20/09/2013
EFEKT KOBIETY
"(...)
- To tu - wskazał na niewielki budynek na końcu ulicy przypominający mały kościółek. Od razu pomyślałam, że albo chce mi się oświadczyć, albo złożyć przysięgę, tak jak w średniowieczu - nie trzeba było żadnych świadków, żeby sobie ślubować, wystarczyło słowo. Przestraszyłam się.
Kaplica była kiedyś żółta, teraz mech zazielenił ją od gruntu. Trudno było określić jej styl - jak dla mnie mogła być renesansowa, on pewnie wolałby gotyk - ale nie była ani taka ani taka. Wewnątrz ołtarz w niszy oświetlało wątłe światło ulicznych lamp, ledwo przebijające się przez kolorowy witraż mocno naruszony zębem czasu. Wokół ołtarza było niewiele miejsca, może na osiem, dziesięć osób. Poczułam się nieswojo, prawie jak w grobowcu, i już chciałam uciekać, kiedy zobaczyłam na ścianie fresk anioła, a właściwie tylko wspomnienie fresku.
- Jednoskrzydły anioł? - zdziwiłam się.
- Drugie zagubił, szybując w czasie, do ukochanej - szepnął. - Mam wrażenie, że już tu byłem - powiedział nieswoim głosem.
- Ja też - uśmiechnęłam się.
- Déjà vu?
- Może...
Podeszłam zaciekawiona do malowidła i próbowałam zgadnąć, który to wiek wycisnął tu nim swoje piętno.
- Do ukochanej...? - zastanawiałam się, gładząc postrzępione skrzydło anioła. - Przecież anioły są obojnacze.
- W ten mit nie chcę wierzyć, to byłaby wielka niesprawiedliwość.
Tuż za moimi, podążały po murze jego dłonie i pieściły każde wgłębienie w niezwykły sposób. Zapamiętale i z czułością wbijał palce w szczeliny, gładził dłońmi tę kamienną powierzchnię, jak skórę kochanki, a gdy dotknął wargami zimnego muru, zaczął się obnażać.
- Chodź - wymamrotał.
- Nie! - pisnęłam. - To nie Ponte delle T***e! - opierałam się, świadoma, że jestem pomiędzy sacrum a profanum.
- No chodź...
(...) w osobliwy sposób próbował przekraczać ze mną rzeczywistość i agresywnie przechodzić na nieznane mi jeszcze poziomy świadomości. Czy istniała dla niego granica doznawania, otwierania umysłu na nowe, i jak dalece nowe? I pomyśleć, że posądzałam go jedynie o przesadną dbałość o formę... A teraz patrzę, jak napina pośladki, to znów zwalnia napięcie, słyszę jak oddycha niespokojnie i coraz głośniej, pieszczotliwie się dotyka... Wezbrała we mnie dzika żądza. Poczułam przypływ zwierzęcej chuci (...). Dopóki myślałam racjonalnie, kiedy się z nim kochałam, nie czułam nic, poza bólem. Wtedy przestawał, jakby czuł, że moja transcendencja się nie dopełnia i robił rzeczy, po których wpadałam w trans. Przez rytmiczne, do końca jednostajne ruchy był nieobecny, a ja miałam wrażenie, że podróżuję w przestrzeni i że kocham się z kimś innym, jakby poprzez niego coś wsączało się w moje trzewia. To nie były erotyczne fantazje, doświadczałam na swoim ciele kilku par rąk, jakby jego demoniczni przyjaciele pomagali mu obdarować mnie nieziemską ekstazą, po której nie zechciałabym nawet pomyśleć o seksie z innym mężczyzną."