- Hipoteza o „bratobójczym” ogniu:

Część świadków sugerowała, że strzał mógł paść z drugiego brzegu Wisły, od strony Saskiej Kępy, oddany przez niedoświadczonego żołnierza z pododdziałów Berlinga, który wziął poruszającą się w panterce i niemieckim hełmie postać na wałku za Niemca (żołnierze „Morro” nosili zdobyczne mundury SS).

Wersja ta nie została jednak jednoznacznie potwierdzona

Dla wycieńczonych żołnierzy batalionu „Zośka” śmierć „Morro” była ogromnym ciosem psychicznym.

Zginął dowódca, który cieszył się bezwzględnym autorytetem, słynął z zimnej krwi i przeprowadził ich przez najcięższe próby na Woli i Starówce.

Co niezwykle przejmujące, zginął zaledwie dwa tygodnie po swoim bracie Janie („Bonawenturze”) i w momencie, gdy wyczekiwana pomoc z drugiego brzegu Wisły była dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Po śmierci został tymczasowo pochowany w rejonie ul. Solec na Czerniakowie.

Po wojnie, podczas ekshumacji, jego ciało rozpoznała matka po charakterystycznych śladach po ranie na twarzy.

Wraz z bratem Janem spoczywa w kwaterze Batalionu „Zośka” (A20-2-23/24).

Dziś obaj bracia spoczywają obok siebie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, w kwaterze Batalionu „Zośka”.

Cześć i chwała Bohaterom!

Działalność konspiracyjna „Morro”:

- Przed wojną działał w 21. Warszawskiej Drużynie Harcerskiej.
Podczas okupacji wstąpił do Grup Szturmowych Szarych Szeregów

- Akcja pod Arsenałem (26 marca 1943):

Był członkiem sekcji „Sygnalizacja”, wyznaczonej do przekazywania sygnałów o nadjeżdżającej więźniarce z Janem Bytnarem „Rudym”

- Akcja Sieczychy (20 sierpnia 1943):

Uczestniczył w ataku na posterunek straży granicznej, w którym zginął Tadeusz Zawadzki „Zośka”

Szlak bojowy w Powstaniu Warszawskim :

- Wola:

Brał udział w ciężkich walkach m.in. o cmentarze ewangelickie oraz wyzwoleniu obozu koncentracyjnego Gęsiówka (5 sierpnia), skąd uwolniono 348 Żydów

- Przebicie przez Ogród Saski (30/31 sierpnia):

Po decyzji o ewakuacji Starówki, grupa pod dowództwem „Morro” podstępem i zdecydowanym atakiem przedarła się przez niemieckie linie w Ogrodzie Saskim do Śródmieścia.

Żołnierze użyli zdobytych niemieckich panterek i posłużyli się językiem niemieckim, co zaskoczyło wroga.

Był to jedyny oddział ze Starówki, któremu udała się ta sztuka lądem

- Rana na Starówce:

Podczas walk na Starym Mieście został ranny w twarz (przestrzelony policzek), jednak nie oddał dowodzenia i wrócił na linię

Ciekawostka:Czy wiesz, że naziści, szukając „wydajniejszych” i mniej obciążających psychicznie metod mordowania, stworzy...
13/09/2026

Ciekawostka:

Czy wiesz, że naziści, szukając „wydajniejszych” i mniej obciążających psychicznie metod mordowania, stworzyli mobilne komory gazowe – nazywane oficjalnie Gaswagen?

To jeden z najbardziej mrocznych epizodów technologii wykorzystanej do masowej eksterminacji podczas II wojny światowej.

Jak działały te pojazdy?

Z zewnątrz wyglądały jak zwykłe, szare ciężarówki dostawcze (często marek Saurer czy Magirus-Deutz).

Przestrzeń ładunkowa była jednak całkowicie hermetyczna, a układ wydechowy tak zmodyfikowany, że spaliny zawierające trujący tlenek węgla trafiały bezpośrednio do wnętrza skrzyni.

☠ Tragiczny bilans :

- Ofiary wprowadzano do środka pod pretekstem przeniesienia do innego obozu lub transportu do pracy

- Cały proces trwał około 10–15 minut – często w samej drodze do miejsc masowych pochówków

- Jednorazowo w pojeździe mieszczono od 30 do nawet 60 osób !

