27/08/2026
🏡 Spędziłem dzień w najlepszym schronisku w Tatrach. Schronisko Roztoka: „wszystko skwierczy, dymi, syczy, paruje” – czy to najsmaczniejsze miejsce w polskich górach?
🥾 Niepozorne schronisko położone niedaleko najpopularniejszego szlaku do Morskiego Oka obchodzi w tym roku 150. urodziny. Z tej okazji w wakacyjną sobotę odwiedziłem to niezwykłe miejsce i spędziłem w nim 24 godziny. Zobaczyłem z bliska, jak wygląda dzień życia w Roztoce.
🏞️ Dzisiaj schronisko nie leży nad samą drogą do Morskiego Oka, ale nie zawsze tak było. W czasach, kiedy wybudowano pierwszy obiekt, to właśnie Roztoka była położona przy trasie do Moka. W przeszłości nie było przeprawy przy Wodogrzmotach Mickiewicza, więc cały szlak przebiegał właśnie przez Starą Roztokę.
🧗 Wśród turystów to miejsce absolutnie kultowe. Trudno się zresztą temu dziwić, bo zawsze spotykali się tu taternicy oraz ludzie kultury. To właśnie z Roztoki wychodzili w góry, stąd rozpoczynały się pierwsze poważne wyprawy m. in. w słowackie Tatry, przede wszystkim w rejon rozległej doliny Białej Wody.
🌅 Dzień w schronisku rozpoczyna się wcześnie. Co prawda bufet czynny jest od godziny 7, ale trzeba przecież wszystko przygotować. Jak wiadomo głodny turysta jest turystą awanturującym się, więc już od wczesnych godzin porannych wszyscy działają na najwyższych obrotach. Jajecznica, zestawy śniadaniowe, naleśniki – wszystko opuszcza niewielką kuchnię w ilościach hurtowych.
🍳 W kuchni pełna mobilizacja. Kolejni goście zamawiają coraz to nowe pozycje z menu, a z pieca wychodzą perły roztoczańskiej kuchni, czyli jagodzianki. Jakby tego było mało, zza winkla nagle pada przerażające hasło: - Prawie zabrakło szarlotki!
⚙️ W całym schronisku nie ma nikogo bez pracy: wszystko działa jak w świetnie skonstruowanym szwajcarskim zegarku. Nie ma zresztą czasu na poślizg, bo już rozpoczyna się pora obiadowa i kuchnia tonie w powodzi kolejnych zamówień. Jedzenie atakuje mnie z każdej strony: rusza się, skwierczy, dymi, syczy, paruje.
🏔️ Z żalem opuszczam smakowite klimaty i udaję się na piętro, gdzie trwa szeroko zakrojona akcja porządkowa. Wszystkie zwolnione po ostatniej nocy pokoje są odkurzane, wymieniana jest pościel oraz trwają drobne naprawy szkód wyrządzonych - chcemy wierzyć, że mimowolni - przez turystów. A to trzeba przywiesić nową półeczkę albo zreperować pourywane elementy innej. Kolejne osoby na błysk porządkują łazienki i wszelkie przestrzenie wspólne. Pracy jest niemało, bo drzwi w tych przybytkach prawie się nie zamykają.
🌙 Tuż po godzinie 21 zamyka się schroniskowy bufet, a dla pracowników nadchodzi czas zasłużonego odpoczynku. Na sali nastaje cisza, przerywana jedynie gwarem cichych rozmów. Ktoś w kącie wyciąga gitarę i zaczyna coś niezbyt donośnie grać. To właśnie prawdziwy klimat schroniska, gdzie jadalnia zamienia się w jedną wielką świetlicę, w której każdy może wymienić się swoimi doświadczeniami, pomysłami czy po prostu odezwać się do drugiego człowieka.
🎸 Około godziny 22 wszystko ucicha i sala pustoszeje. Jednak za ścianą bufetu słyszę głosy, które nie dają mi spokoju. Okazuje się, że kuchnia tak naprawdę jeszcze nie śpi, a gospodyni dzielnie walczy z kolejnymi kilogramami jagód do przetworzenia. I tak z pierwszymi światłami brzasku ostatnie jagody z najnowszej partii trafiają do słoików. Schronisko tak naprawdę nigdy nie śpi.
🗞️ Tekst: Kacper Szymański
📷 Fot.: Kacper Szymański
Tekst ukazał się w najnowszym numerze Magazynu Na Szczycie, dostępny jest również w aplikacji Na Szczycie oraz na naszej stronie internetowej.
Sięgnij po więcej górskich treści - ciekawych rozmów, inspiracji szlakowych i doskonałych zdjęć krajobrazowych, i zaobserwuj Magazyn Na Szczycie.