Razem w Polsce

Razem w Polsce Допомагаємо українцям які прибули до Польщі��

Kiedy „o ludziach” staje się „o narodzie”: dlaczego dobry tekst uruchamia niebezpieczne procesyKilka dni temu Gazeta Wyb...
26/12/2025

Kiedy „o ludziach” staje się „o narodzie”: dlaczego dobry tekst uruchamia niebezpieczne procesy

Kilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała materiał: „Młoda Ukrainka marzy o normalnym życiu i pyta: Polacy, czego wy właściwie od nas chcecie?”

https://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7%2C48722%2C32484945%2Cmloda-ukrainka-zadaje-jedno-pytanie-polacy-czego-wy-wlasciwie.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza&fbclid=IwdGRjcAO3VthjbGNrA7dT_GV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHkawINXMV6QI8yBvWZgYPvmfiOujwpd4HnUE_K2rH36lhs9rvpGIU4MeDx97_aem_ArBqyYT6eeKUzjCxEi9JBQ

Publikacja wyglądała jak historia o integracji, godności i prawie do bycia wysłuchaną. Bohaterka mówi rzeczy, które brzmią uniwersalnie i ponadnarodowo:

„Nie jestem ani przeciwko P***kom, ani przeciwko Ukraińcom. Jestem za sprawiedliwością i patrzę przede wszystkim na ludzi, a nie na narodowość… Zamiast ciągle się tłumaczyć, wybieram jedno: być sobą, żyć uczciwie i nie dać sobie odebrać głosu.”

A jednak to właśnie reakcja na artykuł — tysiące komentarzy i setki udostępnień — jest kluczem do zrozumienia, dlaczego podobne materiały mogą być niebezpieczne. W epoce cyfrowej ważne jest nie tylko to, co zostało powiedziane, ale również to, co robią z tym media i ich odbiorcy. I tu widzimy paradoks naszych czasów: historia, która miała zbliżać, staje się paliwem dla polaryzacji.

Spróbujmy zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

Zdania, które miały „łączyć”, w warunkach polaryzacji zaczynają „dzielić”
Sformułowanie „jestem za sprawiedliwością” brzmi bezpiecznie. Jednak w społeczeństwie zmęczonym, podzielonym i pełnym lęku takie moralne deklaracje mogą być odbierane jak ocena, wyrzut albo próba „wychowywania”.

Psycholog społeczny Jonathan Haidt opisuje to w formule: „Morality binds and blinds” — moralność jednocześnie łączy nas w grupy i oślepia, każąc walczyć z innymi grupami tak, jakby od tego zależał los świata.

Dlatego część odbiorców słyszy nie: „chcę ludzkiego podejścia”, lecz: „ktoś mnie poucza”. A poucza Ukrainka — w Polsce.

„Szukacie wroga” — i wróg natychmiast zostaje znaleziony
Zdanie o ludziach, „którzy nie chcą dialogu, tylko szukają wroga”, jest logiczne w rozmowie o hejcie. Ale w środowisku Facebooka łatwo przekształca się w interpretację: „Ukrainka powiedziała to o P***kach”. I włącza mechanizm reakcji obronnej.

Gdy ktoś czuje się zawstydzany albo upokarzany, instynktownie stawia opór — nawet wobec przekazu sensownego i etycznego. Właśnie w taki sposób rodzą się komentarze-etykiety, które nadpisują sens materiału i przepisują jego narrację.

„Nie dam sobie odebrać głosu”: walka nie o etykę, lecz o symboliczną władzę
Najsilniejszym wyzwalaczem jest zdanie: „nie dać sobie odebrać głosu”. W normalnym świecie to opowieść o godności. W świecie konfliktów tożsamościowych „głos” zaczyna brzmieć jak prawo wpływu, a więc jak zagrożenie.

Widać to doskonale w komentarzach: najwięcej polubień zbiera riposta:

„My od Was nic!!!.. to Wy chcecie od Nas.”

To już nie jest dialog, lecz bilans krzywd i rachunek. W takich dyskusjach ludzie przestają mówić o konkretnej osobie, a zaczynają mówić o „nich” i „nas”. To klasyczny mechanizm przemiany człowieka w symbol.

Algorytm wzmacnia nie treść, tylko konflikt
Tysiące komentarzy nie są dowodem „wielkiej debaty”. Są dowodem tego, że post stał się areną grupowego samo-umacniania.

Media społecznościowe nagradzają treści wywołujące moralne emocje — gniew, pogardę, strach — bo one generują długie wątki i napędzają interakcje. Prawnik i badacz sfery publicznej Cass Sunstein ostrzegał, że platformy mogą „sortować nas” w grupy osób myślących podobnie, tworząc echo-komory wzmacniające nasze przekonania. Nic dziwnego, że ludzie o różnych poglądach coraz częściej nie potrafią się już zrozumieć.

Dlatego ten sam materiał w jednym środowisku będzie czytany jako „ludzka historia”, a w innym — jako „prowokacja”.

