Znachor z Kurnika

Znachor z Kurnika Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Znachor z Kurnika, Twórca cyfrowy, Poznan.
(1)

„Praktycznie o kurach, drobiu i zwykłym nietuzinkowym prawdziwym wiejskim życiu – po prostu bez ściemy...
Czyli nasza dawna i obecna Polska Wieś 🐓🐣🛖 widziana moimi oczami 👀 z Wielkopolski”🦆🍗.

Wiejska kuchnia nie wróciła do mody. Ona nigdy z niej nie wyszła.Oglądając Facebooka, YouTube'a czy TikToka, coraz częśc...
15/07/2026

Wiejska kuchnia nie wróciła do mody. Ona nigdy z niej nie wyszła.

Oglądając Facebooka, YouTube'a czy TikToka, coraz częściej trafiam na młodych ludzi, którzy odkrywają stare przepisy i regionalne potrawy. Pokazują, jak zrobić domowy chleb, kiszone ogórki, twaróg, rosół, szare kluski czy gzik. I bardzo dobrze! Cieszę się, że tradycyjna kuchnia znów trafia do młodego pokolenia.

Ale czasami uśmiecham się pod nosem. Nie dlatego, że ktoś gotuje, tylko dlatego, że dla wielu osób jest to coś nowego, niemal jak wielkie odkrycie. A przecież nasze babcie i prababcie gotowały w ten sposób każdego dnia. To nie była moda ani kulinarny trend. To było po prostu życie.

Na polskiej wsi nie zawsze było bogato, ale na stole rzadko było nudno. Każdy region miał swoje smaki i swoje przepisy. W Wielkopolsce gzik, szare kluski czy czernina, na Śląsku rolady i kluski, na Podhalu moskole i oscypki, na Podlasiu kartacze, na Lubelszczyźnie cebularze, a w wielu domach gołąbki, pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane, domowe drożdżówki czy pachnący rosół gotowany na prawdziwej wiejskiej kurze.

Do tego własny chleb, smalec ze skwarkami, kiszone ogórki, małosolne, kapusta z beczki, domowe sery, twarogi, masło, miód od lokalnego pszczelarza, własne kiełbasy i wędliny. Dziś wiele z tych produktów nazywa się „rzemieślniczymi”, „tradycyjnymi” albo „premium”. Dla naszych dziadków były po prostu codziennym jedzeniem.

Wiejska kuchnia uczyła szacunku do jedzenia. Nic się nie marnowało. Z czerstwego chleba robiło się chleb w jajku, z ziemniaków kolejne potrawy, z warzyw przetwory na zimę. Wszystko miało swoje miejsce i swój smak.

Co ciekawe, tradycję można bez problemu połączyć z nowoczesnością. Sam często pokazuję, że wiejskie produkty świetnie sprawdzają się w prostych, współczesnych daniach. Tortilla z jajecznicą z kaczych jaj, odrobiną sera żółtego i świeżymi warzywami? Pyszna. To nowoczesna forma podania, ale składniki od lat są obecne w wielu wiejskich gospodarstwach.

Może właśnie dlatego kuchnia wiejska znowu zyskuje popularność. Jest prawdziwa, oparta na prostych składnikach i pełna smaku. Nie potrzebuje wymyślnych nazw ani drogich dodatków. Wystarczy dobre j***o, świeży chleb, masło, ser, warzywa i odrobina serca włożonego w gotowanie.

A Wy jakie smaki pamiętacie z domu swoich babć i dziadków? Jakiej potrawy najbardziej Wam dziś brakuje? Jestem ciekawy, jakie regionalne przysmaki królują w Waszych domach. Może wspólnie stworzymy listę smaków polskiej wsi, których nie wolno nam zapomnieć.

Znachor z Kurnika 🐓

🪶 Kury gubią pióra? Nie zawsze oznacza to chorobę. Poznajcie prawdę o pierzeniu kur!Mniej więcej o tej porze roku, i wła...
14/07/2026

🪶 Kury gubią pióra? Nie zawsze oznacza to chorobę. Poznajcie prawdę o pierzeniu kur!

