Białe Kropki

Białe Kropki Według Chomsky'ego kapitalizm niszczy ruch pracowniczy metodami propagandowymi. Istotnie, Białe Kropki są na nie odpowiedzią. Potrzeba gruntownych zmian

"Wzorcowy obywatel, czyli dlaczego krytycznie odnosimy się do tzw. "Lewicy razem"?"Pozory mylą często, a nawet zazwyczaj...
12/05/2019

"Wzorcowy obywatel, czyli dlaczego krytycznie odnosimy się do tzw. "Lewicy razem"?"
Pozory mylą często, a nawet zazwyczaj. Po pierwsze powinniśmy przyjrzeć się słowu "lewica". Współcześnie kojarzy się ono albo z liberalizmem obyczajowym, albo z socjalizmem gospodarczym. Współcześnie (czyli od 1990 roku) na polskiej scenie politycznej partie nazywające siebie lewicowymi praktycznie zawsze koncentrują się wokół liberalizmu światopoglądowego. Dlaczego? Powodów może być kilka, ale najbardziej prawdopodobny, to poddanie się prądowi współczesnego trendu socjaldemokratycznego, który nie odrzuca kapitalizmu. Ale to inna kwestia. Wracając do słowa lewica, wbrew swoim pierwotnym założeniom, nie ma już na celu pociągnięcia za sobą mas pracujących, a klasę średnią. A ponieważ nie proponuje w tym zakresie niczego poważnego, to swoją odmienność koncentruje na tzw. "lewicy obyczajowej". I tak zbudowana jest partia Razem.
Program tej partii namiętnie odnosi się do rzeczy, które pracownika nie interesują, gdyż ma na głowie rzeczy ważniejsze, takie jak przetrwanie, znalezienie pracy, szkoła dla swojego dziecka, mieszkanie i tym podobne. Aby ocenić partię, należy opisać "wzorcowego obywatela" za czasów jej przeszłych, przyszłych lub hipotetycznych rządów. Krótko mówiąc, jak będzie wyglądał człowiek. Gdzie będzie pracował, co jadł, jak się ubierał, jakie wyznawał wartości, co będzie czytał, kim będzie się czuł. Oto przykład: "wzorcowym obywatelem" współczesnej partii rządzącej będzie prawicowy konserwatysta, katolik, mający wiele dzieci, pracujący w polskiej firmie. "Wzorcowy obywatel" poprzedniej władzy, to prawdopodobnie Europejczyk, pracujący w zagranicznej korporacji o poglądach centrowych, wierzący lub nie, tolerancyjny, liberalny. I tak opisać można każdą partię.
Partia prawdziwie lewicowa powinna, przynajmniej w naszym rozumieniu, za swojego "wzorcowego obywatela" mieć robotnika, z żoną i dziećmi, samochodem bez leasingu, mieszkaniem bez kredytu, pracującego w polskim zakładzie pracy.
Tymczasem "WO" partii razem to prawdopodobnie 20 kilku letni człowiek, homoseksualista, zwolennik aborcji na żądanie, nie jedzący glutenu weganin, wróg kościoła, gdzieś tam pracujący z mieszkaniem z jakiegoś euro-funduszu, bez konkretów. O to chodzi. Czy Karol Marks obserwując wyzyskiwanych robotników wyobrażał sobie, że na jego nazwisko powoływać się będzie tego typu ugrupowanie?
Co więcej, razem jest skrajnie antykomunistyczne, czym się szczyci. Podkreśla pochodzenie z "Solidarności" (jak prawie każda inna partia w Polsce) i z dumą odrzuca oskarżenia o związki z komunizmem. A tymczasem ich koalicjant, szef Unii Pracy był przez kilkanaście lat członkiem PZPR do jej rozwiązania.
Partia razem jest również pro-europejska i kapitalistyczna. Dlaczego kapitalistyczna? Gdyż nie chce jego zniesienia. I o tym powiedziała pewna członkini tego ugrupowania. No i nieśmiertelny sojusz z pewną posłanką z ruchu Palikota, oraz rozmowy o koalicji z innym homoseksualnym kapitalistycznym politykiem od Palikota.
Dlaczego odnosimy się krytycznie? Ponieważ od socjalistów do liberałów daleka droga. My głosimy potrzebę sprawiedliwego podziału dóbr wypracowanych wspólnie na rzecz ogółu społeczeństwa w duchu wartości tradycyjnych i ideowo-chrześcijańskich, oni głoszą postulaty kolorowej lewicy i w zasadzie żadnych konkretnych zmian poza tym. Zrażają do siebie pracowników i osoby starsze, które są wierzące, a przede wszystkim ludzi wypatrujących w lewicy szansy na lepsze życie, którzy po takim zimnym prysznicu idą głosować na prawicę. Partia razem to twór mający za zadanie skompromitowanie lewicy w oczach wyborców, zapewniając tym samym kapitalistom wiele długich lat nieograniczonych rządów.
E.

