02/08/2026
Olga Szpunar, Gazeta Wyborcza: „Nasze społeczeństwo nie lubi dzieci” - napisała pani na swoim Mikroblogu, który można śledzić na Facebooku...
Zofia Urbanek: - Tak i okazało się, że hejt i nienawiść, jaka pojawiła się w komentarzach, jest porażająca. Ludzie głównie pisali, że nie mają nic do dzieci, tylko do ich rodziców, którzy nie potrafią ich wychować. Tymczasem oczekiwanie, że dwulatek będzie siedział we wspomnianym samolocie lub restauracji nieruchomo jak posąg, to brak wiedzy o rozwoju dzieci. Nie można oczekiwać od dzieci, by zachowywały się jak mali dorośli. One uczą się żyć w społeczeństwie poprzez bycie częścią tego społeczeństwa. Obserwują dorosłych w samolotach, restauracjach, sklepach i próbują zrozumieć zasady rządzące tym światem. Problem w tym, że nasze społeczeństwo najchętniej zamknęłoby je w rezerwatach. Tymczasem przestrzeń publiczna należy do różnych grup wiekowych, w tym również powinna należeć do dzieci.
Olga Szpunar: A dorośli według pani mają prawo urządzać przestrzeń tylko dla siebie? Otwierać hotele i restauracje bez dzieci?
- Jasne, że tak. Sama wybieram się z mężem do takiego hotelu. Trzeba jednak pamiętać, że czym innym są komercyjne usługi, takie jak strefy ciszy w pociągach, wspomniane restauracje i hotele, a czym innym wspólna przestrzeń, w której wszyscy powinni mieć równe prawa.
A nie mają, bo bywa, że na obecność dzieci we wspólnej przestrzeni jest agresywna, systemowa nagonka. Wykluczenie ze względu na wiek jest coraz bardziej społecznie akceptowalne.
Olga Szpunar: Spotkała się pani z taką nagonką?
- Spotkałam. Pojawia się na przykład w lokalnych dyskusjach sąsiedzkich o montażu progów zwalniających na osiedlowej uliczce, bo maluchy uczą się w pobliżu jeździć na rowerze czy hulajnodze. Skala oporu przed takim rozwiązaniem bywa porażająca. Zamiast rozmowy o bezpieczeństwie dzieci pojawiają się wyzwiska i rady typu: "najpierw niech dziecko zda na kartę rowerową". Nagle okazuje się, że dziecięca obecność i nauka jazdy na rowerze pod domem są traktowane jak zamach na spokój dorosłych. Rodzice słyszą, by „zabrali dzieci gdzie indziej". Uczestnicząc w takiej dyskusji, zrozumiałam, jak silny jest ten mechanizm. Takie rugowanie dzieci z publicznej przestrzeni automatycznie wypycha z niej kobiety. Małe dziecko nie wyjdzie przecież samo przed blok ani nie pójdzie samo do restauracji.
Olga Szpunar: Ojców nie?
- Niestety głównie matki. Obserwuję to na co dzień, że złość wobec krzyczących głośno dzieci jest kierowana głównie wobec ich matek.
Gdy ojciec idzie z płaczącym niemowlakiem w wózku, budzi zazwyczaj wzruszenie. Gdy zabierze starsze dzieci do McDonalda, widzimy w nim super tatę. Matka z dziećmi w McDonaldzie? A dlaczego sama zdrowego obiadu im nie ugotowała?
Na taką matkę od razu patrzymy krytycznie. Ocena rodzicielstwa jest w naszym społeczeństwie bardzo płciowa, genderowa.
(Link do całej rozmowy w komentarzu).