13/08/2026
❗️ JAK POKONAŁEM INFLACJĘ. Dowiedziałem się z zaufanego źródła, że inflacja urosła. Nie polowałem jeszcze na to stworzenie, więc postanowiłem przyjrzeć się sytuacji. Wzrost oznaczał, że skończył się okres ochronny, a nie znalazłem jej w spisie gatunków zagrożonych. Wybrałem się przeto do sklepu myśliwskiego, by dokupić amunicji na grubego zwierza. Sprzedawca, gnąc się w ukłonach, podał mi dwa pudełka amunicji 308 Wi******er i pobielałymi wargami wypowiedział cenę.
- Co tak drogo? – zrugałem go.
- Inflacja, jaśnie panie – uklęknął.
▪️ Nie miałem pretensji do sklepikarza, który też był poszkodowany przez tajemniczego stwora. Machnąłem ręką na drożyznę i wziąłem jeszcze dwadzieścia sztuk pocisków dum-dum. Zapłaciłem brylantową kartą z serduszkiem, którą podarował mi minister Domański, człowiek, który tak umiłował rozum, że go nie używał, by narządu nie porysować, ale bardzo poczciwy.
▪️ Informator doniósł, a asystentka potwierdziła, że największe inflacje można znaleźć w Wenezueli. Spakowałem co trzeba i wyruszyłem na lotnisko. Tu przekonałem się, że mam do czynienia z drapieżnym pantofagiem, który pożera też paliwo. Nic dziwnego, że podrożała benzyna i bilety lotnicze, skoro inflacja żerowała na wielokulturowej Europie. Zanotowałem w kajecie i myślach, że jest to gatunek inwazyjny, a ubicie szkodnika powinno być priorytetem każdego świadomego myśliwego.
▪️ Wylądowałem w Caracas i udałem się prosto do pałacu prezydenckiego. Okazało się, że zacny Nicolas Maduro przebywa od kilku miesięcy z kurtuazyjną wizytą w Stanach Zjednoczonych. Byłem nieco rozczarowany, bo liczyłem na to, że wymieni mi złotówki na miejscową walutę po kursie dyplomatycznym. Na szczęście zjawił się jakiś urzędnik, który zaprosił mnie do bramy i za 100 złotych wręczył mi dwa grube pliki boliwarów.
▪️ Z natury jestem szczodry, więc dorzuciłem tubylcowi jeszcze trzy szklane paciorki. Uśmiechnął się szczerze i zaproponował mi dalszą wymianę. Po kwadransie byłem właścicielem dwóch walizek banknotów. Udałem się na postój taksówek i tam zdziwiłem się nieco. Kierowcy kręcili głowami, zamykali się w samochodach i pukali się w głowę. Jeden, bardziej cywilizowany, napisał palcem na brudnej karoserii ciąg liczb z wieloma zerami. Tyle z tego zrozumiałem, że inflacja wyssała wartość z moich aktywów. Było to o tyle dziwne, że od Pałacu Miraflores do parkingu było raptem kilkaset metrów.
▪️ Zaiste, inflacja galopowała jak nandu po pampasach. Poczułem, że walczę o przetrwanie w betonowej dżungli, więc postanowiłem przenieść się do dżungli zadrzewionej. Na szczęście miałem 10 dolarów, zaszyte za tasiemką od kalesonów. Rozprułem wełnianą bieliznę, co w klimacie tropikalnym miało wiele zalet. Za imperialistyczny środek płatniczy nabyłem czółno, którym popłynąłem przez rzekę Guaire, przecinającą stolicę. W oparach siarkowodoru i nieznanych kwasów, które rozpuszczały pióro wiosła, rwałem pod prąd głównym kanałem, zatykając dziury w łódce garściami boliwarów i lawirując pomiędzy wszystkim, co unosiło się na falach. A było tego wiele, bo ciecz wypełniająca koryto stołecznej rzeki była tak gęsta, że na powierzchni utrzymywały się nawet płonące opony z metalowymi felgami.
