Razem w Polsce

Razem w Polsce Допомагаємо українцям які прибули до Польщі��

Kiedy nasz feed staje się polem bitwy: Kim są „destrukcyjni aktorzy”?Czy zauważyliście Państwo, że po zaledwie trzydzies...
09/06/2026

Kiedy nasz feed staje się polem bitwy: Kim są „destrukcyjni aktorzy”?

Czy zauważyliście Państwo, że po zaledwie trzydziestu minutach porannego przeglądania mediów społecznościowych człowiek ma ochotę rzucić wszystko, wyjechać w Bieszczady i nigdy więcej nie włączać routera? В klatce piersiowej zostaje tylko głęboki niepokój, a w głowie – nieodparte wrażenie, że świat ostatecznie zwariował. Oto wokół toczy się narodowa, krwawa debata każdego z każdym, w której zdrowy rozsądek poddał się i opuścił salę. To uczucie poznawczego kaca nie jest Państwa osobistą słabością. To rezultat chirurgicznie precyzyjnej operacji, którą ktoś co sekundę przeprowadza na naszych mózgach.
W raportach wojskowych i analizach NATO na określenie tych zakulisowych artystów używa się pojęcia, które brzmi dumnie i niemal filmowo: „destrukcyjni aktorzy”.
Terminu tego nie wymyślili sfrustrowani copywriterzy. Narodził się na początku lat 2010. w zapiętych pod szyję raportach amerykańskiego think tanku RAND Corporation. Eksperci szukali sposobu na nazwanie nowej formy agresji hybrydowej. Chodziło o to, by odróżnić zwykłego, rodzimego krytyка (który owszem, kłóci się z rządem do utraty tchu, ale chce wygrać wybory w działającym państwie) od aktora zewnętrznego. Ten drugi ma głęboko w nosie, kto wygra wybory i jakie ustawy przejdą przez Sejm. Jego jedynym celem jest sprawić, byśmy z profilowym zacięciem zaczęli szczerze nienawidzić sąsiada zza ściany.
Największym błędem jest uleganie iluzji, że chodzi tu wyłącznie o relacje polsko-ukraińskie. Dla kremlowskich reżyserów chaosu Ukraina to dziś po prostu najwygodniejsze narzędzie z brzegu. Prawdziwa stawka jest znacznie ciekawsza: chodzi o to, by rozhuśtać polską łódź tak mocno, byśmy – zajęci ratowaniem własnych żołądków i wzajemnym oskarżaniem się o zdradę stanu – przestali być jakimkolwiek partnerem na mapie Europy.
Dzięki generatywnej sztucznej inteligencji ta partyzantka zmieniła się w korporacyjną taśmę produkcyjną, działającą w systemie trzyzmianowym. Dziś w naszym feedzie możemy spotkać trzy główne grupy tych cyfrowych artystów:
„Pasożyty lęku” To specjaliści od żerowania na naszych najświętszych, narodowych lękach. Niczego nie zmyślają – po co, skoro prawdziwe życie daje tyle materiału? Biorą nasz realny, uzasadniony niepokój: inflację, rolnicze dramaty z Zielonym Ładem czy czysty, ludzki strach przed wojną. Następnie algorytmy AI zaczynają pompować ten balon do granic możliwości. W kilka minut fora i sekcje komentarzy zalewa fala automatycznych opinii: „wszyscy nas zdradzili”, „kompromis to zdrada”. I zanim zdążymy wypić kawę, merytoryczna dyskusja o gospodarce zamienia się в cyfrowy lincz.
„Fantomy AI”, czyli cyfrowi sąsiedzi Czas ordynarnych botów bez zdjęć, piszących łamaną polszczyzną, minął. Dziś dzięki sztucznej inteligencji rodzą się tysiące nienagannych „P***ków z sieci”. Mają piękne, wygenerowane przez algorytm twarze i profile pełne zdjęć з wakacji na Mazurach. Przez miesiące komentują mecze Ekstraklasy i wrzucają przepisy na idealny żurek, budując swoją wiarygodność. Ale gdy tylko nadarzy się okazja – jakikolwiek incydent drogowy, bójka pod klubem czy lokalna kłótnia z udziałem obcokrajowca – te cyfrowe anioły synchronicznie rzucają się do klawiatur. W kwadrans tworzą iluzję, że naród stoi na krawędzi wojny domowej.
„Złodzieje tożsamości” To już wyższa szkoła jazdy, znana w Europie jako operacja Doppelgänger. Po co trudzić się budowaniem zasięgów, skoro można ukraść cudze? Za pomocą AI tworzone są idealne, cyfrowe klony szanowanych portali, w tym Gazety Wyborczej. Czionka, layout, a nawet specyficzny styl pisania znanych felietonistów zgadzają się co do piksela. Różnica tkwi w jednej, niemal niewidocznej literówce w adresie URL. To tam lądują sfabrykowane teksty o rychłym bankructwie kraju. Kalkulacja jest genialna w swojej prostocie: skoro ufasz logo na górze strony, bez mrugnięcia okiem połkniesz podaną neuro-truciznę.
Sztuczna inteligencja dała destrukcyjnym aktorom narzędzie idealne – potrafi wywołać w nas chroniczne zmęczenie informacyjne. A zmęczonym społeczeństwem, które machnęło ręką i uznało, що „i tak wszyscy kłamią”, zarządza się najprościej.
Dlatego następnym razem, gdy jakiś sensacyjny post wyciśnie z Państwa potężną dawkę sprawiedliwego, internetowego gniewu і poczujecie nagłą potrzebę zmieszania z błotem kogoś w komentarzu – prosimy o sekundę oddechu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie biorą Państwo udziału w narodowej debacie, ale po prostu darmowo pomagacie domknąć budżet jakiemuś zakulisowemu aktorowi, dla którego nasza kłótnia to tylko poprawnie rozwiązane zadanie z matematyki.
JANA Yaroshenko

