SalonOwiec

SalonOwiec Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od SalonOwiec, Dystrybucja książek i czasopism, Św. Wincentego 92, Warsaw.
(1)

❗️ KokoDżambo i do przodu. Nie można powiedzieć, żeby tak zwana „ściana wschodnia” naszego Lechickiego Imperium, utrwali...
12/06/2026

❗️ KokoDżambo i do przodu. Nie można powiedzieć, żeby tak zwana „ściana wschodnia” naszego Lechickiego Imperium, utrwaliła się w naszym myśleniu jako ostoja progresywnych trendów i kosmopolitycznych idei.

▪️ Ale „nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy”, jak mawiał stary piórmistrz. Świat galopuje niczym knuronutria po rżysku, a wyglądająca zza węgła przyszłość wydaje się przyjmować coraz bardziej wielokolorową facjatę. By nie rzec, że rysuje nam się ona w coraz ciemniejszych barwach.

▪️ I tak oto w mieście, w którym niegdyś klepnięto sławny, historyczny mariaż pomiędzy Litwą a Koroną, a które przez kilka dni pełniło nawet rolę stolicy naszego państwa – odbelzebubiły się nieliche jasełka.

❗️ Ale po kolei.

▪️ Nie dalej jak przed kilkoma tygodniami rozpętała się dyskusja, dotycząca postępującej – jak się okazuje – multikulturyzacji miasta Lublin. Lokalne media podają, że na tamtejszych uczelniach wyższych naukę pobiera około dziewięciu tysięcy studentów, pochodzących z ponad stu krajów.

▪️ „Mają rozmach...”, rzekłby tutaj nieodżałowany „Siara”. Okazało się, że rodzinne miasto Bolesława Bieruta niepostrzeżenie stało się migracyjną stolicą Polski, a odsetek osób człowieczych pochodzenia egzotycznego wynosi tam aż trzynaście procent. Warto tutaj zauważyć, że średnia ogólnopolska sięgnęła już ośmiu procent.

▪️ Oficjalne dane lokalnego ratusza podają, że importowani pobieracze nauk, stanowią nieco ponad piętnaście procent wszystkich posiadaczy indeksów. Wszelako na niektórych uczelniach prywatnych wskaźnik ten znacząco przekracza połowę, a są i przypadki, gdzie osiąga zawrotne siedemdziesiąt procent. Rośnie liczba sytuacji, w których wiza studencka stanowi jedynie pretekst i furtkę do wkomponowania się w strefę Schengen, a coraz więcej owych studentów przybywa tutaj wraz ze swoimi rodzinami.

▪️ Na uwagę zasługuje także fakt, że studenci z importu mają pierwszeństwo meldunku w akademikach, co komplikuje i tak już niełatwą kwestię zakwaterowania. Strona konserwatywna alarmuje, że mamy tutaj do czynienia z działaniem „piątej kolumny”, z rodzajem imigracyjnego sabotażu. Z kolejnym krokiem w kierunku tyleż oczywistych, co katastrofalnych w swoich skutkach, błędów polityki imigracyjnej krajów Zachodu.

▪️ Strona wprost przeciwna odpowiada tradycyjnym oskarżeniem o murzynofobię i zaściankowiczostwo, a wtórują jej w tym przedstawiciele gildii uniwerkołorkerów. Tymczasem w tamtejszym urzędzie miejskim istnieje Wydział Strategii i Obsługi Inwestorów. Żeby było zabawniej (a może – jeszcze bardziej groteskowo), stanowisko zastępcy szeryfa tego wydziału pełni… Ukrainka. Pani Wiktoria Herun. Na tym zresztą nie koniec postępowych działań ratusza. Urzędnicy pękają bowiem z dumy, że już wkrótce ich szeregi zasili niejaka pani Ester, która w nasze skromne progi przywędrowała aż z odległej Kenii.

▪️ Pani Herun natomiast łaskawa była stwierdzić, że władze rozmawiają z przybyszami z Afryki, Indii czy Bangladeszu, a z rozmów owych wynika, że… czują się oni u nas bezpiecznie. Środowisko umownych „kosmopolitów” powinno wtenczas zacisnąć zęby na własnych zadkach, albowiem cóż to mają być za porządki, ażeby zagraniczni i nieprzesadnie biali przychodźcy, czuli się bezpiecznie w kraju barbarzyńskich murzynożerców?

▪️ Natomiast pytanie, które należałoby tutaj zadać nie brzmi: czy oni czują się tutaj bezpiecznie? Powinno brzmieć raczej: czy to mieszkańcy Lublina czują się z tym bezpiecznie i komfortowo? Wydaje się jednak, że tego rodzaju rozważania w uniwersum myślowym lokalnych władz schodzą na plan dalszy, o ile w ogóle znajdują w nim miejsce. Rozochoceni lokalni włodarze postanowili jednak pójść o krok dalej. Postanowiono utrzeć nosa nienawistnym, prawicowym malkontentom.

▪️ A przy okazji – podzielić się swym entuzjazmem i zaimplementować ochoczość koegzystowania z nowymi przybyszami wśród ludności rdzennej Lublina, a takoż okolicznych miasteczek i wsi.
Myśleli, myśleli, aż wreszcie – Eureka! – wykoncypowali. I tak oto gruchnęła wiadomość, że Lublin stanie się organizatorem imprezy nazwanej „Africa Day Festiwal”, ażeby jeszcze głębszy uczynić ukłon względem egzotycznych gości.

▪️ Rozbrzmiało wtenczas instrumentarium Czarnego Lądu i – jak mawiali Monty Pythonowie – „było wiele radości”. Do czasu. Wisienką na torcie stał się bowiem nocny akt skrajnej nieuprzejmości, którego dopuścił jegomość z Zimbabwe względem czterdziestoletniego Polaka. Huknięty szklanką od piwa nieszczęśnik doznał rozległej rany ciętej głowy i szyi. Z silnym krwotokiem oraz podejrzeniem urazu kręgosłupa odtransportowany został do szpitala.

▪️ Poszkodowany na szczęście przeżył. Sprawcę ujęto, lecz za czyn ów postawiono mu zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Tutaj pojawiły się słuszne wątpliwości, czy to aby stosowna kwalifikacja czynu, albowiem w takiej sytuacji grozi mu jedynie grzywna lub – w skrajnych przypadkach – dwa lata wywczasu za kratą na koszt podatnika.

▪️ Jak dotąd nie pojawiły się także deklaracje, że za tego rodzaju radosną aktywność na terenie naszego Imperium, ów szklankomiotacz zostanie z hukiem wyekspediowany na powrót tam, skąd łaskaw był się przytarabanić. Na finał tej sprawy przyjdzie nam jeszcze poczekać. Na tę chwilę wiemy natomiast, że pomimo odważnych deklaracji i buńczucznych zapowiedzi zarówno poprzedniej, jak i obecnej władzy – mamy do czynienia z realnym i postępującym procederem multiplikowania imigrantów.

▪️ Należy zatem przypuszczać, że już w niedalekiej przyszłości mogą czekać nas jarmarki świąteczne z iście niemieckim rozmachem, a takoż spektakularne sportowe fety a’la Paris.

📍 Do czorta.



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ CZY PANI MARTA JEST GRZECHU WARTA? Zapewne czytelnikom SalonOwca – jak niemal wszystkim – czasem brakuje kasy. Chceci...
11/06/2026

❗️ CZY PANI MARTA JEST GRZECHU WARTA? Zapewne czytelnikom SalonOwca – jak niemal wszystkim – czasem brakuje kasy. Chcecie wziąć nadgodziny? Podjąć pracę na drugim etacie? A może, co bardziej zdesperowani z was rozważają napad na bank? Niepotrzebnie, jest inny sposób pozyskania gotówki. Spacer dendrologiczny! 😛

▪️ Już tłumaczymy, o co chodzi: Zbieracie grupkę chętnych dzieciaków i wybieracie się z nimi na wycieczkę po warszawskich parkach. Możecie zabrać ze sobą wałówkę i coś do picia, żeby zrobić sobie piknik, ale niekoniecznie, bo spacer nie trwa długo. Nie trzeba też łazić po zieleńcach codziennie, ot dwa, trzy razy w miesiącu. Tak, żeby się za bardzo nie zmachać. 😉

▪️ Pokażecie milusińskim, jak wyglądają wiewiórka, kaczka i motylek, każecie narysować borsuka (w programie są warsztaty!), nauczycie odróżniać dąb od lipy (prawdę mówiąc to jedna wielka lipa), a w zamian prezydent stolicy, Rafał Trzaskowski przeleje wam na konto 1,7 miliona złotych! 👏

▪️ To znaczy, pan prezydent nie zrobi tego osobiście, ma na głowie zbyt wielu podobnych beneficjentów. Oddeleguje odpowiednich urzędasów (jeszcze jedna forma dodatkowego zarobku, jakby się ktoś pytał). W tym przypadku o przelew zadba Zarząd Zieleni m.st. Warszawy. 👌

▪️ Robota nie jest trudna i w dodatku do ogarnięcia od kwietnia do grudnia, bo potem strasznie piździ, wiewiórki siedzą w dziuplach, a poza tym, jak na drzewach nie ma liści, to nikt nie wie, czym się dąb różni od lipy. Jest to więc klasyczna praca sezonowa, coś jak sprzedawanie lodów na patyku, tyle, że za znacznie większą kasę. 👍

▪️ Jak już się wam znudzi ciąganie bachorów po krzakach, to możecie pójść w politykę, a tam to dopiero są konfitury! Pensje, diety, kilometrówki... Żyć nie umierać! No i wtedy sami też możecie rozdawać pieniądze, najlepiej zaprzyjaźnionym artystom. To znaczy, tym mniej zaprzyjaźnionym, bo prawdziwych kumpli ulokujecie w komisjach orzekających, kto jest artystą. 🤭

▪️ Co prawda ta ostatnia fucha jest przewidziana tylko dla 145 osób, ale za to nie wymaga specjalnego przygotowania. Obejrzycie koślawe rysunki pani, której dzieła ktoś trafnie porównał do rysunków zdobiących szkolne ławki. Weźmiecie za ten trud dwie stówy i już. Do południa rozpatrzycie dziesięć wniosków, zgarniecie dwa koła i możecie iść do parku na spacer dendrologiczny. 🚶‍♂️🚶‍♂️🚶‍♂️

📍 Jak widzicie, sposobów na dorobienie jest bez liku, a jeśli wam mało, to załatwcie sobie korepetycje u minister Marty Cienkowskiej. Ona wam wszystko wytłumaczy… Oczywiście nie za darmo. 🥹



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ DYSKRETNY UROK ZAMIENNIKÓW LUKSUSU. W oczekiwaniu na gigantyczny skok gospodarczy oraz powszechny dobrobyt, jaki obie...
10/06/2026

❗️ DYSKRETNY UROK ZAMIENNIKÓW LUKSUSU. W oczekiwaniu na gigantyczny skok gospodarczy oraz powszechny dobrobyt, jaki obiecał nasz nieprawdopodobny premier, kiedy już pozbędziemy się zapasów złota z NBP, przyjmiemy euro i będziemy radować się spłacaniem KPO i SAFE. Pewna liczba Polaków, do 2 milionów lub lepiej - straci pracę, jeżeli już jej nie straciła. Ale to naturalnie nie powód, aby rezygnować z luksusu.

▪️ Na przykład - żeby poczuć się jak tłusty glonojad rodem z korpokracji i odpowiednio uczcić zbliżający się dzień wolności podatkowej 6. lipca, trzeba odpowiednio uzbroić się w wiedzę. I już można w towarzystwie zadawać szyku niczym złota skwarka w kartoflance. Wystarczy czarną ugotowaną soczewicę potraktować odrobiną oleju z cukrem i przyprawą korzenną i voilà - mamy prawdziwy ośmiogwiazdkowy kawior. Teraz, mule i ostrygi bez problemu zastąpimy racicznicą zmienną. Małż jest mniejszy. Ale występuje powszechnie w wodach słodkich oraz na urządzeniach hydrotechnicznych w całym kraju. I co ważne, w odróżnieniu od innych małży, nie jest objęty ochroną gatunkową.

▪️ Krewetki, phi - nie ma sprawy. Z powodzeniem zastąpimy je stonogą zwyczajną. Są wszędzie, pozyskujemy rarytas spod kamieni i starych cegieł – to także skorupiak i równie smaczny. Prawdziwe homary to zbędna fanaberia, coraz powszechniej występuje, nawet w parkowych stawach rak marmurkowy, którego możemy odławiać dowolną ilość i jeszcze władze będą nam wdzięczne, bo jest inwazyjny i przybywa go z szybkością wiceministrów przy rządze koalicji.

▪️ Kawę serwujemy z żołędzi, a koniak i brandy – fraszka po prostu. Wystarczy jakiś niedrogi czysty alkohol i szczypta garbników akwarystycznych ze sklepu zoologicznego. Już następnego dnia jak się przegryzie, mamy whisky, która nie ustępuje markowym trunkom. Dodatki zależą od kulinarnej fantazji mistrza. Sałatka z lebiody, mniszka lekarskiego, czy pokrzyw, dopełni bukietu oraz powabu wykwintności, który nawet na wyrafinowanych podniebieniach euro entuzjastów z wrocławskiego Jagodna, wywrze oszałamiające wrażenie.

▪️ Ale jaki jest powód, żeby łapać stonogi i raki? Odpowiedz jest prosta – wszystkie wymienione składniki potraw, plus wiele innych - urząd skarbowy traktuje jako towar luksusowy obciążany podatkiem 23 procent VAT. W odróżnieniu od innych środków spożywczych z VAT wynoszącym 5 do 8 procent. Czy też na razie wolnych jeszcze od podatku produktów, jakie możemy pozyskać z zagajników czy urodzajnych rowów przydrożnych.

▪️ O czym przekonał się pewien restaurator z Gdańska, który ugościł w swojej restauracji pewne damy pizzą z krewetkami. Niestety nie wiemy, ile na tym placku było krewetek. Ale wiemy, że owe damy były z urzędu skarbowego i ich skarbowo – sokoli wzrok szybko sklasyfikował zwłoki pieczonych skorupiaków, jako trop luksusu objętego wysokim podatkiem, który wystąpił na wierzchu dania. Tymczasem właściciel nabił na kasę fiskalną danie z niższą stawką podatkową VAT.

▪️ Restaurator przyjął cios z godnością, nie tłumaczył się, że jakieś stawonogi buszują w jego kuchni w stanie dzikim i przypadkowo przykleiły się do pizzy. Tylko przyjął grzywnę w wysokości 2.500 zł za podatkowe niedopatrzenie. Czy można owym damom zarzucić nieładne zachowanie? Niech każdy oceni sam. Trzeba jednak przyjąć do wiadomości, że ostatnie wytyczne rządu stawiają nacisk na permanentne karanie grzywnami przy każdej sposobności, z odstąpieniem od zasady pouczeń. A urzędnicy muszą zrealizować wyśrubowany plan finansowych wpływów do budżetu państwa.

▪️ Zamieniają się więc urzędnicy w drapieżne piranie, ponieważ koalicyjny premier dokonuje ambitnego eksperymentu, przy którym fizycy z CERN chcący zbudować miniaturowe czarne dziury, dostają z zazdrości czkawki. Jego eksperyment polega na realnej budowie czarnej budżetowej dziury, o rozmiarach całej Polski. (Wow!) Tak, żeby Polska zmieściła się w planowanym dla niej w Berlinie formacie gospodarczego Pipidówka Europy. A ma przy coraz bardziej kulejącym przemyśle, do wykarmienia - w szeroko pojętym sektorze publicznym około 3,4–3,5 miliona osób, co stanowi ponad 20 procent wszystkich zatrudnionych w kraju.

▪️ W samej ścisłej sferze budżetowej, tj. administracji, sądownictwie, policji, wojsku i ZUS, zatrudnionych jest około 1 miliona pracowników. A nie każdy z nich zadowoli się byle czym. Czego przykładem jest choćby obecny minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, zapobiegliwy posiadacz kilkunastu nieruchomości. Premier i rząd są zapewne przekonani, że Polacy chcieliby oglądać nowe pałace urzędników, prawników oraz emerytowanych oficerów SB. Podziwiając je z zachwytem z przyzwoitej odległości, pogryzając przy tym wakacyjne mirabelki i gasząc pragnienie kwasem chlebowym.

