Fanbook

Fanbook Telewizja książkożerców
Najlepsze wywiady z autorami
Wszechświat na wyciągnięcie książki

Marek Krajewski znów wysyła czytelników na Dolny Śląsk. Jak zwykle nie jest to wycieczka krajoznawcza.Wałbrzych, Zamek K...
02/06/2026

Marek Krajewski znów wysyła czytelników na Dolny Śląsk. Jak zwykle nie jest to wycieczka krajoznawcza.
Wałbrzych, Zamek Książ, gang zbiegłych więźniarek, przemyt eteru, zmasakrowani kochankowie i młody psychiatra, który miał leczyć ludzi, a nie wpadać po uszy w kryminalne afery.
W nowej powieści „Droga krwi” pojawia się także Eberhard Mock. Tak, TEN Mock.
Jeśli myśleliście, że w kopalniach można znaleźć tylko węgiel albo legendarne złoto, Krajewski ma dla Was znacznie ciekawsze znaleziska.
Kto czeka na nową serię wałbrzyską? 📚

Więcej o serii i Marku Krajewskim na Fanbook.news

Wydawnictwo Znak Marek Krajewski

Trudno o bardziej aktualny kryminał retro niż „Ambasador” Krzysztofa Beśki, bowiem akcja toczy w Warszawie w czasie zama...
02/06/2026

Trudno o bardziej aktualny kryminał retro niż „Ambasador” Krzysztofa Beśki, bowiem akcja toczy w Warszawie w czasie zamachu majowego, którego stulecie właśnie w maju obchodziliśmy. Wiem, że ten historyczny moment wywołuje wiele emocji, jednak autor (książki, nie zamachu) nie odnosi się do racji historycznych stron w ogóle.
Po prostu umiejscawia wydarzenia kryminalne, będące istotą książki, wokół 12 maja, kiedy w Warszawie Polacy strzelali do Polaków. Swoją drogę łatwo przyszło nam zapomnieć, że zamach nie był bezkrwawy, że strona rządowa broniła się – do czego miała święte prawo – i gdyby nie zatrzymanie pociągów z Wielkopolski, które wiozły wojsko, być może wszystko potoczyłoby się inaczej, zwłaszcza dla Józefa Piłsudskiego i wiernych mu żołnierzy.
Jak pisze Beśka, „Kule, które teraz latały po Warszawie, były prawdziwe, tak samo jak prawdziwe były rany, jak prawdziwa była śmierć i polegli na polu chwały, czy co im tam potem na nagrobkach napiszą przy dwóch datach, jeśli w ogóle będą mieli jakieś oficjalne groby”.
Wracam do sedna, ale jeszcze nie samego jądra. Najpierw varsaviana. Książkę wydała Skarpa Warszawska, wydawnictwo, którego pierwszy krąg zainteresowań to Warszawa, kryminały zaś to jego druga noga, niemniej publikacja w takim miejscu gwarantuje solidne, historyczne tło. Co więcej, dla Krzysztofa Beśki powieść retro nie jest pierwszyzną, ma dużą wprawę w odkopywaniu przeszłości i precyzyjnym jej odwzorowaniu.
W „Ambasadorze” spotkają Państwo Warszawę, której już nie ma. Są ulice, gmachy i zaułki nieobecne na planie stolicy od czasów wojny.
Z wrodzonej złośliwości przy lekturze sprawdziłem, czy się autor gdzieś nie omylił – na chybił trafił wyrwałem dwie czy trzy informacje, jak na przykład ta, czy rzeczywiście kiedyś była Aleja Ujazdowska, a nie Aleje Ujazdowskie. Sprawdzając doszedłem nawet do „Lalki” Prusa, bo tam kamienica Łęckich stała właśnie przy Alei Ujazdowskiej. U Beśki wszystko się zgadza, więc tym przyjemniej czyta się ten kryminał.