02/06/2026

Egzamin z dojrzałości. O polsko-ukraińskim pragmatyzmie w czasach „ekonomii iluzji”
Niedawno pisałam tutaj o niewidzialnej wojnie informacyjnej – o tym, jak rosyjska machina manipulacji karmi się naszymi autentycznymi lękami, paraliżując wolę solidarnego działania. Mówiłam o erozji tkanki społecznej, która następuje wtedy, gdy zaczynamy wierzyć w podsunięte nam, pełne emocji iluzje, zamiast konfrontować się z faktami.
W zeszłym tygodniu Ambasador Ukrainy w Polsce, Wasyl Bodnar, udzielił obszernego wywiadu dla Radia Swoboda. Oglądając tę rozmowę z perspektywy ukraińskiej dziennikarki, która od pięciu lat obserwuje polską debatę publiczną, odniosłam wrażenie, że nie był to zwykły dyplomatyczny bilans. To był swoisty test na odporność wobec owych iluzji. Ambasador kilkakrotnie podkreślał rzecz fundamentalną: liczb i wskaźników nie wolno wyrywać z kontekstu. Dzisiejsze tąpnięcia w badaniach opinii publicznej wcale nie muszą bowiem oznaczać, że Polacy nagle stracili empatię czy „zmęczyli się” pomaganiem. To zjawisko ma znacznie głębsze, bardziej skomplikowane podłoże.
Spójrzmy na to z perspektywy czysto ludzkiej, odrzucając na bok polityczną poprawność. Kiedy P***k wychodzi na ulicę swojego miasta i słyszy wokół niemal wyłącznie język ukraiński, ma prawo czuć dyskomfort. To naturalna reakcja na nagłą zmianę własnego, dobrze znanego krajobrazu społecznego. Dokładnie tak samo społeczeństwo w Ukrainie reaguje dzisiaj na rządowe plany pozyskiwania migrantów zarobkowych do powojennej odbudowy kraju – pojawia się lęk przed nieznanym, obawa o własną tożsamość i przestrzeń. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ten naturalny ludzki odruch zostaje poddany bezwzględnej obróbce przez dwie potężne siły: wewnętrzny populizm oraz zewnętrzną dywersję.
Pierwszą z nich są cyniczne, krajowe gry polityczne. Część kryzysów w relacjach polsko-ukraińskich jest tworzona sztucznie, wręcz laboratoryjnie, pod konkretne kampanie wyborcze. Jesteśmy świadkami, jak bolesne karty przeszłości, z tragedią wołyńską na czele, czy debaty wokół postaci historycznych, trafiają do przestrzeni publicznej dokładnie wtedy, gdy radykalne bądź prawicowe skrzydła sceny politycznej potrzebują zmobilizować swój konserwatywny elektorat. Przeliczanie narodowej traumy i autentycznego bólu zwykłych ludzi na słupki poparcia stało się lukratywnym biznesem. To właśnie tam rodzi się destrukcyjny mit „niewdzięcznego sąsiada” – narracja surowo sugrowana przez ugrupowania skrajne, twierdzące, że Ukraina jedynie żąda, nie dając nic w zamian. To świadome fałszowanie rzeczywistości, które całkowicie wymazuje z pamięci miliardowe wpływy z podatków uiszczanych przez Ukraińców do polskiego budżetu, a przede wszystkim fakt, że Ukraińskie Siły Zbrojne krwawią na froncie, powstrzymując imperium na przedpolach NATO.
Na te wewnętrzne pęknięcia nakłada się chirurgicznie precyzyjna gra Kremla. Moskwa dawno zrozumiała, że klasyczna propaganda pod hasłem „Rosja jest dobra” w Polsce nie ma racji bytu z racji historycznych uwarunkowań. Dlatego zastosowano strategię znacznie groźniejszą: „propagandę rozdzielenia” (divide and conquer). Jej celem nie jest rozbudzenie miłości do Rosji, lecz zainfekowanie P***ków niechęcią do Ukraińców.
Na naszych oczach w mediach społecznościowych – na X, TikToku czy Facebooku – każdego dnia realizowane są trzy flagowe scenariusze tej dywersji. Pierwszym jest mit o rzekomej „ukrainizacji Polski”, suflujący bajkę o uchodźcach jako uprzywilejowanych obywatelach pierwszej kategorii, którzy odbierają P***kom pracę i domy. Drugim jest bezwzględne skalowanie domowego, potocznego negatywu. Każda awantura w barze, kolizja drogowa czy źle zaparkowane auto z ukraińską rejestracją są natychmiast przechwytywane przez farmy botów i pompowane do rangi systemowego zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Trzecią, bodaj najbardziej perfidną pułapką, jest fałszywy pacyfizm rozlewający się przez konta typu proxy: „To nie nasza wojna, oddajmy te pieniądze polskim emerytom i szpitalom”. To próba wmówienia P***kom, że jeśli odwrócą wzrok i odetną Kijów від wsparcia, agresor zadowoli się łupem i zostawi Warszawę w spokoju.
I właśnie dlatego wywiad ambasadora Bodnar jest tak ważny. Przypomina on, że jedyną alternatywą dla tych wszystkich toksycznych iluzji jest chłodny, dojrzały pragmatyzm. Pokazuje, że system naczyń połączonych działa – choćby wtedy, gdy analizuje blokady graniczne, zauważając, że podczas gdy ukraińskie zboże bezpiecznie czekało w silosach, polscy producenci żywności psującej się tracili miliony z powodu paraliżu dostaw na Wschód.
Relacje Warszawy i Kijowa weszły w fazę dorosłości. Sąsiedzi mają prawo się spierać – o rynki zbytu, kwoty czy interpretację historii. Istotą dojrzałości jest jednak umiejętność odróżnienia naturalnych napięć i emocji od sterowanej manipulacji. Musimy zacząć zarządzać naszymi różnicami na poziomie liczb, faktów i umów sektorowych. Warto obejrzeć tę rozmowę z chłodną głową. Po to, by przestać karmić się cyfrowym „slopem” tworzonym na zamówienie tych, którzy chcą nas poróżnić. Bo za każdym razem, gdy pozwalamy emocjom wygrać z faktami, tam, gdzie zapada decyzja o naszej wspólnej przyszłości, ktoś w Moskwie otwiera szampana.
Link do rozmowy zostawiam w komentarzu. Zachęcam Państwa do refleksji.

28/04/2026

Czy prawda stała się luksusem? Refleksje nad niewidzialną wojną
„Rosyjska propaganda w Polsce jest tak profesjonalna, że staje się niemal nieuchwytna. Jej architekci są wtopieni w system tak głęboko, że postrzegamy ich działania jako naturalny element krajobrazu”. Te słowa dyplomaty, z którym niedawno rozmawiałam, wybrzmiewają w mojej głowie jak ostrzeżenie, którego nie mamy prawa zignorować.

Jako ukraińska dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem w komunikacji, a od pięciu lat mieszkanka Polski, patrzę na te procesy z perspektywy kogoś, kto stoi nieco z boku, ale widzi symptomy choroby, którą już raz przechodził. Nie czuję się uprawniona do pouczania, chcę jedynie podzielić się doświadczeniem kogoś, kto widział, jak informacja zmienia się w broń o sile rażenia większej niż rakiety. To, co przeżywaliśmy i wciąż przeżywamy w Ukrainie, dziś w sposób niezwykle subtelny przenika do polskich domów przez algorytmy naszych smartfonów.

Błędem jest szukanie propagandy wyłącznie w prymitywnych kłamstwach. Dzisiejsza szkoła manipulacji to wyrafinowana „ekonomia iluzji”. Anaïs Nin pisała kiedyś: „Ludzie nie pragną prawdy, lecz iluzji, z którą mogliby żyć”. To zdanie jest kluczem do strategii Kremla. Oni nie starają się nas przekonać – oni nas uwodzą. Podsuwają gotowe, emocjonalne odpowiedzi na lęki, które są autentyczne: o zmęczenie wojną, o inflację, o poczucie niepewności.

