26/05/2026
DZIEŃ MATKI W CIENIU POWSTAŃCZYCH BARYKAD
Poznajcie historię „Matki Boskiej Armii Krajowej”
Dziś, w Dzień Matki, chylimy czoła przed wszystkimi mamami.
Przez pokolenia to właśnie polskie matki były nie tylko sercem domu, ale i strażniczkami naszej wolności, kultury i wiary.
Uczyły odwagi, patriotyzmu i miłości bezwarunkowej – takiej, która potrafi przetrwać największe dziejowe burze.
Niezwykłym, a wciąż zbyt mało znanym symbolem tej opiekuńczej i niezłomnej miłości jest obraz „Matka Boska Armii Krajowej” (znany też jako Matka Boska Powstańcza).
Za tym jednym wizerunkiem kryje się historia, która mogłaby posłużyć za gotowy scenariusz filmowy.
Czy znacie losy tego niezwykłego dzieła i jego autorki?
Autorką obrazu była Irena Pokrzywnicka (ps. „Irpo”).
Przed wojną... wcale nie kojarzono jej ze sztuką sakralną!
Służba Ireny Pokrzywnickiej (ps. „Irpo”) w strukturach Armii Krajowej była niezwykle specyficzna i – podobnie jak całe jej życie – pełna kontrastów.
Do konspiracji wstąpiła tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego jako zaprzysiężony żołnierz AK.
W strukturach Armii Krajowej Irena Pokrzywnicka miała oficjalny status żołnierza Wojskowej Służby Kobiet (WSK) w stopniu kaprala (używała pseudonimu „Irpo”).
Gdy wybiła godzina „W”, Pokrzywnicka nie chwyciła za karabin – do walki z bronią w ręku, w ciężkich butach i na barykadach, zwyczajnie się nie nadawała.
Zamiast tego oddała Ojczyźnie to, co miała najcenniejszego: swój genialny zmysł artystyczny, warsztat malarski i przedwojenne doświadczenie projektowe.
Inspiracją do namalowania obrazu było płomienne kazanie ks. Apolinarego Leśniewskiego, wygłoszone 15 sierpnia 1944 roku.
Kapelan mówił o potrzebie jednego, wspólnego symbolu dla walczących.
Pokrzywnicka natychmiast ruszyła do pracy na poddaszu przy ul. Wilczej.
Malowała suchym pastelem, gdy na Warszawę spadały niemieckie pociski z potężnych moździerzy (zwanych „krowami” lub „szafami”).
W trakcie pracy jeden z potężnych pocisków uderzył bezpośrednio w dach kamienicy, przebijając strop.
Pracownia runęła, a artystka została ranna.
Kiedy opadł pył, okazało się, że ranna artystka została wyciągnięta z gruzów, a obraz... ocalał bez ani jednego zadrapania!
Prace nad nim dokończyła niemal natychmiast, by zdążyć na wieczorną mszę.
Wymowa dzieła uderzała wprost w serca:
- Maryja ma rysy Matki Boskiej Częstochowskiej (z charakterystycznymi rysami na policzku)
- Swoim szerokim, opiekuńczym płaszczem osłania młodego żołnierza AK w powstańczej opasce
- Dzieciątko Jezus nie trzyma księgi – wznosi nad głową chłopca gałązkę wawrzynu, symbolizującą męczeństwo, ale i ostateczne zwycięstwo
- W tle, zamiast niebiańskich chmur, widać łunę płonącej Warszawy
Obraz stał się relikwią.
Został uroczyście poświęcony i umieszczony w ołtarzu polowym w dawnym kinie „Polonia” przy ul. Marszałkowskiej 56.
Przed nim odprawiano msze, żołnierze składali przysięgi, a młode powstańcze pary brały śluby.
Gdy pod koniec września nalot niemiecki obrócił kino w gruz, obraz ponownie ocalał bez szwanku.
Aby podnieść na duchu walczących, Pokrzywnicka przygotowała formę małych reprodukcji.
Wydrukowano ich od kilku do 4 tysięcy sztuk.
Na awersie znajdował się wizerunek, a na rewersie – specjalna modlitwa powstańcza.
Rozdawano je żołnierzom i cywilom jako najcenniejsze amulety.
To przed tym obrazem, 5 października 1944 roku, ks. Leśniewski odprawił ostatnią mszę świętą dla oddziałów Śródmieścia przed ich wyjściem do niewoli.
Gdy pod koniec września kino zbombardowano – obraz po raz kolejny ocalał bez szwanku.
W formie małych, drukowanych replik z modlitwą na odwrocie, trafiał do tysięcy żołnierzy jako najcenniejszy amulet.
Po wojnie zaczęła się kolejna odyseja.
Ks. Leśniewski wywiózł obraz do Sieradza, gdzie został proboszczem.
Wiedząc, że dla komunistycznych władz wizerunek z żołnierzem AK i Polską Walczącą to wyrok, zamurował dzieło w tajnej skrytce za ołtarzem głównym.
W 1962 roku, czując narastające zagrożenie, ks. Leśniewski przekazał obraz swojemu dawnemu uczniowi z seminarium – Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu.
Prymas ukrył go w podziemiach Pałacu Arcybiskupów przy ul. Miodowej w Warszawie, gdzie dzieło spędziło kolejne dekady.
Dopiero w 2008 roku kardynał Kazimierz Nycz przekazał ten niezwykły obraz jako depozyt kurii do Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie można go podziwiać do dziś.
W grudniu 2016 roku prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie Irenę Pokrzywnicką oraz ks. Apolinarego Leśniewskiego Krzyżami Orderu Odrodzenia Polski.
Urząd Bezpieczeństwa (UB) latami nękał kapłana i konfiskował małe obrazki, ale oryginału nigdy nie odkrył.
Patrząc dziś na to niezwykłe dzieło, myślimy o wszystkich matkach – tych z czasów wojny, które z bólem i dumą żegnały swoje dzieci, i tych dzisiejszych, które każdego dnia toczą swoje ciche, codzienne „bitwy” o dobro, bezpieczeństwo i przyszłość swoich pociech.
W tym roku pamiętajmy, składając życzenia naszym Mamom i dziękując im za spokój, w jakim możemy żyć, pomyślmy przez chwilę o Matkach Powstańczych:
1. O tych, które z drżeniem serca wypuszczały swoje dzieci do walki
2. O dziewczętach z AK, które same były matkami lub zginęły, zanim zdążyły nimi zostać
3. I o Tej z obrazu Pokrzywińskiej – która w najciemniejszą noc naszej historii dała żołnierzom matczyne schronienie
Wszystkim Mamom życzymy dziś niezłomnej siły, spokoju i opieki, która chroni przed każdym życiowym podatkiem.
Dziękujemy, że jesteście naszym najbezpieczniejszym portem!
Ciekawostki :
1. Tajemnica modela – kim był młody żołnierz?
Żołnierz, którego Maryja osłania płaszczem, nie był postacią fikcyjną.
Pokrzywnicka namalowała konkretnego człowieka.
Był nim kapral podchorąży Janusz Kozłowski (ps. „Janosik”), żołnierz z formacji „Kolegium A” Kedywu Okręgu Warszawskiego AK.
Artystka utrwaliła na obrazie jego rysy twarzy oraz charakterystyczny dla niego Krzyż Walecznych.
„Janosik” przetrwał powstanie i przeszedł przez obozy jenieckie
2. Irena Pokrzywnicka, jako przedwojenna projektantka haute couture, miała niezwykłe wyczucie tkanin i detali.
Choć obraz powstawał w ruinach i przy braku podstawowych materiałów plastycznych, artystka bawiła się formą.
Suknia Maryi na obrazie nie jest zwykłą szatą – ma głęboki, granatowy odcień, jest gęsto usiana złotymi gwiazdami i wykończona złotym ornamentem, co bardzo mocno nawiązywało do estetyki przedwojennych, luksusowych i patriotycznych makat oraz tkanin dekoracyjnych, które Pokrzywnicka sama projektowała w latach 30
3. Powstańczy „bestseller”
Małe drukowane repliki obrazka, które rozdawano na barykadach, miały na odwrocie specjalną modlitwę ułożoną przez samego ks. Apolinarego Leśniewskiego.