Rozwiązanie to wprowadzono na dużą skalę jesienią 1941 roku dla oddziałów Einsatzgruppen na Wschodzie, a niedługo później Gaswageny stały się głównym narzędziem uśmiercania w pierwszym obozie zagłady – Kulmhof w Chełmnie nad Nerem.

Był to bezpośredni krok pomiędzy masowymi rozstrzeliwaniami a budową stacjonarnych komór gazowych na skalę przemysłową, takich jak w Auschwitz czy Treblince.

Inicjatywa stworzenia specjalnych pojazdów wyszła bezpośrednio z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).

Głównymi inżynierami odpowiedzialnymi za projekt i modyfikacje byli SS-Untersturmführer Walter Rauff oraz SS-Hauptsturmführer Friedrich Pradel z Wydziału II D (Sprawy Techniczne) RSHA :

- Seryjne ciężarówki (głównie 5-tonowe Saurery oraz mniejsze Magirusy) trafiały do warsztatów RSHA w Berlinie.

Tam montowano specjalne, hermetyczne nadwozia kryte blachą oraz modyfikowano podwozie

- Rura wydechowa została wyposażona w gwintowany łącznik i elastyczny wąż.

Kierowca przed rozpoczęciem procedury wchodził pod pojazd i podłączał wąż do otworu w podłodze skrzyni ładunkowej

- Aby przyspieszyć proces i rozproszyć gaz równomiernie, podłogę kryto drewnianymi kratownicami.

Po testach wprowadzono także specjalne oświetlenie wnętrza, ponieważ przerażeni ludzie w całkowitej ciemności wywoływali panikę i napierali na drzwi, co utrudniało ich późniejsze otwarcie
Niemcy produkowali dwie główne wersje Gaswagenów:

- Wersja duża (Saurer):

Długość przestrzeni ładunkowej wynosiła około 5,8 metra.
Mogła pomieścić od 50 do 60 osób

oraz

- Wersja mała (Diamond T / Magirus):
Długość około 4,5 metra, przeznaczona dla 25–30 osób

* Raport Rauffa (Słynny dokument z 5 czerwca 1942 roku):

Zachował się kluczowy dowód procesowy – tajna notatka skierowana do Waltera Rauffa z czerwca 1942 roku, w której skrupulatnie i cynicznie opisano "użyteczność" i wady pojazdów:

- Autor raportu (SS-Obersturmführer W***y Just) donosił, że od grudnia 1941 roku "przetworzona została" liczba 97 000 ofiar przy użyciu trzech pojazdów, bez awarii

- W dokumencie sugerowano skrócenie skrzyni ładunkowej o 1 metr.

Zauważono, że gdy przestrzeń jest pełna, pojazd staje się niestabilny na przednią oś, a skrócenie go pozwoli zapakować ludzi gęściej i uzyskać szybsze stężenie tlenku węgla

- Skarżono się na niszczenie elementów elektrycznych i drzwi przez napierające w panice ofiary

Dlaczego z nich zrezygnowano na rzecz stacjonarnych komór?

Choć ciężarówki spełniły swoje zadanie jako mobilne narzędzie mordu, okazały się niewystarczające przy przejściu na skalę przemysłową:

- Gęsty, żrący dym oraz przeciążenia fizyczne doprowadzały do szybkiego zużycia silników i układów wydechowych

- Czyszczenie wnętrza pojazdów ze zwłok i nieczystości po każdym kursie nadal stanowiło ogromny ciężar dla SS-manów i członków Sonderkomando

- Pojazdy wymagały ogromnych ilości paliwa, które w warunkach wojennych było na wagę złota.

Stacjonarne komory gazowe w Belżcu, Sobiborze, Treblince czy Auschwitz-Birkenau (wykorzystujące gaz Cyklon B lub stacjonarne silniki diesla) okazały się znacznie bardziej "wydajne" logistycznie

Szum Otwockich sosen i historia, która spoczywa tuż obok nasCmentarz parafialny w Otwocku ma swój niepowtarzalny klimat....
10/09/2026

Szum Otwockich sosen i historia, która spoczywa tuż obok nas

Cmentarz parafialny w Otwocku ma swój niepowtarzalny klimat.

