13/07/2026
𝗞𝗼𝗹𝗲𝗷𝗻𝗮 𝗿𝗼𝗰𝘇𝗻𝗶𝗰𝗮 𝗽𝗮𝗺𝗶𝗲̨𝘁𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗽𝗼𝘇̇𝗮𝗿𝘂. 𝗣𝗿𝘇𝘆𝗽𝗼𝗺𝗶𝗻𝗮𝗺𝘆 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗲̨ 𝗯𝘂𝗱𝗼𝘄𝘆 𝗻𝗼𝘄𝗲𝗴𝗼 𝗸𝗼𝘀́𝗰𝗶𝗼ł𝗮 𝘄 𝗪𝗶𝘁𝗮𝗻𝗼𝘄𝗶𝗰𝗮𝗰𝗵.
Od tego zdarzenia minęły 63 lata. Tragiczna noc z 12/13 lipca 1963 roku nadal jest wspominana przez najstarszych mieszkańców Witanowic, Wyźrału, Babicy i Lgoty. To wtedy spłonął ponad 300-letni kościół w Witanowicach. Kilka miesięcy później rozpoczęły się starania o budowę nowego.
𝗣𝗼𝘇̇𝗮𝗿.
To była noc z piątku na sobotę...
"Dnia 13 lipca 1963 roku, wczesnym rankiem, o godzinie drugiej czasu letniego – jak zapisał w Kronice ks. proboszcz Antoni Karabuła – zaczął się palić kościół od strony cmentarza, od południa, przy ziemi na dole. W pobliskiej stodole spał Tadeusz Michalski. Dziwnie zbudzony, zobaczył przez szpary ogień przy kościele. Przerażony, ale nie zdający sobie jeszcze sprawy z tego, co się dzieje, pobiegł do kościelnego Jana Michalskiego, zbudzić go. Ile sił w 65-letnich nogach popędził do kościoła, odemknął wejściowe drzwi, zapalił światła i… zadzwonił! Dzwonił na alarm!
Ksiądz proboszcz śpiący przy otwartym oknie plebani, obudzony dzwonami i krzykiem przybiegł i wyniósł Eucharystię Święta na plebanię. Nad ranem sen mocny. Zanim zbudzili się najbliżsi, kościół już płonął. Rodzina kościelnego i ksiądz proboszcz ratowali, co mogli. […] Nadbiegli ludzie, już nic pomóc nie mogli. Straszliwy żywioł szalał. Najpierw paliły się ściany. Miejscowe Straże Pożarne z Witanowic i Lgoty oraz przybyła jednostka z Wadowic, nie mogły podołać sile ognia. Pożar trwał niecałą godzinę [...]"
Taką relację tamtego wydarzenia można odnaleźć w "Czternastowieczna parafia witanowska, jej stara świątynia i plebania" autorstwa Matyldy Boroń.
W meldunku specjalnym, jaki 16 lipca 1963 roku z Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Wadowicach do Komendy Wojewódzkiej MO wysłał mjr. Hendel czytamy:
"W dniu 13.07.1963 r. o godz. 3-ciej nad ranem powstał pożar w kościele parafialnym Witanowice. [...] W wyniku pożaru został spalony całkowicie omawiany kościół, który przed 100 laty był zbudowany z drzewa. Faktycznych przyczyn nie ustalono. Dochodzenia prowadzone przez Post. M.O w Kleczy Dolnej wskazują na podpalenie, jednak istnieje twierdzenie, że pożar mógł powstać wskutek wadliwych instalacji prądu".
Milicja Obywatelska rozpoczęła śledztwo. Badano różne wątki. Jako ostateczną przyczynę pożaru uznano podpalenie. Po kilku miesiącach z powodu niewykrycia sprawcy sprawę umorzono.
Na przełomie 1972 i 1973 roku w Witanowicach i pobliskich wioskach doszło do serii podpaleń. Spłonął jeden dom i trzy stodoły. Wśród mieszkańców krążyła pogłoska, że ich sprawcą jest jeden z mieszkańców Witanowic, skonfliktowany z sąsiedztwem i, że to on kilka lat wcześniej podpalił kościół.
Pogorzelcy narazili się temu człowiekowi, doprowadzając do jego skazania w sądzie za pobicie sąsiada. Kobieta, która straciła dom, miała utrzymywać stosunki erotyczne z adwokatem poszkodowanego. Mieszkaniec Zygodowic, którego stodoła spłonęła, był świadkiem i zeznawał na niekorzyść rzekomego podpalacza. Wcześniej Witanowiczanin miał także spalić stodołę ciotki, od której nie udało mu się wyłudzić działki pod budowę domu. Trzecia stodoła spłonęła u kolejnego sąsiada, na którego życie wcześniej miał także zostać przeprowadzony zamach poprzez podłączenie klamki do prądu.
Podejrzewano, iż niepokorny mieszkaniec Witanowic mógł mieć coś wspólnego z pożarem kościoła kilka lat wcześniej, ponieważ chciał się pozbyć z parafii księdza Karabuły. Nic mu jednak nie udowodniono i wszystko wskazuje na to, że Milicja nie podjęła nawet tego wątku.
𝗣𝗼 𝗽𝗼𝘇̇𝗮𝗿𝘇𝗲. 𝗣𝗼𝗰𝘇𝗮̨𝘁𝗸𝗶 𝗽𝗹𝗮𝗻𝗼́𝘄 𝗯𝘂𝗱𝗼𝘄𝘆 𝗻𝗼𝘄𝗲𝗴𝗼 𝗸𝗼𝘀́𝗰𝗶𝗼ł𝗮.
W notatce służbowej sierżanta Pożyckiego z dnia 26 lipca 1963 r. relacjonuje on, jak wyglądały pierwsze godziny po pożarze:
"W tym samym dniu to jest 13 lipca ksiądz tejże parafii Karabuła Antoni zaraz przywiózł z Kleczy Dolnej /kopiec/ jeden ołtarz i dwie słuchalnice, które umieścił w nieużytkowanej stajni na plebani w Witanowicach, także na drugi dzień, to jest niedziela 14 lipca, msza odbywała się już w powyższej stajni. Na drugą niedzielę, to jest już 21 lipca, miały być już dwa śluby, na stajni tej zostały przywiezione ławki z kościoła parafialnego z Jaroszowic. Nadto w tym tygodniu to jest od 14 do 21 lipca ksiądz Karabuła Antoni przeprowadzał remont całkowity w tejże stajni urządzając tam tak zwaną kaplicę." [...]
Antoni Karabuła niemal natychmiast rozpoczął starania o pozwolenie na budowę nowego kościoła. Liczył, że uda się to zrobić w przeciągu 5 -7 lat. Koszt budowy szacował na 2-3 mln ówczesnych złotych. Budowa miała być sfinansowana ze składek parafian, a na początek miało wystarczyć 700 000 złotych, jakie parafia otrzymała z tytułu ubezpieczenia. Według źródeł pieniądze te odebrał od towarzystwa ubezpieczeniowego w gotówce, którą przechowywał na plebanii.
Uzyskanie pozwolenia na budowę kościoła w czasach Polski Rzeczypospolitej Ludowej było wieloetapowym i wieloletnim procesem, gdzie jak pisze Antoni Mazur (projektant owego kościoła w Witanowicach), najdłużej trwały zabiegi, konieczne do uzyskania łaski pozwolenia poprzedzającego sam proces projektowania.
Pozwolenia na budowę nowych obiektów uzyskiwano najczęściej w okresach ważnych wydarzeń politycznych, gdy naciskiem społecznym liberalizowano przepisy.
" Spotkałem się z wypadkiem, że żadne starania i argumenty ponawiane przez lata (w czasie których dla celów sakralnych użytkowano pomieszczenie plebańskiej stajni), nie dawały żadnych rezultatów. Było to po pożarze zabytkowego kościoła XVI wiecznego kościoła drewnianego" - pisze w swojej książce "Moje Kościoły" Antoni Mazur. Choć nie pada nazwa parafii, to jest jasne, że chodzi o Witanowice.
Powyższe słowa architekta mają potwierdzenie w dokumentach, jakie udało nam się odnaleźć. W piśmie Prezydium Powiatowej Rady Narodowej do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z 21 października 1963 roku czytamy:
"Z Witanowic i przynależnych wiosek do parafii Witanowice odległość do najbliższych kościołów w Woźnikach, Tluczani, Kleczy Dolnej i Wadowic jest w granicach od 5-8 km. Nadmieniamy, że wieś Witanowice, Lgota posiadają dogodne połączenie komunikacyjne z Wadowicami a Babica z Kleczą Dolną. Mieszkańcy Wyźrału posiadają niedużą odległość do Tłuczani — około 3 km. Jeśli chodzi o świadczenia wobec państwa mieszkańców w/w wiosek to nie posiadają oni zaległości finansowych, natomiast posiadają zaległości w obowiązkowych dostawach. [...] Pleban Witanowic w dostawach obowiązkowych ani finansowych nie zalega [...] Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Wadowicach wyraża zgodę na odbudowę kościoła spalonego w Witanowicach, jednak nie na nową budowę. W przypadku, gdyby tamt. Wydział zajął stanowisko budowania nowego kościoła, to prosimy, aby budowa była w ramach dotychczasowej kubatury i o takim samym metrażu obrębu kościoła."
Administrator Witanowskiej plebanii nie czekał bezczynnie.
"Ks.Antoni Karabuła przybył w dniu 22.X.b.r. do biura "Caritas" z prośbą o przyjście mu z pomocą w uzyskaniu zezwolenia na budowę kościoła w miejsce spalonego. Zaznaczył, że podanie drogą Kuria — Województwo poszło już w lipcu b.r. Chodzi mu o to, by uzyskać zezwolenie wkrótce, by w okresie nachodzącym można wykorzystać czas wolny od zajęć rolnych, usuwając stare fundamenty, gasząc wapno itp. Podkreślił, że parafia ma już pewną gotówkę 700 000 zł otrzymaną z ubezpieczenia kościoła" - czytamy w dokumentach IPN.
Duży wpływ na historię budowy nowej świątyni miała także Kuria. W sierpniu 1965 roku w notatce sporządzonej ze słów Antoniego Karabuły podczas rozmowy z przedstawicielem aparatu bezpieczeństwa PRL można przeczytać:
"Pod koniec miesiąca lipca br. zostałem wezwany do Kurii przez kanclerza ks. Kuczkowskiego, który przeprowadził ze mną rozmowę na okoliczność spraw związanych z budową kościoła.
W rozmowie tej kanclerz zarzucał mi, że sprawy związane z budową kościoła ciągną się już przez dwa lata, a dzieje się to dlatego, że za mało w tych sprawach konsultuje się z Kurią. Największe pretensje posiadał do opracowanego przez inż. Krzywanowskiego projektu budowy kościoła / schody, dach/.
Budowa takiego stylu kościoła zdaniem w/w może być w razie potrzeby przebudowana na "dom ludowy". W toku tej rozmowy zdążyłem się zorientować, że kanclerzowi Kuczkowskiemu chodziło o to, by opracowaniem projektu budowy kościoła zajął się protegowany przez niego inż. Mazur Antoni [...], za co trzeba będzie mu zapłacić około 20 tys. złotych.
Na propozycję tę musiałem się zgodzić. [...]
Po paru dniach zgodnie z poleceniem udałem się do inż. Mazura, któremu pokazałem posiadany już projekt — zaznamając go jednocześnie z uwagami, jakie w tej sprawie wnosił kanclerz Kuczkowski. [...] Inżynier Mazur oświadczył, że projekt ten właściwie jest dobry. Odpowiedziałem mu, że kanclerz przecież się z nim nie zgadza. Wówczas inż. Mazur oświadczył, ażebym się tym nie martwił, bo sprawa jest teraz w jego rekach i on osobiście wszystko kanclerzowi wyperswaduje. Sprawa więc stała się dla mnie jasną i utwierdziła mnie w przekonaniu, że w Kurii robi się różne świństwa i machlojki [...]"
Podkreślamy jednak, że powyższe słowa zostały spisane jako notatka przez innego człowieka, który mógł nieco dodać od siebie (zwłaszcza w ostatnim zdaniu).
W tym miejscu należy zaznaczyć, iż przedstawiona przez księdza wersja kłóci się nieco z wersją przedstawioną przez Mazura w jego książce. Opisuje on tam bowiem, jak otrzymał od kurii zlecenie na projekt kościoła z bardzo krótkim terminem realizacji. W geście rozpaczy miał on złożyć ręce do modlitwy i właśnie to ich kształt ułożonych rąk miał być punktem wyjściowym dla koncepcji nowego kościoła.
"Osiem graniastosłupów o przekroju trójkąta nierównobocznego ustawionych przeciwstawnie tworzy bryłę z ośmiu wierzchołkami kolenicznymi, przy czym górne części płaszczyzn styków prześwietlone są 16-toma zespołami okien odpowiadającymi rysunkom kratownic. Dachy o łagodniejszym spadzie spływają ku ziemi, a bardziej spadziste przechodzą w cztery bryły kaplic bocznych, co tworzy swoisty rytm brył widoczny wyraźnie w części zachodniej. Niestety później przeprowadzona zmiana pokrycia dachu z płyt azbestowo — cementowych na blachę spowodowała nakrycie tych kaplic jedną płaszczyzną dachu, co spowodowało zniekształcenie obrazu od strony zachodniej. [...] Od strony wschodniej osiem płaszczyzn dachu przechodzi w jednolitą płaszczyznę nad nawą boczną" - wyjaśnia Antoni Mazur we wspomnianej już książce "Moje Kościoły".
Już od pożaru swoistego rodzaju pieczę nad tym, co dzieje się wokół tematu budowy nowego kościoła, miała Milicja i Służba Bezpieczeństwa. Wspomniany już wcześniej dzielnicowy Pożycki w swojej notatce z 18 grudnia 1963 roku pisze tak:
"W czasie wykonywania czynności służbowych na terenie wsi Lgota i Witanowice w rozmowie z obywatelami uzyskałem informacje, że ksiądz z plebani Witanowice Karabuła zakupił 20 tysięcy cegły na budowę kościoła nie posiadając zezwolenia na budowę. Wymieniony cegle kupił na obywateli sołtysa wsi Lgota Zając Mieczysława 10 tysięcy cegieł i na Góralczyk Leona zamieszkałego w Lgota 10 tysięcy cegieł".
Dalsza część notatki jest nieczytelna, ponieważ milicjant pisał ręcznie. Można jedynie rozczytać, iż wozaków do wożenia cegły załatwiał sołtys Lgoty, a cegła składowana jest w stodole przy plebanii."
Przy tej okazji warto zaznaczyć, iż ogromny wkład w budowę kościoła mieli parafianie, którzy na każdym etapie pomagali przy jego budowie.
19 marca 1966 r. zatwierdzono lokalizację terenu pod nowy kościół, a we wrześniu tego roku rozpoczęło się kopanie fundamentów. 14 października 1968 roku ks. kard. Karol Wojtyła dokonał poświęcenia kamienia węgielnego. Konsekracja budynku miała miejsce 26 października 1976 roku przez J. E. Ks. Bp. Albina Małysiaka.
W opracowaniu wykorzystano materiały z książki Antoniego Mazura "Moje Kościoły" oraz dokumenty udostępnione przez Instytut Pamięci Narodowej.