▪️ Dlatego, te podatki i opłaty na rozmaitych polach będą się nieuchronnie zwiększać. A urzędnicy skarbowi ewoluować w kierunku drapieżnika ostatecznego polującego na coraz bardziej redukowaną grupę podatników. Co w istocie przypomina leminga pożerającego własny ogon.

▪️ Czy przetrwamy ten podatkowy głęboki wir? To zależy od tego, czy premiera i jego rząd pochłonie czarna dziura historii po najbliższych wyborach do parlamentu. Inaczej, co nie jest fantazją ziemniaki z solą szybko dołączą do pakietu dóbr luksusowych.

📍 W konkluzji SalonOwiec radzi, aby wymienionymi w tekście daniami częstować raczej koneserów z wrocławskiego Jagodna. Dla dam zaś, markowy szampan i kawior z bieługi oraz bukiet róż. Według zasady, może na debecie, ale w ostrogach.



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ RÓWNI I RÓWNIEJSI. Internet obiegła wypowiedź Adama Michnika, któremu bardzo nie spodobał się pomysł ekshumacji ofiar...
09/06/2026

❗️ RÓWNI I RÓWNIEJSI. Internet obiegła wypowiedź Adama Michnika, któremu bardzo nie spodobał się pomysł ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej: „Nagle domaganie się brutalne rozkopywać te groby sprzed kilkudziesięciu lat, mnie się to wydaje absurdalne i niebezpieczne”. 🙏🏻

▪️ Oświadczenie o tyle dziwne, że redaktor naczelny GW znaczną część życia spędził na domaganiu się zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone innemu narodowi. Oczywiście w tamtym przypadku każdy czas i każda forma rozkopywania grobów były właściwe (z wyjątkiem ekshumacji w Jedwabnem). 🇮🇱

▪️ W sukurs Michnikowi natychmiast pospieszyła profesor Magdalena Środa, oznajmiając, że to nie jest czas na wytykanie Ukraińcom historycznych zbrodni. Na wytykanie zbrodni Polakom (głównie urojonych) pani Środa ma czas zawsze. To wręcz jej hobby. 🤔

▪️ Do kolekcji warto dodać głos Wanny Marii Żukowskiej, która stwierdziła kiedyś, że domaganie się ekshumacji w zamian za nasze wsparcie dla Ukrainy w wojnie z Rosją to „handel starymi trupami”. – Najwyraźniej pani posłanka ceni sobie wyłącznie świeże trupy, choć trudno orzec, jaką stosuje cezurę czasową. 🙂

▪️ Nikt jednak nie przebije Barbary Engelking, która w programie „Kropka nad i” tak podsumowała różnicę między ludźmi, którzy ginęli podczas II wojny światowej: „Dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka…" 😔

▪️ Co łączy te wszystkie wypowiedzi? Oto część naszych „elit” (wiem, to dyskusyjne słowo, jednak mamy do czynienia z redaktorem wpływowej gazety, posłanką na Sejm i dwójką profesorów!) otwartym tekstem neguje potrzebę godnego pochówku, czy bodaj upamiętnienia polskich ofiar. Co ciekawe, natychmiast zmieniają narrację, gdy w grę wchodzą uczucia innego narodu, najwyraźniej uprzywilejowanego, żeby nie powiedzieć wybranego. 😳

▪️ Strasznie to przykre, zwłaszcza, że ze środowisk z nimi związanych nieustannie płyną inwektywy pod adresem ludzi, którzy domagają się ekshumacji. Najłagodniejsza obelga to „ruska onuca”, bo – według tej logiki – każdy, kto pamięta o Wołyniu, wspiera Putina. Obrzydliwe… choć typowe. ♨️

▪️ Panie Michnik, nie jest winą Polaków, że Ukraina poszukując swojej legendy założycielskiej i bohaterów, sięgnęła po ludobójców z UPA. Do wyboru byli Piotr Konaszewicz-Sahajdaczny, Iwan Mazepa i Symon Petlura… niechby Bohdan Zenobi Chmielnicki! Cóż, woleli StepanaBanderę i Romana Szuchewycza. 🇺🇦

▪️ Pozostaje nadzieja, że prawdziwych bohaterów – nie katów bezbronnych kobiet i dzieci – Ukraińcy dorobią się podczas tej wojny. Oczywiście pod warunkiem, że nie będą im nadawać „szczytnych” imion Bohaterów UPA. – Ale to ich problem. My musimy pamiętać o ludziach pochowanych w bezimiennych grobach na Wołyniu. 👏

📍 „O pamięć, nie o zemstę – ofiary błagają”. ⚰️



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ SERYJNY (CYKLICZNY) ZAWAŁOWIEC. W tym roku uaktywnił się w różnych miejscach kraju Wielokrotny Zawałowiec. Niewyklucz...
08/06/2026

❗️ SERYJNY (CYKLICZNY) ZAWAŁOWIEC. W tym roku uaktywnił się w różnych miejscach kraju Wielokrotny Zawałowiec. Niewykluczone, że jest to daleki krewny mitycznego Seryjnego Samobójcy, który odwiedzał dziennikarzy, generałów i polityków. Doprowadzał on osoby nietuzinkowe do depresji, czytając im uśmiechnięte obietnice wyborcze wiodących partii. Kto obietnic słucha, ten sam sobie szkodzi, i opuszcza ziemski padół bez udziału osób trzecich.

▪️ Cykliczny Zawałowiec obrał inną strategię. Dzwoni pod numer alarmowy, wprowadzony dyrektywą Parlamentu Europejskiego i opowiada, w którym lokalu doznał zawału. Czasami kłopotom ze zdrowiem towarzyszą rewelacje o poszkodowanych w pożarze dzieciach lub inny czynnik powodujący wdrożenie procedur.