Spirala milczenia: umiarkowani znikają, skrajni stają się normą
Kiedy użytkownik widzi, że najwięcej polubień zdobywają twarde, pogardliwe komentarze, ma dwa wyjścia: dołączyć albo zamilknąć, aby nie stać się celem.

To właśnie zjawisko, które Elisabeth Noelle-Neumann nazwała „spiralą milczenia”: „Most people are afraid of social isolation”. Ludzie nieustannie obserwują, jakie opinie są nagradzane, a jakie karane. W efekcie powstaje złudzenie, że „wszyscy tak myślą” — nawet jeśli rzeczywistość jest bardziej złożona.

To szczególnie niebezpieczny sygnał kulturowy dla obu społeczności.

Rama wizualna
W takich historiach obraz bywa równie silny jak tekst. Jeśli bohaterkę pokazano jako młodą, zadbaną, „instagramową” influencerkę, część odbiorców nie czyta już doświadczenia migracji, tylko status.

Włącza się porównanie: „ona żyje lepiej”, „ona tu się urządziła”, „ona jeszcze poucza”. To niesprawiedliwe wobec konkretnej osoby, ale przewidywalne w społeczeństwie, w którym narasta zmęczenie.

Sama oprawa wizualna może niechcący wzmocnić ramę: „oni chcą”, nawet jeśli tekst mówi odwrotnie.

Historyczna analogia
Moim zdaniem najtrafniejszym porównaniem sytuacji Ukraińców w Polsce są Niemcy po roku 2015: od Willkommenskultur („kultury powitania”), przez społeczne zmęczenie, aż po backlash i przekształcenie migracji w polityczny klin.

Symboliczna stała się fraza Angeli Merkel „Wir schaffen das” — początkowo brzmiała jak obietnica humanizmu, szybko jednak stała się celem ataków: dla jednych znakiem naiwności, dla innych — narzuconego moralizmu.

Wydarzenia kolońskiej nocy sylwestrowej 2015/2016 oraz ich medialny efekt pokazały, jak jeden rezonansowy epizod może przeformatować ramę informacji i opinię publiczną, uruchamiając falę nastrojów antyimigranckich, a nawet wzrost przestępstw motywowanych nienawiścią.

Ta lekcja jest szczególnie ważna dla Polski: wirusowe materiały z tysiącami komentarzy mogą stać się „dowodem”, że „dialogu nie ma” — i pchnąć społeczeństwo ku ostrzejszym normom nie poprzez decyzje polityczne, lecz poprzez zmianę klimatu kulturowego.

Dlaczego to jest niebezpieczne
Podobne teksty nie są niebezpieczne dlatego, że są „antypolskie”. Są niebezpieczne dlatego, że w mediach społecznościowych bardzo łatwo zmieniają się w opowieść „my kontra oni”, gdzie znikają niuanse, a językiem normy stają się rachunki i pretensje.

Wtedy nie wygrywają ani Polacy, ani Ukraińcy. Wygrywają radykałowie, którzy żywią się konfliktem.

Antidotum nie polega na „zamknięciu tematu”, lecz na zmianie warunków kontaktu. Klasyczna teoria Gordona Allporta mówi, że kontakt między grupami zmniejsza uprzedzenia tylko wtedy, gdy spełnione są cztery warunki: równy status, wspólny cel, współpraca i wsparcie instytucji.

Gdy kontakt zamienia się w rywalizację o prawo, głos i status — przestaje leczyć, a zaczyna ranić.

Wniosek
To dobra historia — i właśnie dlatego trzeba ją czytać uważnie. Kiedy zamieniamy człowieka w symbol („Ukrainka mówi P***kom…”), wzmacniamy najbardziej niebezpieczny mechanizm współczesnej komunikacji: przejście od współodczuwania do wojny tożsamościowej.

Jestem przekonana, że P***kam i Ukraińcom dziś nie potrzeba więcej „rachunków”, lecz więcej wspólnej normalności: wspólnych zasad, wzajemnego szacunku, w którym głos nie zagraża, nie domaga się — lecz tłumaczy.
,

- Nie jestem ani przeciwko P***kom, ani przeciwko Ukraińcom. Jestem za sprawiedliwością i patrzę przede wszystkim na ludzi, a nie na narodowość - mówi Olya. - Nie da się spełnić oczekiwań ludzi, którzy nie chcą dialogu, a szukają wroga. Zamiast ciągle się tłumaczyć, wybieram jedno:...

Wesołych świąt!
23/12/2025

Wesołych świąt!

Małżeństwa polsko‑ukraińskie: przyjąć rzeczywistość, zrozumieć zmiany, zachować siebieKilka dni temu usłyszałam opinię, ...
03/12/2025

Małżeństwa polsko‑ukraińskie: przyjąć rzeczywistość, zrozumieć zmiany, zachować siebie

Kilka dni temu usłyszałam opinię, która zabrzmiała niemal jak przestroga:
„Nie warto mówić głośno o tym, że Ukrainki masowo wychodzą za mąż za P***ków. To podtrzymuje stereotypy i może osłabić ukraińską tożsamość.”
Nie zaskoczyło mnie to, ale wzbudziło niepokój. W tych słowach nie było analizy — tylko strach. A strach i milczenie często zniekształcają rzeczywistość.