Pośród starych nagrobków rosną strzeliste sosny, których szum towarzyszy odwiedzającym to miejsce.

To właśnie pod ich cieniem, w otwockiej ziemi, spoczął jeden z najdzielniejszych żołnierzy Powstania Warszawskiego.

Człowiek, który jako 18-latek przeszedł przez najgorsze piekła walk w Szarych Szeregach najsłynniejszego oddziału Armii Krajowej.

To Edward Wiśniewski ps. „Edek” (ur. 6 lipca 1926 r. w Warszawie, zm. 12 sierpnia 1984 r.).

Jego dzieciństwo przypadało na lata 30. XX wieku – sielski, przedwojenny czas na warszawskiej Sadybie.

Wychowywał się w zielonej dzielnicy, w domu przy ul. Godebskiego 17.

Jak całe to niezwykłe pokolenie II Rzeczypospolitej, od najmłodszych lat nasiąkał patriotyzmem, harcerską dyscypliną i miłością do Ojczyzny.

Tę beztroskę przerwał rok 1939.

Edward miał zaledwie 13 lat, gdy wybuchła wojna.

Zamiast spokojnego dorastania – odebrał przyspieszony kurs dojrzałości w konspiracji.

Gdy 1 sierpnia 1944 roku Warszawa chwyciła za broń, ten 18-letni chłopak z Sadyby nie był już zwykłym cywilem.

Pełnił odpowiedzialną funkcję jako kapral podchorąży w II plutonie 3. kompanii „Giewonta” w legendarnym Batalionie „Zośka” (Zgrupowanie „Radosław”) ruszył do walki, przechodząc przez najcięższe piekła Powstania:

- Obrona Woli i Cmentarzy:

Od pierwszych dni walczył na pierwszej linii.

Wraz z Batalionem „Zośka” powstrzymywał pancerne natarcie SS w rejonie ul. Okopowej oraz cmentarzy Powązkowskiego i Ewangelickiego, tocząc krwawe boje o każdy grobowiec

- Piekło Starówki:

Po wycofaniu z Woli bronił bezustannie bombardowanego Starego Miasta, gdzie „Zośkowcy” stanowili elitę obrony

- Podziemny marsz:

Po upadku Starówki zszedł do włazów kanalizacyjnych.

Przeszedł koszmarną, wielogodzinną ewakuację dusznymi, ciemnymi kanałami w fekaliach sięgających pasa, pod ulicami miasta do Śródmieścia

- Ostatni bastion Czerniakowa:

Ze Śródmieścia został skierowany na Górny Czerniaków.

To tam, w całkowitym okrążeniu, bez amunicji, wody i leków, powstańcy walczyli o ostatnie kamienice, dramatycznie wypatrując pomocy zza Wisły, która nigdy w pełni nie nadeszła

Po upadku obrony Edward dostał się do niewoli, gdzie niemiecki okupant zredukował jego imię i bohaterstwo do pięciocyfrowej stali na szyi

– w obozowych kartotekach zapisano go jako jeńca nr 47706.

Przeżył obóz i po wojnie wrócił do kraju.

Przetrwał trudny czas upodlenia, niemieckich stalagów i po wojnie powrócił do ojczyzny.

Wrócił do swojej ukochanej Warszawy.

Los sprawił, że to właśnie Otwock – miasto, które po wojnie stało się domem dla wielu weteranów AK

– stał się miejscem jego wiecznego spoczynku.

Choć symboliczna kwatera Batalionu „Zośka” z brzozowymi krzyżami znajduje się na warszawskich Powązkach, kapral podchorąży „Edek” śni swój sen o wolnej Polsce tutaj, pod strażą strzelistych otwockich sosen.

Ich szum to dziś jedyna kołysanka dla bohatera, który poświęcił swoje młode lata, byśmy my dzisiaj mogli żyć w wolnym kraju.

Dziś kapral podchorąży „Edek” śni swój sen o wolnej Polsce tutaj, pod strażą strzelistych otwockich sosen.

Zapalmy lampkę na jego grobie.

Niech pamięć o nim trwa tak długo, jak rosną tu te sosny.
Cześć i Chwała Bohaterom!