Zaczynała się od słów:
„Matko Boska AK-owska, wejrzyj na nas, broń nas i osłaniaj...”
Dla powstańców te papierowe obrazki miały wartość relikwii.
Chowano je do kieszeni mundurów, wkładano pod opaski powstańcze na ramieniu, a ranni w szpitalach polowych trzymali je w dłoniach podczas operacji przeprowadzanych bez znieczulenia
4. Wokół masowego druku małych replik narósł w czasie Powstania mały kryzys logistyczny i... autorski.
Pokrzywnicka, jako profesjonalna artystka, bardzo dbała o jakość techniczną reprodukcji swojego dzieła.
Gdy dowiedziała się, że jedna z polowych drukarni zaczęła powielać obrazek na kiepskim papierze i zniekształcać kolory, osobiście interweniowała u dowództwa Śródmieścia, by wstrzymać „piracki” i niedbały nakład, dopóki sama nie przygotuje idealnej matrycy do druku.
Pokazuje to, że nawet pod ostrzałem dbałość o poziom sztuki była dla niej kluczowa
5. Dalsze, tragiczne losy autorki
Irena Pokrzywnicka po upadku Powstania Warszawskiego trafiła do obozu jenieckiego w Stalagu XI B Fallingbostel, a później do obozu w Bergen-Belsen.
Po wyzwoleniu nie zdecydowała się na powrót do rządzonej przez komunistów Polski. Wyemigrowała do Londynu, gdzie żyła w skromnych warunkach i do końca swoich dni (zmarła w 1975 roku) tworzyła sztukę, tęskniąc za ojczyzną.
Przez większość życia na emigracji była przekonana, że jej najsłynniejszy, powstańczy obraz bezpowrotnie spłonął w ruinach Warszawy – nie miała pojęcia o akcji ratunkowej ks. Leśniewskiego i zamurowaniu dzieła w Sieradzu.
6. Powrót po latach (2008 rok)
Kiedy w 2008 roku obraz oficjalnie opuścił bezpieczne, kościelne skrytki i został przekazany przez kardynała Kazimierza Nycza do Muzeum Powstania Warszawskiego, konserwatorzy byli w szoku.
Pomimo tego, że dzieło wykonano nietrwałą technologią (suchy pastel na papierze), spędziło ono lata w wilgotnej piwnicy, a potem dekady w zamurowanej skrytce za ołtarzem, zachowało niesamowicie żywe kolory.
Konserwatorzy uznali stan jego zachowania za kolejny, mały "cud" w historii tego wizerunku.
7. Wydrukowano około 4 tysięcy sztuk tych małych, pamiątkowych kartoników.
Co ciekawe, w warunkach powstańczych nie był to zwykły, masowy druk maszynowy.
Choć czarno-białe matryce powielano w polowej drukarni, to każdy z tych 4 tysięcy obrazków był ręcznie kolorowany!
Prace te, pod osobistym nadzorem Ireny Pokrzywnickiej, wykonywały zaangażowane w konspirację młode warszawskie plastyczki.
Na awersie znajdowała się miniatura wizerunku, a na rewersie drukowano powstańczą modlitwę (prawdopodobnie autorstwa ks. Leśniewskiego), zaczynającą się od słów:
„Królowo Korony Polskiej, Najświętsza Panno, Matko Boża, umiłowana i uczczona w swojej Jasnogórskiej świątyni [...] kornie Cię błagamy...”
Większość z tego nakładu rozeszła się błyskawicznie wśród żołnierzy AK i ludności cywilnej podczas nabożeństw.
Ks. Leśniewski zdołał uratować i wywieźć z Warszawy po kapitulacji zaledwie około 300 sztuk – niestety te ocalałe egzemplarze zostały mu później odebrane i zniszczone przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB) podczas rewizji na plebanii w Sieradzu.