Właśnie, to kryminał, o czym prawie Państwa nie poinformowałem. Bohaterem powieści jest prywatny detektyw Stanisław Stein, który otrzymuje zlecenie, by śledzić żonę pewnego oficera. Dziwne jest to zlecenie, bo nawet nazwisko oficera nie zostało detektywowi wyjawione.
Do Warszawy przybywa, a właściwie próbuje przybyć, ambasador Hiszpanii, ale ma problemy, bo życzliwa Piłsudskiemu kolej zatrzymuje pociągi.
W Klubie Czarny Kot urzęduje Szpicbródka, czyli Stanisław Cichocki i wydaje się, że coś knuje, a Steina odwiedza niemiecki kolega z wojska, z którym razem siedzieli w okopach Wielkiej Wojny. Kiedy na strychu jednej z kamienic policja znajduje zwłoki pięknej dziewczyny, za oknami rozlegają się pierwsze strzały.

Wydarzenia toczą się brawurowo: porwania, zniknięcia i gra pozorów. W tym kryminale najważniejsze jest to, że nie wiemy, kto jaką rolę pełni, ani komu można ufać. Chwilami aż trudno nadążyć za akcją, co uważam za znakomity zabieg, by przykuć czytelnika i skłonić do uważnej lektury.

Skarpa Warszawska

„Tajne godziny” wyglądają na zwieńczenie serii, którą rozpoczęły wydane w Polsce w 2011 r. „Kulawe konie”, ponad 10 lat ...
28/05/2026

„Tajne godziny” wyglądają na zwieńczenie serii, którą rozpoczęły wydane w Polsce w 2011 r. „Kulawe konie”, ponad 10 lat po angielskiej premierze, a w każdym razie wiele wyjaśniają w związku z postaciami, które spotkaliśmy w poprzednich częściach.
Moim zdaniem można jednak czytać ten tom bez znajomości innych, bo to zamknięta szpiegowska historia, choć nie wyłapiemy wszystkich smaczków.

„Kulawe konie” wprowadziły czytelników w świat brytyjskiego (w zasadzie londyńskiego) kontrwywiadu. W strukturze MI-5 znalazła się wyjątkowa jednostka. Bohaterowie Herrona są wyrzutkami służby. Opisy pracowników Slough House to wyjątki z losu korpoludków: nieustannie rozmyślają o swojej wpadce, niedocenieniu w MI-5 (w pracy), chęci powrotu do dawnych zadań. Narzekają na stary sprzęt komputerowy, obsługują niszczarki, dokonują transkrypcji z nagrań, piszą raporty o gotówkowych zakupach nieruchomości (nudne i nikt ich nie czyta), grzebią w śmieciach figuranta. Jedynym pracownikiem w lepszej sytuacji jest informatyk, programista, haker, który stworzył program pozorujący nudną pracę, a sam surfuje; ale on ma problem ze znalezieniem powodów swojego zesłania (bo są na papierze). W opisie ich sytuacji pada sformułowanie: „żałosna urzędnicza robota”.

Moja wiedza o technikach służb specjalnych w zasadzie zatrzymała się na zimnej wojnie. Z przyjemnością przeczytałem, że w przesyłkach MI-5 stosuje się teczkę depozytową, która przy próbie otwarcia bez wpisania właściwej sekwencji pali zawartość, chroniąc ją przed niepowołanymi. Jest to zupełna nowość, bo jeden z zesłanych zostawił w wagonie metra dysk top secret, a nazajutrz opublikowano jego treść w BBC. Pełnoprawnych pracowników MI-5 (z Regent's Park, a nie ze Slough House) szkolono w technikach opierania się torturom. W MI-5 mogą używać prowokacji i jeden z nieudaczników prowadzi stronę internetową dla niezadowolonych, zwykle „prawdziwych Anglików”. W tomie drugim zesłana agentka wykonuje zadanie na kresce kokainy – bardzo efektywnie.

Ze szkoły zapamiętałem pewien angielski idiom: „zimny jak ogórek”. W treści wynalazłem inne, frapujące mnie: „wyparzony jak próg drzwi”, „kobieta o twarzy policjantki z drogówki”, „wyglądała jak coś, co świnie targały po podwórku” – warstwa językowa jest naprawdę warta uwagi i satysfakcjonująca. Podobnie jest i w kolejnych tomach. Podziwiam niewyświechtane porównania autora, choć przyznam, że wyższościowy ton, jaki pobrzmiewa w jego książkach, nieco mnie drażnił. Przy lekturze towarzyszy mi uczucie, że Herron łaskawie wpuszcza nas, profanów niezwiązanych z wywiadem, do tajemniczego świata, by odsłonić go na tyle, byśmy dalej pozostali niczego nieświadomi.

Jak zwykle po przydługim wstępie krótka recenzja „Tajnych godzin”. Akcja rozgrywa się w dwóch planach czasowych. Jednym jest współczesna Wielka Brytania, w której premier zamierza utrzeć nos MI-5 i powołuje komisję do zbadania prawidłowości jej funkcjonowania. Sąd posadził Ala Capone za podatki, a premier chce załatwić wywiad za niewłaściwe wydatkowanie pieniędzy. Najzabawniejszą i zarazem uniwersalną częścią książki jest dobór osób do zasiadania w tej komisji. Zdradzę tylko jeden fragmencik, otóż sir Winston zasiada w niej, bo jego „rysy zdawały się stworzone, by zdobić popiersie, a może nawet znaczek pocztowy” – słowem był człowiekiem idealnym do zasiadania.
Drugim planem jest Berlin po upadku muru, a konkretnie brytyjska placówka tamże.

Komisja w teorii działa, a w praktyce nie może, bo zamykają się przed nią kolejne drzwi. Nagle coś się zmienia, bo ktoś wykonał pewien znaczący ruch i śledztwo rusza.

W światku literackim dyskutuje się, jak bardzo Herron sięga do le Carre’a. Ujawniam, że wzorem tego wielkiego pisarza bardzo mocno dostaje się „mandarynom”: brytyjskim biurokratom i politykom, gdy autor omawia „instytucjonalny rasizm”, „nie wychylaj się”, „przylgnięcie opinii osoby kłopotliwej”, „Zanim cokolwiek pójdzie nie tak, zawsze najpierw ustal, kto będzie winny” itp.

Gorąco Państwu rekomenduję lekturę tej powieści, jeśli tylko zniosą Państwo besserwisserski styl autora.

Wydawnictwo Insignis

Dziś do redakcji nadeszła nowość od Wydawnictwa WAB – kryminał Marty Matyszczak pod frapującym tytułem „Jeśli dziś sobot...
11/05/2026

Dziś do redakcji nadeszła nowość od Wydawnictwa WAB – kryminał Marty Matyszczak pod frapującym tytułem „Jeśli dziś sobota, to mamy morderstwo”.

Dobrze, że jest poniedziałek, więc trupa nie będzie, a tak w ogóle uważamy mordowanie w poniedziałki za szczególnie okrutne.

Wydawca pisze, że to pierwszy tom serii cosy crime „Wakacje z mordercą”.
Autorka przyzwyczaiła nas do udanych serii: Kryminał pod psem, Kryminał z pazurem i Zbrodnie na podsłuchu.

O czym będzie ta nowa historia?

Do Sasina, malowniczej nadbałtyckiej wsi, w związku z wyrokiem sądowym trafiają sfrustrowana pisarka Roma Nowacka, amator trawki, krewka fryzjerka i zakręcony nerd z uroczym psem o nienachalnej urodzie. Mają towarzyszyć grupie ekscentrycznych seniorów przebywających na turnusie wypoczynkowym. Wkrótce okazuje się, że łączy ich więcej, niż się spodziewali. Z pobliskiej latarni Stilo spada kobieta. To samobójstwo, wypadek, a może morderstwo? Czy z tym zdarzeniem ma związek ktoś z miejscowej elity? I jak ma się do tego sprawa powstającej nieopodal elektrowni atomowej? Roma i jej przyjaciele wszczynają śledztwo. Co nie spotyka się z aprobatą zgorzkniałej komisarz Gertrudy Florek...

Bierzecie się za czytanie?