Mniej więcej o tej porze roku, i właściwie co roku, dostaję mnóstwo wiadomości od obserwatorów. Widzę też podobne pytania na różnych grupach i forach internetowych.

„Znachorze, moje kury łysieją. Czy to piórojady?”
„Czy to wszoły?”
„Czy to ptaszyniec?”
„A może kogut powyrywał im pióra?”

Dlatego postanowiłem ponownie poruszyć ten temat i wyjaśnić, jak naprawdę wygląda pierzenie kur. W internecie można znaleźć wiele sprzecznych informacji, a niektóre mity są powielane od lat.

Pierzenie zaczyna się dużo wcześniej, niż myśli większość osób

Wielu hodowców uważa, że kura pierwszy raz pierzy się dopiero po roku. To nieprawda.

Proces wymiany piór rozpoczyna się już u młodych kurcząt.

🐥 Pierwsze pierzenie pojawia się zwykle około 6.–8. tygodnia życia. Wtedy puch zaczyna być zastępowany pierwszymi prawdziwymi piórami.

🐔 Kolejna wymiana upierzenia następuje najczęściej między 8. a 12.–16. tygodniem życia, kiedy młoda kurka nabiera dorosłego wyglądu.

🥚 Przed rozpoczęciem nieśności, zwykle około 18.–24. tygodnia życia (w zależności od rasy), również może dojść do niewielkiej wymiany części piór. Nie jest ona tak intensywna jak u dorosłych kur.

Dopiero po pierwszym sezonie nieśności, zazwyczaj w wieku około 12–18 miesięcy, pojawia się pierwsze pełne, dorosłe pierzenie.

Od tego momentu większość zdrowych kur przechodzi pełne pierzenie raz w roku, najczęściej pod koniec lata lub jesienią, choć termin może się różnić w zależności od rasy, długości dnia, wieku, żywienia i warunków utrzymania.

Jak długo trwa pierzenie?

Nie ma jednej odpowiedzi.

U jednych kur trwa 4–6 tygodni, u innych nawet 8–12 tygodni.

Starsze kury często pierzą się dłużej niż młodsze.

Jedna kura może zgubić większość piór w krótkim czasie, a druga będzie wymieniała je stopniowo przez kilka miesięcy.

I to jest całkowicie normalne.

Jak wygląda prawidłowe pierzenie?

Najpierw zaczynają wypadać pojedyncze pióra.

Później mogą pojawić się ubytki na szyi, piersi, bokach, grzbiecie oraz ogonie.

Po kilku dniach w miejscach starych piór zaczynają wyrastać nowe, przypominające cienkie "igiełki". Są to nowe pióra zamknięte w keratynowych osłonkach.

To znak, że organizm wykonuje swoją pracę prawidłowo.

Niektóre kury podczas pierzenia wyglądają naprawdę mizernie i miejscami są niemal łyse.

To nadal może być całkowicie naturalne.

Czy wszystkie kury pierzą się tak samo?

Nie.

Jedne przechodzą pierzenie szybko.

Inne znacznie wolniej.

Jedne tracą dużo piór naraz.

Inne tylko stopniowo.

Każda kura jest inna.

Dlaczego podczas pierzenia jest mniej jaj?

Produkcja nowych piór wymaga ogromnych ilości białka, aminokwasów, witamin i energii.

Dlatego organizm często ogranicza lub całkowicie wstrzymuje nieśność, aby skupić się na odbudowie upierzenia.

Jest to naturalny proces.

Czy winny jest kogut?

To chyba jeden z największych mitów, jakie regularnie czytam.

Owszem, kogut podczas krycia może uszkodzić pióra.

Chwyta kurę za grzebień lub pióra na karku, a łapami opiera się najczęściej na okolicy łopatek i nasady skrzydeł.

To właśnie tam mogą pojawić się przetarcia lub ubytki piór, szczególnie gdy kogut jest ciężki albo bardzo często kryje tę samą kurę.