CIEKAWOSTKI :

Służba w podziemiu wymuszała ekspresowe dojrzewanie.

Skąd 18-latek miał stopień kaprala podchorążego?

Młodość w okupowanej Warszawie oznaczała tajne nauczanie i podziemne szkolenia wojskowe. „Edek” ukończył tajną szkołę podchorążych AK.

Wchodząc do walki 1 sierpnia 1944 roku, nie był już tylko cywilnym ochotnikiem

– posiadał wiedzę taktyczną i uprawnienia do dowodzenia ludźmi, co w pierwszych dniach walk na Woli miało kluczowe znaczenie.

Oto jak w praktyce wyglądał proces kiedy trafił do tego elitarnego oddziału:

- Batalion „Zośka” wywodził się bezpośrednio z Grup Szturmowych Szarych Szeregów. Zanim młodzi ludzie trafiali do „Zośki”, przechodzili przez harcerską konspirację (Bojowe Szkoły lub Zawiszaków).

Przedwojenna Sadyba – gdzie mieszkali Wiśniewscy – była środowiskiem mocno nasyconym tradycjami harcerskimi, co ułatwiało kontakt z konspiracyjnymi „trójkami” i wprowadzającym wprowadzenie z polecenia (tzw. wprowadzający)

- „Edek” ukończył tajną Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty.

Do Kedywu Komendy Głównej AK (z którego wywodził się Batalion „Zośka”) nie trafiali przypadkowi ochotnicy z łapanki.

Rekrutacja opierała się na selekcji kadrowej

– kierowano tam najbardziej wyszkolonych, zdyscyplinowanych i sprawdzonych w mniejszych akcjach konspiracyjnych podchorążych i podoficerów

- Przed samym Powstaniem Batalion „Zośka” rozbudowywał swoje struktury o nowe plutony i kompanie kadrowe.

Edward Wiśniewski został przydzielony do 3. kompanii pod dowództwem por. Władysława Cieplaka ps. „Giewont”, gdzie jako kapral podchorąży objął funkcję w II plutonie

Rekrutacja do Batalionu „Zośka” polegała na systemie rekomendacji i stopniowego awansu w strukturach konspiracyjnych.

Żeby trafić do „Zośki” jako 18-letni kapral podchorąży, Edward musiał wykazać się odpowiednim wyszkoleniem i mieć za sobą kilkuletni staż w Szarych Szeregach lub podziemiu na Sadybie

W oficjalnych bazach historycznych (m.in. w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego) przy biogramie Edwarda Wiśniewskiego ps. „Edek” (ur. 1926 r., Batalion „Zośka”) w rubryce losów obozowych widnieje adnotacja: „Niewola niemiecka

– miejsce pobytu nieznane” z zachowanym jedynie numerem jenieckim 47706.

Jednak na podstawie powszechnego szlaku jenieckiego żołnierzy Batalionu „Zośka” i Zgrupowania „Radosław”, którzy zostali wzięci do niewoli na Górnym Czerniakowie pod koniec września 1944 roku, możemy odtworzyć drogę, jaką niemal na pewno przeszedł:

- Obóz przejściowy – Dulag 121 w Pruszkowie:

Po poddaniu się na Czerniakowie powstańcy zostali pędzeni przez zniszczone miasto do punktu zbornego, a stamtąd pociągami towarowymi transportowani do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie, gdzie przeprowadzano selekcję

- Obóz jeniecki dla podchorążych i żołnierzy AK (np. Stalag XI B Fallingbostel lub Stalag VI J Fichtenhain / VI G Bonn-Duisdorf):

Większość żołnierzy ze Zgrupowania „Radosław” (w tym kaprali podchorążych) trafiała do niemieckich stalagów na terenie Rzeszy.