Ja sama wyszłam za mąż w Polsce. Poznałam mojego męża w wolontariackim sztabie — wśród paczek z pomocą humanitarną, telefonów i niekończących się list potrzeb. On jest Ukraińcem, ale od ponad trzydziestu lat mieszka w Polsce. W momencie naszego spotkania mówił po polsku lepiej niż po ukraińsku.

Długo zastanawialiśmy się, czy brać ślub w czasie wojny, kiedy przyjaciele i rodzina są na froncie. Potem… znalazłam się pod ostrzałem w Charkowie, a mój mąż był bardzo blisko linii frontu, dostarczając drony naszym chłopcom. I
wtedy stało się jasne: musimy być razem, nawet jeśli życie skończy się jutro. Wzięliśmy ślub. Wciąż działamy jako wolontariusze każdego dnia.

Ale teraz nie chodzi o nas. Ten tekst dotyczy rodzin mieszanych, których przybywa, i o tym, dlaczego nie można zamykać na to oczu.
Fakty, których nie da się zignorować

W 2024 roku w Polsce zarejestrowano 5 359 małżeństw z udziałem obywateli Ukrainy — rekord od początku masowej migracji.
Z tego 2 556 to związki między P***kami a Ukraińcami, w tym 2 021 przypadków, gdy P***k ożenił się z Ukrainką, i 535 przypadków, gdy Polka wyszła za Ukraińca.

To nie pojedyncze historie — to proces, który zmienia demograficzny krajobraz. Rosną nie tylko liczby małżeństw, ale także narodzin dzieci, legalizacji pobytu — kształtuje się nowa struktura społeczna. Ignorowanie tego oznacza utratę zdolności dostrzegania realnych zmian.
Co dzieje się w rodzinach

Ślub z P***kiem nie oznacza automatycznie utraty ukraińskiej tożsamości. Może ona zniknąć jedynie przy braku środowiska językowego i kulturowego. Dzieci dorastające w pustce tradycji tracą kontakt z własnymi korzeniami.

Jeśli natomiast rodzina świadomie pielęgnuje dwujęzyczność i przekazuje tradycję, małżeństwo staje się szansą na wzbogacenie, a nie zagrożeniem.

Rodziny mieszane spotykają się z różnicami w modelach bliskości, tempie emocji i rozumieniu ról. Doświadczenie wojny i traumy staje się częścią wspólnego życia.
Demografowie podkreślają, że ukraińskie kobiety wpływają na stabilność ludności Polski. Psycholodzy dodają, że różne systemy emocjonalne i kulturowe wymagają adaptacji obu stron.
To nie zagrożenie — to proces, który wymaga uwagi i cierpliwości.

Milczenie nie pomaga

Gdy temat staje się tabu, staje się żyzną glebą dla uprzedzeń i strachu.
Jeśli nie mówimy, nie analizujemy i nie szukamy rozwiązań — ktoś inny interpretuje problem za nas. Milczenie nie chroni kultury ani tożsamości.

Wniosek

Historie ukraińskich kobiet w Polsce pokazują prostą prawdę: rodziny mieszane — to fakt, który trzeba przyjąć i przemyśleć.

Ważne jest mówienie szczerze, znajdowanie codziennych rozwiązań: wspieranie kultury, nauka języka dzieci, poszukiwanie porozumienia w partnerstwie.

Małżeństwa polsko-ukraińskie kształtują nową rzeczywistość społeczną i kulturową także dla P***ków, nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzegają. Ignorowanie tych zmian jest niebezpieczne dla wszystkich stron.
To dzięki małym, codziennym krokom — a nie patetycznym deklaracjom — rodzi się prawdziwa siła: umiejętność życia w dwóch kulturach, nie tracąc siebie, i budowania rodziny, która przetrwa wszelkie trudności.

Ci, którzy wracają, i ci, którzy zostają tylko w pamięciRano dostałam wiadomość, której nie potrafiłam od razu przeczyta...
29/11/2025

Ci, którzy wracają, i ci, którzy zostają tylko w pamięci

Rano dostałam wiadomość, której nie potrafiłam od razu przeczytać do końca.
„Witam, Dima Czernow zginął 18 listopada pod Pokrowskiem. Jutro pogrzeb.”

Dima był naszym przyjacielem z dzieciństwa — jednym z tej czwórki, która dorastała razem w Charkowie: Petro, Mariczka, on i ja. Jeździliśmy po mieście starym samochodem marki „Pobiedą”, który Dima sam odrestaurował. Zjeździliśmy wszystkie okolice Charkowskiej Nowej Bawarii z puszką lemoniady w ręku i poczuciem, że świat dopiero na nas czeka. Latem ruszaliśmy w góry Krymu. Przeszliśmy szlak od Bachczysaraju aż po Jałtę — przez Manguł-Kale, Wielki Kanion i płaskowyż Aj-Petri. To były dni, które miały trwać wiecznie.