Natomiast jeśli kura traci pióra równomiernie na szyi, bokach, piersi, brzuchu czy ogonie, to najczęściej mamy do czynienia z naturalnym pierzeniem, a nie z uszkodzeniami spowodowanymi przez koguta.

Nie warto więc od razu obwiniać koguta o każdą łysą kurę.

A może pasożyty?

Pasożyty oczywiście również mogą powodować utratę piór.

Dlatego zawsze warto dokładnie obejrzeć ptaki.

Niepokoić powinny między innymi:

• obecność wszołów lub piórojadów,
• jaja pasożytów przy nasadzie piór,
• silny świąd,
• ciągłe drapanie się,
• zaczerwieniona skóra,
• obecność ptaszyńca w kurniku, szczególnie nocą.

Jeżeli jednak kura jest aktywna, dobrze je, a na skórze pojawiają się nowe pióra, to najczęściej mamy do czynienia z naturalnym pierzeniem.

Jak pomóc kurom?

W czasie pierzenia warto zapewnić:

✅ dobrą paszę bogatą w białko, samo białko zwierzęce jak kiełbasa dla psa baton wieprzowy itp.
✅ świeżą wodę przez całą dobę,
✅ witaminy i mikroelementy,
✅ odpowiednią ilość aminokwasów, szczególnie metioniny i lizyny,
✅ spokojne warunki bez zbędnego stresu.

Wielu hodowców podaje również drożdże paszowe, niewielki dodatek słonecznika lub preparaty witaminowe dla drobiu.

Najważniejsze jednak pozostaje pełnowartościowe żywienie.

Czego nie robić?

❌ Nie wpadać w panikę po kilku wypadających piórach.

❌ Nie stosować od razu środków przeciw pasożytom bez sprawdzenia, czy pasożyty rzeczywiście są.

❌ Nie obwiniać automatycznie koguta.

❌ Nie zmieniać co chwilę paszy.

Na zakończenie...

Pierzenie to naturalny etap życia każdej kury – od pierwszych tygodni życia aż po kolejne lata. Nie każda utrata piór oznacza chorobę, nie każdy łysy grzbiet jest winą koguta i nie każda kura podczas pierzenia wygląda ładnie.

Najważniejsze to spokojnie obserwować swoje stado, zapewnić odpowiednie żywienie i nie wyciągać pochopnych wniosków po przeczytaniu przypadkowych komentarzy w internecie.

A jak wygląda to u Was? Czy Wasze kury już rozpoczęły pierzenie? Podzielcie się swoimi obserwacjami w komentarzach. Chętnie o tym porozmawiam.

Znachor z Kurnika

🌩️ Wiejskie zabobony i dawne sposoby ochrony przed burzą. Jak nasi przodkowie próbowali uchronić dom, gospodarstwo i plo...
14/07/2026

🌩️ Wiejskie zabobony i dawne sposoby ochrony przed burzą. Jak nasi przodkowie próbowali uchronić dom, gospodarstwo i plony przed piorunem?

Wieczorny post do poczytania 😊

Na polskiej wsi burza od zawsze budziła ogromny respekt. Gdy na niebie pojawiały się ciemne chmury, a pierwsze grzmoty niosły się po polach, gospodarze wierzyli, że nadchodzi potężna siła natury. Nie było prognoz pogody, radarów ani odgromników. Była za to wiara, tradycja i przekazywane z pokolenia na pokolenie zwyczaje.

Jeszcze zanim na ziemiach polskich przyjęło się chrześcijaństwo, nasi słowiańscy przodkowie wierzyli, że burza jest dziełem potężnych sił natury. Według dawnych wierzeń nad piorunami i grzmotami panował Perun – bóg błyskawic, nieba i wojowników. Burza miała być znakiem jego potęgi oraz walki z siłami zła. Stare dęby uważano za drzewa poświęcone Perunowi, a niektóre zioła i amulety miały chronić ludzi, zwierzęta i domostwa przed nieszczęściem.