Tam rejestrowano ich w systemie jenieckim, nadając metalowy nieśmiertelnik z numerem – w przypadku Edwarda był to numer 47706

- Komanda pracy i wyzwolenie (1945 r.):

Jako młody, 18-letni podoficer, Edward trafiał najpewniej do obozowych komand pracy (Arbeitskommando), gdzie przetrzymywano jeńców, aż do wiosny 1945 roku, kiedy to obozy na terenie Niemiec zostały wyzwolone przez wojska alianckie (amerykańskie lub brytyjskie)

Brak precyzyjnej nazwy obozu w dokumentach wynika z faktu, że pod koniec wojny (przełom 1944/1945) w niemieckiej biurokracji obozowej panował ogromny chaotyczny ruch, a karty jenieckie wielu żołnierzy AK uległy zniszczeniu lub nie zostały w pełni zdigitalizowane

Oto Wizna, jakiej możecie nie znać. To znacznie więcej niż same „Polskie Termopile”! Kiedy słyszymy nazwę „Wizna”, przed...
08/09/2026

Oto Wizna, jakiej możecie nie znać.

To znacznie więcej niż same „Polskie Termopile”!

Kiedy słyszymy nazwę „Wizna”, przed oczami staje nam wrzesień 1939 roku, kpt. Władysław Raginis i bohaterski opór 720 Polaków przeciwko 42-tysięcznej armii Niemców.

Ale ta niewielka miejscowość nad Narwią kryje w sobie mnóstwo innych, fascynujących historii!

Oto kilka faktów o Wiźnie, o których mogliście nie słyszeć:

- Wizna to nie zawsze była zwykła wieś

Prawa miejskie otrzymała już w 1435 roku!

Przez wieki była stolicą ziemi wiskiej w Księstwie Mazowieckim i ważnym grodem obronnym.

Prawa miejskie utraciła dopiero w 1870 roku w wyniku carskich represji po powstaniu styczniowym

- Dlaczego właśnie tam zdecydowano się bronić?

Dolina Narwi i Biebrzy stanowiła naturalne „wrota” w głąb kraju.

Wizna leży w miejscu, gdzie szosa z Białegostoku do Warszawy przecina szeroką, bagnistą dolinę rzeki Narew.

Teren ten był naturalną przeszkodą dla wojsk zmechanizowanych.

Polskie dowództwo utworzyło tu tzw. Odcinek „Wizna” (o długości ok. 9 km), który miał osłaniać skrzydło Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” i nie dopuścić do wyjścia Niemców na tyły polskich armii broniących linii Wisły.

Polski plan zakładał budowę potężnego pasa 16 żelbetowych schronów.

Do wybuchu wojny zdążono ukończyć tylko część z nich

— żołnierze walczyli często w niegotowych, dusznych bunkrach, bez zamontowanych kopuł pancernych czy wentylacji.

Przebieg walk dzień po dniu :

7–8 września:

Niemieckie pododdziały rozpoznawcze próbowały uchwycić mosty na Narwi.

Polacy sprawnie wysadzili przeprawy, zmuszając wroga do organizowania pociągowych przepraw pontonowych.

Pierwsze natarcia zostały krwawo odparte

9 września:

Na pole bitwy ściągnęły główne siły XIX Korpusu pod personalnym dowództwem gen. Heinza Guderiana.

Niemcy uderzyli zmasowanym ogniem artylerii i bombardowaniami lotniczymi.

Po uchwyceniu przyczółków odcięli poszczególne polskie bunkry od siebie.

Walka przekształciła się w izolowaną obronę poszczególnych punktów oporu.

Niemieckie czołgi podjeżdżały bezpośrednio pod strzelnice, a piechota niszczyła schrony ładunkami wybuchowymi i miotaczami ognia

10 września:

Około godziny 11:00 w rękach polskich pozostawał już tylko dowódczy schron kpt. Raginisa na Górze Strękowej.

Sam dowódca był ciężko ranny.

Guderian postawił ultimatum: albo Raginis podda schron, albo Niemcy rozstrzelają polskich jeńców ujętych we wcześniejszych walkach.

Mając wyczerpaną amunicję i chcąc ratować pozostałych przy życiu żołnierzy, kapitan nakazał podwładnym opuścić bunkier i złożyć broń.

Przed bitwą kpt. Władysław Raginis oraz jego zastępca por. Stanisław Brykalski złożyli uroczystą przysięgę, że żywi nie oddadzą powierzonych im pozycji.

- Porucznik Brykalski zginął 9 września w schronie obserwacyjnym od odłamka pocisku

- Kapitan Raginis, po ewakuacji swoich ludzi 10 września, dotrzymał słowa: został wewnątrz schronu i popełnił samobójstwo, odbezpieczając granat przyłożony do piersi

Skutki i znaczenie operacyjne :

- Trzydniowy opór garstki obrońców całkowicie sparaliżował tempo natarcia całego korpusu pancernego Guderiana

- Opóźnienie niemieckiego manewru oskrzydlającego dało bezcenny czas na organizację obrony Warszawy oraz wycofanie części polskich sił na tzw. Przedmoście Rumuńskie

Dziś ruiny dowódczego schronu na Górze Strękowej to nie tylko poruszający pomnik historii.

Od 2011 roku spoczywają tam odnalezione i ekshumowane szczątki kpt. Raginisa oraz por. Brykalskiego.

To jedno z najbardziej klimatycznych i skłaniających do refleksji miejsc na mapie Podlasia.

Wizna to dziś także brama do Narwiańskiego Parku Narodowego i Kotliny Biebrzańskiej. Meandrująca rzeka Narew, malownicze rozlewiska, spływy kajakowe i setki gatunków ptaków robią niesamowite wrażenie o każdej porze roku.

Wizna to idealny cel na weekendowy wyjazd

— łączy w sobie wielką historię z niesamowitą, dziką naturą.

Cześć i Chwała !

Mniej znane fakty i detale dotyczące bitwy pod Wizną:

- Pi****et w ręku Guderiana

Niemiecki generał Heinz Guderian – twórca koncepcji Blitzkriegu

– był tak wściekły na opóźnienia wywołane przez garstkę Polaków, że osobiście przybył na pierwszą linię frontu pod Wizną.

Gdy polscy żołnierze zacięcie odrzucali kolejne ataki, Guderian groził dowódcy 20. Dywizji Zmotoryzowanej, gen. Mauritzowi von Wiktorinowi, sądem polowym i pozbawieniem dowództwa, jeśli ten natychmiast nie przełamie polskiej obrony

- Schrony bez... drzwi i prądu

Polscy żołnierze dokonali cudu, walcząc w skrajnie surowych warunkach.

Większość żelbetowych schronów pod Wizną była w stanie surowym

– budowę rozpoczęto zaledwie w czerwcu 1939 roku.

Bunkry nie miały zamontowanych stalowych drzwi pancernych (zasłaniano je workami z piaskiem), brakowało w nich wentylacji i instalacji elektrycznej.

Wewnątrz panował ciemny, gęsty od siarki i dymu strzelniczego czad, a żołnierze walczyli przy świecach

- Niemiecka pułapka pod Kurpikami

Polscy obrońcy ze schronu w Kurpikach wykazali się niezwykłym sprytem.

Kiedy niemieckie czołgi otoczyły bunkier i zaczęły zasłaniać jego strzelnice, polscy żołnierze użyli granatów oraz karabinów przeciwpancernych Ur.

Gdy wreszcie skończyła się amunicja do broni ciężkiej, Polacy raz po raz puszczali z głośników... nagrania dźwięków broni maszynowej, co sprawiało, że Niemcy przez długie godziny bali się podejść bezpośrednio pod ściany schronu

- Zbezczeszczenie i konspiracyjny pochówek

Ciało kpt. Władysława Raginisa po jego samobójczej śmierci zostało początkowo zakopane przez Niemców tuż obok schronu, by pokazać lokalnej ludności, że dowódca nie żyje.

Później mieszkańcy przenieśli szczątki w inne miejsce.

Dopiero w 2011 roku, dzięki badaniom DNA przeprowadzonym przez Stowarzyszenie „Wizna 1939”, oficjalnie potwierdzono tożsamość kapitana i por. Brykalskiego, po czym wyprawiono im uroczysty, państwowy pogrzeb wojskowy w ruinach schronu na Górze Strękowej

- Prawda o „40:1” Sabatona

Słynny utwór szwedzkiego zespołu metalowego Sabaton nosi tytuł 40:1, nawiązując do proporcji sił.

W rzeczywistości matematyka była dla Polaków jeszcze okrutniejsza

– jeśli zestawić 720 polskich obrońców z 42 000 niemieckich żołnierzy XIX Korpusu, realna przewaga wroga wynosiła blisko 58 do 1

04/09/2026

Westerplatte

– miejsce, w którym 1 września 1939 roku kilkuset polskich żołnierzy pokazało całemu światu, co oznacza wierna służba Ojczyźnie do samego końca.

Miało być 12 godzin oporu, a było pełnych 7 dni piekła.

Pod zmasowanym ostrzałem z morza, lądu i powietrza, bez nadziei na odsiecz, załoga Wojskowej Składnicy Tranzytowej odpierała kolejne szturmy przeważających sił wroga.

Kiedy 1 września 1939 roku o godzinie 4:45 pancernik Schleswig-Holstein otworzył ogień w stronę polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej, niemieckie dowództwo zakładało szybkie i łatwe zwycięstwo.

Polskie siły, liczące zaledwie około 210 żołnierzy i pracowników cywilnych, miały powstrzymać wroga przez zaledwie 12 godzin.

Otrzymany rozkaz był jasny – utrzymać placówkę do czasu nadejścia odsieczy.

Odsiecz jednak nigdy nie nadeszła…

Mimo to polscy obrońcy przetrwali w osamotnieniu pełne 7 dni ! !

Każdy dzień na półwyspie był sprawdzianem ludzkiej wytrzymałości.

Pod zmasowanym ostrzałem ciężkiej artylerii z lądu i morza oraz po nieustannych nalotach bombowców nurkujących Ju 87 Stuka, polscy żołnierze odpierali kolejne szturmy przeważających sił wroga.

Odcięci od świata, bez bieżącej wody, z kończącą się amunicją i bez możliwości opatrzenia ciężko rannych kolegów, nie oddali pola.

W walce tej kluczową rolę odegrali dowódcy – mjr Henryk Sucharski oraz jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski, a wraz z nimi każdy bezimienny celowniczy, łącznik i strzelec z obronnych wartowni.

Gdy 7 września, z uwagi na wyczerpanie środków i katastrofalny stan rannych, podjęto decyzję o kapitulacji, niemiecki generał Friedrich-Georg Eberhardt w uznaniu niezwykłego męstwa obrońców zezwolił mjr. Sucharskiemu na zachowanie szpady.

Kiedy słyszymy o Westerplatte, myślimy nie tylko o heroizmie mjr. Henryka Sucharskiego i kpt. Franciszka Dąbrowskiego, ale przede wszystkim o cichym męstwie każdego z 210 obrońców, którzy stanęli na pierwszej linii wrześniowej obrony.

Dziś Westerplatte pozostaje wiecznym przypomnieniem o cenie wolności i fundamencie naszej historycznej pamięci.

Cześć i chwała Bohaterom!

Fakty :

- Ostrzał z pancernika Schleswig-Holstein ruszył równo o 4:45.

Działa otworzyły ogień o 4:48 (pierwsze strzały w Gdańsku padły o 4:45 z Nowego Portu)

- Obrona półwyspu trwała dokładnie 6 dni, 4 godziny i 42 minuty (od 1 IX 4:48 do 7 IX 9:30)

- Niemcy stracili od 300 do 1000 żołnierzy.

Współczesne badania historyczne szacują straty Niemców na ok. 50 zabitych i 150 rannych

Epizody Walki

- Legenda „jedynej armaty”:

Polskie działo polowe 75 mm (tzw. „prawosławna”) pod dowództwem plut. Kazimierza Żaka zdążyło wystrzelić tylko 28 pocisków, zanim zostało unieszkodliwione przez niemiecką artylerię.

W tym czasie zdążyło jednak zniszczyć niemieckie stanowiska karabinów maszynowych po drugiej stronie kanału w Nowym Porcie

- 5 i 6 września Niemcy próbowali podpalić gęsty las na Westerplatte, wjeżdżając pociągiem pancernym i pchając przed sobą cysterny z benzyną/ropą.

Polscy obrońcy dopuścili cysterny blisko swoich pozycji i obezwładnili je ogniem broni przeciwpancernej, zanim Niemcy zdołali je zdetonować przy polskich liniach

- Słynne zdanie Polskiego Radia "Westerplatte broni się nadal" stało się symbolem w całym kraju, ale sami obrońcy nie mieli pojęcia o swojej sławie.