Geografowie od wieków starali się zdefiniować, czym jest przestrzeń i podejmowali próby jej waloryzacji. “Nowa kwestia m...
06/06/2018

Geografowie od wieków starali się zdefiniować, czym jest przestrzeń i podejmowali próby jej waloryzacji. “Nowa kwestia miejska” jest aktualnym spojrzeniem na przestrzenie zurbanizowane, zwraca uwagę na problemy ruchów miejskich, a także jest próbą odpowiedzi na możliwy kierunek rozwoju przestrzeni urbanistycznej, opisując problemy współczesnych metropolii m. in. prywatyzację przestrzeni publicznej, podziały majątkowe wewnątrz miast oraz na skalę światową -globalizację.

Andy Merrifield to niewątpliwie jeden z najbardziej kontrowersyjnych teoretyków krytycznej teorii miejskiej. Urodził się w Liverpoolu w 1960 roku. Nie ukrywa swoich przekonań - sam mówi o sobie “marksista”. Autor nawołuje do rewolucji, krytycznie odnosi się do obecnego “porządku” a jego dzieło jest swoistym manifestem. Nie boi się używać kontrowersyjnego języka, często cytuje wybitnych filozofów potwierdzając lub zaprzeczając ich tezom. Merrifield określany jest często jako następca takich myślicieli jak Walter Benjamin, Marshall Berman czy Guy Debord (tzw. “Intelektualistów organicznych”) oraz wybitnych badaczy starszego pokolenia tj. Davida Harveya i Manuela Castellsa, do których nawiązuje w swojej książce. “Nowa kwestia miejska” jest nową pozycją dotyczącą studiów i ruchów miejskich. Autor podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie o możliwe kierunki ich dalszego rozwoju i prawdopodobnych przekształceń. Andy Merrifield porusza problemy związane z wciąż postępującym procesem urbanizacji i prywatyzacją tego co publiczne i wspólne. Niejednokrotnie nawiązuje do myśli Marksa, Spinozy czy Rousseau'a. Dokonuje on nie tylko przeglądu najważniejszych prac filozoficznych związanych z miastem, ale również próbuje nadać im bardziej aktualny charakter by móc odpowiedzieć na kluczowe pytanie - jakie dziś powinno być miasto? Przechodząc od przestrzeni miejskiej, autor przedstawia nam problemy o skali globalnej. Zwraca czytelnikom uwagę na pewien brak aktualności dzieł Marksa, pomimo ich słuszności i trafności. Tytuł odnosi się do “Kwestii miejskiej” Manuela Castellsa, której aktualność autor również neguje. Andy Merrifield zarzuca wiele wobec koncepcji hiszpańskiego socjologa, uznając, że książka ta jest “przeterminowana, przynajmniej gdy chodzi o treść, nawet jeśli jej forma wciąż stawia ważne pytania o kwestię miejską “. Stąd “nowa” - aktualizacja dzieła hiszpańskiego eksperta od krytycznej teorii miejskiej. Problemy miejskie - przede wszystkim prywatyzacja, wyzysk, nierówności majątkowe, nadmierna eksploatacja przestrzeni oraz brak świadomego społeczeństwa zostają tu scharakteryzowane, rozłożone na czynniki pierwsze i obarczone receptą - rozwiązaniem zaproponowanym przez Merrifielda. Autor tworzy pojęcie “neohaussmannizacji” - globalnej strategii miejskiej, która dokonuje peryferyzacji milionów ludzi na całym świecie. Pojęcie to odnosi się więc do “dzielenia i rządzenia”. Zdaniem autora “odpowiada (Neohaussmannizacja) zatem za coraz bardziej dominującą militaryzację, spektakularyzację, stratyfikacje,finansjeryzację czy utowarowienie naszych miast”. Ten i inne współczesne problemy autor ukazuje w różnych miastach - od rodzimego Liverpoolu, przez Londyn do amerykańskiego miasta Detroit. Merrifield ukazuje złudną politykę “zaciskania pasa” mimo, że bogaci unikają płacenia podatków, okradają korporacyjny fundusz świadczeń czy niszczą konkurencję wprowadzając monopol. W dalszej kolejności piętnuje to, że liczba miliarderów wzrosła, a podatki na nich nałożone spadły. A koszty życia rosną - opieka zdrowotna czy towary pierwszej potrzeby. Zwraca uwagę na powiększające się różnice zarobkowe między właścicielami a pracownikami 40 