Wypełniają próżnię zaufania „atrakcyjną” wersją świata, podczas gdy rzetelne dziennikarstwo, zmuszone do walki o przetrwanie, chroni swoje treści za paywallami. W ten sposób wpadamy w niebezpieczną pułapkę: prawo do zweryfikowanej informacji staje się przywilejem ekonomicznym elit. Reszta społeczeństwa zostaje wystawiona na pastwę darmowego „slopu” – cyfrowych pomyj generowanych przez algorytmy, które nie znają pojęcia etyki. Ich jedynym celem jest monetyzacja naszego gniewu.

Prawdziwe zagrożenie nie polega jednak na tym, że uwierzymy w konkretny fake news. Cel jest znacznie bardziej destrukcyjny: całkowita erozja tkanki społecznej. Rosyjska manipulacja nie potrzebuje, by Polacy pokochali Moskwę. Wystarczy, że przestaną ufać sąsiadowi, własnemu państwu i jakimkolwiek autorytetom. Kiedy znika zaufanie, wspólnota zmienia się w zbiór jednostek niezdolnych do jakiegokolwiek solidarnego działania.

Dziś, przy wsparciu sztucznej inteligencji, ten proces nabiera przerażającego tempa. Tysiące botów kreują iluzję „głosu ludu”, radykalizując nastroje i paraliżując wolę oporu. To nie jest „pluralizm opinii” – to sterowana dywersja.

Daron Acemoglu i Simon Johnson proponują wprowadzenie „akcyzy na uwagę” – podatku, który uderzyłby w toksyczne modele biznesowe gigantów technologicznych. To ważny głos, ale rozwiązanie musi być głębsze. Musimy zacząć traktować higienę informacyjną jako fundament bezpieczeństwa narodowego.

Wierzę, że w epoce AI dostęp do rzetelnej informacji powinien być traktowany jak prawo podstawowe – na równi z dostępem do wody pitnej. Nie pijemy z zatrutego źródła tylko dlatego, że jest darmowe. Dlaczego więc pozwalamy mediom społecznościowym zatruwać nasze umysły? Żadna przyzwoita restauracja nie serwuje pomyj. Czas, byśmy przestali akceptować je w naszym codziennym jadłospisie, zanim iluzje, w których szukamy schronienia, staną się naszym wspólnym więzieniem.
Jana Jaroszenko

Wczoraj byłam na dyskusji „Język a sztuczna inteligencja” w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu — w ramach 10. Poznańskiej ...
19/02/2026

Wczoraj byłam na dyskusji „Język a sztuczna inteligencja” w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu — w ramach 10. Poznańskiej Debaty o Języku im. prof. Tadeusza Zgółki.

I dla mnie nie było to po prostu ciekawe wydarzenie. To była rozmowa na styku dwóch moich światów.

Z wykształcenia jestem filolożką języka ukraińskiego i komparatystką. Jestem dziennikarką i autorką kilku powieści — czyli osobą, która na co dzień pracuje ze słowem. A w zeszłym roku rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu na kierunku „Sztuczna inteligencja w zarządzaniu i komunikacji”. Dlatego temat tej debaty nie jest dla mnie teorią. To pytanie o moje zawodowe „jutro”.

Szczerze zaskoczyła mnie frekwencja. Duża sala CK Zamek — około 600 miejsc — była wypełniona po brzegi. A publiczność bardzo różnorodna: od studentów po osoby starsze. To już wyraźny znak, że sztuczna inteligencja przestała być tematem „dla technicznych”. Dotyczy każdego, kto mówi, pisze, myśli.

Uczestników powitał prezydent Poznania. W swoim wystąpieniu powiedział coś, co szczególnie mnie poruszyło: przez długi czas byliśmy przekonani, że nic nie zastąpi żywej ludzkiej komunikacji — charyzmy, intonacji, obecności. Tymczasem już żyjemy w nowej epoce. I pytanie nie brzmi, czy ona nadejdzie, tylko czy jesteśmy na nią gotowi.

Debatę prowadził dr Tomasz Rożek — fizyk i dziennikarz naukowy, założyciel Fundacji Nauka. To Lubię. Przypomniał, że każda fala technologiczna budzi oczekiwanie rewolucji. W latach 60., wraz z pojawieniem się komputerów, wszyscy czekali na gwałtowny przełom. Kiedy pojawiła się sztuczna inteligencja, wielu prognozowało masowe redukcje miejsc pracy i eksplozję produktywności. Tymczasem rzeczywistość — jak zwykle — okazuje się bardziej złożona i wolniejsza niż nasze lęki czy fantazje.