Z biegiem wieków dawne wierzenia słowiańskie zaczęły przenikać się z tradycją chrześcijańską. Dlatego na polskiej wsi obok starych zwyczajów pojawiły się gromnice, woda święcona, poświęcone palmy wielkanocne oraz modlitwy o ochronę przed burzą.

W wielu domach podczas burzy zapalano gromnicę poświęconą w święto Matki Bożej Gromnicznej. Wierzono, że jej płomień ochroni dom przed uderzeniem pioruna, pożarem oraz innymi nieszczęściami.

Domy, stodoły, obory i podwórza kropiono wodą święconą. Starsze gospodynie odmawiały modlitwy, prosząc o opiekę nad rodziną, zwierzętami i plonami.

Na wsiach znachorzy, szeptuchy i starsze kobiety przekazywali z pokolenia na pokolenie różne modlitwy, zaklęcia i obrzędy. Dziś traktujemy je jako element dawnej kultury ludowej, jednak kiedyś wielu ludzi wierzyło, że mogą odwrócić nieszczęście i uspokoić żywioł.

Niektórzy gospodarze zamykali okna od strony nadciągającej burzy, zasłaniali lustra, chowali ostre metalowe narzędzia, a nad drzwiami umieszczali poświęcone gałązki, palmy wielkanocne lub bukiety ziół święconych w święto Matki Boskiej Zielnej. Wierzono, że chronią one dom przed piorunem, gradem i pożarem.

Ogromnym zmartwieniem były również stogi siana, snopki zbóż i kopki pozostawione na polach. Jedno uderzenie pioruna mogło w kilka chwil zniszczyć dorobek całego roku. Dlatego w wielu wsiach kropiono stogi wodą święconą, wkładano w nie poświęcone gałązki z Niedzieli Palmowej lub wiązanki ziół. Niektórzy gospodarze obchodzili stogi z zapaloną gromnicą i odmawiali modlitwy o ochronę przed ogniem i burzą. Były też miejsca, gdzie proszono miejscowego znachora lub szeptuchę o pobłogosławienie pól i plonów. Wierzono, że dzięki temu piorun ominie zboże i siano.

Duży strach budziły pożary wywołane przez pioruny. Gdy zapaliła się stodoła lub dom, mówiono, że to „ogień z nieba”. Po ugaszeniu pożaru często święcono pogorzelisko i modlono się, aby podobne nieszczęście już nigdy nie dotknęło gospodarstwa.

Na dawnej wsi ogromny szacunek okazywano naturze. Wierzono, że nie należy lekceważyć burzy, ponieważ jest ona znakiem potęgi przyrody. Dlatego podczas nawałnic ludzie pozostawali w domach, modlili się i cierpliwie czekali, aż żywioł minie.

Dziś wiemy, że najskuteczniejszą ochroną przed burzą są instalacje odgromowe, przestrzeganie zasad bezpieczeństwa i śledzenie prognoz pogody. Dawne wierzenia nie zastępują współczesnej wiedzy, ale pozostają niezwykle ciekawym elementem polskiej kultury ludowej i świadectwem tego, jak nasi przodkowie próbowali oswoić potęgę natury.

🌩️ A Wy? Jakie zabobony, wierzenia lub opowieści o ochronie przed burzą pamiętacie z opowieści swoich dziadków i pradziadków? Czy w Waszych rodzinach zapalano gromnicę, kropiono dom lub stogi wodą święconą albo opowiadano o dawnych zwyczajach znachorów i szeptuch? Podzielcie się nimi w komentarzach i ocalmy od zapomnienia tę niezwykłą część polskiej kultury ludowej.

