15/04/2026
Wieści ze świata równoległego.
Wydawało mi się, że w polityce już mnie nic nie powinno zaskoczyć, ale widocznie moja wyobraźnia nie jest „niepoliczalna”.
Świat równoległy, to jest przestrzeń medialna, głównie polityczna, w której wszystko jest odwrócone. Obowiązują w nim wartości takie na wspak. Czyli, jeśli w realnym świecie coś jest prawdą, to w równoległym ma przymiot fałszu i na odwrót.
Taki przykład - gdy węgierski polityk, którego wspierała polska prawica przegrał wybory, to mówią, że nic ich z nim nie łączy.
Inny przykład - jeśli polityk zza oceanu, któremu polska prawica po wygranych wyborach zrobiła w sejmie „standing ovation”, nagle ogłosił się mesjaszem i krytykuje papieża, to niektórzy się już zapierają, że owszem klaskali, ale się nie cieszyli.
W świecie równoległym wszystko funkcjonuje zgodnie z instrukcją wygłoszoną przez wicelidera: "Im bardziej sprzeczne z prawdą jest kłamstwo, tym jest skuteczniejsze. Ono nie może być bliskie prawdy. Ono musi być skrajnie, brutalnie przeciwne prawdy. Jeśli ktoś komuś coś ukradł, to ma powiedzieć, że jest odwrotnie. Ma powiedzieć brutalnie, jasno i wprost, że jest odwrotnie. Tylko wtedy ma szanse na skuteczne przekonanie kogokolwiek do swojego punktu widzenia".
Wypowiedź miłośnika owłosionych męskich goleni, że trzeba tak kłamać, żeby nie było ani śladu prawdy, miała uderzać w przeciwników, ale sprawdza się jako opis wielu lat ciężkiej pracy na polu prawicowej propagandy.
Z kolei emerytowany zbawca narodu, przewodnik po teoriach spiskowych, tym razem powołał się na rozpowszechnianego w sieci fake newsa – jakoby Peter Magyar w mikrofali miał gotować psy. Powiedział do mediów: „Na przykład to, co opisuje jego żona, że upiekł szczenię”... miało uzasadniać, że zbawca nie będzie niczego gratulował. Tymczasem zarówno książka, na którą powołał się emerytowany guru nie istnieje, a reszta, jak już wszyscy dawno sprawdzili, jest wyprodukowanym przez AI i rus-trolli fejkiem.
Czy dla Węgrów ma jakieś znaczenie, co mają do powiedzenia jacyś krypto geje?
Wszyscy pochodzimy od małpy, ale nie wszyscy od tej samej. Zapewne niektórzy pochodzą od intelektualnie niepełnosprawnej.
Definicja prawdy Arystotelesa (klasyczna) określa prawdę jako zgodność myśli (sądu) z rzeczywistością. Prawdziwe jest orzekanie o czymś, co jest, że jest, a o czymś, czego nie ma, że go nie ma. Fałszem jest natomiast przypisywanie bytowi cech, których nie posiada, lub zaprzeczanie istnieniu czegoś, co faktycznie istnieje.
Po tej encyklopedycznej definicji prawdy według Arystotelesa, warto zastanowić się dlaczego świat brunatnieje, jakie niesie za sobą zagrożenia dla demokracji w krajach, gdzie hasła Rewolucji Francuskiej (1789–1799): „Wolność, Równość, Braterstwo” były źródłem stanowienia prawa i rządzenia w myśl monteskiuszowskiej zasady trójpodziału władzy.
Problem w dyskusji z prawicą polega na tym, że przełamali podejście arystotelesowskie do prawdy. Prawica uważa, że na wszystko ma swoją prawdę i jeśli ktoś mówi, że prawicowa prawda jest niezgodna z rzeczywistością, to tym gorzej dla rzeczywistości. I każdemu, kto się odważy twierdzić inaczej aniżeli prawica, „trza dać w mordę”.
Z taką postawą z wyciągniętym palcem jednej dłoni i zaciśniętą pięścią drugiej dłoni, mieliśmy do czynienia na słynnej konferencji prasowej, a właściwie już po niej.
Postawa, mowa ciała, słownictwo, to wszystko razem pasuje do typowego wiejskiego osiłka, który wtargnął na wiejską „chamówę”, aby udowodnić, że „nie ma większego ch… we wsi”.
Nie będę się dalej rozpisywał o odwracaniu rzeczywistości, bo wyznawcy wiedzą swoje i nikt ich nie przekona „że białe jest białe, a czarne jest czarne”.
Proponuję posłuchać kilkuminutowych „spiczy” na temat świata równoległego, zastępują sole trzeźwiące:
https://www.facebook.com/profile.php?id=61577330014731