▪️ Gdy resztkami sił dobrnąłem do Waraira Repano, odetchnąłem pełną piersią. Przyszło mi do głowy, że złowieszcza inflacja wypija nawet wody z rzek, przez co w Caracas konsystencja Guaire przypomina bagno. Odbezpieczyłem sztucer i zacząłem wypatrywać. Jednak nawet moje sokole oko nie było w stanie przebić mglistej zasłony lasu. Płynąłem, odkrywając nowe cieki wodne i dopływy. Motyle wielkości kondorów i ptaszki mniejsze od biedronek krążyły mi nad głową. Gotów do walki z inflacją podziwiałem te niezwykłości, od czasu do czasu ubijając tłustą kapibarę, za co padlinożerne ostronosy i pancerniki były mi bardzo wdzięczne. Moje polowanie podobało się też mrówkom, ale niedługo, bo z krzaków wylazł mrówkojad i włączył je do łańcucha pokarmowego.
▪️ Zniecierpliwiony nieco, postanowiłem zasięgnąć języka, zatem wyciągnąłem z wody krokodyla i przesłuchałem go za pomocą kolby. Zwierzak poruszał się boso, więc minister Domański będzie musiał poczekać na buty z krokodyla, które mu obiecałem za diamentową kartę. Gad wyznał szczerze, że dopłynąłem do Orinoko, co może wydać się dziwne, ale w oparach siarkowodoru i lasach mglistych i takie zaburzenia geograficzne mogą się wydarzyć. O inflacji wiedział niewiele. Narzekał na ceny i piranie, ale nie byłem zainteresowany opowieściami o urzędzie skarbowym. Próbowałem jeszcze pozyskać informacje od kajmana i niedźwiedzia andyjskiego, ale obydwa gatunki były okularowe, więc nie mogłem polegać na ich obserwacjach.
▪️ Kajman, któremu darowałem życie, powiedział, że głównym utrapieniem kraju jest inflacja, a bogactwem – ropa naftowa. Pomyślałem przez chwilę i doznałem olśnienia! Należy oblać inflację benzyną, podpalić jak marzannę i utopić w rzece! A potem wydobyć więcej surowca i napełnić baryłki, bo na stacjach benzynowych drogo się stało nawet dla polityków. Wyjąłem z plecaka świder oraz saperkę i zacząłem drążyć szyb. Robota posuwała się szybko, choć termity zjadały mi trzonek łopaty, a komary malaryczne mlaskały na mój widok i śliniły się. Nie byli to jedyni przedstawiciele ekosystemu, którzy się przy mnie pojawili. Pierwszy przyszedł wódz plemienia Warao, który zapytał językiem izolowanym, czy posiadam koncesję na wydobycie. Owinąłem sobie język i uszy taśmą montażową i pogawędziliśmy, jak izolowany z izolowanym. Okazało się, że pozwoleniami na eksploatację kopalin ciekłych handluje szaman, ale sprzedaje franczyzy głównie za dolary. O ostatnich plikach boliwarów słyszeć nie chciał, bo plemię to nie zna sztuki origami, do której banknoty te nadają się znakomicie.
▪️ Rozmowę o interesach przerwała nam piątka młodych ludzi z czerwonymi opaskami na ramionach i gwiazdami wytatuowanymi na czołach. Uzbrojeni we włócznie i kałasznikowy, oznajmili, że mój szyb naftowy zostaje znacjonalizowany, a ja sam, jako kułak i pasożyt społeczny, zostanę zesłany na Syberię. Były to czcze pogróżki, bo rewolucyjna lewica nie miała czym wysłać mnie w podróż, gdyż moje czółno podzielili sprawiedliwie pomiędzy członków egzekutywy, przez co stało się one do reszty bezużyteczne. Chciałem ich w słusznym gniewie zastrzelić, ale solidarność klasowa nie pozwoliła mi pociągnąć za spust. Jako trzeci zjawił się urzędnik, który zażądał łapówki za przybicie pieczątki w miejscu dowolnie wybranym. Wtedy zauważyłem, że zniknął mój plecak i cały ekwipunek.
▪️ Na szczęście wierna strzelba została mi w dłoniach, choć wódz chciał ją wymienić za łuk, przedstawiciele Kominternu – upaństwowić, a przekupny urzędnik opieczętować nie za darmo. Wybawił mnie z opresji kolejny przybysz, który zaproponował po hiszpańsku, bym podjął pracę zbrojną w Państwowym Kartelu Narkotykowym. Chciałem odpowiedzieć, że się zgadzam, ale przypomniałem sobie niebacznie, że nie znam hiszpańskiego, a translator też mi ktoś zajumał. Wenezuela jest krajem wielkich kontrastów, zróżnicowanych ekosystemów i szybko zmieniających się sytuacji geopolitycznych. W międzyczasie nastąpiło trzęsienie ziemi i pucz wojskowy, więc zesłano nas wszystkich do kopalni złota. Od długoletniego pracownika przykutego do taczek dowiedziałem się, że złoto bardzo dobrze chroni przed inflacją. Wydedukowałem z tego, że skoro do wampirów strzela się kulami srebrnymi, to do inflacji należałoby strzelać złotymi, co świadczy o wyższości złotego nad boliwarem.
▪️ Wydobywałem kruszec, a po godzinach drążyłem tunel. Chciałem wydostać się z niegodnej prokuratora sytuacji, więc pracowałem jeszcze ciężej, niż w sądzie apelacyjnym. Mój trud został wynagrodzony, choć nie tak, jak to sobie wyobrażałem. Dokopałem się do budki strażnika uzbrojonego w moją wierną strzelbę! Ta rozpoznała mnie od razu i wygarnęła do nowego posiadacza z obydwu luf i tej trzeciej – mentalnej. Oddaliłem się w stronę rzeki, nad którą spotkałem powszechnego w tych okolicach kajmana okularowego. Zdjąłem mu okulary i dosiadłem, przez co płynął, własnym oczom nie dowierzając. Tak uszedłem pościgu ostrzeliwując pociskami grzybkującymi brzegi dżungli. Chyba nawet trafiłem inflację, bo niebo zapłakało nad jej niedolą i nastała pora deszczowa. Gad odmówił dalszej współpracy, tłumacząc się zmianą klimatu i tożsamości płciowej. Zdziwiłem się nieco, że postęp dotarł tak głęboko, ale skoro byli tu już komuniści, to tęczowi i ekolodzy też mogli się pojawić. W Caracas funkcjonował już piękny meczet, a korupcją stolica Wenezueli mogła konkurować nawet z Brukselą.
▪️ Złapałem autostop, a konkretnie słodkowodnego delfina różowego z gatunku inia amazońska, który podrzucił mnie do swoich oceanicznych krewnych. Tak dostałem się na Margaritę, która należy jednocześnie do Wenezueli i Małych Antyli. Były one na tyle małe, że nie szukano mnie na tym archipelagu. Wtem moje zdumione i uszczęśliwione oczy zobaczyły panią senator Margaritę Kidawę – Błońską. Wpadała tutaj do kosmetyczki, bo ze względu na imię miała 15% rabatu na peeling, lifting i farbowanie. Kancelaria Senatu zabezpieczyła tylko 20 000 zł na upiększenie pani marszałek, co w czasach szalejącej inflacji jest kwotą skromną. Na szczęście, wyjazd na Karaiby można podciągnąć pod kilometraż przejazdów służbowych, co udowodniła posłanka Żukowska.
▪️ Ogolony, odświeżony, z pedicure na lewej, a manicure na prawej dłoni wróciłem do leśniczówki i obowiązków. W domowych pieleszach zażyłem oleju rycynowego, by ucieszyć wzrok widokiem samorodków złota, które połknąłem przezornie w kopalni. Może całej inflacji nie pokonałem, ale nocnik pełen szlachetnego kruszcu zakopany w ogródku daje mi poczucie stabilizacji finansowej.
📍 Do Wenezueli chwilowo się nie wybieram, bo nowym gubernatorem obwołano Simona de Kapibarę. Nie mam pewności, czy to nie jakiś krewny osobników ustrzelonych nad Orinoko.
☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy
Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