12/05/2026
Dorota Szczurek pisze o RUBI:
I znów JanKa wydawnictwo i... z przejmująco szczerą opowieścią o nas, podsumowujących kolejny etap życia. Życia, które miało być inne, łatwiejsze, lepsze, bez gwałtownych upadków i posiniaczonych kolan... Czy jednak naprawdę się nam nie udało? Ile w tym naszej winy, a ile zrządzenia złośliwego losu? I czemu, do cholery, płynie ono tak szybko, ledwie sie obejrzysz, a już minęła pierwsza połowa!
📙 Za egzemplarz książki dziękuję Sztukater 😄
🍂 "Rubi"
🍂 Damian Jankowski
🍂 JanKa wydawnictwo i...
🔸🔸🔸Przychodzi taki czas, kiedy pora zbilansować swoje życie, gdy staje się to wręcz kompulsywną potrzebą, koniecznością, ponieważ czujemy, że kiedyś, gdzieś, zaczęliśmy się z nim rozmijać, albo to ono nas zlekceważyło, albo też sami popełniliśmy jakiś błąd, który zniósł nas z obranego kursu.
Taką cezurą bywa śmierć bliskiej osoby, a już szczególnie, kiedy wyrywa ją ze świata w młodym wieku, gdy ledwie go posmakowała, szykując się na długą i obfitą ucztę. Bohater powieści Damiana Jankowskiego (kto wie, może też jego alter ego – jednak to tylko przypuszczenie) wraca z pogrzebu kuzyna. Kamil to nie tylko kuzyn, to przyjaciel, współkreator dzieciństwa, spokojny, łagodny chłopak, wyzwalający instynkt opiekuńczy. Wspomnienia tłuką się w głowie, przepychają.
Historia pisana bardzo współcześnie, osadzona w małym pomorskim miasteczku, całkiem zwyczajna, jakich wiele, przez to jednak nam bliska, staje się jednocześnie uniwersalną przypowieścią, próbującą szukać odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie zadajemy sobie od zarania, od Adama i Ewy, od tego pierwszego niestrawnego jabłka, które skazało nas na niekończące się wątpliwości. Słowa, które padają w książce: „Świat jest zły, zły, zły. Okrutny” w sytuacji granicznej, są przez cały czas konfrontowane ze zdarzeniami, sytuacjami napotkanymi w życiu. Egzystencjalne zagadnienia, tak podstawowe i niepodważalne, jak śmierć, żałoba, poczucie opuszczenia, niedopasowania, obudowane są rozżalonymi i bezradnymi „nie zdążyłem…”, „a przecież mogłem…”, „czemu tak nagle, niespodziewanie…” To znów jakże znajome pytania, znów bez odpowiedzi.
Okolice czterdziestki to czas trudny. Wtedy właśnie najczęściej budzimy się ze złudzenia wiecznej młodości, witalności i pewności zrealizowania tego tysiąca planów, już ułożonych w myślowej kartotece. Zastanawiamy się, czy jedziemy właściwą nitką autostrady, czy rzeczywiście jest to droga, która prowadzi nas w stronę szczęścia i, do diaska, czemu wciąż pozostaje ono przed nami, za linią horyzontu, choć pędzimy na złamanie karku. Definiujemy szczęście, spełnienie, miłość, satysfakcję. Porównujemy się z innymi. (...)
Nie jest to w żadnym razie opowieść smutna, tragiczna, czy straceńcza. Owszem – nostalgiczna, tęskna, jednak zarazem przepełniona ciepłem i humorem. Przy tym ściśle sprzęgnięta z muzyką, tą ulubioną matki – Krawczyka i Szczepanika, i tą ostrzejszą, rockową, jakiej zawsze słuchał ojciec. A także okrzykami zapalonych kibiców, entuzjazmem wybuchającym podczas transmitowanych w telewizji meczów. Od czasu do czasu pada też jakieś mocniejsze słowo, to wcina się babcia Wanda, zawsze gotowa na kolejnego papierosa i puentę, od której czerwienieją uszy.
🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸🔸