Studia Katechetyczne

Studia Katechetyczne Pismo naukowe poświęcone upowszechnianiu wyników badań i dokonań katechetycznych oraz pogłębianiu systematycznej wiedzy z różnych działów katechetyki

07/06/2026

10. niedziela zwykła / rok A
7 VI 2026

1. „Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: ‘Pójdź za Mną!’ A on wstał i poszedł za Nim”.
Dzisiejsza Ewangelia opisuje powołanie celnika Mateusza do grona apostołów. Mateusz wykonywał pogardzany zawód: z jednej strony celników podejrzewano o pobieranie wyższych opłat, aniżeli wynikające z prawa, które to podejrzenie nie było bezpodstawne; z drugiej natomiast – celnicy współpracowali z okupacyjną władzą pogańską, zatem ich praca była formą kolaboracji. Z obu tych powodów opinia kształtowana przez faryzeuszów i uczonych w Piśmie była bardzo nieprzychylna celnikom, warto podkreślić, że nie bez powodu. I właśnie do takiego człowieka, mijając miejsce jego pracy na rogatkach Kafarnaum, przychodzi Pan, by go powołać do grona apostołów.

Coś, co jest szczególnie zastanawiające w tym opisie, to natychmiastowość reakcji Mateusza. On wstaje, odchodzi o swoich zajęć, idzie za Jezusem. Podobnie zresztą stało się z innymi apostołami, rybakami znad Jeziora Galilejskiego: Szymon i Andrzej, Jakub i Jan także odeszli od swoich sieci, wyskoczyli ze swoich łodzi, w których pracowali, i poszli za Jezusem. Reakcja Mateusza na słowo Pana: „Pójdź za Mną” nie jest jednak nierefleksyjnym impulsem chwili: w jego życiu dokonuje się cud podobny do tego, którego doświadczył paralityk podniesiony z łoża; Ten sam, który jednym słowem uzdrowił chorego człowieka, jednym słowem uwolnił Matusza od przywiązania do pieniędzy. Odtąd mógł Matusz zacząć nowe życie i je zaczął; możemy bowiem przypuszczać, że to, które wiódł dotychczas nie odpowiadało mu przez swoją dwuznaczność, przez to, że musiał znosić słuszne negatywne opinie rodaków o sobie, sam zaś był zanurzony w nieuczciwości i materializmie. Jego problemem bowiem nie było bogactwo, ale to, w jaki sposób do niego dochodził, jaką moralną cenę za nie płacił. W tym jednym momencie, gdy Pan powiedział do niego: „Pójdź za Mną”, zrozumiał, że może zmienić wszystko, że może trwale przejść na stronę Boga. Św. Augustyn wysunął koncepcję, że każdy człowiek należy do jednego z dwóch państw: ziemskiego lub Bożego; pisał tak: „Dwojaka miłość dwojakie państwo uczyniła. Ziemskie państwo uczyniła miłość własna posunięta aż do pogardy Boga, niebieskie państwo uczyniła miłość Boża posunięta aż do pogardy samego siebie. Ziemskie w sobie szuka chwały, niebieskie w Panu. Bo ziemskie szuka jej u ludzi, dla niebieskiego Bóg, sumienia świadek, jest chwałą najwyższą”. Mateusz wybrał państwo Boże, co później przypieczętował trudem apostolskim i oddaniem życia za Jezusa.

2. „Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei”.
Św. Paweł pokazuje nam inną postać – człowieka, który zaufał Bogu. To protoplasta narodu wybranego – Abraham. Jego wiara, wedle ludzkich rachub, była niedorzeczna: był stary, a uwierzył, że zostanie ojcem wielkiego narodu, planował, a Bóg jego plany wciąż przekreślał. On jednak nie zwątpił w Boga, wierzył w pełni i do końca, ufał Bożej obietnicy, uchwycił się Bożego słowa, jak kotwicy nadziei. I nie zawiódł się, a jego wiara stała się dla nas wzorem.

Ale nie tylko wzorem. Wiara bowiem usprawiedliwia, jak powiada św. Paweł: czyli nas, niesprawiedliwych, czyni sprawiedliwymi i godnymi. Mimo naszych słabości i grzechów, mimo odstępstw od przymierza chrzcielnego, mamy wciąż możliwość powrotu, wystarczy zaufać i uwierzyć, że Bóg uczyni to, co obiecał. Istotą wiary Abrahama było zrozumienie, że Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych, ale jednocześnie to, że Bóg jest Panem, więc wypełni to, co obiecał, lecz w taki sposób, w jaki On zamierzył, a nie, jak my sobie życzymy. Warto o tym pomyśleć w oktawie Bożego Ciała, gdy w naszym kościele odbywają się codzienne procesje, przypominające nam o pielgrzymce wiary, jaką ma być nasze życie, stawiające przed nami problem: czy chcemy iść za ludzkimi pomysłami, należąc do „państwa ziemskiego”, czy też będziemy iść za wolą Boga, należąc do „państwa niebieskiego”.