Miał dziewiętnaście lat, gdy powiedział mi, że chce się ożenić. Mówił to poważnie, ale z tą nieśmiałością chłopaka, który nie wie jeszcze nic o życiu, a jednocześnie przeczuwa zbyt wiele. Miałam siedemnaście. Śmiałam się wtedy, powiedziałam, że się nie śpieszę, że jeszcze mam przed sobą cały świat. Nie wiedziałam, że świat tak szybko się zmienia.

Kiedy napisałam o jego śmierci znajomemu walczącemu pod Zaporożem, odpisał krótkimi zdaniami, jakby każde kosztowało go wysiłek:
„Współczuję. Ale my tu już nie mamy w sobie żadnej empatii. Człowiek, z którym trzy lata siedziałeś w jednym okopie, dziś wraca w czarnym worku. A czasem nie wraca wcale.”

Pisał o gniewie. O wściekłości na tych, którzy w tyle, na terenach nie objętych bezpośrednimi działaniami wojennymi, robią nagrania o Komisjach poborowych i udają, że wojna ich nie dotyczy.
„Jak wrócimy — oni wszyscy poczują nasz gniew” — dodał.
Czy on naprawdę tak myśli? Czy tylko próbuje ochronić się przed bólem, który inaczej by go złamał?

Siedziałam z telefonem w dłoni i nie wiedziałam, co odpisać. Nie dlatego, że brakowało mi empatii. Przeciwnie — nagle zrozumiałam, jak ogromna jest przepaść między nami. Oni żyją w świecie, w którym śmierć jest codziennością; my — w świecie, który mimo wojny wciąż próbuje udawać normalność.

W psychologii mówi się o moral injury — ranie moralnej. To nie szok, nie strach, ale moment, kiedy człowiek przestaje wierzyć, że świat ma sens. Żołnierze z frontu często wracają inni: emocjonalnie odcięci, zamknięci, gniewni. Nie dlatego, że tacy chcą być, lecz dlatego, że inaczej nie przetrwaliby każdego kolejnego dnia.

Historia zna ten mechanizm aż zbyt dobrze.
Po I wojnie światowej nazwano ich straconym pokoleniem.
Po II — mówiono o ludziach, którzy wrócili, ale tak naprawdę nie wrócili nigdy.
Po Wietnamie — o żołnierzach, których własne społeczeństwo witało niezrozumieniem i współczuciem pomieszanym z odrzuceniem.
Po Bałkanach — o społeczeństwach, które nie potrafiły zmieścić w sobie tego, co widzieli ci, którzy walczyli.

My jesteśmy dokładnie w takiej chwili historii.
Żołnierze staną kiedyś w progu swoich mieszkań, a bliscy będą patrzeć na nich jak na tych samych ludzi — choć oni będą już inni.
Trauma nie zostanie na froncie. Ona wróci razem z nimi.

I jest jeszcze jedna, cicha linia pęknięcia: za Ukrainę walczą dziś również obcokrajowcy — ochotnicy, którzy świadomie weszli w cudzą wojnę. Kiedy oni wrócą do siebie, zmierzą się nie tylko z własną traumą, ale i z chłodnym zdaniem, które już dziś krąży po internecie:
„Nikt ci nie kazał walczyć za obcy kraj”.
Ich rany mogą być jeszcze głębsze, bo u nich w domach nie będzie ani bohaterstwa, ani wdzięczności — tylko niezrozumienie.

W słowach mojego przyjaciela z frontu słyszę nie tyle groźbę, ile rozpacz.
On chce, żeby jego ból został zauważony.
Żeby śmierć Dimy — i tysięcy jemu podobnych — miała wagę.
Żeby ktoś po drugiej stronie tej przepaści powiedział: „widzę cię”.

Dzisiaj myślę o Dimie tak, jakby wrócił na chwilę tamtą naszą drogą przez Krym, jakby znów wsiadał do „Pobiedy”, którą tak pieczołowicie naprawiał. On został w tamtym czasie, w swoim śmiechu, w życiu, którego nie zdążył przeżyć.

Może któregoś dnia uda nam się zszyć społeczeństwo na nowo — połączyć tych, którzy widzieli wojnę z bliska, i tych, którzy widzieli ją tylko przez ekran. Ale żeby to się stało, musimy zrobić coś trudnego, a zarazem podstawowego: nie odwracać się od bólu, nawet jeśli nie jest naszym bólem.

Bo wojna łamie ludzi — ale tylko inni ludzie mogą ich później poskładać.

Piękno w czasie wojny: rytuał przetrwaniaDługo nie miałam odwagi o tym napisać.Nie dlatego, że to temat błahy — wręcz pr...
04/11/2025

Piękno w czasie wojny: rytuał przetrwania

Długo nie miałam odwagi o tym napisać.
Nie dlatego, że to temat błahy — wręcz przeciwnie, zbyt osobisty.
Zawsze, gdy przyjeżdżam do Kijowa i schodzę do metra — ostatni raz byłam tam jakieś pół roku temu — widzę kobiety z idealnie ułożonymi włosami, z makijażem dopracowanym w każdym detalu. I za każdym razem myślę: to nie jest próżność. To sposób na przetrwanie.
Wtedy, w wagonie, usłyszałam rozmowę dwóch kobiet. Jedna z nich, mniej więcej pięćdziesięcioletnia, mówiła:
— Nigdy nie robiłam depilacji, a ładną bieliznę kupiłam sobie ostatni raz, gdy miałam dziewiętnaście lat. A teraz, jak pomyślę, że coś znów spadnie, że mnie wydobędą spod gruzów w starej koszuli i z brudnymi włosami... To teraz co wieczór zakładam ładną piżamę. Drogą, włoską, żeby nie było mi wstyd.
Pół roku później — Poznań, salon kosmetyczny.
Obok mnie siedziała Ukrainka, może pięćdziesięciodwuletnia. Czekała na kosmetyczkę i rozmawiała przez telefon — głośno, bez skrępowania. Opowiadała przyjaciółce, że przed wojną nigdy nie potrzebowała ani sztucznych rzęs, ani manikiuru, a teraz nie wyobraża sobie bez tego życia. „Przyzwyczaiłam się — mówiła — dwa lata w Ukrainie, zawsze gotowa, zawsze uczesana. Tak na wszelki wypadek.”
Wydaje mi się, że to nie tylko kwestia wyglądu.
Piękno nie jest bronią. A może raczej — nie tylko bronią.
Przesadne dbanie o siebie może być, jak twierdzą psychologowie, jednym z objawów traumy. Kiedy świat się rozpada, próbujemy ocalić cokolwiek, nad czym jeszcze mamy kontrolę. Nie możemy zatrzymać rakiet, ale możemy umyć włosy, pomalować usta. Na pierwszy rzut oka to drobiazg, a jednak właśnie takie drobiazgi przywracają poczucie normalności.
Czytałam kiedyś, że troska o ciało to próba przywrócenia sobie bezpieczeństwa.
Na mój gust — to coś bardzo ludzkiego. Kobieta, która robi makijaż przy dźwięku syren, nie ucieka od rzeczywistości. Ona jej się stawia.
To mały, cichy gest sprzeciwu wobec chaosu.
Są też liczby, które potwierdzają tę intuicję.
Według Diia.Business, w 2023 roku liczba nowych salonów fryzjerskich i kosmetycznych w obwodach kijowskim, charkowskim oraz w samym Kijowie wzrosła o prawie 30% w porównaniu z 2022.
Branża beauty nie tylko przetrwała — ale się dostosowała. Zmienił się też cel: coraz częściej chodzi nie o „upiększanie”, lecz o regenerację. Zabiegi wellness, masaże, pielęgnacja dopasowana do indywidualnych potrzeb. Ciało również potrzebuje rehabilitacji.
Podczas II wojny światowej w Wielkiej Brytanii i USA kosmetyki reklamowano hasłem „Beauty is your duty” — „Piękno to twój obowiązek”. Pomadka była symbolem odwagi, nie kobiecości. Może dziś, nieświadomie, powtarzamy tamtą intuicję: zachować człowieczeństwo poprzez formę, poprzez codzienny rytuał, który mówi „jeszcze żyję”.

W Polsce widać to jeszcze wyraźniej.
Polacy mówią z uśmiechem: jeśli rano spotkasz na ulicy kobietę w makijażu, ubraną jak na święto — to pewnie Ukrainka. Nie dlatego, że Polki o siebie nie dbają. Po prostu mają inne, spokojniejsze, „pokojowe” podejście do kosmetyków.
Dla Polki makijaż to element stylu. Dla Ukrainki — część zbroi.
Myślę też, że salony piękności stały się dla wielu kobiet miejscem wsparcia. Tam nie tylko farbuje się włosy. Tam się rozmawia, milczy razem, słucha. To coś na kształt wspólnej terapii — kobiecego sposobu na przywrócenie porządku światu.
Piękno w czasie wojny to nie ucieczka, lecz forma trwania.
Malujemy usta, żeby się nie rozpaść. Robimy manikiur, by pamiętać, kim byłyśmy „przedtem”. Kupujemy ładną piżamę, bo świat może zniknąć w każdej chwili — a my chcemy zostać sobą, nawet w ciemności.
To nasz cichy protest przeciwko chaosowi.
I może, kiedy wojna się skończy, ten zwyczaj zostanie. Ale będzie znaczyć coś innego: nie strach, lecz troskę. Nie potrzebę kontroli, lecz potrzebę życia.
Bo każda kobieta, która w najciemniejszym dniu sięga po szminkę, mówi światu jedno:
wciąż tu jestem.






