09/06/2026
Albo otworzymy się na prywatne finansowanie, albo zostaniemy na obrzeżach nauki – mówi dziś w FA prof. Joanna Tyrowicz z GRAPE - Group for Research in APplied Economics.
Ekonomistka opowiada się za dywersyfikacją źródeł finansowania nauki.
– W nauce nie chodzi o to, żeby być najlepszym w danym ośrodku, lecz by stanąć do konkurencji w globalnym wymiarze. Bez pieniędzy, w tym prywatnych, nauka w Polsce będzie się dalej wykrwawiać. Dlatego potrzebujemy fundamentalnie zmienić miks źródeł finansowania badań podstawowych – uważa badaczka z Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.
Jej zdaniem biznes w Polsce, w odróżnieniu od zachodniego, na razie rzadko czuje powołanie, żeby finansować naukę. Sztuka, sport, dobroczynność – owszem, ale badania?
– Za relatywnie niewielkie pieniądze każdy biznes w Polsce jest dziś w stanie mieć w kilka lat przełom naukowy. I to przy właściwie zerowym ryzyku! W tej chwili mnóstwo naprawdę dobrych projektów w konkursach grantowych znajduje się tuż pod kreską. Dla biznesu to gotowe przepisy na sukces – przekonuje.
Czy nie dostrzega jednak zagrożenia w finansowaniu nauki z prywatnych funduszy?
– Jeśli badania będą replikowalne, to jaka różnica, czy środki na nie pochodzą z podatków zebranych przez państwo, czy z samoopodatkowania przez biznes na rzecz nauki. Nie widzę bezpośredniego wpływu źródła finansowania na jakość badań. Dostrzegam za to deficyt wiedzy z powodu braku pieniędzy.
Zwraca uwagę, że w krajach na naszym poziomie rozwoju zazwyczaj sektor prywatny dokłada ze swoich zysków praktycznie drugie tyle, co publiczny z podatków. Tymczasem w Polsce prywatne wsparcie jest znikome.
– Brak funduszy prywatnych oznacza, że nie jesteśmy w stanie konkurować z kolegami z zagranicy o pozyskiwanie danych czy mocy obliczeniowych, bo nas po prostu na to nie stać. Jak mamy się stać krajem stwarzającym szanse młodym naukowcom, skoro nie ma im jak zapewnić warunków pracy? – pyta badaczka z Uniwersytet Warszawski.
Cała rozmowa ⤵️