3. „Poznajmy (…) Pana; Jego przyjście jest pewne jak poranek, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię”.
Prorok wzywa do poznania Pana, operując przenośnią, która dla Izraelitów była bardzo ważna, ale i dla nas, w obecnej sytuacji stanu natury, też jest istotna. Zwraca uwagę na deszcz jako znak Bożej łaski. Woda człowiekowi jest do życia nie tylko przydatna, nie tylko potrzebna, ale wręcz konieczna. Deszcz wczesny to deszcz wiosenny, który pozwala zasianym roślinom wzrastać; bez niego wszystko by uschło. Widzimy, jak takiego deszczu oczekiwaliśmy, jak go wciąż za mało; rozumiemy zatem, dlaczego prorok porównuje go do przyjścia Pana: gdzie przejdzie taki deszcz, pustynia i step stają się ogrodem.

Prorok budzi nadzieję, zapewniając, że Pan przyjdzie. Ale jest jeden warunek: mamy poznać Pana, dążyć do poznania Go. W języku biblijnym „poznać” znaczy przeniknąć, wejść w najbardziej intymną i wewnętrzną relację. Jesteśmy wezwani, by być blisko Serca Pana: wtedy wszystkie katastroficzne wizje, którymi na co dzień jesteśmy karmieni, nie spełnią się; wszak tam gdzie już chrześcijaństwo obumarło, przyjdzie deszcz późny, jesienny, pozwoli zakiełkować nowemu zasiewowi.

Pan przychodzi nieustannie. Jego przejście jest pewne. Powołuje grzeszników, takich jak Mateusz, i czyni z nich apostołów. Umacnia serca ufających Mu, jak towarzyszył Abrahamowi w jego długiej i trudnej historii życia. Chce, byśmy Go poznawali, byśmy w Jego Sercu przebitym za nasze grzechy, doznali ukojenia i pozostali z Nim na zawsze.
Amen.

31/05/2026

Trójcy Przenajświętszej / rok A
31 V 2026

1. „Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne”.
Czytamy fragment z Księgi Wyjścia opowiadający o tym, co wiązało się z odnowieniem przymierza na Synaju. Bóg dał już przedtem Mojżeszowi kamienne tablice, na których zostały zapisane przykazania Dekalogu. Te tablice Mojżesz potłukł, kazał zetrzeć na proch, zmieszać z wodą, którą Izraelici mieli pić, pokutując za grzech stworzenia złotego cielca i oddawania mu czci. Grzech ten wywołał zarówno gniew Mojżesza, jak też gniew Boga, który chciał wyniszczyć Izraela, pozostawiając jedynie potomków Mojżesza. Mojżesz wstawił się za Izraelem, wstawił się skutecznie, jednak uważał, że konieczna była pokuta.

I oto widzimy, jak Bóg ponownie spotyka się z Mojżeszem. Każe mu najpierw wyciosać nowe tablice z kamienia, napisać to, co uprzednio zostało napisane ręką Boga – słowa Dekalogu, a następnie udać się ponownie na górę Synaj, by odnowić przymierze. Mojżesz modli się o przychylność Boga, wołając: „Niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem”. Mimo grzechów, mimo niestałości, mimo niewdzięczności, potrzeba temu ludowi Boga. Przymierze jest potrzebne temu ludowi, który przecież Bóg był wybrał, lecz warunek jest ten, by ów lud w Bogu uznał swego Pana, by już nie tworzył własnych wyobrażeń Boga. Ta myśl jest bardzo ważna dla nas: jeśli nie mamy prawdziwego, rzeczywistego obrazu Boga, to oddajemy cześć nie Bogu, ale naszym wyobrażeniom, to przestajemy rozumieć, że mamy być Mu posłuszni; raczej od Boga sami oczekujemy wypełniania naszych pragnień. W ten sposób zamiast iść drogą, którą daje nam kochający Bóg, wszechwiedzący (to jest istotne!), wchodzimy na ścieżki wiodące na manowce, bo poddajemy się impulsom i pokusom, bo przecież nie jesteśmy w stanie ogarnąć całości świata i jego przeznaczenia. To jest doświadczenie tego, że pycha kroczy przed upadkiem. Czy warto podejmować takie ryzyko?

2. „Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność”.
Tak mówi o sobie Bóg. To jest objawienie Jego istoty: On jest wielki i potężny, jest ponad ziemią, gwiazdami, całym światem, przenika każdą myśl, a bez Jego woli nic się nie dzieje. A jednocześnie jest to Bóg przebaczający i dający wolność, Ktoś radykalnie inny od satrapów ówczesnego świata.

