12/06/2026
❗️ KokoDżambo i do przodu. Nie można powiedzieć, żeby tak zwana „ściana wschodnia” naszego Lechickiego Imperium, utrwaliła się w naszym myśleniu jako ostoja progresywnych trendów i kosmopolitycznych idei.
▪️ Ale „nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy”, jak mawiał stary piórmistrz. Świat galopuje niczym knuronutria po rżysku, a wyglądająca zza węgła przyszłość wydaje się przyjmować coraz bardziej wielokolorową facjatę. By nie rzec, że rysuje nam się ona w coraz ciemniejszych barwach.
▪️ I tak oto w mieście, w którym niegdyś klepnięto sławny, historyczny mariaż pomiędzy Litwą a Koroną, a które przez kilka dni pełniło nawet rolę stolicy naszego państwa – odbelzebubiły się nieliche jasełka.
❗️ Ale po kolei.
▪️ Nie dalej jak przed kilkoma tygodniami rozpętała się dyskusja, dotycząca postępującej – jak się okazuje – multikulturyzacji miasta Lublin. Lokalne media podają, że na tamtejszych uczelniach wyższych naukę pobiera około dziewięciu tysięcy studentów, pochodzących z ponad stu krajów.
▪️ „Mają rozmach...”, rzekłby tutaj nieodżałowany „Siara”. Okazało się, że rodzinne miasto Bolesława Bieruta niepostrzeżenie stało się migracyjną stolicą Polski, a odsetek osób człowieczych pochodzenia egzotycznego wynosi tam aż trzynaście procent. Warto tutaj zauważyć, że średnia ogólnopolska sięgnęła już ośmiu procent.
▪️ Oficjalne dane lokalnego ratusza podają, że importowani pobieracze nauk, stanowią nieco ponad piętnaście procent wszystkich posiadaczy indeksów. Wszelako na niektórych uczelniach prywatnych wskaźnik ten znacząco przekracza połowę, a są i przypadki, gdzie osiąga zawrotne siedemdziesiąt procent. Rośnie liczba sytuacji, w których wiza studencka stanowi jedynie pretekst i furtkę do wkomponowania się w strefę Schengen, a coraz więcej owych studentów przybywa tutaj wraz ze swoimi rodzinami.
▪️ Na uwagę zasługuje także fakt, że studenci z importu mają pierwszeństwo meldunku w akademikach, co komplikuje i tak już niełatwą kwestię zakwaterowania. Strona konserwatywna alarmuje, że mamy tutaj do czynienia z działaniem „piątej kolumny”, z rodzajem imigracyjnego sabotażu. Z kolejnym krokiem w kierunku tyleż oczywistych, co katastrofalnych w swoich skutkach, błędów polityki imigracyjnej krajów Zachodu.
▪️ Strona wprost przeciwna odpowiada tradycyjnym oskarżeniem o murzynofobię i zaściankowiczostwo, a wtórują jej w tym przedstawiciele gildii uniwerkołorkerów. Tymczasem w tamtejszym urzędzie miejskim istnieje Wydział Strategii i Obsługi Inwestorów. Żeby było zabawniej (a może – jeszcze bardziej groteskowo), stanowisko zastępcy szeryfa tego wydziału pełni… Ukrainka. Pani Wiktoria Herun. Na tym zresztą nie koniec postępowych działań ratusza. Urzędnicy pękają bowiem z dumy, że już wkrótce ich szeregi zasili niejaka pani Ester, która w nasze skromne progi przywędrowała aż z odległej Kenii.
▪️ Pani Herun natomiast łaskawa była stwierdzić, że władze rozmawiają z przybyszami z Afryki, Indii czy Bangladeszu, a z rozmów owych wynika, że… czują się oni u nas bezpiecznie. Środowisko umownych „kosmopolitów” powinno wtenczas zacisnąć zęby na własnych zadkach, albowiem cóż to mają być za porządki, ażeby zagraniczni i nieprzesadnie biali przychodźcy, czuli się bezpiecznie w kraju barbarzyńskich murzynożerców?
▪️ Natomiast pytanie, które należałoby tutaj zadać nie brzmi: czy oni czują się tutaj bezpiecznie? Powinno brzmieć raczej: czy to mieszkańcy Lublina czują się z tym bezpiecznie i komfortowo? Wydaje się jednak, że tego rodzaju rozważania w uniwersum myślowym lokalnych władz schodzą na plan dalszy, o ile w ogóle znajdują w nim miejsce. Rozochoceni lokalni włodarze postanowili jednak pójść o krok dalej. Postanowiono utrzeć nosa nienawistnym, prawicowym malkontentom.
▪️ A przy okazji – podzielić się swym entuzjazmem i zaimplementować ochoczość koegzystowania z nowymi przybyszami wśród ludności rdzennej Lublina, a takoż okolicznych miasteczek i wsi.
Myśleli, myśleli, aż wreszcie – Eureka! – wykoncypowali. I tak oto gruchnęła wiadomość, że Lublin stanie się organizatorem imprezy nazwanej „Africa Day Festiwal”, ażeby jeszcze głębszy uczynić ukłon względem egzotycznych gości.
▪️ Rozbrzmiało wtenczas instrumentarium Czarnego Lądu i – jak mawiali Monty Pythonowie – „było wiele radości”. Do czasu. Wisienką na torcie stał się bowiem nocny akt skrajnej nieuprzejmości, którego dopuścił jegomość z Zimbabwe względem czterdziestoletniego Polaka. Huknięty szklanką od piwa nieszczęśnik doznał rozległej rany ciętej głowy i szyi. Z silnym krwotokiem oraz podejrzeniem urazu kręgosłupa odtransportowany został do szpitala.
▪️ Poszkodowany na szczęście przeżył. Sprawcę ujęto, lecz za czyn ów postawiono mu zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Tutaj pojawiły się słuszne wątpliwości, czy to aby stosowna kwalifikacja czynu, albowiem w takiej sytuacji grozi mu jedynie grzywna lub – w skrajnych przypadkach – dwa lata wywczasu za kratą na koszt podatnika.
▪️ Jak dotąd nie pojawiły się także deklaracje, że za tego rodzaju radosną aktywność na terenie naszego Imperium, ów szklankomiotacz zostanie z hukiem wyekspediowany na powrót tam, skąd łaskaw był się przytarabanić. Na finał tej sprawy przyjdzie nam jeszcze poczekać. Na tę chwilę wiemy natomiast, że pomimo odważnych deklaracji i buńczucznych zapowiedzi zarówno poprzedniej, jak i obecnej władzy – mamy do czynienia z realnym i postępującym procederem multiplikowania imigrantów.
▪️ Należy zatem przypuszczać, że już w niedalekiej przyszłości mogą czekać nas jarmarki świąteczne z iście niemieckim rozmachem, a takoż spektakularne sportowe fety a’la Paris.
📍 Do czorta.
☝️ Udostępniając pomagasz nam w docieraniu do ludzi i obchodzeniu shadowbanów. Dziękujemy
Jeśli podobają Ci się nasze komentarze, zaobserwuj profil SalonOwiec, klikając przycisk „Obserwuj”. Możesz nas także polubić! 😄 Dziękujemy 💪