Jedno z pierwszych pytań było bardzo proste: jak AI uczy się języka?

Odpowiedź brzmiała: poprzez kontekst. Im więcej tekstów analizuje system, tym lepiej odtwarza konstrukcje językowe. I jest w tym nawet coś podobnego do ludzkiego uczenia się — zanurzenie w środowisku językowym.

Ale, jak podkreślił prof. Piotr Pęzik — językoznawca z Uniwersytetu Łódzkiego, współtwórca polskiego modelu językowego PLLuM — między człowiekiem a algorytmem istnieje zasadnicza różnica. AI nie ma własnego doświadczenia, emocji, cielesności. Ono nie „przeżywa” języka.

I padło zdanie, które szczególnie zapamiętałam: to, jak mówimy dziś, może zależeć nawet od tego, co zjedliśmy na śniadanie albo czy pokłóciliśmy się z kimś dzień wcześniej. Nasz język to nie tylko struktura. To także nastrój, doświadczenie i kontekst życia.

I tu pojawia się trudne pytanie: czy język AI wpływa na nasz język?

Odpowiedź brzmi: tak. Powoli, ale wpływa. Język algorytmów jest bardziej konkretny, równy, uporządkowany, emocjonalnie stonowany. I pod jego wpływem z codziennej komunikacji stopniowo znikają długie, opisowe konstrukcje, złożone figury stylistyczne, nadmiar przymiotników. Mówienie staje się bardziej rzeczowe — a jednocześnie bardziej uniwersalne. Tym bardziej, że większość modeli wyrasta z anglojęzycznej logiki. Te zmiany widać już u nastolatków, którzy budują swój sposób komunikacji na algorytmach i szybkim kontencie.

Najbardziej poruszyła mnie jednak myśl, że ta sytuacja wymaga głębokich zmian w edukacji. Dziś coraz trudniej ocenić: czy uczeń napisał pracę sam, czy z pomocą AI? Czy naukowiec stworzył tekst samodzielnie, czy przy wsparciu algorytmu? Gdzie przebiega granica między narzędziem a współautorstwem?

Sama używam AI do researchu, porządkowania materiałów i strukturyzowania informacji. To potężne narzędzie. Ale pytanie jest inne: czy wszyscy będą potrafili korzystać z niego odpowiedzialnie? I czy system edukacji jest gotowy na nowe zasady gry?

Jestem wdzięczna organizatorom za tę dyskusję. Była spokojna, mądra i bardzo na czasie.

I naprawdę mnie ciekawi: jak sztuczna inteligencja wpływa już dziś na Wasz żywy język i codzienną komunikację?

📢 Запрошуємо на зустріч з податковим експертом!📅 30 січня 2026 року🕕 Початок о 18:00📍 Кав’ярня Sweet SurrenderKrasińskie...
27/01/2026

📢 Запрошуємо на зустріч з податковим експертом!

📅 30 січня 2026 року
🕕 Початок о 18:00
📍 Кав’ярня Sweet Surrender
Krasińskiego 1/1

Маєте питання щодо податків, бухгалтерії або шукаєте надійного бухгалтера?
Тоді ця зустріч саме для вас!

👩‍💼 Aldona Szawan — податковий експерт із 25-річним досвідом роботи, власниця та керівниця бухгалтерської фірми. Під час зустрічі ви зможете отримати професійну пораду, поставити свої запитання та познайомитися з експертом особисто.

💬 Якщо вам потрібен бухгалтер або консультація з податкових питань — щиро запрошуємо!

🎟 Участь безкоштовна

🤝 Організатор зустрічі — фундація RWP

Приходьте на корисну та теплу зустріч у неформальній атмосфері ☕✨

Klasyczna filozofia a wyzwania sztucznej inteligencjiKiedy mówimy o sztucznej inteligencji, często odnosimy wrażenie, że...
25/01/2026