To była ważna informacja dla Żydów, którzy szli do ziemi obiecanej. Im się wydawało, że idą po to, by mieć ziemię, dobrobyt, spokój; a Bóg dawał ziemię, by tam przestrzegali przymierza, bo prawdziwa obietnica znajduje się za granicą śmierci. To jest też bardzo ważne dla nas. Bóg nie jest po to, byśmy byli spokojni, byśmy mogli wieść życie dostatnie. Bóg tym wszystkim może nas obdarzyć, o to możemy prosić, zresztą wołamy o chleb powszedni codziennie. Ale w tle jest coś dużo ważniejszego: życie wieczne, mimo naszych niewierności i mimo naszego grzechu – przebywanie z Bogiem na zawsze. Bóg zapłacił ogromną cenę, by tak właśnie się stało, cenę Krwi Jezusa, o czym On sam mówi dzisiaj w Ewangelii: „Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

3. „Radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami”.
Św. Paweł wyjaśnia, co mamy czynić, by odnowić przymierze z Bogiem. Wskazuje mianowicie na motyw naszego życia – radość. Jak do tej radości dojść? Oto kolejne kroki: dążenie do doskonałości, pokrzepianie się na duchu, bycie jednomyślnymi, zachowywanie pokoju. Na te sprawy nie możemy patrzeć jednostronnie. Dążenie do doskonałości nie oznacza bezbłędności – Bóg nie znuży się przebaczeniem nam, jeśli my sami to dążenie, by być świętymi podtrzymamy. Pokrzepianie się na duchu nie oznacza naiwnego przekonania, że wszystko będzie dobrze; czasem bowiem jest źle i trzeba takim sytuacjom zaradzić – z Bożą pomocą i na Bożych drogach. Jedność jest ważna, ale musi uwzględniać wymagania prawdy i nie dążyć do tego, że wszyscy będą nam wokół przytakiwać. Pokój ma być Boży, czyli taki w którym Bóg będzie uwielbiony, Jego wola znaleziona i wypełniana. Bo skutkiem tych działań ma być obecność Boga miłości i pokoju.

Oddajemy dzisiaj cześć Bogu w Trójcy. To podstawa naszej wiary, to wyznanie, że „Bóg jest miłością”, a my w tej miłości chcemy uczestniczyć.
Amen.

24/05/2026

Zesłanie Ducha Świętego / rok A
24 V 2026

1. „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.
Zesłanie Ducha Świętego miało miejsce w trakcie żydowskiego święta żniw – Pięćdziesiątnicy. Religia Izraela w tym dniu wspominała przymierze zawarte na Synaju: Bóg ustanowił pod tą górą lud wybrany, który wcześniej wyzwolił z niewoli egipskiej, i nadał mu Prawo. To święto wypadało 50 dni po święcie Paschy: podczas Paschy ludzie łamali niekwaszone chleby i wspominali nędzę życia niewolniczego w Egipcie, podczas Pięćdziesiątnicy dziękowali za dobra, w jakie opływali, z wdzięcznością zwracali się ku Bogu, który dał im przymierze i wszelkie dobro. I w takim kontekście trzeba patrzeć na to święto, na które też oczekiwali apostołowie, spodziewając się, że spełni się obietnica Jezusa wstępującego do nieba: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami”.

Obietnica ta spełnia się w dniu Pięćdziesiątnicy. Uczniowie Pana doświadczyli tego, co zapowiadali prorocy: w miejsce przymierza Synaickiego – nowe przymierze, zapisane nie na kamiennych tablicach, ale w sercach wierzących. To nowe przymierze od razu pojawia się w nauczaniu apostołów, ale też w sercach ich słuchaczy, bo przekracza granice języka. Dar Ducha Świętego nie polega na mówieniu niezrozumiałymi językami, ale właśnie polega na rozumieniu tego, co najważniejsze, że Bóg kocha, że Bóg zbawia, że chce być z nami na zawsze. Ten Duch objawia się jako wiatr i ogień: jako wiatr nie jest ograniczony w swoim działaniu, „Duch tchnie, kędy chce”; jako ogień przepala to, co jest nieświęte, tak, jak oczyszcza się złoto.

W scenie Zesłania Ducha Świętego objawia się Kościół. Mówi on wszystkimi językami, jest powszechny czyli katolicki, bo Dobra Nowina o zbawieniu skierowana jest do każdego człowieka i do wszystkich narodów. To w ten sposób – w Kościele – Duch Święty otwiera granice, daje pokój jedność i miłość, łącząc ludzi. W dalszym ciągu mają oni swoje indywidulane i narodowe tożsamości, bo Duch Święty nie odbiera człowiekowi wolności, nie odbiera tożsamości, nie roztapia w magmie jednorodności; On różnorodność przeprowadza ku jedności. To jest bardzo ważne przypomnienie szczególnie dzisiaj, gdy człowiekowi wydaje się, że jest samowystarczalny, że ma władzę nad sobą i nad naturą; zatem nie potrzebuje Boga, sam może zbudować swoje niebo; nie potrzebuje też zbawienia, bo sam może zaplanować samorozwój. Pozornie człowiek może wszystko, ale nie może jednak robić tego, co najważniejsze: nie może kochać, poznawać prawdy, która dotyka istoty, a w ten sposób nie jest w stanie żyć w świecie miłości i prawdy. Bo, aby prawdziwie kochać, człowiek potrzebuje źródła miłości, którym jest Bóg, który miłość oczyszcza ze złogów egoizmu i interesowności; aby dotknąć istoty życia, człowiek potrzebuje spotkanie z Tym, który życie dał, który je podtrzymuje w każdej chwili, potrzebuje wiary w Tego, o którym apostoł Paweł napisał, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Świat bowiem buduje nie pycha człowieka i infantylne przekonanie o jego samowystarczalności, nie jego władza i wiedza, ale Bóg, który w pokorze daje nam siebie. A ludzkość może przetrwać tylko dlatego, że w oceanie przemocy i ubóstwa duchowego, wiara buduje wyspy miłości. Dzisiejsze święto przypomina nam o naszej powinności wynikającej z zawarcia nowego przymierza, byśmy budowali wyspy miłości – w ten sposób Ewangelia się rozszerzy, a nasze życie odzyska sens.

2. „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: ‘Panem jest Jezus’”.
Św. Paweł pokazuje, jak takie budowanie ma wyglądać. Poucza o darach Ducha Świętego, o tym, że nie są to pozory, ale coś, co autentycznie przyjmujemy i szczerze realizujemy. Apostoł wyjaśnia, że język ognia, jaki daje Duch Święty, to Boże słowo w prowadzane w czyn, to słowo, które działa mocą tego „Słowa, które stało się Ciałem”, mocą Chrystusowego zwycięstwa nad szatanem i śmiercią.

„Jezus jest Panem” to podstawowa forma wyznania wiary Kościoła. To wyznanie, że wierzymy w zwycięstwo Boga i w tym zwycięstwie chcemy uczestniczyć. Uczestniczyć w zwycięstwie nie oznacza triumfalizmu: Pan zwyciężył miłością i pokorą, a my, którzy w tym zwycięstwie mamy uczestniczyć, musimy wejść na drogę pokory i miłości. To wyznanie „Jezus jest Panem” dla każdego z nas oznacza wypowiedzenie tego, czego prawdziwie doświadczamy: On ma władzę nad całym człowiekiem i każdym aspektem jego życia, tylko On może przeprowadzić ze śmierci do życia, z niewoli do wolności, z kłamstwa do prawdy, z egoizmu do miłości. To trudne, dlatego właśnie bez pomocy Ducha Świętego nie można tego uczynić, dlatego moc Ducha Świętego mamy w sobie odnowić, by prawdziwie słowa „Jezus jest Panem” stały się naszym wyznaniem wiary.

3. „‘Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam’. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ‘Weźmijcie Ducha Świętego’”.
Ewangelia przenosi nas do dnia Zmartwychwstania. Już wtedy Jezus przekazuje apostołom Ducha Świętego, czyniąc to w bardzo specyficzny sposób; mianowicie tchnie na nich i wypowiada słowa: „Weźmijcie Ducha Świętego”. Wtedy, kiedy Bóg stwarzał człowieka, tchnął w jego nozdrza tchnienie życia; gest Jezusa w Wieczerniku jest znakiem, że przekazanie Ducha Świętego jest nowym stworzeniem; oddechem Zmartwychwstałego jest Duch Święty.

Mamy zatem nowe przymierze i nowe stworzenie. Czy rozumiemy powagę tego, o czym poucza dzisiejsze święto? Pan przebacza apostołom ich winy, przebacza także nam, daje Kościołowi władzę rozwiązywania więzów, w które zaplątał nas grzech. Jezus jest blisko nas, Jego Duch to wiatr, który pojawia się nieoczekiwanie i daje orzeźwienie, to ogień, który oczyszcza zło naszych uczynków i rozgrzewa serca. Pozwólmy Mu działać i wołajmy o Ducha:
„Obmyj, co nieświęte,
oschłym wlej zachętę,
ulecz serca ranę.
Nagnij, co jest harde,
rozgrzej serca twarde,
prowadź zabłąkane.
Daj Twoim wierzącym,
w Tobie ufającym,
siedmiorakie dary”.
Amen.

