15/08/2026
@liderzy wśród fanów
Czasami zastanawiam się, ile tak naprawdę warte są słowa „jestem samotny”. Dzisiaj widzę w internecie mnóstwo wpisów o samotności.
„Jestem sam.” „Nikt mnie nie rozumie.” „Potrzebuję kogoś.” „Nie mam z kim porozmawiać.”
I czytając to wszystko, coraz częściej zastanawiam się: ile w tym jest prawdziwej samotności?
Bo ja wiem, czym ona jest. Po wypadku w pracy moje życie praktycznie się zatrzymało. Zostałem sam. Dosłownie. Siedzę zamknięty w czterech ścianach. Dni mijają jeden po drugim. Człowiek zaczyna tracić poczucie czasu. Nie ma pracy, nie ma normalnego życia, nie ma zwykłego wyjścia z domu, żeby choć na chwilę oderwać myśli. A do tego dochodzi codzienna walka. Lekarz. Kolejny lekarz. Badania. Rehabilitacja. Zabiegi. Ból. Czekanie. Telefony. Dokumenty. Kolejne terminy. Kolejne pytania, czy coś wreszcie ruszyło. Ciągła walka z systemem, który dla człowieka w takim stanie potrafi być kolejną przeszkodą zamiast pomocą. I wracasz potem do tych samych czterech ścian. Sam. Z bólem, zmęczeniem i myślami, których nie da się tak po prostu wyłączyć.
Najgorsze jest chyba to, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy ktoś w ogóle zauważy, jeśli przestanie się odzywać. Nie ma osoby, która przyjdzie i powie: „Dobra, nieważne co się dzieje, dzisiaj nie będziesz z tym sam.” Nie ma komu powiedzieć: „Mam już naprawdę dosyć.” I właśnie wtedy człowiek zaczyna inaczej rozumieć słowo „samotność”.
Bo łatwo napisać w internecie „jestem samotny”, kiedy za chwilę można odłożyć telefon, spotkać się z kimś, wyjść z domu, wrócić do partnera, rodziny czy znajomych. Prawdziwa samotność wygląda inaczej. To jest moment, kiedy naprawdę nie masz obok siebie nikogo. Kiedy cały ciężar tego, co się wydarzyło, musisz nosić sam.
Kiedy nikt nie pyta, jak się czujesz. Nikt nie jedzie z tobą do lekarza.
Nikt nie siedzi obok po zabiegu. Nikt nie pomaga przejść przez kolejną rehabilitację. Nikt nie mówi: „Spokojnie, damy radę”.
I wtedy zaczynasz rozumieć, że człowiek tak naprawdę nie potrzebuje tłumu ludzi. Potrzebuje jednego człowieka. Takiego, który jest naprawdę. Nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze. Nie tylko wtedy, kiedy można się pośmiać. Nie tylko wtedy, kiedy jesteś potrzebny. Ale również wtedy, kiedy jesteś połamany życiem, zmęczony, wkurzony, bezsilny i nie masz już siły kolejny raz tłumaczyć, co się z tobą dzieje. Bo czasami nie potrzeba wielkich słów. Wystarczy, żeby ktoś przyszedł, usiadł obok i powiedział :„Jestem. Nie musisz przez to przechodzić sam.” I chyba dopiero kiedy naprawdę zostaje się samemu, człowiek rozumie, jak niewiele czasami potrzeba… A jak bardzo może tego brakować.
Jest jeszcze jedna grupa osób, do których chcę się zwrócić szczególnie.
Jako KURDE TV Wiesław Langocz przez lata byłem blisko ludzi muzyki. Muzyków, zespołów, artystów, organizatorów koncertów, ludzi, z którymi miałem kontakt praktycznie na co dzień. Byłem na koncertach. Rozmawiałem z Wami. Robiłem materiały. Promowałem Waszą muzykę. Byłem tam, kiedy coś się działo. Dlatego tym bardziej boli mnie, że kiedy moje życie nagle się zatrzymało, tak wielu z Was tak szybko zapomniało, że ja jeszcze żyję i że nadal walczę. Nie oczekuję, że każdy rzuci wszystko i będzie się mną zajmował. Ale czasami wystarczyłaby zwykła wiadomość:
„Wiesiek, jak się trzymasz?”. Czasami telefon. Czasami zwykłe „nie zapomnieliśmy o Tobie”. To tylko kilka słów i sekund zeby napisać pierdolonego SMS.