Klasyczna filozofia a wyzwania sztucznej inteligencji

Kiedy mówimy o sztucznej inteligencji, często odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z czymś całkowicie nowym. Filozofia jednak wielokrotnie stawała wobec podobnych momentów — sytuacji, w których konieczne było ponowne przemyślenie tego, co właściwie znaczy być człowiekiem.
W przeszłości takim wyzwaniem było odkrycie rozumu jako źródła poznania, później — refleksja nad rolą techniki w kształtowaniu ludzkiego świata. Dziś natomiast znajdujemy się w sytuacji, w której maszyny zaczynają uczestniczyć w procesach myślenia, analizy oraz podejmowania decyzji. Z tego powodu problem sztucznej inteligencji nie jest wyłącznie zagadnieniem technologicznym, lecz przede wszystkim kwestią filozoficzną i etyczną.
Immanuel Kant określał człowieka jako autonomiczny podmiot moralny — istotę, która może uznać siebie za autora własnych czynów i ponosić za nie odpowiedzialność. Współczesne technologie wystawiają jednak ten model na poważną próbę. Wyobraźmy sobie lekarza, który otrzymuje rekomendację od systemu komputerowego analizującego tysiące podobnych przypadków. Lekarz może ją przyjąć albo odrzucić. Jeśli jednak decyzja okazuje się błędna i prowadzi do szkody, pojawia się pytanie: czy możemy bez zastrzeżeń uznać ją za wyłącznie jego decyzję? W tym miejscu ujawnia się etyczny problem rozproszonej odpowiedzialności, charakterystyczny dla epoki sztucznej inteligencji.
Już Arystoteles rozróżniał wiedzę techniczną od mądrości praktycznej — zdolności do właściwego działania w konkretnych okolicznościach życia. Współczesne algorytmy dysponują ogromnym zasobem wiedzy technicznej: są precyzyjne, szybkie i konsekwentne. Nie znają jednak ludzkiego kontekstu. Coraz częściej decyzje dotyczące pomocy społecznej, przyznania kredytu czy oceny ryzyka podejmowane są przez systemy zautomatyzowane. Mogą one być formalnie poprawne, a zarazem pozbawione empatii i wrażliwości na indywidualny los. Zmusza nas to do pytania, czy sprawiedliwość jest możliwa bez mądrości praktycznej.
Martin Heidegger zwracał uwagę na to, że technika nie jest jedynie zbiorem narzędzi, lecz sposobem, w jaki świat odsłania się człowiekowi. W tym sensie sztuczna inteligencja nie tylko pomaga nam porządkować informacje, ale także kształtuje to, co uznajemy za istotne i znaczące. Algorytmy serwisów informacyjnych i mediów społecznościowych nie rozstrzygają o prawdzie, lecz o uwadze. Decydują o tym, co trafia do naszego pola widzenia, a co pozostaje poza nim. Tym samym technika zaczyna współuczestniczyć w formowaniu naszego obrazu świata.
Hannah Arendt pisała o niebezpieczeństwie działań pozbawionych refleksji — o szkodzie, która nie wynika ze złej woli, lecz z bezmyślnego wykonywania przypisanych ról i funkcji. W tym kontekście sztuczna inteligencja staje się szczególnie wymownym przykładem. Algorytm nie ma intencji, nie odczuwa odpowiedzialności i nie jest zdolny do osądu moralnego. Właśnie dlatego może stać się narzędziem systemowej szkody, jeśli człowiek rezygnuje z krytycznego myślenia i bezrefleksyjnie podporządkowuje się automatycznym decyzjom.
Współcześni filozofowie, zwłaszcza związani z nurtem posthumanizmu, podkreślają, że żyjemy w świecie złożonych sieci, w których działanie i odpowiedzialność nie należą już do jednego podmiotu. Decyzje powstają w interakcji ludzi, algorytmów, instytucji oraz systemów technicznych. Na tym tle podejścia transhumanistyczne starają się zachować ideę ludzkiej autonomii, traktując sztuczną inteligencję jako narzędzie poszerzania ludzkich możliwości. Z kolei perspektywy posthumanistyczne proponują rewizję samej idei człowieka jako jedynego centrum myślenia i kontroli.
Etyka sztucznej inteligencji nie jest zatem etyką maszyn. Jest etyką człowieka w warunkach, w których myślenie i działanie przestają być wyłącznie ludzkie. Sztuczna inteligencja nie unieważnia klasycznej filozofii, lecz skłania do jej uważniejszej lektury oraz do ponownego zadania dawnych pytań w nowych okolicznościach — pytań o odpowiedzialność, wolność, sprawiedliwość i godność człowieka w świecie myślących maszyn.

19/01/2026

Dziękujemy wszystkim za ten wspaniały wieczór! Wielkie brawa artystam!!!

17/01/2026

Odliczamy już godziny do KUTIA XXVIII i przygotowujemy dla Was wieczór magii wspólnie z Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu i Razem w Polsce! 🪄

Kiedy „o ludziach” staje się „o narodzie”: dlaczego dobry tekst uruchamia niebezpieczne procesyKilka dni temu Gazeta Wyb...
26/12/2025

Kiedy „o ludziach” staje się „o narodzie”: dlaczego dobry tekst uruchamia niebezpieczne procesy

Kilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała materiał: „Młoda Ukrainka marzy o normalnym życiu i pyta: Polacy, czego wy właściwie od nas chcecie?”

https://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7%2C48722%2C32484945%2Cmloda-ukrainka-zadaje-jedno-pytanie-polacy-czego-wy-wlasciwie.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza&fbclid=IwdGRjcAO3VthjbGNrA7dT_GV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHkawINXMV6QI8yBvWZgYPvmfiOujwpd4HnUE_K2rH36lhs9rvpGIU4MeDx97_aem_ArBqyYT6eeKUzjCxEi9JBQ

Publikacja wyglądała jak historia o integracji, godności i prawie do bycia wysłuchaną. Bohaterka mówi rzeczy, które brzmią uniwersalnie i ponadnarodowo:

„Nie jestem ani przeciwko P***kom, ani przeciwko Ukraińcom. Jestem za sprawiedliwością i patrzę przede wszystkim na ludzi, a nie na narodowość… Zamiast ciągle się tłumaczyć, wybieram jedno: być sobą, żyć uczciwie i nie dać sobie odebrać głosu.”

A jednak to właśnie reakcja na artykuł — tysiące komentarzy i setki udostępnień — jest kluczem do zrozumienia, dlaczego podobne materiały mogą być niebezpieczne. W epoce cyfrowej ważne jest nie tylko to, co zostało powiedziane, ale również to, co robią z tym media i ich odbiorcy. I tu widzimy paradoks naszych czasów: historia, która miała zbliżać, staje się paliwem dla polaryzacji.

Spróbujmy zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

Zdania, które miały „łączyć”, w warunkach polaryzacji zaczynają „dzielić”
Sformułowanie „jestem za sprawiedliwością” brzmi bezpiecznie. Jednak w społeczeństwie zmęczonym, podzielonym i pełnym lęku takie moralne deklaracje mogą być odbierane jak ocena, wyrzut albo próba „wychowywania”.

Psycholog społeczny Jonathan Haidt opisuje to w formule: „Morality binds and blinds” — moralność jednocześnie łączy nas w grupy i oślepia, każąc walczyć z innymi grupami tak, jakby od tego zależał los świata.

Dlatego część odbiorców słyszy nie: „chcę ludzkiego podejścia”, lecz: „ktoś mnie poucza”. A poucza Ukrainka — w Polsce.

„Szukacie wroga” — i wróg natychmiast zostaje znaleziony
Zdanie o ludziach, „którzy nie chcą dialogu, tylko szukają wroga”, jest logiczne w rozmowie o hejcie. Ale w środowisku Facebooka łatwo przekształca się w interpretację: „Ukrainka powiedziała to o P***kach”. I włącza mechanizm reakcji obronnej.

Gdy ktoś czuje się zawstydzany albo upokarzany, instynktownie stawia opór — nawet wobec przekazu sensownego i etycznego. Właśnie w taki sposób rodzą się komentarze-etykiety, które nadpisują sens materiału i przepisują jego narrację.

„Nie dam sobie odebrać głosu”: walka nie o etykę, lecz o symboliczną władzę
Najsilniejszym wyzwalaczem jest zdanie: „nie dać sobie odebrać głosu”. W normalnym świecie to opowieść o godności. W świecie konfliktów tożsamościowych „głos” zaczyna brzmieć jak prawo wpływu, a więc jak zagrożenie.

Widać to doskonale w komentarzach: najwięcej polubień zbiera riposta:

„My od Was nic!!!.. to Wy chcecie od Nas.”

To już nie jest dialog, lecz bilans krzywd i rachunek. W takich dyskusjach ludzie przestają mówić o konkretnej osobie, a zaczynają mówić o „nich” i „nas”. To klasyczny mechanizm przemiany człowieka w symbol.

Algorytm wzmacnia nie treść, tylko konflikt
Tysiące komentarzy nie są dowodem „wielkiej debaty”. Są dowodem tego, że post stał się areną grupowego samo-umacniania.

Media społecznościowe nagradzają treści wywołujące moralne emocje — gniew, pogardę, strach — bo one generują długie wątki i napędzają interakcje. Prawnik i badacz sfery publicznej Cass Sunstein ostrzegał, że platformy mogą „sortować nas” w grupy osób myślących podobnie, tworząc echo-komory wzmacniające nasze przekonania. Nic dziwnego, że ludzie o różnych poglądach coraz częściej nie potrafią się już zrozumieć.

Dlatego ten sam materiał w jednym środowisku będzie czytany jako „ludzka historia”, a w innym — jako „prowokacja”.