lat temu i obecnie. Krytykuje najbogatszych - właścicieli banków i korporacji - za gromadzenie ogromnych majątków kosztem pozostałej populacji, oraz to, że świat ślepo podąża w kierunku wytyczonym przez Stany Zjednoczone Ameryki. W swoich publikacjach autor nie tylko przedstawia główne problemy obecnych miast, ale szuka sposobów na ich rozwiązanie. W “Nowej kwestii miejskiej” jednym z najczęściej pojawiających się pojęć jest ruch miejski oraz insurekcja. Andy Merrifield uważa, że jest ona połączona z wcześniej wspomnianym procesem naohaussmanizacji. Według niego insurekcje rodzą się w zaniedbanych i zubożałych fragmentach miasta w tzw. “banlieue”. Właśnie w tych dzielnicach toczy się walka na poziomie mikro - codziennym życiu zwykłych ludzi. Marzeniem Merrifielda jest zniesienie barier oddzielających centra od peryferii, dzielnice finansowe od tzw. “slumsów” spowodowane “nową wojną domową rozlewającą się na całą planetę”. Pragnie aby siły insurekcyjne doprowadziły do zakłócenia cyrkulacji i reprodukcji kapitału. Stawia pytanie - “czyje jest miasto”? Autor za wzór ukazuje nam postawę radnego z Detroit, który umiał się postawić, powiedzieć stanowcze “NIE” deweloperom i radnym, którzy w demokracji przedstawicielskiej realizowali interesy najbogatszych. Podaje przyczynę ludzkiej próżności, oraz jej skutki. Proponuje konkretne rozwiązania problemów lokalnych i globalnych. Czytając książkę Andy’ego Merrifielda można się w wielu sprawach z nim zgodzić. Dostrzega istotne wady współczesnego kapitalizmu na prawdziwych i trafnych przykładach. Nie wymienia samych problemów i złych stron. Dokonuje obiektywnej oceny danej sprawy i proponuje rozwiązanie. “Nowa kwestia miejska” staje się swego rodzaju manifestem. Przewidywania Marksisty dotyczące przyszłości zdają się być negatywne, wierzy on jednak w ludzi, pozostaje optymistą i w ten sposób stara się nacechować książkę. Utwór ma jednak istotny problem - język którym jest napisany nie jest dostosowany do potencjalnych odbiorców - ludzi, w których autor dostrzega szansę na dokonanie swoich skrajnych, rewolucyjnych reform. Autor używa zawiłego słownictwa i przywołuje wiele pojęć filozoficznych. Zrozumieć ten tekst w większym stopniu są w stanie ludzie, którzy takich zmian nie potrzebują, bądź zwyczajnie będą do nich krytycznie nastawieni. Zmniejsza to szansę, że proletariusz tę książkę zrozumie. Książki Merrifielda nie stronią od bojowych, rewolucyjnych haseł. “Gdy idzie o kwestię walki z wewnętrznym pasożytem (podziały organizowane przez przedsiębiorczych menedżerów mediujących między nami a 1%, globalnie stabilizując i kalibrując nierównowagę) by ją prowadzić musimy zwiększyć nasze wysiłki w obszarze obywatelskiego nieposłuszeństwa, ciągle potwierdzać nasze demokratyczne pragnienia”. Autor niejednokrotnie podkreśla to, że marzy o tym by treść jego książek przyczyniła się bezpośrednio do umacniania ruchów miejskich i motywowała ludzi do tworzenia nowych - zorientowanych na “insurekcję”. Opisując problemy miejskie, autor dzięki swej planetarnej wizji urbanizacji może przyczynić się w znacznej mierze do likwidacji krzywdzących hierarchii - podziału świata na przestrzenie o różnym stopniu zaawansowania. Dodatkowo Merrifield wierzy w takie działanie swojej książki: “Nowa kwestia miejska dla radykalnej polityki, dla postępowych ludzi na całym świecie oznacza zatem znalezienie odpowiedzi na następujące pytanie: co z tym wszystkim zrobić?” Czytając utwór Andy’ego Merrifielda powinniśmy wyciągnąć wnioski z obserwacji otaczającej nas rzeczywistości. Twórca rzuca nowe światło na kwestię miejską ukazując najbardziej aktualne problemy oraz innowacyjne rozwiązania. Jego spojrzenie może być nowym rozdziałem w dziejach miast, ale czy czytelnik będzie umiał przekonać masy do wprowadzenia tych zmian w życie?