🇵🇱 Polsko-ukraińskie spotkanie biznesowe w Poznaniu — już po raz drugi!Wczoraj, 30 października, w gościnnej przestrzeni...
31/10/2025

🇵🇱 Polsko-ukraińskie spotkanie biznesowe w Poznaniu — już po raz drugi!
Wczoraj, 30 października, w gościnnej przestrzeni Fundacji Lepszy Świat odbyło się kolejne spotkanie przedsiębiorców z Polski i Ukrainy, zorganizowane przez Fundację RWP wspólnie z Polsko-Ukraińską Izbą Gospodarczą.
Tym razem przy wspólnym stole spotkali się przedstawiciele wielu branż: prawnicy, elektrycy, specjaliści rynku nieruchomości, restauratorzy, nauczyciele, muzycy, a także osoby prowadzące działalność w sektorze usług i drobnego biznesu. To właśnie ta różnorodność sprawia, że nasze spotkania stają się tak inspirujące i pełne pozytywnej energii.
Na początku wydarzenia miała miejsce wyjątkowa chwila — kierownictwo Fundacji RWP zostało uhonorowane podziękowaniami i dyplomami od Towarzystwa Polonia, które wspiera P***ków mieszkających na Ukrainie. To piękny gest doceniający międzynarodową współpracę i codzienną pomoc realizowaną przez nasz zespół.
Naszym gościem specjalnym był Władysław Iwanow, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, który podzielił się praktycznymi wskazówkami na temat:
💡 jak budować relacje z klientami,
🔍 jak weryfikować partnerów biznesowych,
🤝 oraz jakie możliwości współpracy oferuje Izba.
Nie zabrakło też aromatycznej kawy i słodkości od niezawodnej Złotej Kawy ☕ — serdecznie dziękujemy za wsparcie i pyszny poczęstunek!
Spotkanie odbyło się dzięki wsparciu finansowemu PISOP, za co również serdecznie dziękujemy 🙏
Całe wydarzenie trwało ponad dwie i pół godziny — z czego część oficjalna zajęła około godziny, a reszta upłynęła na swobodnych rozmowach i wymianie doświadczeń. To właśnie ten moment, gdy formalność ustępuje miejsca otwartości i prawdziwemu dialogowi, tworzy wyjątkową atmosferę naszych spotkań.
✨ Dziękujemy wszystkim za obecność, otwartość i pozytywną energię!
Już teraz zapraszamy na kolejne spotkanie naszej polsko-ukraińskiej społeczności biznesowej w Poznaniu — do zobaczenia wkrótce!


🇺🇦 Польсько-українська бізнес-зустріч у Познані — вдруге!
Учора, 30 жовтня, у гостинному просторі Fundacji Lepszy Świat відбулася чергова зустріч польських та українських підприємців, організована Фундацією RWP спільно з Польсько-Українською Господарчою Палатою.
Цього разу зібралися представники найрізноманітніших сфер: юристи, електрики, спеціалісти з нерухомості, ресторатори, викладачі, музиканти, підприємці з малого та мікробізнесу. Саме ця різноманітність створює натхненну атмосферу і показує, як багато нас об’єднує.
На початку зустрічі сталася приємна несподіванка — керівництво Фундації RWP отримало подяки та грамоти від Towarzystwa Polonia, яке підтримує поляків, що проживають в Україні. Це важливе визнання нашої міжнародної співпраці та щоденної роботи команди.
Спеціальним гостем події став Владислав Іванов, віцепрезидент Польсько-Української Господарчої Палати, який поділився практичними порадами щодо:
💡 пошуку надійних клієнтів,
🔍 перевірки партнерів перед співпрацею,
🤝 можливостей, які відкриває діяльність Палати.
Дякуємо за запашну каву та солодощі Złotej Kawie ☕ — і за фінансову підтримку заходу — PISOP 🙏
Зустріч тривала понад дві з половиною години: перша година — офіційна частина, а далі — жива, відкрита розмова, яка об’єднала людей, що кілька хвилин тому ще були незнайомі. Саме такі моменти створюють справжню спільноту.
✨ Щиро дякуємо всім за участь, відкритість і добру енергію.
До нової зустрічі вже зовсім скоро!
#бізнес #Познань #польськоукраїнськасотрудня

Polsko-ukraińskie spotkanie biznesowe w Poznaniu – już 30 października!Po sukcesie pierwszego wydarzenia networkingowego...
23/10/2025

Polsko-ukraińskie spotkanie biznesowe w Poznaniu – już 30 października!

Po sukcesie pierwszego wydarzenia networkingowego, które połączyło polskich i ukraińskich przedsiębiorców, zapraszamy na kolejne inspirujące spotkanie biznesowe w Poznaniu!

📅 Kiedy: 30 października (piątek), godz. 17:00
📍 Gdzie: Fundacja Lepszy Świat, ul. Nowowiejskiego 15/15A, Poznań

Wydarzenie organizują:
👉 Fundacja RWP we współpracy z Polsko-Ukraińską Izbą Gospodarczą.

Tym razem naszym gościem specjalnym będzie Władysław Iwanow, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, który opowie m.in. o:
💡 tym, jak i gdzie szukać rzetelnych klientów,
🔍 tym, jak sprawdzać partnerów biznesowych, by uniknąć ryzyka,
🤝 działalności Izby i możliwościach współpracy,
📈 specyfice prowadzenia biznesu w Polsce.

To spotkanie to nie tylko wiedza, ale też nieformalna atmosfera, networking i prawdziwe relacje między przedsiębiorcami z obu krajów.

☕ Aromatyczna kawa, ciekawi ludzie i inspirująca przestrzeń — gwarantowane!

👉 Liczba miejsc ograniczona – zarejestruj się już dziś i dołącz do społeczności, która rozwija polsko-ukraiński biznes w Poznaniu! https://forms.gle/8sdx6Ko7yfmtQphC7

🇺🇦 Польсько-українська бізнес-зустріч у Познані – вже 30 жовтня!

Після успіху першого нетворкінгу, який об’єднав українських і польських підприємців, запрошуємо вас на наступну зустріч бізнес-спільноти у Познані!

📅 Коли: 30 жовтня (п’ятниця), 17:00
📍 Де: Fundacja Lepszy Świat, ul. Nowowiejskiego 15/15A, Познань

Організатори події:
👉 Фундація RWP спільно з Українсько-Польською Господарчою Палатою.

Наш гість – Владислав Іванов, віцепрезидент Українсько-Польської Господарчої Палати, який розповість про:
💡 як і де шукати надійних клієнтів,
🔍 як перевіряти партнерів, щоб уникнути неприємних ситуацій,
🤝 діяльність Палати та можливості співпраці,
📈 особливості ведення бізнесу в Польщі.

Зустріч проходитиме у теплій, відкритій атмосфері — саме такій, що допомагає будувати справжні зв’язки між підприємцями з Польщі та України.

☕ Запашна кава, цікаві знайомства та нові можливості – гарантовано!

👉 Кількість місць обмежена — реєструйтесь зараз і станьте частиною бізнес-спільноти, яка розвиває польсько-українське партнерство у Познані! https://forms.gle/8sdx6Ko7yfmtQphC7

Fundacja RWP zaprasza na spotkanie biznesowe, które odbędzie się w formie networkingowej 30 października o godz. 17.00 pod adresem ul. Nowowiejskiego 15/15A Poznań.Gościem specjalnym będze Władyslaw Iwanow, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarcej. Prosimy o wypełnienie krótkiego fo...

Od serca do serca: wsparcie dla Marii Sadowskiej-PawlakNie znam osobiście Pani Marii. Jednak moja rodzina dobrze wie, cz...
20/10/2025

Od serca do serca: wsparcie dla Marii Sadowskiej-Pawlak

Nie znam osobiście Pani Marii. Jednak moja rodzina dobrze wie, czym jest rak. Wiem też, że niestety ta choroba często dotyka najbardziej życzliwych i dobrych ludzi. Dlatego w tę sobotę postanowiliśmy z rodziną odwiedzić kiermasz charytatywny „Od serca do serca” w Poznaniu, aby wesprzeć Marię Sadowską-Pawlak, wicedyrektorkę fundacji Barka, która przez wiele lat pomagała Ukraińcom przyjeżdżającym do Polski oraz osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.

Wydarzenie odbyło się 28 września 2025 roku w siedzibie fundacji Barka, na jednym piętrze, w dwóch salach połączonych korytarzem. W jednej odbywały się koncerty i warsztaty, w drugiej — można było spróbować ukraińskiej kuchni i słodkości. Były muzyka i taniec, kreatywne warsztaty dla dzieci i dorosłych, loteria oraz stoiska z rękodziełem i wyrobami kulinarnymi.

Szczególnie imponujące było, jak zjednoczyła się ukraińska społeczność w Poznaniu. W wydarzeniu wzięły udział liczne fundacje i organizacje ukraińskie, m.in. Nejmovirna PL, Artcluster, Ukraińska Wiosna, Wolni Ludzie, Ok&Sana Fundacja Integracji, Edukacji i Kultury, a także wolontariuszki fundacji Barka. Wszyscy połączyli siły, aby wspierać Marię i jej rodzinę. To nie była tylko akcja charytatywna — to prawdziwa współpraca dla jednej wspólnej sprawy.

Na wydarzeniu obecne były sama Maria i jej mama. Po ich oczach było widać, że osoby, które całe życie poświęciły innym, teraz same potrzebują wsparcia. Były wzruszone i wdzięczne za liczne uściski, ciepłe słowa i otwarte serca przybyłych Ukraińców.

Łącznie zebrano 10 126,30 zł, w tym wpłaty online i datki w gotówce. Ale najważniejsza nie była kwota, lecz atmosfera: poczucie wspólnoty, wdzięczności i wzajemnego wsparcia.

Wiem jedno: rak przychodzi bez zaproszenia i zabiera wiele. Ale gdy wokół pojawiają się ludzie — z muzyką, ciepłem, śmiechem i otwartymi sercami — choroba nie ma ostatniego słowa. Być może ten kiermasz nie był tylko o leczeniu. Być może był o wierze, że dobro wraca, o wdzięczności i wsparciu, które można odczuwać nawet na odległość.

Chcę serdecznie podziękować organizatorom — Оля Чопей , Oksana Kovalivska i całemu zespołowi ukraińskich asystentek fundacji Barka, a także wszystkim fundacjom ukraińskim, wolontariuszom, muzykom, artystom i kucharzom, którzy sprawili, że ten dzień był ciepły i wyjątkowy.

Mario, Waszej rodzinie i bliskim życzę siły i wiary. Nie jesteście sami — jesteśmy z Wami, od serca do serca. 🫶

Bipolarny świat wojny– Przestałam czytać wiadomości z Ukrainy i wypisałam się ze wszystkich kanałów w Telegramie. Już ni...
10/10/2025

Bipolarny świat wojny
– Przestałam czytać wiadomości z Ukrainy i wypisałam się ze wszystkich kanałów w Telegramie. Już nie mogę – mówi znajoma fryzjerka. – Pod koniec pierwszego roku pełnoskalowej wojny zrozumiałam, że więcej nie dam rady. Wpadłam w taką depresję i ataki paniki, że ledwo z tego wyszłam.

– Jana, znowu mam tę moją bipolarną rzeczywistość – pisze znajoma. – Dziś festiwal kultury ukraińskiej, ludzie będą się cieszyć, śpiewać, tańczyć... a tam znów bombardowania. Zbieramy na drony, bo to jedyne, czym możemy pomóc.

W Kijowie – mówią – agencje eventowe zarabiają dziś więcej niż kiedykolwiek. Ludzie świętują każdy dzień tak, jakby miał być ostatni.

– Moi chłopcy, którzy wracają z przepustek z Kijowa, są nie do poznania – opowiada dowódca jednej z brygad. – Jedni są źli na cały świat, inni nie chcą już walczyć, a niektórzy wpadają w taką depresję, że nie wiemy, co z nimi robić. Bo z błota i śmierci frontu trafiają do miasta, które świeci światłami, luksusowymi autami, restauracjami… i nie wytrzymują.

Żyjemy w świecie bipolarnym.
Między dźwiękiem alarmów a dźwiękiem koncertowych kolumn, między datkami na drony a kieliszkiem szampana na przyjęciu, między „trzymajmy się” a „nie dam już rady”.
Dokąd nas to zaprowadzi?

Po takich rozmowach często wracam myślami do słów Mychajła Kociubińskiego:

„Wiecie, raz czytałem, jak powiesili was aż dwunastu… Aż dwunastu… i ziewnąłem. A drugi raz wieść o szeregu białych worków popiłem dojrzałą śliwką. Tak wziąłem ją, wiecie, w palce – cudowną, soczystą – i poczułem w ustach przyjemny, słodki smak...”

Te słowa z „Intermezzo” są o człowieku, który tak bardzo zmęczył się ludzkim cierpieniem, że przestał na nie reagować.
Nie z obojętności, lecz z wyczerpania.
Jego ziewnięcie nie jest lekceważeniem, lecz ostatnim sposobem, by nie pęknąć.

Wszyscy trochę jesteśmy na jego miejscu.
Czujemy winę za spokój i zmęczenie nieustannym bólem.
Zajadamy śmierć śliwkami, zdjęciami, pracą, datkami – czymkolwiek, co pozwala na chwilę nie myśleć o śmierci.
I może właśnie to też jest formą przetrwania.

Z czasem zaczęłam zauważać, że nie pomaga ani siła woli, ani motywacyjne cytaty. Pomagają rzeczy proste, prawie banalne.
Kiedy udaje się odłożyć telefon, odłączyć od wiadomości – dać głowie chwilę ciszy.
Kiedy trzymasz się małych rytuałów: poranna kawa, spacer, znajoma droga, głos mamy w słuchawce.
Kiedy pozwalasz sobie po prostu być zmęczoną – bez tłumaczeń, bez poczucia winy.
A kiedy pojawia się radość – nawet maleńka – nie gasisz jej, nie uciekasz, nie mówisz: „nie pora”. Bo może właśnie te okruchy życia ratują nas przed ostatecznym utonięciem.

Psychologowie mówią, że nie da się długo żyć „na wojnie” w sobie. Trzeba czasem wrócić do życia. Każdy szuka swojego sposobu: ktoś milknie, ktoś pomaga, ktoś maluje, ktoś po prostu przytula.

Jeśli mam być szczera – ja też często nie wytrzymuję. Moje życie od ponad trzech lat jest podzielone na pół: poranki zaczynają się od wiadomości i telefonów do bliskich. A tu, w Poznaniu – praca, wolontariat, rodzina, dziecko.
I z własnego doświadczenia powiem: trzymają mnie nie wielkie słowa i nie heroizm, ale rzeczy drobne.

Pomaga ograniczenie szumu informacyjnego.
Pomagają małe punkty oparcia – rytuały, znajome smaki, głos kogoś, komu ufasz.
Pomaga świadomość, że nie jesteś sama.
I pomaga pozwolenie sobie na życie – nawet wtedy, gdy wokół tyle śmierci.

Każdy z nas szuka swojego intermezzo – tej krótkiej pauzy między rozpaczą a oddechem.
Może właśnie w tych pauzach rodzi się nasza odporność.

A jak wy sobie radzicie?

Adres

Poznan

Telefon

+48501833037

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Razem w Polsce umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Razem w Polsce:

Udostępnij