R. I. P.
23/05/2026

R. I. P.

Dziś w godzinach popołudniowych w szczecińskim hospicjum zmarł ks. prof. dr hab. Andrzej Offmański, były prodziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytet Szczeciński, profesor teologii, infułat.
Konferencja Episkopatu PolskiArcybiskupie Wyższe Seminarium Duchowne w Szczecinie@liderzy wśród fanówSzczecińsko-KamieńskaBazylika Archikatedralna pw. Świętego Jakuba Apostoła w SzczecinieZachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie - ZUTDEON.plParafia p.w. Świętego Ducha w Szczecinie-ZdrojachTygodnik Katolicki NiedzielaSzczecin Floating GardenPomorze ZachodnieWydział Teologiczny Uniwersytetu SzczecińskiegoWydział Teologii KUL

17/05/2026
17/05/2026

Wniebowstąpienie Pańskie / rok A
17 V 2026

1. „Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon”.
Uczniowie spotykają Zmartwychwstałego i oddają Mu pokłon. Witają Go jako Pana, zaś grecki czasownik użyty w tym tekście oznacza także adorować. Witają Boga i Zwycięzcę, Tego, który w triumfie wraca z Otchłani, gdzie pokonał szatana i śmierć. Jego ciało jest prawdziwe, ale jest uwielbione, nie podlega już marności doczesnego świata. Po bolesnej lekcji krzyża, gdy uczniowie doświadczyli własnej słabości, zobaczyli swój grzech, przeżyli wstyd, że tchórzliwie uciekli, spotykają świetlistego Pana, który pokonał to całe zło, przebaczył im, wniósł w ich życie światło, radość i pocieszenie.

Radość spotkania ze Zmartwychwstałym zostaje dopełniona w wydarzeniu Wniebowstąpienia, które w liturgii dzisiaj świętujemy. Zmartwychwstały Pan wraca do chwały swego Bóstwa, ale jednocześnie do tej chwały wynosi ludzką naturę, która przez Zmartwychwstanie została odnowiona. To dlatego Wniebowstąpienie jest świętem nadziei dla każdego z nas: Pan otwiera nam drogę do Nieba, to wydarzenie to zapowiedź naszego pójścia do Pana. Jednocześnie Jezus, wstępując do Nieba, pozostaje obecny wśród swoich uczniów: On nie przestaje być z nimi, pojawia się tylko nowy sposób bycia z uczniami. Z tej obecności Pana zasiadającego po prawicy Ojca wciąż korzystamy: On nie zostawił nas sierotami, On przez swoje słowo wciąż czyni nas uczniami Boga, przez swoje sakramenty umacnia nas na Bożej drodze, nieustannie daje nam „łaskę po łasce”. Czy zatem my sami potrafimy oddawać Mu pokłon w naszym życiu, wsłuchując się w słowo Boże, szukając Jego woli, robiąc dobry użytek z Jego sakramentów? Czy potrafimy być Jego uczniami?

2. „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”.
Słowa, jakie Jezus wypowiada do uczniów, są wezwaniem do misji. Nie wystarczy się tylko uczyć od Jezusa, On bowiem nas uczy, byśmy stali się Jego świadkami, byśmy nieśli Dobrą Nowinę tym, którzy jej nie usłyszeli, także tym, którzy usłyszeli ją w zniekształconej formie. Nakaz misyjny to ostatnie polecenie Pana, to wskazanie, co wynika z nauczania Jezusa, Jego zbawczego dzieła, z Jego triumfu, ale też z Jego nowej formy obecności wśród uczniów. Warto zatem przemyśleć te słowa nieco dokładniej.

Pan Jezus mówi o władzy, jak jest Mu dana. Mówi o władzy wszelkiej, czyli absolutnej, nie ma na świecie niczego, co tej władzy nie podlega. Tę władzę Jezus otrzymuje od Ojca, to suwerenna władza Boga nad światem, wynikająca z aktu stworzenia, który nie tylko dokonał się u początku czasów, ale który jest ciągle ponawiany. Tę władzę Jezus dzierży, bo okazał posłuszeństwo Ojcu, bo złożył Ofiarę dla zbawienia ludzi i świata, swoją Krwią nabył nas. To jest bardzo ważne, bowiem pokazuje, że nie ma niczego na tym świecie, co nie podlega władzy Boga, że wolność człowieka, jeśli ma nam służyć, winna odnosić się do dobra, a to dobro znajduje się w zamyśle Boga. To nie jest ograniczenie naszej wolności, to jest jej wykorzystanie dla naszego dobra.

Co zatem zawiera nakaz misyjny? Pan wzywa, by iść: nie zamykać się w bezpiecznych schematach życia, nie cieszyć się małą stabilizacją, często hodującą nasz egoizm; mamy iść do tych, którzy Dobrej Nowiny o wolności, władzy Boga i zbawieniu nie znają. Mamy ich nauczać, dokładniej – bo tak jest w tekście greckim – mamy ich czynić uczniami, a to jest możliwe, o ile sami stajemy się uczniami, o ile sami chcemy się uczyć tego, co Jezus nam mówi. To czynienie uczniami to uczenie wszystkiego, co Jezus powiedział, czyli dążenie do tego, by przyjąć całą Ewangelię: nie tylko te jej fragmenty, które są dla nas wygodne, ale także te, które domagają się wysiłku i ofiary. Wreszcie mamy to działanie odnosić do wszystkich narodów: to jest dzisiaj bardzo ważne, bo najpierw domaga się pozbycia się uprzedzeń wobec innych, nie należących do naszej kultury, a – po drugie – winniśmy widzieć wartość, że całe narody oddają Bogu chwałę, szukają Jego woli, przyjmują Ewangelię, która jest nie tylko dla jednostek, ale dla narodów. Można powiedzieć, że nakaz misyjny jest wezwaniem, by budować cywilizację chrześcijańską, w której spotkają się wszystkie kultury i języki.

3. Jest jednak w tym Mateuszowym opisie pożegnania się uczniów z Jezusem pewien szczegół, który Ewangelista oddaje słowami: „Niektórzy jednak wątpili”.
Oto uczniowie oddają Jezusowi pokłon, adorują Go, a jednak niektórzy wątpią. Powinniśmy dostrzec, jak bardzo Ewangelia jest różna od przekazów propagandowych, z którymi stykamy się na co dzień. Tam, jeśli jest pokłon, adoracja, to musi być jedna forma, to nie powinno być wątpliwości, a jeśli są, to nie warto o nich mówić, to nie wolno ich ujawniać. Ewangelia natomiast oddaje realizm sytuacji: ci ludzie mają przed sobą jaśniejącego chwałą zwycięstwa Pana, mogą Go dotknąć, słyszą Jego głos, ale to wszystko – po dramacie Golgoty – jest dla nich tak niesamowite, że wątpią. Taką sytuację pięknie oddaje Psalm 126: „Gdy Pan odmienił los Syjonu, wydawało się nam, że śnimy”. To Psalm, który przedstawia uczucia narodu wracającego z niewoli, wyzwolonego nagle interwencją Boga; jest jak sen, a przecież jest rzeczywistością. I takie też było doświadczenie uczniów w dniu Wniebowstąpienia.

Warto pytać o powody wątpienia, które przecież może dotyczyć każdego z nas. Wątpliwości nie musza przyjmować formy głoszenia herezji, odrzucania konkretnych przykazań czy artykułów wiary. One – tak bywa nierzadko – przejawiają się jako zmęczenie, zniechęcenie, osłabienie gorliwości, brak pewności co do własnych możliwości i uzdolnień. Wynikiem takiej postawy jest apatia, zgoda na to, by pozbyć się wyższych aspiracji, żyć z dnia na dzień. Tu nie chodzi o jakieś nadmierne ambicje, ale o to, że człowiek, by działać skutecznie, winien widzieć sens w tym, co robi; doświadczenie własnej słabości i kruchości ten sens niekiedy odbiera. I dlatego Pan obiecuje swoją obecność: nic sami z siebie nie zrobimy – to jest prawda, ale możemy wszystko czynić „w Tym, który nas umacnia”, jak uczył św. Paweł. Powodem tych wątpliwości jest często fakt, że od razu nie widzimy wymiernych skutków tego, co robimy: doświadczają tego rodzice, doświadczają duszpasterze, także nauczyciele. Ogólnie, rzadko przychodzi nam dostrzegać skutki dobra, jakie czynimy w tym życiu, nazbyt często boleśnie doświadczamy tego, że „jeden sieje, a drugi zbiera”. Jednak, jeśli zależy nam na dobru, to nie będziemy w czynieniu dobra szukać siebie. Tak zapewne będzie patrzeć na te sprawy dobra matka, dobry ojciec, dobry duszpasterz, czy wychowawca.

Na razie jednak wiele naszych działań wydaje się nam plątaniną frustracji i porażek. Ale przecież przyjdzie dzień – mamy taką nadzieję – gdy z wnętrza domu Ojca spojrzymy na rozświetlony Światłem świata witraż, na którym dostrzeżemy to wszystko dobro, jakie – z łaską Boża – uczyniliśmy. Ku temu dniowi Pan nas prowadzi za rękę, wspiera nas i podnosi z upadków. Tak, On nas zapewnia o swej stałej obecności i mówi dzisiaj: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
Amen.

10/05/2026
03/05/2026

Narodowe Święto Konstytucji 3 Maja
3 V 2026
Czytania z 5. niedzieli wielkanocnej – rok A

1. „Przybliżając się do Pana, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia”.
Św. Piotr wyjaśnia dzisiaj swoim uczniom i nam prawdę podstawową: Co znaczy być chrześcijaninem? Wskazuje, że chrzest, jako sakrament bliskości ze Zmartwychwstałym, włącza we wspólnotę z wierzącymi w Chrystusa, ale także w obietnice Izraela, które dotyczyły wybrania i zbawienia. Ochrzczeni stanowią lud Boży, są królestwem kapłanów, czyli ludzi, którzy stanowią most między Bogiem i światem. Dla każdego z ochrzczonych przyjęcie tego sakramentu zmienia całkowicie to, kim jest: chrzest odbiera nas sobie samym, wprowadza w nowy lud, wprowadza we wspólnotę przekraczającą granice narodów, uwalnia z zamknięcia w sobie, otwiera na miłość. Świadomość tego, czym jest chrzest dla konkretnego człowieka, pozwala nam zrozumieć prawdę, którą świętujemy jako wspólnota narodowa, mianowicie, czym jest chrzest całego narodu, który dzięki wydarzeniu sprzed 1060 lat pozwolił naszym przodkom wejść do Kościoła Bożego.

To właśnie wtedy Jezus Chrystus dla nas, dla naszego życia narodowego, stał się kamieniem węgielnym, czyli tym kamieniem, który podtrzymuje całą budowlę, by nie runęła. W czytanym dzisiaj fragmencie 1. Listu św. Piotra w kontekście prawdy o Jezusie Chrystusie i naszej z nim relacji użyte są też jeszcze inne słowa: „Dla tych, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się (…) kamieniem obrazy i skałą potknięcia się”. Na tym polega w dziejach świata, narodów i poszczególnych ludzi wypełnienie się proroctwa Symeona ze Świątyni Jerozolimskiej, który przepowiadał, że Nowo Narodzony będzie „znakiem, któremu sprzeciwiać się będę”. Bo Jezus Chrystus nie pozostaje ludziom obojętny: można Go przyjąć i iść z Nim, można Go odrzucić, ale wtedy Jego Ewangelia staje się przeszkodą dla zbawienia – Bóg bowiem nie pozwala z siebie szydzić. W historii były próby budowania przeciwko Bogu, także narody ochrzczone przeżywały je; znakiem takiego buntu przeciwko Jezusowi, odrzucania Go jako kamienia węgielnego, jest ta sekularyzacja, która dzisiaj dotyka całe rzesze ludzi należących do naszego narodu.

2. „Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbali słowo Boże, a obsługiwali stoły”.
Z czytania z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się o podziałach i kontrowersjach w pierwotnej wspólnocie chrześcijan. Chodziło o podział środków materialnych, co od zawsze rozpalało emocje; na sytuację kryzysu Apostołowie zareagowali od razu, ustanawiając ważną normę: potrzebna jest pomocy ubogim, bez niej miłość bliźniego byłaby tylko pustą deklaracją, jednakże działalność charytatywna nie może wiązać się z zaniedbaniem głoszenia słowa Bożego. Tak, przekaz prawdy Ewangelii dokonuje się przez głoszenie, potwierdzone świadectwem życia Ewangelią; taka jest kolejność.

Skąd biorą się podziały między ludźmi, którzy przyjęli naukę Chrystusa? Te podziały to wynik skłonności do złego po grzechu pierworodnym, zepsucia ludzkiej natury, które chrzest pozwala nam przezwyciężyć, ale przecież potrzebny jest czyn naszej wolności. To właśnie ta skłonność do wybierania zła zamiast dobra, ta uległość pokusie posiadania i panowania, prowadzi do wojen wojny, przyczynia się do karmienia się tylu ludzi nienawiścią. Dobrze to dzisiaj widzimy w naszej Ojczyźnie. Lecz samo stwierdzenie bolesnego faktu nie wystarczy, winniśmy bowiem pytać, jak przezwyciężyć kryzys jedności Ojczyzny, kryzys tożsamości ochrzczonego narodu, jak przerwać ten proces oddawania władzy nad własnością i duszą narodu, jak obudzić śpiących duchowo rodziców, którzy pozwalają w milczeniu i obojętności, by szaleńcy przejmowali polską szkołę i po swojemu formatowali ich dzieci. Jaka będzie Polska za kilkanaście lat, gdyby ta socjotechnika miała się udać? Jaka jest odpowiedzialność ochrzczonych za te procesy? Pamiętajmy, te procesy nie są nieuniknione.

Musimy najpierw uświadomić sobie, że nic nie może być wyjęte spod władzy Boga. Tak uczy II Sobór Watykański. A Dzieje Apostolskie, jeśli je czytamy w szerszym kontekście, przekonują, że obrona przed bezbożnością jest możliwa, a ta moc do walki znajduje się w słowie Bożym; to słowo Boże tworzy jedność nad podziałami. Nawrócenie serc ludzkich, odnowa religijna i moralna, to jedyna droga do ratunku narodu ochrzczonego. Jest to ważne przypomnienie dzisiaj, kiedy świętujemy 335. rocznicę uchwalenia sławnej Konstytucji 3 Maja, testamentu umierającej Ojczyzny. Uchwalili ją ludzie, którzy zrozumieli, w jakim czasie się znaleźli, z jakimi problemami się mierzyli. Tam na początku są zapisane takie oto słowa: „W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego. (…) Długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą egzystencyją polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony” – tak tę Konstytucje uchwalają. Z jednej strony są ludzie wolni, z drugiej – słudzy obcych dworów, nie wahający się przed popełnieniem zdrady; wtedy już było za późno, by zmienić sposób myślenia rzesz ludzkich i naprawić państwo. Mimo, że Polska pod koniec XVIII wieku utraciła niepodległość, przetrwała dzięki wierze i dzięki miłości zapisanej w sercach jej synów i córek. W bezbożnym świecie znowu nasza Ojczyzna musi stawać się przedmurzem chrześcijaństwa; jeśli nim nie będzie, stanie się podnóżkiem narodów, które zapadły na trąd ducha. Co zatem my mamy robić? Możemy powiedzieć, że nic od nas nie zależy, ale przecież zależy od nas wszystko w naszym sercu, w naszych intencjach i motywach działania. Odbudujmy w sobie wiarę, postarajmy się odbudować ją w najbliższych i przyjaciołach, używając miecza słowa Bożego.

3. „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? – Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
Jezus prowadzi nas do domu Ojca. Przedstawia obraz szczęścia zbawionych bardzo prosto, nie jako pałac, ale tak, jak jest dla każdego najbliżej sercu, jako dom. I skoro dzisiaj obchodzimy nasze narodowe święto, to w naturalny sposób mamy to właśnie skojarzenie, że Ojczyzna to nasz dom. I chcemy znaleźć drogę do naszej Ojczyzny w Jezusie Chrystusie.

Czy On jest drogą w naszym życiu, ale też dla naszej wspólnoty narodowej? Czy pytamy Go, którędy iść? Czy fakt, że z przestrzeni publicznej coraz śmielej bezbożni usuwają krzyż, przy milczeniu wierzących, nie pokazuje, że problem jest w nas, w naszej wierze lub odwadze? Czy my sami potrafimy innym wskazać Jezusa jako drogę, czy też szukamy mądrości świata, która tak często zwodzi na manowce? Czy Jezus jest Prawdą? Prawda w naszych czasach bywa lżona, krzyżowana, uśmiercana, ale przecież zmartwychwstaje. Czy nasze słowo niesie prawdę, jest otwarte na drugiego człowieka, by go podnieść? Czy może dajemy się mamić kłamstwom, czy ufamy tym, którzy z kłamstwa uczynili podstawową formę przekazu, a my to przyjmujemy, a my nie protestujemy i nie przeciwstawiamy się bo tak jest nam łatwiej, bezpieczniej? Chrystus jest życiem. Jest życiem, bo był wciąż w kontakcie z Ojcem; czy my tego kontaktu, bliskości Boga chcemy? Prośmy Maryję, jak w Ślubach Jasnogórskich, których 70-lecie dziś przeżywamy, prosił wielki Prymas Tysiąclecia: „Chcemy pamiętać o tym, że Ty jesteś Matką naszej Drogi, Prawdy i Życia, że w Twoim Obliczu Macierzyńskim najpewniej rozpoznamy Syna Twego, ku któremu nas wiedziesz niezawodną dłonią”.

I nie wstydźmy się przynależności do Jezusa Chrystusa. Jego droga, Jedynego Zbawiciela, jest jedyną drogą do ratunku dla nas i dla Ojczyzny. W słynnym kazaniu z Placu Zwycięstwa, zakończonym wołaniem o Ducha dla „tej ziemi”, św. Jan Paweł II wskazał sens historii narodu, historii nie tylko tej, która się dokonała, ale która się dokona, jeśli nie chcemy zginąć: „Nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa. Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem sprzed kościoła na Krakowskim Przedmieściu. Nie sposób zrozumieć dziejów Polski od Stanisława na Skałce do Maksymiliana Kolbe w Oświęcimiu, jeśli się nie przyłoży do nich tego jeszcze jednego i tego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus”.
Amen.

Adres

Dewajtis 5
Warsaw
01-815

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Studia Katechetyczne umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Studia Katechetyczne:

Udostępnij