Przedwczorajszy post był oczywiście primaaprilisowym żartem. Jednak mówiąc zupełnie poważnie, sprawa "Solidarności" jest...
02/04/2018

Przedwczorajszy post był oczywiście primaaprilisowym żartem. Jednak mówiąc zupełnie poważnie, sprawa "Solidarności" jest bardziej złożona. Jest to historia pełna niejasności i propagandy, mająca realne skutki w obecnej polityce.

Jak głosi powszechnie nauczana w szkołach legenda, ten powstały w 1980 roku w Gdańsku Niezależny Samorządny Związek Zawodowy założony został przez "czekających w kolejkach przy pustych półkach robotników". Pod ich presją władze PRL ugięły się i zalegalizowały "Solidarność", a wstępowali do niego nawet członkowie PZPR "rzucając legitymacje". Stan Wojenny miał zdusić "S". Przewodniczącemu "S", elektrykowi Wałęsie przyznano Pokojową Nagrodę Nobla. W następnych latach "Solidarność" rozpoczęła negocjacje z PZPR przy "okrągłym stole", wygrała demokratyczne wybory i od tamtego czasu w Polsce panuje wolność i demokracja.... Tego podręczniki od historii uczą młodzież w szkołach i tak mówią rządzący i opozycja. Jak głosi przysłowie, legenda ma w sobie tylko ziarno prawdy.
Tutaj prawdą jest rok realnego zalegalizowania "S", Pokojowy Nobel dla Wałęsy oraz fakt przejęcia władzy.
W czasach zimnej wojny Amerykanom zależało na zniszczeniu Związku Radzieckiego, który został nazwany przez Reagana "imperium zła" (ten hipokryta powinien zrobić rachunek sumienia ile zła zrobił na świecie jego kraj, na przykład zrzucając bombę atomową). Nie trudno zatem domyślić się, kto stoi za powstaniem tej organizacji w Polsce, posiadającą drugą co do wielkości armię w Układzie Warszawskim, zaraz po ZSRR. Wskazuje na to fakt finansowania "S" przez władze USA. O sytuacji w Polsce donosił im agent, postawiony wysoko w strukturach Wojska Polskiego, Richard Kukliński, przerzucony następnie do Stanów. Zwróćmy uwagę na obecny kult Kuklińskiego. Legenda głosi, że Rosjanie zamordowali jego synów. Prawdopodobnie żyją oni pod nowymi nazwiskami gdzieś w Stanach, a ta bajka ma podkreślić jego "heroizm" w świadomości Polaków. Ale kontynuując, po jego śmierci (w Stanach, przecież mógł wrócić do "Wolnej Polski" w NATO, skoro "tak bardzo Ją kochał") pochowano go na Wojskowych Powązkach, przy wejściu na cmentarz, obok działaczy "S". Za kadencji obecnego rządu został pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady. Pomijając kwestie systemu, każdy inny kraj uznałby go za zdrajcę, jednak w pro-amerykańskiej III RP jest on nazywany bohaterem.
Ale jak powstała "Solidarność"? Naprawdę były to masowe strajki, spowodowane niekończącymi się kolejkami i pustymi półkami w sklepach? Ciekawostką jest to, że to właśnie "Solidarność" organizując ciągłe strajki spowodowała opustoszenie półek w sklepach. To kolejne zamierzone działanie przeciwko systemowi, z polecenia Stanów, mające na celu osłabienie gospodarki Polski. A teraz propaganda wmawia nam taką wyimaginowaną przyczynę jej powstania.
Z "S" wywodzą się niemalże wszystkie partie na polskiej scenie politycznej oraz te wszystkie partie są pro-amerykańskie, skrajnie pro-natowskie, będące za obecnością US Army w RP (różni je stosunek do UE, chociaż nieznacznie).
Podobnie z ówczesnym PZPR. Ludzie "rzucający legitymację" to zwyczajni karierowicze, którzy widząc wzrost popularności "S" zwęszyli, że przejmie ona władzę.
Obecnie prawicowe media krzyczą, że okrągły stół pozwolił komunistom zachować komunizm w Polsce. To oczywiście bzdura, gdyż zachowano jedynie ludzi, a nie system. Powszechna prywatyzacja, wykonywana na polecenie Stanów przez Balcerowicza (monetarystę, skrajnego friedmanowca jak Reagan) jest zaprzeczeniem socjalizmu a tym bardziej komunizmu. Wszystkie kolejne władze po 1989 roku promują kult "Solidarności". W Całej Polsce w czołówce nazw ulic, "Solidarność" konkuruje tylko z Janem Pawłem II i marszałkiem Piłsudskim. Imienia "Solidarności" są ulice, place, ronda, pomniki, a nawet planowany centralny port lotniczy.
Wszystkie władze... SdRP/SLD to partie wywodzące się z PZPR, jednak ideowych socjalistów w tej partii było i jest garstka. Ta partia jest pookrągłostołowym PZPR, która tak samo jak inne partie solidarnościowe, jest winna prywatyzacji, oddania Polski w ręce USA i NATO, w ręce Unii Europejskiej, zniszczenia przemysłu i produkcji w Polsce. Lista zarzutów wydaje się nieskończenie długa. Podlizywanie się USA od początku III RP skutkowało udziałem Polski w inwazji na Irak. Stany nastawiają Nas przeciwko słowiańskiej jak my Rosji, aby utrzymać swoją władzę nad światem.
Podobno "Solidarność" wprowadziła w Polsce demokrację. A jaka to demokracja, gdzie mamy kilka partii działających w interesie tych samych ludzi? Dlaczego prowadzona jest sztuczna wojna między P*S a PO, skoro obie partie wywodzą się z "S", działają na korzyść USA, UE i NATO? Jednogłośnie podwyższają sobie pensje? Nie zmieniają drapieżnego systemu kapitalistycznego w odmianie wasalnej wobec globalizacji (czyli my tylko kupujemy zachodnie produkty gorszej jakości w niższych cenach, które sami produkujemy)? Jest tak dlatego, że to wzór amerykański, podawany jako światowy wzór demokracji, gdzie mamy do wyboru 2 partie, a nic się tam nie zmienia poza ludźmi. Stany nadal prowadzą agresywną politykę, kontrolują większość świata, a opłacalne pod względem surowców państwa atakują. Tak “S” okazuje Stanom swoją wdzięczność za przekazanie władzy. Dodatkowo obok kultu “Solidarności” tworzony jest równolegle kult Stanów Zjednoczonych. Polityka pro-globalizacyjna sprowadziła do Polski Amerykańskie sklepy, a propaganda zadbała o to by w świadomości były one postrzegane jako lepsze. W Polsce promuje się amerykańską kulturę . Przykładem może być Halloween, wypierając powoli Wszystkich Świętych i zaduszki. Media, finansowane przez Amerykanów, promują ten kraj jako idealne państwo prawa, wolności i demokracji “land of freedom”. Pomijane jest natomiast jaką “wolność” Amerykanie zagwarantowali bombardowanym przez siebie państwom na Bliskim Wschodzie aby zarobić na ropie czy innych surowcach energetycznych, podkreślając przy każdej okazji swój udział w działaniach “pokojowych”.
Polskę uznają za swojego wasala w Europie Środkowej. Rząd jest na każde ich polecenie. Po wizycie Trumpa media nie mówiły o niczym innym - wszystkie tematy przestały istnieć.
Rząd chce przekonać ludzi, że jeszcze nigdy nie mieliśmy tak dobrych stosunków dyplomatycznych z USA. Wystarczy tylko, że Amerykanie wspomną o Polakach i TVP na pewno nam o tym w “radosnym newsie” wspomni.
Ten sam rząd, który oskarża generała Jaruzelskiego o uległość wobec Moskwy.
Historia Solidarności to jedno wielkie oszustwo na światową skalę. Oddajemy cześć ludziom, którzy w najmniejszym stopniu na to nie zasługują, używają przeciwko nam propagandy i manipulacji historycznej (historycyzmów), aby uczynić z nas konsumentów zachodnich korporacji. Pomijając obronę byłego systemu, na lekcjach historii nie mówi się o tym, że nie było bezrobocia i bezdomnych na ulicach. Przyczyna jest prosta - mamy uwierzyć, że było gorzej, a "Solidarność" jest naszym wyzwolicielem. To największe kłamstwo III RP, którego skutki trwają do dzisiaj.
E.

PS. Propaganda “Solidarności” utworzyła grę przy ulicy Oboźnej w Warszawie “Życie codzienne w PRL-u” na zasadach Monopoly. Wiadomo, że samo “pałowanie i kolejki” będą tam przedstawione. Niebawem opiszę zasady gry “Życie codzienne w II RP za “Solidarności”, z uwzględnieniem faktów wyżej podanych.

Wałęsa- działacz związkowy, z zawodu elektrykL**h Wałęsa to niewątpliwie największy Mąż Stanu ostatniego stulecia. Gdzie...
01/04/2018

Wałęsa- działacz związkowy, z zawodu elektryk

L**h Wałęsa to niewątpliwie największy Mąż Stanu ostatniego stulecia. Gdzie przy nim Piłsudski czy Gomułka. Ten wielki wykształcony polityk sam potwierdził, że przeczytał mnóstwo książek. Cechuje go niespotykana skromność. Jak sam powiedział “500 lat nie będzie tak udanej prezydentury jak była jego” i ma w tym całkowitą rację. Absolwent Uniwersytetu..a nie...
Poniżej najlepsze wypowiedzi Dumy Naszego Narodu:

“Wie pan, bez wąsów… czy to jestem ja, czy nie ja, to trudno powiedzieć. Teraz to ja bym mógł mieć swojego sobotwora, eee, sobotwóra
“Mam dwie profesury, sto doktoratów i dwadzieścia razy tyle medali co Breżniew. Moje pokolenie odzyskało dla Polski wolność.
“Odpowiem wymijająco wprost”
“Kiedy pracuję, to pracuję, kiedy jestem ojcem, to jestem ojcem, a kiedy kochankiem, to kochankiem”.
“Za sto lat w każdym mieście będzie mój pomnik”.
“W każdym społeczeństwie potrzebne są dwie nogi”.
“Stanąłbym na czele i bym pałował, dlatego że jest to wystąpienie przeciwko zorganizowanemu państwu, przeciwko premierowi, rządom, ministrom. Nie, nie. Na to pozwolić sobie nie można, i dlatego, dlatego stanąłbym na czele z pałą w ręku. Bym zapomniał, że mam Nobla”
“Są plusy dodatnie i plusy ujemne”.
“L**h Wałęsa: Nie, bo prezydent to musi słuchać sejmu i jakiś tam…
D: Będzie pan naczelnikiem państwa.
L. W.: A naczelnik to się już nikogo nie musi słuchać?
D: Nie.
L.W.: No, tak mi pasuje.”
“Nie można mieć pretensji do Słońca, że kręci się wokół Ziemi””

Richard Florida- twórca pojęcia "klasy kreatywnej" przyznał, że się mylił i napisał książkę Mea Culpa, w której wyjaśnił...
24/03/2018

Richard Florida- twórca pojęcia "klasy kreatywnej" przyznał, że się mylił i napisał książkę Mea Culpa, w której wyjaśnił jakie błędy
popełnił przy ocenie wpływu obecności klasy kreatywnej na gospodarkę. Według socjologa składała się ona z profesjonalistów z dziedzin nowoczesnej technologii, usług finansowych, prawniczych, zarządzania oraz medycyny. Praca tych ludzi według Floridy polegała na kreatywnym rozwiązywaniu problemów.
Miejsca jakie zamieszkiwała klasa kreatywna również nie były przypadkowe - najczęściej atrakcyjne obszary dużych miast, które Florida nazwał Creative Centers (miasta zwycięskie nie tylko pod względem gospodarczym). Sam fakt, że miasto decydują się zamieszkiwać członkowie klasy kreatywnej wpływa na rozwój tych ośrodków miejskich - powstaje tzw. 3T - Technologia, Talent I Tolernacja, a w efekcie miasto sukcesu.
Po latach Florida mówi, że powstanie klasy kreatywnej w miastach takich jak Nowy Jork, Londyn czy San Francisco spowodowało wzrost gospodarczy tylko dla najbogatszych oraz wyparcie klasy ubogiej i pracującej.
Problemy, które niegdyś skupiały się w centrum miasta obecnie rozwijają sie na przedmieściach. Jego najnowsza książka , "Nowy kryzys miejski", stanowi kulminację przeprosin. Twierdzi on, że klasy kreatywne zdominowały wiele miast i zagłuszyły je na śmierć. W rezultacie te "miasta gwiazd" powodują powstawanie gated communities - czyli zamkniętych izolujących się wspólnot.
Ich "żywotność" gwarantują tymczasowi bogaci turyści korzystający z luksusowych apartamentów dzięki Airbin.
Autor porusza również kwestie związane z przyczynami kryzysu pisząc: "Nowy kryzys miejski jest głównym kryzysem naszych czasów(...) - kryzysem suburbiów, procesów urbanizacji i ciągłym wzrostem kapitalizmu".
Florida przedstawia również parę skromnych propozycji na rozwiązanie kryzysu jednak jego recepta na szczęście wydaje się być zbyt oczywista.
Rady jakich udzielił w kwestii budowania kreatywnych miast nie dały zamierzonych efektów jednak miał dużo odwagi i po latach przyznał się do błędu.
A.

O reklamachReklama, jak wiadomo, jest „dźwignią handlu”. Po transformacji ustrojowej reklamy zaczęły być przyjmowane  ci...
23/03/2018

O reklamach
Reklama, jak wiadomo, jest „dźwignią handlu”. Po transformacji ustrojowej reklamy zaczęły być przyjmowane ciepło przez społeczeństwo - jako coś nowego, kolorowego, „zachodniego”. Obecnie jednak, osiągają one szczyty absurdu w swoim działaniu.
Po pierwsze – ich ilość i powszechność. Od reklam telewizyjnych i „lokowania produktu” (ponadto w państwowej telewizji), przez gazety, radio, internet do bezczelnie wrzuconych ulotek do naszych skrzynek pocztowych albo zawieszonych na klamce naszych drzwi. Reklamami pokryte są nawet miejskie, publiczne autobusy, tramwaje i bloki mieszkalne oraz bilbordy, a nawet ściany warszawskiego metra (gdzie mieszkańcy i turyści zamiast podziwiać miasto – „podziwiają” reklamy). Ci, którzy reklamodawcom na to pozwalają, tłumaczą się, że „dzięki nim oglądacie za darmo”, ale w praktyce nadwyżka pieniędzy trafia do kieszeni tych, co je dopuszczają. Często słyszymy „możecie nie oglądać”. Fałsz. Reklamy lecą o podobnej porze dzięki zmowie stacji telewizyjnych. Poza tym są konstruowane tak, aby podświadomie zostawały nam w głowie. Biorąc pod uwagę ich powszechność, przebiły one nawet propagandę obecną w w czasie komuny.
Po drugie – przedstawiane przez nie treści są na niskim poziomie. Reklamy mają za zadanie zaniżyć naszą samoocenę, sprawić byśmy poczuli się wybrakowani (brzydcy, niezadowoleni z siebie i swojego wyglądu itd.) bez zakupienia danego produktu. Posługując się znanymi twarzami (np. aktorów, sportowców, modelek) próbują podświadomie połączyć pożądany przez „przeciętnego” człowieka wizerunek z reklamowanym produktem, co jak wiadomo, jest oszustwem. Ponadto – ogłupiające hasła, piosenki, wierszyki, które są wykorzystywane celowo, aby szybciej zapamiętać podświadomie produkt, a ludzi ogłupiać do poziomu „konsumentów-zombie” ślepo podążających za produktami danej marki. Wyjątkowo przykre jest również kierowanie reklam do dzieci – najbardziej bezbronnych członków społeczeństwa, których rozum dopiero się kształtuje. Wpajanie dzieciom reklam w czasopismach dla dzieci oraz puszczanie ich w przerwie między bajkami to atak w najsłabszych. Celem jest to, aby dorosły w przekonaniu, że to normalne kupił dziecku to czego potrzebuje dzieki reklamie. W praktyce kończy się na tym, że dzieci wymagają od rodziców konkretnych produktów, chcą odżywiać się fast-food’ami, konkurując między sobą w przedszkolu i szkole o to, kto ma najdroższe i najlepsze rzeczy przy tym dyskryminują swoich uboższych kolegów, których rodzice nie mogą pozwolić sobie na takie dobra konsumenckie. Swoją drogą na 1 czerwca w radiowej 3 (państwowej!) na reklamy „zaprosił” głos małego dziecka…
Po trzecie – czy są w ogóle potrzebne? Reklama istotnie jest dźwignią handlu, ale czy musi ona istnieć w tak opresyjnej formie, jak obecnie? Czy jeśli uczciwa polska rodzina prowadzi swoją pizzerię i robi naprawdę dobry produkt/usługę (w tym przypadku pizzę) to zadowoleni klienci polecą lokal swoim znajomym i tak bez siłowego narzucania rekomendacji lokal zyska popularność. Tymczasem czy małe, rodzinne interesy (uczciwe) używają takich reklam (telewizyjnych, o debilnej treści)? Raczej nie. Robią to sieciówki – bogate korporacje, które eliminują z naszego rodzimego rynku polski usługi. Dla „prestiżu” klienci kupią produkt znanej marki.
Oczywiście należy rozróżnić te reklamy od kampanii społecznych promujących konkretne rozwiązania dla społeczeństwa.
Pozbycie się tego „ogłupiacza mas” jest jednym z podstawowych filarów budowy nowego, sprawiedliwego, miłującego się nawzajem (a nie konkurującego) społeczeństwa.
E.