Bo człowiek, który przez lata był dla innych, też chciałby czasami poczuć, że inni pamiętają o nim wtedy, kiedy to on potrzebuje człowieka. I właśnie dlatego piszę ten post. Nie po to, żeby kogokolwiek atakować. Nie po to, żeby wzbudzać poczucie winy.
Po prostu chcę powiedzieć wprost:
Jestem tutaj. Nadal żyję. Nadal walczę. Nadal próbuję wrócić do normalnego życia. I może niektórzy z Was po prostu nie wiedzieli, jak bardzo źle wygląda dzisiaj moja sytuacja. To już wiecie.
I jeszcze jedno. Wszystkich pismaków, komentatorów i hejterów też biorę na klatę.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał coś do powiedzenia. Ktoś, kto z pozycji własnego wygodnego życia będzie oceniał człowieka, którego sytuacji nie zna, nie przeżył i najprawdopodobniej nigdy nie zrozumie. Może dla niektórych łatwiej jest napisać kilka chamskich słów zza klawiatury niż przez chwilę zastanowić się, co naprawdę może przeżywać drugi człowiek. I wiecie co jest w tym wszystkim najbardziej żałosne? Wielu z tych ludzi nie miałoby odwagi stanąć ze mną twarzą w twarz i powiedzieć mi dokładnie to samo, co tak łatwo piszą w internecie. Za ekranem każdy może być odważny. Każdy może obrażać, oceniać i pouczać. Ale kiedy trzeba spojrzeć drugiemu człowiekowi prosto w oczy i powtórzyć te same słowa, nagle tej odwagi często brakuje. Może dlatego, że wtedy nie ma już monitora, anonimowości i poczucia bezkarności. Zostaje tylko człowiek i jego własna słabość.
Nie życzę nikomu źle. Naprawdę. Ale życie potrafi bardzo szybko zweryfikować człowieka. Dzisiaj ktoś siedzi wygodnie, jest zdrowy, ma pracę, rodzinę i pieniądze. Jutro może wydarzyć się coś, czego kompletnie się nie spodziewał wypadek, choroba, utrata pracy albo sytuacja, w której nagle okaże się, że pomoc jest potrzebna właśnie jemu. I wtedy być może zrozumie coś, czego dzisiaj nie rozumie. Ja nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego, co tutaj napisałem. Nie muszę udowadniać obcym ludziom, co czuję, przez co przechodzę, ile bólu mnie to kosztuje i jak wygląda moje życie każdego dnia.
Napisałem to, bo taka jest moja rzeczywistość. I nie zamierzam jej upiększać tylko dlatego, że komuś jest niewygodnie ją przeczytać.
Mam ponad 2,3 tysiąca znajomych tutaj :
Czasami myślę sobie, że gdyby choć część z tych osób wpłaciła symboliczne 5 zł, to być może dzisiaj nie musiałbym już tak bardzo zastanawiać się, za co kupię kolejny lek, jak opłacę rehabilitację albo skąd wziąć pieniądze na następny zabieg. 5 zł to naprawdę niewiele. Dla jednej osoby może być to drobnostka, ale dla mnie kilka złotych od wielu osób może oznaczać realną pomoc w dalszym leczeniu i powrocie do normalnego życia. Nie oczekuję, że każdy wpłaci. Nie każdy może.
Ale jeżeli czytasz ten post i możesz sobie pozwolić na te 5, 10 czy 20 zł, to będę naprawdę wdzięczny. Bo może właśnie z takich małych gestów uda się zbudować coś dużego. Od zawsze przyświecała mi jedna myśl: „Nic nie dzieje się bez przyczyny”.
Może więc również to, przez co teraz przechodzę, ma jakiś sens, którego jeszcze nie potrafię dostrzec. Może kiedyś wyjdę z tego wszystkiego. Wrócę do normalnego życia, zapomnę o bólu, lekarzach, rehabilitacji i ciągłej walce. I może wtedy to ja będę mógł pomóc komuś innemu, kto nagle znajdzie się w podobnej sytuacji. Komuś, kto również zostanie sam, zamknięty w czterech ścianach i będzie zastanawiał się, jak poradzić sobie z kolejnym dniem.
Może właśnie tak działa dobro. Dzisiaj ktoś pomaga mnie. Jutro być może ja będę mógł pomóc komuś innemu. Jeżeli możesz dorzucić choć symboliczne 5 zł, będę za to naprawdę wdzięczny. Każda taka wpłata przybliża mnie do kolejnego leku, rehabilitacji, zabiegu i przede wszystkim do normalnego życia.
BLIK: 508 848 488
Konto: 85 1940 1076 5151 8863 0000 0000