Marta Matyszczak Wydawnictwo W.A.B.

„Żony ze Stepford” wracają. Kultowa powieść Iry Levina w nowym wydaniu W Wydawnictwie Albatros ukazuje się nowe wydanie ...
08/05/2026

„Żony ze Stepford” wracają. Kultowa powieść Iry Levina w nowym wydaniu

W Wydawnictwie Albatros ukazuje się nowe wydanie kultowej powieści „Żony ze Stepford” autorstwa Iry Levina, jednego z najwybitniejszych twórców literatury suspensu i psychologicznej grozy XX wieku. Powieść, wydana po raz pierwszy w 1972 roku pod tytułem „The Stepford Wives”, do dziś pozostaje jednym z najważniejszych dzieł łączących horror, thriller społeczny i science fiction.

Levin zasłynął jako autor książek, które redefiniowały współczesną grozę nie poprzez potwory czy brutalność, lecz dzięki narastającemu poczuciu niepokoju ukrytego pod powierzchnią codzienności. To właśnie on stworzył również legendarną powieść „Dziecko Rosemary”, uznawaną za jeden z fundamentów nowoczesnego horroru psychologicznego.

„Żony ze Stepford” to historia pozornie idealnego amerykańskiego miasteczka, w którym kobiety stają się ucieleśnieniem perfekcyjnych gospodyń domowych. Pod fasadą ładu i harmonii kryje się jednak opowieść o kontroli, lęku przed emancypacją i dehumanizacji. Książka szybko stała się nie tylko bestsellerem, lecz także ważnym punktem odniesienia dla kultury popularnej – termin „stepfordzka żona” na trwałe wszedł do języka jako określenie osoby podporządkowanej społecznie narzuconym rolom.

Wpływ twórczości Levina na literaturę grozy pozostaje ogromny. Jego precyzyjnie skonstruowane fabuły i umiejętność budowania paranoi inspirowały między innymi Stephena Kinga, który określał jego powieści mianem majstersztyków, a także wielu późniejszych autorów horroru psychologicznego i thrillera społecznego. Levin pokazał, że największy lęk może rodzić się nie z nadprzyrodzonych zjawisk, lecz z pozornie zwyczajnego świata. Wydaje się także, że tematyka tej niezbyt obszernej powieści pozostaje aktualna, mimo że od jej powstania minęło ponad pół wieku.

Nowe wydanie powieści ukazuje się w przekładzie Janusza Ochaba i zostało opatrzone posłowiem autorstwa Petera Strauba – wielokrotnie nagradzanego mistrza współczesnej grozy.

Wydawnictwo Albatros

Z okazji Ogólnopolskiego Dnia Bibliotekarzy i Bibliotek życzymy:• oceanów spokoju dla trudnych klientów,• książek, które...
08/05/2026

Z okazji Ogólnopolskiego Dnia Bibliotekarzy i Bibliotek życzymy:

• oceanów spokoju dla trudnych klientów,
• książek, które się nie rozpadają po drugim czytaniu,
• czytelników, którzy oddają w terminie i pożyczają nowe,
• pomysłów, jak uczynić bibliotekę chętnie odwiedzanym miejscem.

Musicie zobaczyć, co nasi ulubieni autorzy nawywijali w bibliotekach na Fanbook.tv na YT

https://www.youtube.com/watch?v=jbLU2yIQ8Hc

📚 Czy naprawdę umiemy mówić… czy tylko mówimy?Jeśli w Państwa otoczeniu, zwłaszcza w pracy, jest mówca, który „projektuj...
07/05/2026

📚 Czy naprawdę umiemy mówić… czy tylko mówimy?

Jeśli w Państwa otoczeniu, zwłaszcza w pracy, jest mówca, który „projektuje architektury optymalizacji” albo przemawia w nieskończoność niczym Fidel Castro, podarujcie mu „Sztukę mówienia”. Uratujecie sobie i innym wiele cennego czasu.

Kiedy uczymy się mówić, nie oznacza to, że automatycznie uczymy się mówić ciekawie. Wydaje mi się, że nauka ładnego wypowiadania się praktycznie zanika. Teraz ponarzekam w stylu: „kiedyś to było, teraz to nie ma”, ale niegdyś retoryka była uznawana za podstawę wychowania obywatelskiego oraz kluczową umiejętność.
Tak było w demokratycznych Atenach i republikańskim Rzymie. Tak było w I RP. Oratorstwo (retoryka) w starożytności było sztuką pięknego i perswazyjnego, a więc skutecznego przemawiania. Stanowiło fundament życia publicznego. Rozwinęło się w formach politycznych, sądowych oraz okolicznościowych, opierając na trzech filarach, którymi były: logos (logika), ethos (wiarygodność) i pathos (emocje).

Do najwybitniejszych mówców należeli Demostenes, Cyceron i Katon. Ten pierwszy ponoć uczył się mówić wyraźnie, wkładając sobie do ust kamyki, drugi mawiał, że "chętnie oddałby dwa militarne triumfy za dobrze ułożoną mowę", a ten trzeci był tak dobitny, że do dziś używamy jego powiedzenia, że "Carthaginem esse delendam", czyli że Kartagina powinna być zburzona.

Podobnie było za czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Mowy w polskim parlamencie stanowiły fundament kultury politycznej szlachty. Łączyły retorykę z bezpośrednim wpływem na stanowienie prawa. Były to wystąpienia często improwizowane, ale oparte na głębokiej znajomości prawa, historii oraz zasad retoryki klasycznej. Przy tym musiały być porywające, by panowie szlachta nie posnęli.

Kiedy nastał wiek XX, zrobiło się beznadziejnie i nudniej, bo do władzy dorwali się komuniści, którzy kochali się we własnym głosie, bez żalu rozstając się z logiką i wiarygodnością.
Chiński przywódca i wyjątkowy zbrodniarz Mao Zedong przemawiał zazwyczaj na sesjach Najwyższej Konferencji Państwowej, gdzie czytał lub wygłaszał referaty trwające godzinami, które później były publikowane w prasie, często po jego własnych poprawkach. Jego aktualny następca Kim kazał niedawno zabić słuchacza, który ośmielił się zasnąć, gdy on raczył przemawiać.

Przywódca Kuby Fidel Castro słynął z niezwykle długich, emocjonalnych przemówień, trwających często kilka godzin. Jego rekordowe wystąpienie w ONZ w 1960 r. trwało 4 godziny i 29 minut, ale do swoich rodaków zwykł był mówić dłużej.

Wydawało się, że te rekordy nie zostaną pobite, ale w ubiegłym roku w USA demokratyczny senator Cory Booker przemawiał przez 25 godzin i 5 minut, protestując przeciwko działaniom administracji Donalda Trumpa. Wydaje się, że to on na długo zostanie rekordzistą i cieszę się, że nie musiałem być słuchaczem tego wystąpienia.

Powyższy bieg przez historyczne płotki uważam za doskonały wstęp do recenzji jak najbardziej współczesnej książki o sztuce przemawiania, której autor pisał przemówienia dla Baracka Obamy.

Autor przekonuje, że nie jest to książka wyłącznie dla polityków, ale dla wszystkich, bo każdemu z nas raz na jakiś czas przychodzi wypowiedzieć się obszerniej, coś zaprezentować, wznieść okolicznościowy toast, wystąpić jako ekspert lub nauczyciel itp. Okazji jest wiele, a dobrych mówców jak na lekarstwo.

Szuplat ma dla nas proste rady. Pokazuje, ilustrując przykładami, jak zbudować każdy element wypowiedzi.
Ujął mnie zaleceniem trzymania się reguły: 50–25–25. Dotyczy ona czasu, jaki poświęcić należy na myślenie i zbieranie danych, pisanie i redagowanie. Połowę danego nam czasu powinniśmy przeznaczyć na zastanowienie się, o czym, w jakim celu, do kogo i jak chcemy mówić, na zbieranie danych, faktów, dobrych cytatów. Dopiero potem piszemy, a następnie koniecznie poprawiamy. Skracając. Bowiem nie ma takiej mowy, która nie stałaby się lepsza po skróceniu.

Recenzja to nie miejsce na opisywanie tego, co radzi autor, ale na ogólne wrażenie. Warto się z tą pozycją zapoznać, by wypadać lepiej także w codziennych sytuacjach.
Wiele tu porad prostych, niektóre zebrano w tabele. Między innymi warto sobie uświadomić, że zamiast: "Projektować architekturę rozwiązania dotyczącego optymalizacji kluczowych kompetencji osób będących obywatelami", lepiej jest: "Wymyślić sposób na wsparcie mocnych stron ludzi".
Lubomir Baker

Wydawnictwo Znak

Z jednego pudełka od Skarpa Warszawska wypadły dziś książki z dwóch różnych bajek. 📦📚 Takiego duetu nie mogliśmy zatrzym...
05/05/2026

Z jednego pudełka od Skarpa Warszawska wypadły dziś książki z dwóch różnych bajek.
📦📚 Takiego duetu nie mogliśmy zatrzymać tylko dla siebie.

„Ambasador” Krzysztofa Beśki to czasy zamachu majowego i bardzo słusznie, bo za chwilę minie 100 lat od akcji Piłsudskiego i jego wiernych pułkowników. Oczywiście kryminał, a w nim Stanisław Stein, którego znamy już z „Konsula”, a autora cenimy za cyzelowanie szczegółów i niebanalne pomysły na intrygę.

„Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie?” Iwona Banach to też kryminał, ale oczywiście na wesoło. Akcja dzieje się podczas festiwalu autorów i książek spoza mainstreamu. Trupem pada literacki agent. Cóż, my kochamy styl Iwony Banach i jej uwalniające od wszelkich stresów spojrzenie na świat i ludzi.

Dwa kryminały. Dwa klimaty. Jedno pytanie:
👉 od czego zaczynacie?





́ćdoczytania

Drugi tom już jest… i powiedzmy sobie szczerze: jeśli zaczęliście tę serię, to już po Was 😏📚„Krew nie woda” – kolejna cz...
30/04/2026

Drugi tom już jest… i powiedzmy sobie szczerze: jeśli zaczęliście tę serię, to już po Was 😏📚

„Krew nie woda” – kolejna część kryminalnej serii J.D. Kirka z inspektorem Jackiem Loganem – właśnie trafiła do sprzedaży. A my ostrzegamy (zupełnie serio): to nie jest lektura na chwilę.

Nasz redaktor Lubomir Baker pisał o pierwszym tomie, że zaczynanie tej serii to jak kupno gigantycznej tabliczki czekolady. Wiesz, że nie skończy się na kawałku… i dokładnie tak jest.

Jeśli lubisz kryminały bez zbędnego gadania, za to z konkretną zagadką, tempem i klimatem, który robi robotę – to jesteś w domu, a konkretnie w Szkocji.
Drugi tom tylko pogłębia problem (czytaj: uzależnienie).

👉 Więcej o serii i pełna opinia na stronie – link w komentarzu

Prószyński i S-ka

Byliśmy w Muzeum Plakatu w Wilanowie i wyszliśmy totalnie oczarowani 🎨To prawdziwa gratka dla książkożerców – wśród zbio...
29/04/2026

Byliśmy w Muzeum Plakatu w Wilanowie i wyszliśmy totalnie oczarowani 🎨

To prawdziwa gratka dla książkożerców – wśród zbiorów znaleźliśmy m.in. piękną litografię o książce z 1925 roku oraz wyjątkowe zaproszenie na odczyt Stanisława Przybyszewskiego, zaprojektowane przez Stanisława Wyspiańskiego w 1899 roku.

Sztuka, historia i papier, który wciąż robi wrażenie ✨

A Wy byliście już w tym miejscu? Co zrobiło na Was największe wrażenie?

Adres

Domaniewska 37
Słuzew
02-672

Telefon

+48223759467

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fanbook umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Fanbook:

Udostępnij