W zeszły czwartek uczestniczyliśmy w sympozjum, które poświęcone było tematyce związanej z sytuacją geopolityczną Rosji....
23/03/2018

W zeszły czwartek uczestniczyliśmy w sympozjum, które poświęcone było tematyce związanej z sytuacją geopolityczną Rosji.
“3R-Three Revolutions”- to wydarzenie miało na celu zaktualizowanie podejścia do kwestii rewolucji w Rosji z 1917 roku.
Temat pierwszego dnia konferencji brzmiał “Między rosyjskimi imperiami. Sto lat później”.
Wydarzenie zostało zorganizowane z okazji setnej rocznicy Rewolucji Październikowej, przypadającej pod koniec zeszłego roku.
Oczywiste jest, że odegrała ona kluczową rolę w historii Rosji i świata na zawsze zmieniając życie następnych pokoleń.
Dyskusję poprzedził pokaz filmu dokumentalnego pt. “Lenin. Nieznana historia rewolucji” autorstwa prof. Dobry’ego z Université Paris 1 Panthéon-Sorbonne.
W filmie uderzyło nas to jak szczegółowo zostały przedstawione lata kiedy władzę sprawował Rząd Tymczasowy na czele z premierem Aleksandrem Kiereńskim.
Jest on postacią dość często pomijaną kiedy mówimy o wydarzeniach w ówczesnej Rosji. Jest to błędem, ponieważ w naszym odczuciu sposób w jaki Rząd Tymczasowy sprawował władzę był jednym z powodów wybuchu rewolty. Kiereński przejmując władzę w Rosji zaczął nosić mundur, mieszkać w rezydencji cara i spać w carskiej sypialni. Tymczasem wojna trwała, a imperialne ambicje Kiereńskiego nie pozwalały zakończyć jej bez zdobycia nowej ziemi. W filmie pokazane jest jego zachowanie i postawa którą pokazuje, że uważa siebie za Napoleona. Protestujący lud bity był przez policję oraz liczne ofiary śmiertelne - to obraz jaki zaserwowała ówczesna władza. Obecnie program nauczania w szkołach jest mocno okrojony i pomija te wydarzenia co jest błędne ze względu na samą skalę tych wydarzeń.
Jedną z ciekawszych dla nas informacji było to w jaki sposób obecnie Kreml traktuje to ważne wydarzenie historyczne. Podejście najwyższych władz rosyjskich zmieniało się w czasie - niejednokrotnie na przemian pamiętano i zapomniano o rewolcie z 1917 roku.
W minionym roku znaleziono jednak innowacyjne rozwiązanie, które sugeruje by traktować wydarzenia z lat 1917-1922 jako Wielką Rewolucję - podkreślamy słowo traktować - nie oceniać. Taka decyzja może być motywowana faktem, że rosyjscy historycy mają trudność by jednoznacznie określić czy rewolucja była dobra czy zła.
Mówiąc o Rewolucji Październikowej nie możemy nie wspomnieć o Leninie. Podjął on ogromny trud i wykazał się niesamowitą przebiegłością i taktycznym myśleniem.
Przed wybuchem rewolty przyszły przywódca większość swojego czasu spędzał w Zürichu oraz europejskich miastach takich jak Londyn, Paryż, Berlin czy Kraków. W czasie rewolucji w lutym 1917 roku przebywał w Szwajcarii. Cały czas bacznie obserwował sytuację w Piotrogrodzie. Prowadził wiele czasopism, w tym “Prawdę”. W końcu w kwietniu 1917 przybył do Stolicy Rosji by i stanąć na czele rewolucji.
Przebieg samej rewolucji nie jest do końca jasny, wiadomo że nie była ona przygotowywana z dużym wyprzedzeniem.
Głównym celem prowadzących spotkanie było przedstawienie wpływu dziedzictwa rewolucji na obecną politykę Rosji.
Dyskusja obejmowała wiele obszarów tematycznych m.in kwestie związane z metodologią nauk historycznych.
Mówiąc o wydarzeniach historycznych należy pamiętać o istnieniu historycyzmu, czyli jak to określił profesor Michael Dobry- pojęcia, które podkreśla to, że w historii istnieją nieubłagane prawa i rozwija się ona w konkretnym kierunku by teoretycznie osiągnąć odgórnie wyznaczony cel. Historia nie jest więc odporna na manipulację właśnie przez fakt istnienia historycyzmów.
Wydarzenie to pozwoliło spojrzeć świeżym okiem na lata 1917-1922 i zrozumieć przyczyny rewolty. Teraz mamy już pełny obraz wydarzeń z tamtych lat i możemy spoglądać na obecne wydarzenia polityczne rozumiejąc ich genezę.
A&E

Adres

Nowoursynowska 84
Warsaw
02-797

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Białe Kropki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij