11/02/2026
Wyjątkowość grupy zeitkratzer tak jak innej grupy działającej ćwierć wieku wcześniej w tym samym mieście – Berlinie czyli Die Tödliche Doris polegała na tym, że nie są oni mimo wysokich kompetencji muzycznych „zespołem muzycznym” w tradycyjnym sensie, lecz projektem konceptualnym, który rzucił wyzwanie samej definicji sztuki i muzyki współczesnej.
Oba zespoły łączy fascynacja estetyką błędu i amatorstwa (tzw. Geniale Dilletanten).
Podczas gdy Die Tödliche Doris realizowała to poprzez punkową destrukcję formy, zeitkratzer dekonstruuje te idee przy użyciu wyrafinowanego instrumentarium.
Kiedy pierwszy raz poddałem pomysł liderowi zeitkratzer Reinholdowi Friedlowi aby wydać ten „wielki” i uznany zespół skadający się ze znakomitych instrumentalistów na małych jakby „dziecinnych” 5 calowych płytkach długo rozmawiaiśmy o Die Todliche Doris i ich kolekcji mini-płytek, eksponowanych w pobliskim Hamburger Nationale Galerie przy okazji wystawy Broken Music Vol 2. Jednak w tamtej chwili nie przeczuwałem że będzie to aż tak złożony wielopłytowy i długio projekt.
Zeitkratzer jeden z najbardziej wpływowych europejskich zespołów muzyki współczesnej, funkcjonujący jak „żywy sampler” – orkiestra kameralna, która wykonuje muzykę tradycyjnie kojarzoną z elektroniką, hałasem (noise) i rockiem, używając wyłącznie instrumentów akustycznych był wtedy po naszym spotkaniu z Reinholdem Friedlem po wydaniu swojego opus magnum plycie Scarlatti, muzyce opartej na Sonacie fortepianowej f-moll KV 466 Domenica Scarlattiego.
Abkratzen stanowi nawiązanie do soundtracków muzyki komponowanej do westernów. Zespół na tych wydawnictwach zajmuje się muzycznym bogactwem soundtracków do starych westernów takich kasyków jak Sergio eone czy Ennio Moricone i wykorzystuje ten materiał, aby ożywić go w nowej formie.
Podchodzi on jednak do gatunku westernu na własnych anarchistycznych warunkach, sugerując, że „dziki zachód” jest fikcją, którą można skonstruować w dowolnym miejscu na świecie. zeitkratzer wykorzystuje dźwięki suspensu w stylu Morricone oraz piosenki kowbojskie zebrane przez Alana Lomaxa i konfrontuje je z fragmentami filmów nakręconych w norweskich górach – wizualnymi pejzażami marzeń, będącymi połączeniem dokumentacji i scen z wyimaginowanych filmów kowbojskich.
Mikrotonowa muzyka saloonowa na rozstrojone instrumenty, skrzypiące drzwi wahadłowe, strzały, dzwony pogrzebowe, krople deszczu na rondach kapeluszy, napięte drony, chóry harmonijkowe, kiczowate piosenki kowbojskie, szelest liści podczas finałowej strzelaniny
Dzisiaj oddaję do Waszych rąk trzecią część tego niezwykłego wydawnictwa.
[Grzegorz Tyszkiewicz]