Znachor z Kurnika

Pierwsze kombajny już wyjechały w pole🌾🚜Pierwsze kombajny już wyjechały w pola, a wielu rolników próbuje wykorzystać każ...
14/07/2026

Pierwsze kombajny już wyjechały w pole🌾🚜

Pierwsze kombajny już wyjechały w pola, a wielu rolników próbuje wykorzystać każdą godzinę bez deszczu. Niestety wszystko wskazuje na to, że tegoroczne żniwa znowu będą szarpane – dokładnie tak jak w ubiegłym roku. Kilka godzin dobrej pogody, później deszcz, burza, przestój i ponowne czekanie na możliwość wjazdu w pole. Coraz bardziej niestabilna pogoda sprawia, że spokojne i przewidywalne żniwa stają się coraz większą rzadkością. Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu takie zawirowania nie zdarzały się z taką częstotliwością i siłą.

To jednak dopiero początek problemów. Coraz częściej od rolników słychać obawy dotyczące skupu zboża. W wielu miejscach mówi się, że pierwszeństwo mają duże gospodarstwa i firmy związane umowami kontraktacyjnymi, a mali oraz średni rolnicy nie wiedzą, czy i kiedy będą mogli sprzedać swoje plony. Tam, gdzie skupy ograniczają przyjęcia lub odwlekają odbiór ziarna, pojawia się kolejne pytanie – gdzie to zboże przechować? Wielu gospodarzy ma przecież jeszcze zapasy z ubiegłego roku, a za chwilę dojdą tegoroczne zbiory.

Jeszcze kilkanaście lat temu rolnicy martwili się przede wszystkim o pogodę i o to, aby zebrać plony na czas. Dzisiaj dochodzą kolejne problemy. Gdzie sprzedać zboże? Kto je odbierze? Czy będzie miejsce w magazynach? To są pytania, które coraz częściej słychać na polskiej wsi.

Podobne problemy zaczynają dotykać także producentów warzyw i owoców. Coraz trudniej jest nie tylko wyprodukować dobry plon, ale również sprzedać go w odpowiednim czasie i za uczciwą cenę. To pokazuje, że problem nie dotyczy już wyłącznie zbóż, ale coraz większej części polskiego rolnictwa.

Patrzę na to wszystko jako mieszkaniec wsi. Widzę kombajny wyjeżdżające w pola, mijam lokalne skupy, rozmawiam z rolnikami i obserwuję, co dzieje się wokół mnie. Każda taka rozmowa i każda obserwacja jest dla mnie jak kolejna cegiełka, z której układam sobie obraz tego, co dzieje się dziś z polskim rolnictwem.

I właśnie dlatego coraz częściej zadaję sobie pytanie: dokąd to wszystko zmierza?

To jest moja osobista opinia, oparta na własnych obserwacjach. Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że mali i średni rolnicy są stopniowo wypierani z rynku. Patrząc na pogodę, problemy ze skupem, magazynowaniem zboża i sytuację na rynku, właśnie taki obraz układa mi się z tych wszystkich cegiełek. Nie twierdzę, że mam rację, ale tak to dziś widzę.

Znachor z Kurnika

🌾 „Złote Łany” i „Euro Łany” – dwa seriale, które pokazały prawdziwe życie polskiej wsi. Dziś już takich produkcji się n...
14/07/2026

🌾 „Złote Łany” i „Euro Łany” – dwa seriale, które pokazały prawdziwe życie polskiej wsi. Dziś już takich produkcji się nie robi… 🌾

Jestem ciekawy, ilu z Was pamięta jeszcze seriale dokumentalne „Złote Łany” oraz ich późniejszą kontynuację – „Euro Łany”. Dla mnie są to jedne z najlepszych produkcji, jakie kiedykolwiek powstały o polskiej wsi.

Seriale zostały zrealizowane przez Telewizję Polską we Wrocławiu i przedstawiały codzienne życie prawdziwych mieszkańców dolnośląskiej wsi. Nie było tam zawodowych aktorów ani wyreżyserowanych scen. Kamera po prostu towarzyszyła ludziom w ich codziennym życiu. Dzięki temu mogliśmy poznać między innymi rodzinę Wełpów, braci Gralów, Kałczorów, Konopków, panią Wandę z synem Irkiem, panią Stenię prowadzącą sklep z nasionami, pana Franciszka, panią Rozalię i wielu innych bohaterów, których z odcinka na odcinek zaczęliśmy traktować niemal jak swoich sąsiadów.

To właśnie dlatego ten serial zdobył serca widzów w całej Polsce. Wielu z nas miało wrażenie, jakby oglądało nie obcych ludzi, lecz znajomych z własnej wsi.

Najbardziej urzeka mnie jednak to, że serial pokazuje wieś, której już praktycznie nie ma. Widać kury swobodnie spacerujące po podwórkach, krowy wypasane na łąkach, konie pomagające jeszcze w wielu gospodarstwach, żniwa prowadzone w zupełnie innym tempie niż dziś, odbiór mleka w charakterystycznych metalowych bańkach, stare Ursusy, pierwsze kombajny, skup mleka, targi i codzienną pracę od świtu do zmierzchu. Widać gospodynie siedzące przed domami w chustkach, sąsiadów zatrzymujących się na rozmowę, dzieci bawiące się na podwórkach i tę prostą codzienność, która dla wielu z nas jest dziś już tylko pięknym wspomnieniem.

Serial świetnie pokazywał również, że polska wieś nie była jednakowa. Jedni gospodarze mieli niewielkie, skromne gospodarstwa i z trudem wiązali koniec z końcem. Inni, dzięki większej liczbie hektarów i pracy całych rodzin przez wiele lat, prowadzili większe i lepiej wyposażone gospodarstwa. Było to doskonale widać chociażby po liczbie maszyn, ciągników, samochodów czy wielkości pól. Dzięki temu serial nie tworzył sztucznego obrazu wsi – pokazywał ją taką, jaka naprawdę była, z całym jej zróżnicowaniem.

Jednak wszystkich bohaterów łączyło jedno – ciężka praca. Bez względu na wielkość gospodarstwa dzień zaczynał się wcześnie rano. Zwierzęta trzeba było nakarmić, wydoić krowy, przygotować paszę, wyjść w pole i wykonać dziesiątki obowiązków. Na wsi nie było wolnych dni od pracy i właśnie to serial pokazywał w niezwykle autentyczny sposób.

Oglądając „Złote Łany”, można doskonale poczuć klimat końcówki lat dziewięćdziesiątych i początku dwutysięcznych. Wiele gospodarstw nadal odczuwało skutki przemian po likwidacji PGR-ów. Rolnicy zmagali się z niskimi cenami skupu, niepewną przyszłością i zastanawiali się, co przyniesie wejście Polski do Unii Europejskiej.

To był również okres, w którym bardzo mocno wybrzmiewał głos Andrzeja Leppera i Samoobrony. Choć serial nie opowiada wprost o polityce, uważny widz bez problemu wyczuje atmosferę tamtych lat. Problemy, z którymi zmagali się bohaterowie, były dokładnie tymi samymi problemami, o których mówiła wtedy niemal cała polska wieś.

Po piętnastu latach twórcy wrócili do tych samych ludzi, realizując „Euro Łany”. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć, jak zmieniły się ich gospodarstwa i życie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. To niezwykła podróż w czasie i możliwość porównania dwóch różnych epok.

Pamiętam, że serial zdobył ogromną popularność. Wielu widzów tak bardzo zżyło się z bohaterami, że odwiedzało ich osobiście. Z biegiem lat część z nich odeszła, ale pamięć o nich pozostała. Dzisiaj, oglądając te odcinki, ma się wrażenie, jakby odwiedzało się dawnych znajomych.

Nie twierdzę, że kiedyś było łatwiej. Przeciwnie – praca była bardzo ciężka, pieniędzy często brakowało, a życie na wsi wymagało ogromnego poświęcenia. Jednak wielu ludzi tęskni za tamtym spokojniejszym rytmem życia, za większą życzliwością między sąsiadami, za prostotą codzienności i za wsią, która żyła trochę wolniej niż dziś.

Jeżeli nigdy nie oglądaliście tych seriali albo chcielibyście wrócić do nich po latach, mam dla Was dobrą wiadomość. Zarówno „Złote Łany”, jak i „Euro Łany” nadal można znaleźć w internecie, między innymi na YouTube. Naprawdę polecam poświęcić im kilka wieczorów. To nie są zwykłe seriale dokumentalne. To piękny zapis historii polskiej wsi, naszych rodziców, dziadków i pokolenia ludzi, którzy swoją ciężką pracą budowali to, czym polska wieś jest dzisiaj.

To produkcje, które uczą, wzruszają i zmuszają do refleksji. Pokazują, jak bardzo zmieniła się polska wieś przez ostatnie 25–30 lat, ale jednocześnie przypominają, że pewne wartości – pracowitość, przywiązanie do ziemi i rodziny – pozostały niezmienne.

A Wy pamiętacie „Złote Łany” i „Euro Łany”? Macie swoich ulubionych bohaterów? Wracacie czasem do tych odcinków? Jeśli jeszcze ich nie oglądaliście, naprawdę polecam. To kawał pięknej historii polskiej wsi, do której warto wrócić choć na chwilę. 🌾

Jeśli coś pominąłem to napiszecie. Aby pamięć zachować o tych serialach to proszę udostępnij dalej u siebie aby inni zobaczyli o co chodzi Znachorowi 🙂

Znachor z Kurnika 🐓🛖

Dziś poniedziałek czyli startujemy z moim Q&A u Znachor z Kurnika czekam na Wasze pytania 😊🙂
13/07/2026

Dziś poniedziałek czyli startujemy z moim Q&A u Znachor z Kurnika czekam na Wasze pytania 😊🙂

🫅🏰
12/07/2026

🫅🏰

Klimat nad morzem… w centrum zachodniej Polski? Takie miejsca naprawdę istnieją!Przejeżdżając z Wielkopolski do wojewódz...
12/07/2026

Klimat nad morzem… w centrum zachodniej Polski? Takie miejsca naprawdę istnieją!

Przejeżdżając z Wielkopolski do województwa lubuskiego, drugi raz miałem okazję przejechać obok Sławy i Jeziora Sławskiego. I powiem szczerze – za każdym razem przecieram oczy ze zdumienia.

Smażalnie ryb, domki letniskowe, hotele, pensjonaty, kawiarenki, spacerujący turyści i ta wyjątkowa atmosfera… Człowiek ma wrażenie, jakby znalazł się na nadmorskiej promenadzie, a nie setki kilometrów od Bałtyku.

Co prawda jeszcze nie miałem okazji zatrzymać się tam na dłużej i dokładnie poznać całej okolicy, ale już sam przejazd pokazuje, że miejscowości położone wokół Jeziora Sławskiego mają w sobie coś, co od lat przyciąga tłumy turystów. Jest w tym miejscu wyjątkowy klimat, który zachęca, aby wrócić i spędzić tam kilka dni.

Jezioro Sławskie to jedno z największych jezior w zachodniej Polsce. Otaczają je lasy, plaże, przystanie, ośrodki wypoczynkowe, pola namiotowe oraz liczne trasy spacerowe i rowerowe. Latem życie tętni tu od świtu do późnego wieczora.

Ale to nie jedyne miejsce, które zrobiło na mnie takie wrażenie. Bardzo podobne odczucia miałem, przejeżdżając przez Wieleń Zaobrzański w Wielkopolsce. Choć leży on nad Jeziorem Wieleńskim, a nie nad Jeziorem Sławskim, również można tam poczuć klimat niemal jak nad morzem. Domki letniskowe, ośrodki wypoczynkowe, smażalnie ryb, plaże i mnóstwo wypoczywających ludzi sprawiają, że trudno uwierzyć, iż to środek zachodniej Polski.

Takie miejsca pokazują, że nie zawsze trzeba jechać nad Bałtyk, aby poczuć prawdziwy wakacyjny klimat. Czasami wystarczy odkryć nasze piękne jeziora i miejscowości położone wokół nich. Polska ma wiele takich perełek i warto je poznawać.

Ja na razie tylko przejeżdżałem przez te okolice, ale już wiem, że następnym razem zatrzymam się tam na dłużej. Chciałbym lepiej poznać Sławę, okolice Jeziora Sławskiego oraz Wieleń Zaobrzański i przekonać się, co jeszcze mają do zaoferowania.

A Wy znacie te miejsca? Byliście nad Jeziorem Sławskim albo w Wieleniu Zaobrzańskim? Co najbardziej Was tam zachwyciło i co warto zobaczyć?

Znachor z Kurnika

11/07/2026

Ale to prawdziwe...🫣

Przypominajka dla wszystkich co mają kury  🐓
11/07/2026

Przypominajka dla wszystkich co mają kury 🐓

🐔 Bumblefoot – zapalenie podeszwy stopy u kury🤕

Temat na CITO – pilne zapytanie na Messengerze

Poruszam ten temat pilnie, bo dostałem wiadomość – kura zaczęła kuleć na łapkę i był miękki odcisk.
Diagnoza: bumblefoot, czyli zapalenie podeszwy stopy. To częsty problem w hodowli i nie wolno go lekceważyć, ale we wczesnym stadium da się go zatrzymać domowymi metodami.

Co to jest bumblefoot
Bumblefoot to stan zapalny podeszwy, który powstaje najczęściej przez:
-drobne urazy,
-skakanie z wysokich grzęd,
-twarde lub wilgotne podłoże,
-brudną ściółkę,
-nadwagę kury.

Na początku wygląda niegroźnie, później robi się z tego poważny stan zapalny.

Objawy

Początek:
-lekkie kulenie,
-obrzęk i zaczerwienienie,
-stopa cieplejsza w dotyku,
-brak czarnego strupa.

Zaawansowane stadium:
-czarny czop,
-ropa,
-twardy guz,
-silne utykanie.

Maść tranowa – stara szkoła farmacji
Poleciłem maść tranową z apteki i polecam ją dalej.
Mało kto dziś o niej pamięta, a:
-kosztuje kilka złotych,
-zmiękcza skórę,
-wspiera regenerację,
-chroni podrażnioną podeszwę.
-Wali tranem i 🎏 rybą

To stara szkoła farmacji i w początkach urazów u drobiu działa naprawdę dobrze. Nie chwaląc się to mój pradziadek był weterynarzem w Bieszczadach i zostawił mi książki swoje i notatki o leczeniu zwierząt gospodarskich.

Domowe metody leczenia (wczesne stadium)
-mycie stopy w letniej wodzie z szarym mydłem,
-moczenie w rumianku lub nagietku,
-Rivanol do przemywania i dezynfekcji,
-Octenisept lub jodyna punktowo przy drobnych rankach,
-maść tranowa, nagietkowa lub cynkowa po osuszeniu,
-lekki opatrunek ochronny, jeśli kura dużo chodzi,
-separacja kury na kilka dni, żeby nie obciążała chorej nogi.

Warunki w kurniku – podstawa
sucha, gruba ściółka,
brak betonu, kamieni i siatek,
niskie grzędy,
czysto pod nogami.

Bez poprawy warunków żadne leczenie nie zadziała.

Kiedy konieczny jest weterynarz
Jeśli pojawi się czarny czop, ropa albo brak poprawy – to nie jest już temat do smarowania.
W zaawansowanym bumblefoot potrzebna jest pomoc weterynarza: oczyszczenie rany, dezynfekcja, a czasem antybiotyk.

Na koniec
Bumblefoot nie bierze się znikąd.
Szybka reakcja = proste leczenie.
Czysto, sucho, miękko pod nogą i maść tranowa na start potrafią zatrzymać problem.
Jak zrobi się czarny czop – zaczyna się walka z czasem.

Może dziś lub jutro komuś się moja wiedza "Znachora" przyda w kurniku z podobnym problem u drobiu.

Znachor z Kurnika

Adres

Poznan

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Znachor z Kurnika umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria