29/03/2026
Pamiętacie jeszcze te słowa?
Mamy zapasy. Nie nie ma powodów do niepokoju. Nie siejcie paniki. A dziś znowu mamy to samo: ceny paliw w górę, ludzie wkurzeni, portfele opróżniane. I wredy wychodzi on, caly na kolorowo uśmiechnięty wielki rządowy „pakiet ratunkowy”, żeby przykryć problem, który najpierw sami stworzyli. Ręce opadają, bo my już ten scenariusz znamy. To nie jest żadna nowość. To nie jest „wyjątkowa sytuacja”. To nie jest „nieprzewidywalny kryzys”.
To jest stary, wyświechtany schemat, który
w Polsce przerabiamy od lat. Najpierw słyszymy uspokajające komunikaty:
– mamy zapasy
– sytuacja jest pod kontrolą
– nie ma powodów do obaw
– rynek jest stabilny
A chwilę później?
Ceny wystrzeliły tak, że zwykły człowiek znowu dostaje po kieszeni.
Niech nikt nie mówi, że chodzi tylko o tankowanie auta. Bo każdy, kto choć trochę myśli, wie, że droższe paliwo to droższe wszystko. Droższy dojazd do pracy. Droższy transport. Droższe zakupy. Droższe usługi. Droższe życie.
To mnie najbardziej wkurza.
Bo najpierw ludzi się usypia gadką, że wszystko jest pod kontrolą, a potem zderza się ich
z rzeczywistością przy dystrybutorze, przy kasie
w sklepie, przy rachunkach, przy codziennym liczeniu każdej złotówki.
A potem teatr.
Wychodzą przed kamery
i ogłaszają „pomoc”, „pakiet”, „tarczę”, „ulgę”, „wsparcie”.
A człowiek ma jeszcze uwierzyć, że to jest troska?
Nie. To jest bezczelność.
Bo jeśli naprawdę było tak dobrze, jeśli naprawdę były zapasy, jeśli naprawdę „nie było powodów do niepokoju”, to dlaczego znowu kończy się tak samo? Dlaczego znowu to zwykli ludzie płacą najwięcej? Dlaczego znowu najpierw zabiera się nam pieniądze, a potem rzuca ochłapy i każe dziękować? Dlaczego znowu słyszymy uspokajanki przed problemem, a później propagandę sukcesu po problemie?
To nie jest tylko mechanizm jednego rządu.
Poprzedni też to robił. Też były wielkie zapewnienia. Też było uspokajanie.
Też były narracje, że wszystko jest pod kontrolą.
A potem przychodziła rzeczywistość i znowu płacili ludzie. Dlatego nie interesuje mnie już ta wojna, że „tamci byli gorsi”, a „ci są lepsi”.
Oszustwo jest to samo. Wygląda podobnie:
najpierw uspokoić, potem przeczekać,
potem pozwolić cenom uderzyć,
a na końcu wyjść jak zbawca z „pakietem ratunkowym”. To jest perfidna polityczna ustawka.
Najgorsze jest to, że oni naprawdę liczą,
że ludzie zapomną, że nie połączą kropek,
że uwierzą w kolejną konferencję, że wystarczy kilka ładnych słów i parę haseł o „wsparciu”, żeby przykryć fakt, że znowu zostaliśmy zrobieni w balona. To jest kompromitacja. Polacy nie potrzebują kolejnych bajek.
Nie potrzebują kolejnych konferencji, na których politycy będą opowiadać, jak bardzo „dbają
o obywateli”.
Nie potrzebują kolejnego przedstawienia pod tytułem: najpierw podwyżka, potem panika, a na końcu łaskawie ogłoszona pomoc.
Polacy potrzebują uczciwości.
Przewidywalności.
Transparentności.
I końca tego obrzydliwego zwyczaju, że najpierw obciąża się zwykłych ludzi, a potem sprzedaje im się plaster jako wielki ratunek.
Jeśli słyszymy:
„mamy zapasy”, „nie ma powodów do niepokoju”, „wszystko jest pod kontrolą”,
a chwilę później znowu mamy wzrosty cen
i polityczny teatr ratunkowy, to nie jest przypadek.
To jest metoda.
I najwyższy czas przestać udawać, że tego nie widzimy.