Spirala milczenia: umiarkowani znikają, skrajni stają się normą
Kiedy użytkownik widzi, że najwięcej polubień zdobywają twarde, pogardliwe komentarze, ma dwa wyjścia: dołączyć albo zamilknąć, aby nie stać się celem.

To właśnie zjawisko, które Elisabeth Noelle-Neumann nazwała „spiralą milczenia”: „Most people are afraid of social isolation”. Ludzie nieustannie obserwują, jakie opinie są nagradzane, a jakie karane. W efekcie powstaje złudzenie, że „wszyscy tak myślą” — nawet jeśli rzeczywistość jest bardziej złożona.

To szczególnie niebezpieczny sygnał kulturowy dla obu społeczności.

Rama wizualna
W takich historiach obraz bywa równie silny jak tekst. Jeśli bohaterkę pokazano jako młodą, zadbaną, „instagramową” influencerkę, część odbiorców nie czyta już doświadczenia migracji, tylko status.

Włącza się porównanie: „ona żyje lepiej”, „ona tu się urządziła”, „ona jeszcze poucza”. To niesprawiedliwe wobec konkretnej osoby, ale przewidywalne w społeczeństwie, w którym narasta zmęczenie.

Sama oprawa wizualna może niechcący wzmocnić ramę: „oni chcą”, nawet jeśli tekst mówi odwrotnie.

Historyczna analogia
Moim zdaniem najtrafniejszym porównaniem sytuacji Ukraińców w Polsce są Niemcy po roku 2015: od Willkommenskultur („kultury powitania”), przez społeczne zmęczenie, aż po backlash i przekształcenie migracji w polityczny klin.

Symboliczna stała się fraza Angeli Merkel „Wir schaffen das” — początkowo brzmiała jak obietnica humanizmu, szybko jednak stała się celem ataków: dla jednych znakiem naiwności, dla innych — narzuconego moralizmu.

Wydarzenia kolońskiej nocy sylwestrowej 2015/2016 oraz ich medialny efekt pokazały, jak jeden rezonansowy epizod może przeformatować ramę informacji i opinię publiczną, uruchamiając falę nastrojów antyimigranckich, a nawet wzrost przestępstw motywowanych nienawiścią.

Ta lekcja jest szczególnie ważna dla Polski: wirusowe materiały z tysiącami komentarzy mogą stać się „dowodem”, że „dialogu nie ma” — i pchnąć społeczeństwo ku ostrzejszym normom nie poprzez decyzje polityczne, lecz poprzez zmianę klimatu kulturowego.

Dlaczego to jest niebezpieczne
Podobne teksty nie są niebezpieczne dlatego, że są „antypolskie”. Są niebezpieczne dlatego, że w mediach społecznościowych bardzo łatwo zmieniają się w opowieść „my kontra oni”, gdzie znikają niuanse, a językiem normy stają się rachunki i pretensje.

Wtedy nie wygrywają ani Polacy, ani Ukraińcy. Wygrywają radykałowie, którzy żywią się konfliktem.

Antidotum nie polega na „zamknięciu tematu”, lecz na zmianie warunków kontaktu. Klasyczna teoria Gordona Allporta mówi, że kontakt między grupami zmniejsza uprzedzenia tylko wtedy, gdy spełnione są cztery warunki: równy status, wspólny cel, współpraca i wsparcie instytucji.

Gdy kontakt zamienia się w rywalizację o prawo, głos i status — przestaje leczyć, a zaczyna ranić.

Wniosek
To dobra historia — i właśnie dlatego trzeba ją czytać uważnie. Kiedy zamieniamy człowieka w symbol („Ukrainka mówi P***kom…”), wzmacniamy najbardziej niebezpieczny mechanizm współczesnej komunikacji: przejście od współodczuwania do wojny tożsamościowej.

Jestem przekonana, że P***kam i Ukraińcom dziś nie potrzeba więcej „rachunków”, lecz więcej wspólnej normalności: wspólnych zasad, wzajemnego szacunku, w którym głos nie zagraża, nie domaga się — lecz tłumaczy.
,

- Nie jestem ani przeciwko P***kom, ani przeciwko Ukraińcom. Jestem za sprawiedliwością i patrzę przede wszystkim na ludzi, a nie na narodowość - mówi Olya. - Nie da się spełnić oczekiwań ludzi, którzy nie chcą dialogu, a szukają wroga. Zamiast ciągle się tłumaczyć, wybieram jedno:...

Adres

Poznan

Telefon

+48501833037

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Razem w Polsce umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Razem w Polsce:

Udostępnij