07/06/2026
10. niedziela zwykła / rok A
7 VI 2026
1. „Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: ‘Pójdź za Mną!’ A on wstał i poszedł za Nim”.
Dzisiejsza Ewangelia opisuje powołanie celnika Mateusza do grona apostołów. Mateusz wykonywał pogardzany zawód: z jednej strony celników podejrzewano o pobieranie wyższych opłat, aniżeli wynikające z prawa, które to podejrzenie nie było bezpodstawne; z drugiej natomiast – celnicy współpracowali z okupacyjną władzą pogańską, zatem ich praca była formą kolaboracji. Z obu tych powodów opinia kształtowana przez faryzeuszów i uczonych w Piśmie była bardzo nieprzychylna celnikom, warto podkreślić, że nie bez powodu. I właśnie do takiego człowieka, mijając miejsce jego pracy na rogatkach Kafarnaum, przychodzi Pan, by go powołać do grona apostołów.
Coś, co jest szczególnie zastanawiające w tym opisie, to natychmiastowość reakcji Mateusza. On wstaje, odchodzi o swoich zajęć, idzie za Jezusem. Podobnie zresztą stało się z innymi apostołami, rybakami znad Jeziora Galilejskiego: Szymon i Andrzej, Jakub i Jan także odeszli od swoich sieci, wyskoczyli ze swoich łodzi, w których pracowali, i poszli za Jezusem. Reakcja Mateusza na słowo Pana: „Pójdź za Mną” nie jest jednak nierefleksyjnym impulsem chwili: w jego życiu dokonuje się cud podobny do tego, którego doświadczył paralityk podniesiony z łoża; Ten sam, który jednym słowem uzdrowił chorego człowieka, jednym słowem uwolnił Matusza od przywiązania do pieniędzy. Odtąd mógł Matusz zacząć nowe życie i je zaczął; możemy bowiem przypuszczać, że to, które wiódł dotychczas nie odpowiadało mu przez swoją dwuznaczność, przez to, że musiał znosić słuszne negatywne opinie rodaków o sobie, sam zaś był zanurzony w nieuczciwości i materializmie. Jego problemem bowiem nie było bogactwo, ale to, w jaki sposób do niego dochodził, jaką moralną cenę za nie płacił. W tym jednym momencie, gdy Pan powiedział do niego: „Pójdź za Mną”, zrozumiał, że może zmienić wszystko, że może trwale przejść na stronę Boga. Św. Augustyn wysunął koncepcję, że każdy człowiek należy do jednego z dwóch państw: ziemskiego lub Bożego; pisał tak: „Dwojaka miłość dwojakie państwo uczyniła. Ziemskie państwo uczyniła miłość własna posunięta aż do pogardy Boga, niebieskie państwo uczyniła miłość Boża posunięta aż do pogardy samego siebie. Ziemskie w sobie szuka chwały, niebieskie w Panu. Bo ziemskie szuka jej u ludzi, dla niebieskiego Bóg, sumienia świadek, jest chwałą najwyższą”. Mateusz wybrał państwo Boże, co później przypieczętował trudem apostolskim i oddaniem życia za Jezusa.
2. „Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei”.
Św. Paweł pokazuje nam inną postać – człowieka, który zaufał Bogu. To protoplasta narodu wybranego – Abraham. Jego wiara, wedle ludzkich rachub, była niedorzeczna: był stary, a uwierzył, że zostanie ojcem wielkiego narodu, planował, a Bóg jego plany wciąż przekreślał. On jednak nie zwątpił w Boga, wierzył w pełni i do końca, ufał Bożej obietnicy, uchwycił się Bożego słowa, jak kotwicy nadziei. I nie zawiódł się, a jego wiara stała się dla nas wzorem.
Ale nie tylko wzorem. Wiara bowiem usprawiedliwia, jak powiada św. Paweł: czyli nas, niesprawiedliwych, czyni sprawiedliwymi i godnymi. Mimo naszych słabości i grzechów, mimo odstępstw od przymierza chrzcielnego, mamy wciąż możliwość powrotu, wystarczy zaufać i uwierzyć, że Bóg uczyni to, co obiecał. Istotą wiary Abrahama było zrozumienie, że Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych, ale jednocześnie to, że Bóg jest Panem, więc wypełni to, co obiecał, lecz w taki sposób, w jaki On zamierzył, a nie, jak my sobie życzymy. Warto o tym pomyśleć w oktawie Bożego Ciała, gdy w naszym kościele odbywają się codzienne procesje, przypominające nam o pielgrzymce wiary, jaką ma być nasze życie, stawiające przed nami problem: czy chcemy iść za ludzkimi pomysłami, należąc do „państwa ziemskiego”, czy też będziemy iść za wolą Boga, należąc do „państwa niebieskiego”.
3. „Poznajmy (…) Pana; Jego przyjście jest pewne jak poranek, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas, i jak deszcz późny, co nasyca ziemię”.
Prorok wzywa do poznania Pana, operując przenośnią, która dla Izraelitów była bardzo ważna, ale i dla nas, w obecnej sytuacji stanu natury, też jest istotna. Zwraca uwagę na deszcz jako znak Bożej łaski. Woda człowiekowi jest do życia nie tylko przydatna, nie tylko potrzebna, ale wręcz konieczna. Deszcz wczesny to deszcz wiosenny, który pozwala zasianym roślinom wzrastać; bez niego wszystko by uschło. Widzimy, jak takiego deszczu oczekiwaliśmy, jak go wciąż za mało; rozumiemy zatem, dlaczego prorok porównuje go do przyjścia Pana: gdzie przejdzie taki deszcz, pustynia i step stają się ogrodem.
Prorok budzi nadzieję, zapewniając, że Pan przyjdzie. Ale jest jeden warunek: mamy poznać Pana, dążyć do poznania Go. W języku biblijnym „poznać” znaczy przeniknąć, wejść w najbardziej intymną i wewnętrzną relację. Jesteśmy wezwani, by być blisko Serca Pana: wtedy wszystkie katastroficzne wizje, którymi na co dzień jesteśmy karmieni, nie spełnią się; wszak tam gdzie już chrześcijaństwo obumarło, przyjdzie deszcz późny, jesienny, pozwoli zakiełkować nowemu zasiewowi.
Pan przychodzi nieustannie. Jego przejście jest pewne. Powołuje grzeszników, takich jak Mateusz, i czyni z nich apostołów. Umacnia serca ufających Mu, jak towarzyszył Abrahamowi w jego długiej i trudnej historii życia. Chce, byśmy Go poznawali, byśmy w Jego Sercu przebitym za nasze grzechy, doznali ukojenia i pozostali z Nim na zawsze.
Amen.