29/06/2026
Gdzie nie rzucić okiem trafiamy na nienawiść, brutalność i atak. W internecie, w mediach, w placówkach publicznych, w parlamencie, na ulicy. Opresja nigdy nie była bardziej wyrazista i zerojedynkowa, lecz zawsze wychodziła z konkretnego źródła. Wszystkie formy opresji mniejszości mają swoje korzenie w społeczeństwie klasowym. Powodem opresji jest obrona statusu quo, a rolą opresji jest umiejętne dostosowywanie się do danej koniunktury. Kiedy liberał ma pozować na bohatera, powoła się na konieczność walki z opresją – ale tylko takimi metodami, które nie uderzają w jej rdzeń, system kapitalistyczny. Opresja zaś z rąk faszysty, to desperacka próba sprzedaży masom wizji kozła ofiarnego "gdzieś poza systemem", co ma przynieść fałszywą ulgę tym, których system wyniszcza.
O ile opresję zradza system wyzysku klasowego, sfera kultury i jej instrumenty skutecznie ją replikują i dostosowują do nowych warunków. W animacjach Disneya powszechnym było pokazywanie postaci czarnoskórych z karykaturalnie uwydatnionymi ustami, nosem, obowiązkowo ze stereotypowym arbuzem, w sitcomach czy kabaretach zaś motyw "faceta przebranego za babę" wszedł do klasyki humoru mainstreamu – ale też swoistego niepokoju np. w filmach z gatunku horror celowo zacierających granicę między zaburzeniami psychicznymi, seksualnymi a transpłciowością.
To, czego się uczymy i doświadczamy, jest bez przerwy formowane przez społeczne, materialne i historyczne właściwości, a przede wszystkim przez system produkcji, jako podstawę (bazę) która decyduje o tym, jak zorganizowane jest życie społeczne i kultura je otaczająca (nadbudowa). Animacje w ZSRR zestawione z Disneyem pokazują zupełnie inne podejście do kwestii rasowej z uwagi na to, że kultura nie była dyktowana desperackimi próbami legitymizacji niewolnictwa. Wręcz przeciwnie, krzewiła wizję ludzi równych sobie. Podobnie z edukacją, socjalistyczny model produkcji premiował alfabetyzację każdego – nie tylko tych których było na to stać, jak to miało miejsce w bogatych domach państw zachodu.
Infantylizacja, gruntowanie ról płciowych czy stereotypizacja mniejszości, a także formatowanie sztywnych zasad normatywności cisheteropłciowej (jak to, że dziewczynki lubią róż, a chłopcy nie płaczą) to elementy działające w zgodzie z systemem oraz bezpośrednio dzięki niemu. Weźmy na przykład nie tak odległą historię kobiet, które by mieć nie tylko szacunek społeczny ale też by po prostu mieć pieniądze do przeżycia musiały być zamężne. Stereotypizacja ról kobiecych czy infantylizacja wartości kobiety jako człowieka w społeczeństwie przekładała się na ówczesną kulturową normę legitymizującą taki rodzaj opresji mężczyzny nad kobietą. Lecz nie tylko spłycanie kobiecości w kulturze, nauce czy prawie przykładało się do takiej rzeczywistości, bo z drugiej strony pozytywna wizja cisheteronormatywnej rodziny, która została domyślnym modelem relacyjnym dla większości społeczeństwa – legitymizowało wyzysk ekonomiczny w postaci spadków.
Nie oznacza to, że każdy aspekt naszej kultury bezpośrednio wynika z warunków ekonomicznych, w których przyszło nam żyć. Jednak warunki te tworzą podwaliny i ramy, w których obrębie powstają ideologia i konkretne poglądy. Dyskryminujące postawy i zachowania muszą być zwalczane zawsze, jednakże samo reagowanie na objawy nie usunie nowotworu, który swoimi przerzutami obejmuje cały organizm społeczeństwa.
Podstawą wszystkich różnic społecznych jest niedostatek. W kapitalizmie jest on tworem sztucznym, bo mamy rozwinięte zasoby i możliwości oraz jesteśmy w stanie zapewnić wszystkim godne życia. To, co stoi na przeszkodzie, to prywatna własność tych środków produkcji skupiona w rękach garści najbogatszych. Przez nią służą one pomnażaniu zysku kapitalisty, zamiast służyć spełnianiu ludzkich potrzeb. Możemy to zmienić tylko jeśli wyrwiemy, co należy do nas, od tych, którzy nas wykorzystują!
Kapitaliści opierają się na dyskryminacji w celu utrzymania klasy pracującej w rozbiciu, według narodowości, tożsamości, seksualności, religii i innych. Te podziały budują poczucie konkurencji między wyzyskiwanymi pracownikami dzieląc ich tak, by nie mogli się zjednoczyć przeciw wspólnemu wrogowi – przeciw wyzyskiwaczom. Nośnikiem tego jest kultura, media, kościół, system edukacji, rodzina, wszystko co kontroluje kapitał.
Np. mężczyźni zarabiający więcej niż kobiety. Jest to realna korzyść z patriarchalnej opresji, lecz nie jest to inherentnie kwestia płci. Naprodukowane bogactwo starczyłoby na podwyżki dla wszystkich, jednakże pracodawca by czerpać zysk z naszej pracy musi zawłaszczać nadwyżkę tego, co byśmy zarobili. Klasa kapitalistów zyskuje z płacenia mniej i z dyskryminowania pracownic, imigrantów, mniejszości rasowych i seksualnych, bo zmusza to klasę pracującą do większej konkurencji na rynku pracy. Zadaniem tej opresji jest więc alienacja od podstawowej opresji wbudowanej w system kapitalistyczny, jest to zasłona dymna przekierowująca uwagę na kwestie poboczne a nie źródło opresji – system wyzysku klasowego.
Co proponuje liberalny czy socjaldemokratyczny intersekcjonalizm, to szczątkowe programy parytetów płci, tokeny i pinkwashing oparty na tożsamości bez uwzględnienia klasy. W rzeczywistości taka praktyka kończy się kilkoma uprzywilejowanymi pozycjami, np. kobiet CEO czy firm reklamujących się jako LGBT-friendly do czasu aż przestanie się to opłacać kapitalistom i programy odchodzą w zapomnienie – jak za Trumpa, gdy mowa o reformach przeciwko transpłciowym kobietom otwierających drogę dla legalnego ludobójstwa. Klasa rządząca proponuję ustawy i reformy które realnie nie zmieniają opłakanej sytuacji przerażającej większości osób q***r. Walka wyłącznie intersekcjonalna przypomina odcinanie łbów hydry, z której zawsze wyrosną trzy nowe.
Pora zrozumieć, że ujęcie klasowe jest konieczne do sukcesu walki o wyzwolenie osób q***r! Żadne reformy nie zapewnią wolności i równości tym, których codzienność w obecnych warunkach jest naznaczona piętnem.