Ich odbiorniki radiowe zostały zniszczone podczas nalotu 2 września

- Po zniszczeniu elektrowni i wodociągów jedynym źródłem wody była studnia oparta na filtrach ręcznych.

Ranni leżeli w piwnicy koszar, gdzie panował potworny duchot, brakowało środków opatrunkowych, a z powodu braku prądu operacje wykonywano przy świecach i lampach naftowych.

Lekarz kpt. dr Mieczysław Słaby musiał podejmować decyzje o amputacjach w niemal całkowicie nie sterylnych warunkach

- Przez dekady sądzono, że polegli obrońcy zostali w większości odnalezieni i spoczęli na utworzonym po wojnie cmentarzu.

Tymczasem w 2019 roku archeolodzy z Muzeum Westerplatte odkryli szczątki 9 polskich żołnierzy (w tym kpr. Michała Plewaka czy plut. Adolfa Petzelta), którzy zginęli 2 września w zbombardowanej Wartowni nr 5.

Przez 80 lat leżeli w nieoznaczonym masowym grobie kilka metrów pod ziemią

Strategiczne Pułapki i Przemyt Uzbrojenia

- Miny hydrograficzne na plaży:

Polacy tuż przed wybuchem wojny skrycie zamontowali na plaży obok placówki „Przystań” system detonowanych elektrycznie min morskich i głębinowych.

Miały one powstrzymać ewentualny desant od strony morza.

Niemcy o tym wiedzieli z wywiadu i dlatego zrezygnowali z bezpośredniego lądowania z łodzi na plażach Westerplatte

- Tajemnica „Wartowni nr 6”:

W oficjalnej nomenklaturze i planach gdańskich istniało 5 wartowni.

Jednak Polacy wybudowali podziemny schron dowodzenia pod budynkiem nowych koszar, który w wewnętrznych raportach wojskowych nazywano „Wartownią nr 6”.

To tam znajdowało się serce łączności i stanowisko mjr. Sucharskiego oraz kpt. Dąbrowskiego

- Wypad na placówkę „Neufahrwasser”:

W nocy z 1 na 2 września polscy obrońcy z placówki „Prom” pod dowództwem por. Leona Pająka przeprowadzili lokalny kontratak, uderzając na niemieckie stanowiska karabinów maszynowych po drugiej stronie kanału.

Był to jedyny z nielicznych epizodów wojny obronnej, gdzie polski pododdział na chwilę przeniósł ogień na terytorium Wolnego Miasta Gdańska

- Składnica posiadała stację gołębi pocztowych do awaryjnego przesyłania meldunków do Dowództwa Floty w Gdyni.

Podczas pierwszego ostrzału 1 września klatki z gołębiami zostały rozbite, a ptaki spłoszone – jedyna alternatywna droga łączności bezprzewodowej przestała istnieć w pierwszych minutach walki

- Generał Friedrich-Georg Eberhardt po przejęciu półwyspu był przekonany, że podziemia Westerplatte kryją kilkukondygnacyjne, betonowe bunkry i podziemne kolejki.

Gdy oprowadzono go po terenie i zobaczył tylko proste, żelbetowe wartownie oraz wykopane rowy strzeleckie, nie mógł uwierzyć, że 200 ludzi przetrwało tam 7 dni pod ogniem artylerii 280 mm i nalotami

- Niemcy byli tak pewni błyskawicznego zwycięstwa, że wraz z kompanią szturmową 1 września na półwysep wysłano ekipy filmowe Propagandakompanie (PK).

Zachowane dziś kroniki filmowe z ostrzału pancernika Schleswig-Holstein to efekty tej właśnie nieudanej akcji propagandowej

- W 1967 roku, podczas rozbudowy kanału portowego i nabrzeża dla potrzeb Gdańskiego Portu Handlowego, stojąca na drodze inwestycji Wartownia nr 1 miała zostać wyburzona.

Aby ją uratować, polscy inżynierowie przeprowadzili unikalną operację techniczną – cały żelbetowy obiekt (ważący ok. 400 ton) podniesiono, umieszczono na szynach i przesunięto w głąb lądu o 78 metrów, gdzie stoi do dziś jako muzeum

Adres

Otwock
05-400 TO 05-402

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy REDY RMH umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria