03/09/2026
Super-Niño tuż za rogiem
Przemysław Wielgosz
Kiedy rzeczywistość nie daje się nagiąć do wyobrażeń na jej temat niektórzy uciekają w krainę fantazji. Czy nie to widzimy gdy prezydent największego mocarstwa ogłasza otwarcie cieśniny Ormuz, jednocześnie atakując Iran… czyli zamykając cieśninę Ormuz? Albo gdy w Polsce wielka wojna o masakrę sprzed 80. lat, wywołuje falę przemocy wobec uchodźców z wojny, która właśnie trwa za wschodnią granicą?
Ale to tylko czubek góry lodowej, przykłady szerszego problemu. Ucieczka przed rzeczywistością napędza dziś wielkich tego świata, którzy nie chcą widzieć granic swej hybris a także statystów, zamykających oczy by nie dostrzec, że wymarzona rola pomagierów najsilniejszego gracza właśnie wypada z globalnego scenariusza. Ledwie ogłoszono priorytet bezpieczeństwa przed prawem, zbrojeń przed rozwojem społecznym, obsadzając je – obok sektora technologicznego z AI na czele – w roli koła napędowego kapitalizmu, a do bram zapukała rzeczywistość, którą najchętniej wszyscy zamietli by pod dywan. Nazywa się ona kryzys klimatyczny i – jak słusznie zauważyła Naomi Klein w tytule swojej książki sprzed 12 lat – zmienia wszystko. Fale upałów boleśnie przytomniały nam, że czołgi Abrams nie dadzą rady nie tylko hipotetycznym rosyjskim dronom, ale też jak najbardziej realnej perspektywie śmierci z odwodnienia i gorąca. Małą pociechą w tej sytuacji są przepisy oddające decyzję o wstrzymaniu pracy w upały powyżej 32 stopni dobrej woli pracodawców. W końcu do udaru wystarczy kilka godzin pracy w takiej temperaturze. Co gorsza, prawicowa alternatywa obecnej koalicji składa się w dużym stopniu z klimatycznych negacjonistów, zdolnych do reagowania na kryzysy środowiskowe co najwyżej „strategią przykrywania” czyli szukaniem kozłów ofiarnych, najlepiej wśród migrantów i migrantek.
Tymczasem perspektywę na przyszłość rysuje nam El Niño. Oscylacja Południowopacyficzna (skrócie ENSO) – zjawisko związane ze zmianą prądów morskich w równikowym pasie Oceanu Spokojnego nie jest niczym nowym. Powraca co kilka lat niosąc zaburzenia monsunów w Azji oraz wzrost opadów w Ameryce Południowej. W basenie Oceanu Indyjskiego El Niño przynosi katastrofalne, długie susze, w regionie Andów gwałtowne opady i fale oziębienia. Tym razem zjawisko przybierze wyjątkowo ostrą postać. Zawsze ostrożna w prognozach oenzetowska agencja do spraw wyżywienia FAO już dziś przewiduje, że za sprawą suszy wywołanej przez super-Niño dodatkowych 50 mln ludzi wpadnie w głód (co oznacza, że dziesiątki tysięcy z nich umrą). To mniej niż podczas dwóch fal globalnego głodu w latach 2007-2010, ale warto pamiętać, że niedożywienie ma także skutki polityczne. Piętnaście lat temu przyniosło Arabską Wiosnę. Dziś także możemy stać przed potężnymi wstrząsami. W Indiach, już trapionych wielotygodniowymi upałami, przy których ich europejskie odpowiedniki wyglądają dość niewinnie, może to oznaczać radykalizację i rozszerzenie trwającej od tygodni Rewolty Karaluchów.
Historia klęsk wiązanych z El Niño dostarcza dobrych przykładów związków między zjawiskami naturalnymi, a polityką i ekonomią. Dowodzi także, że w obliczu katastrof naturalnych problemem nie jest sama natura – długość suszy, wysokość temperatur czy ilość opadów – ale sposób w jaki na te zjawiska reagują społeczeństwa. Najlepszym punktem odniesienia jest tu El Niño z lat 1876-1879 (a także to z lat 1896-1902). Ofiarą susz padły wtedy Indie, które właśnie stały się kolonią brytyjską. I to właśnie ów fakt zdeterminował przebieg wydarzeń. Zgodnie z liberalnymi dogmatami ekonomicznymi Brytyjczycy postanowili nie reagować na suszę, zgarniając zyski z wywołanego przez nią wzrostu cen żywności i wykorzystując głód do pacyfikacji niepokornych chłopów. Więcej – kierując się maltuzjańskim przekonaniem, że głód wynika z przeludnienia – wykorzystali go jako okazję do naturalnej regulacji rzekomo „zbyt licznej” populacji Indii. W efekcie tych działań zginęło co najmniej 10 mln osób. Gdyby nie kolonizatorzy głód być może także byłby zabójczy, ale z pewnością liczba ofiar byłaby mniejsza.
Skąd to wiemy? Przez wieki subkontynent zmagał się ze skutkami El Niño znacznie skuteczniej niż pod rządami brytyjskimi. Systemy publicznych spichlerzy i polityka dystrybucji darmowej żywności były w stanie ocalić zagrożone populacje i dopiero włączenie Indii do globalnego systemu kapitalistycznego pod brytyjską hegemonią przyniosło całą serię klęsk głodu za każdym razem pociągających miliony ofiar, które zakończyły się dopiero wraz z niepodległością kraju w 1947 r. Według historyków takich jak Mike Davis katastrofa z 1876 r. zepchnęła Indie, na które jeszcze w początkach XIX wieku przypadało ok. 20% globalnego PKB na biedne peryferie gospodarki kapitalistycznej (miarą regresu jest to, że w 1947 ich gospodarka stanowiła ledwie 3% globalnego PKB). Co więcej, zepchnęła ona w nędzę niegdyś kwitnące kraje, które znalazły się pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą Londynu co na długo podzieliło planetę na bogatą północ i biedne Południe. Tym samym ukształtowała ona współczesny świat w stopniu większym niż Rewolucja Francuska.
El Niño boleśnie przypomina, że współczesne społeczeństwa, podobnie jak w 1876, nie są autonomiczne ekologicznie. Zależą w ogromnym stopniu od środowiska, do którego zmian same się przyczyniają udając, że nie ma to żadnych konsekwencji. Czy odpowiedź elit światowych na nadchodzące super-Niño przyniesie nowe wstrząsy, pogłębi kryzys czy może przyspieszy rekonfigurację, a nawet korektę globalnego systemu? Na razie można powiedzieć tylko jedno: z pewnością skutki ENSO zależeć będą od czynników politycznych, a nie naturalnych.