▪️ Na tym etapie sukces odnosi trzeźwo myślący minister MSWiA, który chwali się przed kamerami, że procedury zadziałały, a czynności są w toku. Na to niedoceniony premier zwołuje nadzwyczajną odprawę z ministrami i przedstawicielami służb, na której podwija rękawy, zapowiada, analizuje oraz zmierza. Każdy polityk pragnie zaistnieć w telewizji, więc wybaczamy dobrodziejom narodu tę drobną słabostkę i pustosłowie.

▪️ Przy okazji znalazła się odpowiedź na pytanie pani redaktor A. Wysockiej – Schnepf: po co nam wozy strażackie rzekomo przydatne, nie wiadomo do czego? Teraz dziennikarka może objaśnić telewidzom świat i wyjawić, że jadą wozy kolorowe do Cyklicznego Zawałowca, który dostarcza władzy nowych wyzwań i okazji do odniesienia sukcesu.

▪️ Początki są trudne, więc skromny pacjent kardiologiczny nie zasłabł jeszcze pod kanapą marszałka tow. Wł. Czarzastego. Póki co choruje głównie w lokalach redaktorów TV „Republika”. Nie stać go nawet na wyjazd do Ciechocinka czy Szczawnicy, choć przyznać trzeba, że w Gdańsku też jest ładnie, a nie wszystkie mieszkania znajdują się pod ochroną SOP.

▪️ Początkowo, władze, znużone sukcesami, nie doceniały potencjału, jaki niesie ze sobą sama obecność Cyklicznego Zawałowca. Były przyjacielskie śmiechy i uszczypliwości pod adresem p. T. Sakiewicza, jego współpracowników i polityków opozycji. Sugerowano, że reklama niejedno ma imię, a odrobina świeżego powierza, wpadająca przez wyważone drzwi, nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Chwalono nawet operatywność funkcjonariuszy, którzy szybko i sprawnie nakładają kobietom bransoletki, a skromność nie pozwala im chwalić się identyfikatorami i nazwiskami. Dopiero, gdy Cykliczny Zawałowiec zasłabł, ratując z mieszkania prezydenta dziecko zagrożone pożarem, postanowiono poszukać sprawców. W pustym lokalu znaleziono lewą onucę z pieczątką „Sdiełano w CCCP”. Powiało grozą.

▪️ Do tej pory służby były autentycznie przekonane, że poszukiwany, to jakiś szczawik, który bawi się telefonem lub osoba, która próbuje zwrócić uwagę na rzekomą zapaść Służby Zdrowia. Gdy wyszło na jaw, że polską prawicę nękają szpiedzy Moskwy, niezwłocznie ujęto 53 letniego mężczyznę, którego zwolniono. Do kręgu podejrzanych i poszkodowanych zgłosiło się też od razu kilku celebrytów, którzy skarżyli się na to, że ktoś notorycznie kradnie im tożsamość, maile, numery telefonów i fanów.

▪️ Natenczas minister Kierwiński usiadł i pomyślał. Spodobało mu się to zajęcie, więc pomyślał jeszcze raz. A potem, jak pomyślał, tak zrobił. Odtajnił swoje przemyślenia, z których wynika, że nic nie jest wykluczone, bo niecne służby posługują się „cebula routerem”. Jest to sprzęt wysokiej klasy, który pod kolejnymi warstwami maskuje adres IP, numer telefonu i co tam kto potrzebuje. Strach pomyśleć, co będzie, gdy okaże się, że użyto też czosnku i kolendry.

▪️ Służby potrzebują wroga przebiegłego i dobrze wyposażonego. Dlatego nie dopuszczają do siebie myśli, że za niecałe 10 zł miesięcznie można wykupić dobry pakiet Wirtualnej Sieci Prywatnej (VPN), który tworzy zaszyfrowany tunel pomiędzy dowolnymi urządzeniami a internetem. James Bond spaliłby się ze wstydu, gdyby musiał rozpracować powszechnie dostępną tandetę. A polscy wywiadowcy nie chcą być gorsi od Agenta Jej Królewskiej Mości. „Cebula router” brzmi groźnie i tłumaczy, dlaczego nasze niepokonane służby jeszcze nie ujęły tajemniczej osoby, która nęka przeciwników rządu.

▪️ Posiadanie zdania innego, niż prezentowane w mediach głównego nurtu zawsze było zajęciem niewdzięcznym i nieco ryzykownym. W Polsce nie ma cenzury, ale rozpowszechnianie wiadomości podważających jedyną słuszną linię, nie mogło pozostać nienapiętnowane. Spamowani, stalkerowani, spoofingowani, wyprowadzani w kajdankach, zasypywani pizzą zamawianą przez ich własne telefony… Cóż, albo sami sobie robią na złość, albo zadarli z siłami tajemniczymi jak Don Pedro – Szpieg z Krainy Deszczowców.

▪️ A może jakiś nowy Pablo Gonzales Rubcow postawił flaszkę bezdomnemu, a ten kupił na swój dowód telefon w lombardzie i starter? Tanio, skutecznie, a wypić i zakąsić też można. Zatem karnawał trwa, panowie S. Cenckiewicz i S. Mentzen przytyli od pizzy, której nie zamawiali, służby tropią i angażują wszelkie środki, by w stosownym czasie odtajnić zwycięstwo, które już zapewne odniosły.

▪️ Ministerstwo Kultury ogłosiło konkurs literacki na samokrytykę: „To ja prześladowałem przeciwników Dobrej Zmiany”. Głowna nagroda – wycieczka do Brukseli. W tym samym czasie deweloperzy podpalają hale magazynowe, żuliki wyrywają skoble w piwnicach, a chorzy, czekający na ambulans, nie patrzą na zegar, a na kalendarz.

▪️ Dzieje się tak, gdyż procedury działają bez zarzutu, straż pożarna gasi gorące linie telefoniczne, a policja nie patroluje ulic, bo szuka porwanych dzieci pod dywanami dziennikarzy „Republiki”.

📍 Świat wykonany z tektury pierwszego gatunku i trytytek posiadających atesty unijne trwa. Wielki Brat patrzy, Cykliczny Zawałowiec wydzwania, Moskwa szczerzy kły, rząd odnosi druzgocące sukcesy, ludzie nauczyli się liczyć na siebie, a R. Rynkowski śpiewa: „Wypijmy za błędy na górze...”.



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ POLOWANIE NA JAKI. Redakcja „SalonOwca” dotarła do maszynopisu „Pamiętnik łowczego”, którego autorem jest Waldemar Ż ...
07/06/2026

❗️ POLOWANIE NA JAKI. Redakcja „SalonOwca” dotarła do maszynopisu „Pamiętnik łowczego”, którego autorem jest Waldemar Ż - Turgieniew. Obszerne fragmenty mają zostać opublikowane w „Monitorze Polskim”. Jako pierwsi prezentujemy fragment pasjonującej lektury:

▪️ Po licznych polowaniach i zasadzkach, w których pokonałem tygrysa szablozębnego i krwiożerczą maszynę do czyszczenia podłóg, powróciłem do leśniczówki. Dwa tylko stworzenia uszły spod mojej niechybnej lufy i siatki na motyle. Pierwsze umknęło przez Węgry za ocean, zanim zawisło na haku przed sejmem za poślednie ziobro. Drugim niezdobytym jeszcze trofeum był jak. Nie pospolity jak azjatycki, a groźna, przebiegła odmiana (łac. Jacus Patricus Europarlamentaris). Ten potężny szkodnik niszczył politykę kadrową w więziennym instrumencie klawiszowym. Co gorsza, wyjadał także z ogródka premiera elektorat i charyzmę, bez których rządzić nie sposób. Spakowałem się i pojechałem na poszukiwanie kolejnej przygody.

▪️ Przed świtem, zanim odezwały się ptaki i muezini w brukselskich meczetach, stałem z bronią na ambonie. Była to, rzecz jasna, ambona świecka, służąca myśliwym, bogato dofinansowana z funduszy UE. Pociągnąłem łyk araku z błękitnej piersiówki i zacząłem wypatrywać. Do parlamentu zbliżali się pierwsi europosłowie. Jak wiadomo, zwierzęta wędrują ku wodopojom, a posłowie do sali plenarnej, by spijać słowa płynące z ust przywódców. Kroczyła osoba ekologiczna z bobrem na łonie i brodate stworzenia z nogami wygolonymi po pachy. Wiotcy weganie dreptali, przeżuwając ciecierzycę. Pełzali, trudni byli do wytropienia neomarksiści, których poglądy zlewały się z barwą czerwonego dywanu. Człapali wiekowi mówcy o głowach zdobnych w rogi rosochate, o co nie trudno, gdy się pół życia spędza w delegacjach. Wreszcie pojawił się i on… Okaz nie byle jaki. Na tle parlamentarzystów prezentował się groźnie i dziwacznie. Wyglądał jak mężczyzna, ubierał się jak mężczyzna, mówił głosem mężczyzny. Azali byłby to poszukiwany samiec? W okamgnieniu złożyłem się do strzału, ale uzmysłowiłem sobie, że okres ochronny dla jaków zatwierdzony przez Dalajlamę i cara Mikołaja II układany był według kalendarza juliańskiego. Opuściłem śmiercionośną lufę i przeliczyłem tygodnie na czas brukselski, by pozostać w zgodzie z prawem międzynarodowym i Konstytucją. W tym czasie zdobycz schowała się w gęstych kuluarach.

▪️ Spakowałem łowieckie precjoza do plecaka ucieczkowego i ruszyłem w trop za jakiem. Po drodze dwakroć mnie zatrzymywano. Wołali o pomoc mało rozgarnięci posłowie, co o świcie powpadali w wilcze doły, które nocą kopałem z myślą o przeciwnikach politycznych. Wydobyci z pułapek całowali mnie po rękach i doprowadzili do dozorcy z miotłą (dofinansowaną z funduszy UE), który zamiatał popiół z płonącej planety. Niezrażony barierą językową, wpisałem w translator słowa kluczowe: „Żurek – Jaki – Polska”. Cieć pokiwał głową i odpowiedział swoim tłumaczem elektronicznym: „Jaki żurek polski? Na zakwasie z mąki żytniej lub owsianej”. Natenczas zrozumiałem, dlaczego liczne dyrektywy pisane w Brukseli pozostają niezrozumiałe dla mas pracujących na ustawodawców. Incydent ten pozwolił mi ochłonąć i uzmysłowić sobie, że dalszy pościg jest pozbawiony sensu, niczym język parlamentarny. Wszak miałem najpierw obłupić z immunitetu wspomnianego jaka, a dopiero potem ustrzelić. Oskórowałem już niejednego łosia i jelenia, więc wiedziałem, że poradzę sobie z jakiem, ale należało go zwabić w pułapkę, zawiesić za tylne kończyny, wypatroszyć z immunitetu i obedrzeć ze skóry jak św. Bartłomieja, a potem dokonać uboju rytualnego. Wielkie to było dzieło, ale myśliwy jest ze mnie celujący, a zdobycz nie byle jaka. Co więcej, chodziło o szkody poczynione w ogródku premiera.

▪️ Zasadziłem się przeto w krzakach, gdzie kamuflowało się już kilku posłów, ukrywających się przed jadowitym kworum głosującym. Było tam także dwóch wegetarian, którzy po kryjomu dzielili się dżdżownicą. Odmówiłem poczęstunku i zadzwoniłem do znajomej aktorki, która zamówiła u mnie skórzaną torebkę. Odpowiedziała, żebym nie dzielił skóry na jaku ani immunitetu na niedźwiedziu, bo Anna Maria zakazała strzelać do dzików. Wytłumaczyłem, o jakiego jaka chodzi i otrzymałem zgodę na odstrzał.

▪️ Gdy minęło południe, postanowiłem przyśpieszyć bieg wydarzeń. W pudełku z haczykami, linkami i pomniejszym sprzętem, znalazłem silikonowy wabik na bekasy, kozły i europosłów. Dmuchnąłem w rurkę i tu przerwałem, lecz przyrząd trzymałem. Wszystkim się zdawało, że to ja wabię jeszcze, a to echo grało. Po chwili zjawił się poseł Biedroń, wypatrujący posła Śmiszka.

▪️ Westchnąłem do św. Waldemara, patrona prokuratorów i ordynatów, po czym postanowiłem przekuć niecodzienną sytuację w sukces. Zapytałem przybyłego o tropionego jaka. Odpowiedział uprzejmie, aczkolwiek rozczarowany nieco, że wspomniany szkodzi postępowi, krytykując pakt migracyjny i Zielony Ład. Nie kryłem oburzenia, bo wzorem kameraden z Niemiec, którzy ustrzelili żubra, co wyemigrował za Odrę, sam nieraz zapuszczałem się w zielone ostępy blisko wschodniej granicy. Widać nie było pisane jakowi, który bódł i godził w polskie więziennictwo, oddychać tym samym powietrzem, którego ja zażywałem. Załadowałem strzelbę na bizony kasetą z usypiającym wywiadem premiera Pawlaka i ruszyłem w dżunglę europarlamentu.

▪️ Jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że zwierzyna łowna i pozostałe osoby poselskie przed kwadransem umknęły! Błądziłem po pustych korytarzach, szukając tropu jaka lub jakiegokolwiek.

▪️ Wcześniej poznany dozorca wytłumaczył, jak potrafił, że cały parlament przeniósł się do Strasburga. Z determinacją sięgnąłem po mapę i kompas. Okazało się, że na świecie jest kilkadziesiąt miejscowości o tej nazwie. Zdeterminowany, wytypowałem trzy: w Niemczech, Dakocie Północnej i Francji.

▪️ Wsiadłem na rower elektryczny, minąłem wiatrołom, na którym leżały maszty flag państwowych, dalej rósł zagajnik chorągiewek gwiaździstych i tęczowych. Nim wieczór wydłużył cienie nieruchomych wiatraków wytwarzających energię, opuściłem Belgię w dalszej pogoni za jakiem.

📍 (ciąg dalszy opowieści dostępny jest w Prokuraturze Generalnej przy ul. Hożej)



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

❗️ Giewont wam w zadek. TSUE zarządził, NSA przyklepał, pan premier zatwierdził. I rozbelzebubiły się tęczowe jasełka. A...
06/06/2026

❗️ Giewont wam w zadek. TSUE zarządził, NSA przyklepał, pan premier zatwierdził. I rozbelzebubiły się tęczowe jasełka. Ale – jak mawia Babka – „nie mów hop, dopóki wróbel na dachu”.

▪️ Oto bowiem spod Giewontu nadeszła depesza, że kierownik miasta Zakopane pokornie sugeruje naszej uśmiechniętej władzy, aby była uprzejma popełnić gest, o który upraszał w pewnym niesławnym wierszu znany piórmistrz, Julian Tuwim. To jest o to, ażeby go w rzyć pocałować. Oświadczył wszakże pan burmistrz Filipowicz, że gdzie, jak gdzie, ale w stolicy polskich Tatr numery „na transkrypcję” nie przejdą.

▪️ I nie jest to postawa, wyrażająca jedynie upór góralskiego ciemnogrodu. Imperatorzy Krupówek – podobnie jak włodarze innych miast – mają tutaj istotne argumenty, aby rozporządzenie sołtysa naszego rządu rzucić na pożarcie knuronutriom. Albowiem diabeł – jak na diabła przystało – tkwić raczy w szczegółach. Szczegółach prawnych, rzecz jasna. Zacząć zapewne należałoby od tego, że TSUE nie jest (a już z całą pewnością – nie powinien być) instytucją, zajmującą w hierarchii stanowienia prawa pozycję nadrzędną względem naszego rodzimego prawodawstwa. Abstrahując już od faktu, że w przypadku tego wyroku, TSUE nie ma oparcia w unijnych traktatach.

▪️ Istotnie – poddając się aktowi adopcji do rodziny zastępczej, jaką jest Eurokombinat, zgodziliśmy się przekazać część naszej suwerenności instytucjom unijnym. Założenia wyjściowe były wszelako takie, że między innymi sprawy światopoglądowe pozostają w wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Cóż zostało z tych zapewnień? Widzimy to coraz znakomiciej, przyglądając się usilnym tendencjom do wchłonięcia państw narodowych w jeden organizm europejskiego oberpaństwa. I tutaj trafiamy na szereg okoliczności, które nie tylko mogą, ale powinny budzić uzasadnione wątpliwości.

▪️ Po pierwsze – obowiązująca (podobno) konstytucja naszego imperium, definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
Po drugie – Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy również przyjmuje, że małżeństwo to związek dwojga osób radykalnie różniących się płcią. Po trzecie – funkcjonuje „Klauzula porządku publicznego”, która stanowi mechanizm prawny, stwarzający możliwość odmowy uznania zagranicznego aktu lub orzeczenia, jeśli stałyby one w sprzeczności z rodzimymi zasadami porządku prawnego.

▪️ Mamy zatem sytuację, w której do Rejestru Stanu Cywilnego mamy dodawać wpisy zawieranych za granicą „małżeństw”, które – w rozumieniu polskich przepisów – z małżeństwem mają tyle wspólnego, co skrzypce z sedesem.
Wydawałoby się zatem, że nie sposób dokonać takiego wpisu w sytuacji, w której związek, traktowany przez inne kraje Eurokombinatu jako „małżeństwo” – w świetle naszego prawa uznanym za takowy być nie może. I tutaj pojawia się pytanie: czy ma to oznaczać, że wprowadzamy do obiegu prawnego jakiś alternatywny rodzaj małżeństwa? Byłoby to sprzeczne z prawem.

▪️ Innego statusu przyznać wszakże nie można, albowiem polskie prawo za jedyny formalny związek uznaje właśnie instytucję małżeństwa.
Gdyby zaś przyjąć, że ma to być inny rodzaj związku, mający jednak funkcjonować na zasadach przynależnych wyłącznie instytucji małżeństwa – również byłoby to sprzeczne z prawem, ponieważ jedynie małżeństwo może być objęte szczególnymi przywilejami. Wydaje się zatem zasadną argumentacja, że jeśli chciałoby się tego rodzaju regulacje przyjąć na naszym lechickim podwórku – należałoby najpierw zmienić konstytucję, a następnie dokonać odpowiednich zmian prawa za pomocą ustawy. Ustawy, nie zaś – rozporządzenia.
W przeciwnym wypadku tworzy się bowiem twór quasi-legalny, bytujący w jakimś uniwersum prawa równoległego.

▪️ Można by rzec, że to właściwie nic nowego. Przyzwyczailiśmy się już – niestety – do tego, że polskie prawo przypomina coś między małpiarnią, izolatką i błędem w Matrixie. Takie prawo Schrödingera. Można by także pokusić się o dalej idące interpretacje, albowiem niewątpliwie mamy tu do czynienia z tak zwanym „etapowaniem”, jak to zgrabnie ujęła niegdyś osoba Pawła Rabieja. Tęczowi aktywiści otwartym tekstem mówią dzisiaj, że „przestali już prosić, a zaczęli żądać”. Żądać pełnego uznania małżeństw jednopłciowych na krajowym podwórku oraz – co za tym idzie – prawa do adopcji dzieci.

▪️ Prawo do adopcji musiałoby być oczywiście naturalną konsekwencją usankcjonowania tego rodzaju związków w randze małżeństwa. Logicznym następstwem byłby zatem fakt, iż „mężona” i „żonąż” otrzymaliby uprawnienia do adopcji potomka. Natomiast w odniesieniu do implementacji „prawa unijnego” na rodzimym gruncie – tutaj kryją się inni rozmaici chochlikowie. Jeśli bowiem uznanie tych związków ma mieć wymiar ochrony wolności i praw człowieka, to zasadnym pozostaje pytanie, czy w Polsce powinno się legalnie sprzedawać ciężkie narkotyki, skoro można legalnie nabyć je tu i ówdzie na Zachodzie?

▪️ W spektrum „wolności i praw człowieka” można wszakże włączyć przenajrozmaitsze aspekty funkcjonowania osoby człowieczej. Pojawiają się także pytania, czy po naszych autostradach można pędzić 200 km na godzinę, jeśli podróż zaczęło się w Niemczech? A cóż się odbelzebubi, jeśli kraje eurokombinatu w pełni usankcjonują małżeństwa osób, wyznających religię, w której poligamia jest stanem naturalnym? Albo – niezależnie od religii – małżeństwa poliamoryczne?�
▪️ Ostatecznie – nieludzkim byłoby dyskryminować tych, którzy rodzinę postrzegają jako związek pięciu osób. Albo – dwudziestu pięciu. Jakiś czas temu głośno było o sprawie z Kanady, w której sąd przyznał prawo do opieki nad dzieckiem trzem osobom ludzkim, pozostającym w związku poliamorycznym. Dwóch „tatów” i jedna mama. A może – troje „osób rodzicielskich”? Od przybytku wszakże głowa nie boli. Pomyślicie może, że to rojenia chorego umysłu? Że to spiskowe teorie?

▪️ To proszę w Hiszpanię rzucić obojgiem oczu.�Tamtejsza Izba Lekarzy Weterynarii musiała ostatnio w mediach przypomnieć swoim poddanym, że weterynarze leczą jedynie zwierzęta, nie zaś ludzi, którym ubzdurało się, że są jenotem, delfinem lub łabędziem. „Sky is the limit”, jak mawiał Jurij Gagarin. Jeśli już raz się tego dżinna wypuści z butelki, to gotów jest on spełnić każde życzenie. Pytanie brzmi – czy istotnie chcemy tę flaszę otwierać, czy też może czym prędzej ją zaczopować. Korkiem. Albo i Giewontem.

📍 Do czorta.



☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy

Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪

Adres

Św. Wincentego 92
Warsaw
03-291

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy SalonOwiec umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij