14/01/2024
Dziś we Wrocławiu w Centrum Historii Zajezdnia (16:00) „Odrzania” – Spotkanie ze Zbigniewem Rokitą w Centrum Historii Zajezdnia
Odrzania to kraina wymyślona, ale im głębiej wciągała mnie ta historia (połknąłem w dwa dni!), tym bardziej przekonywała mnie, że ta kraina istnieje naprawdę. Czułem to, gdy na dłużej związałem się z Gliwicami, czułem jeszcze bardziej, gdy zamieszkałem w Bytomiu, a odczuwam to najmocniej, gdy zaczynam odkrywać Dolny Śląsk, próbując go zlepić z moim kąskiem Górnego Śląska. Dotąd nie potrafiłem. Niektóre wątki śląskości łączyły mi się szybko, inne mimo usilnego naciągania rzeczywistości za chiny nie dało się zlepić.
Aż trafiłem do „Odrzanii” i choć nie wszystko, to wiele spraw stało się zrozumiałych. Wiele potwierdziło to, co czułem gdzieś podskórnie, a co próbowali mi też opisać kiedyś moi rozmówcy, gdy szukałem finansowania dla pewnego projektu.
Jako fan słowa drukowanego (tak, wiem, mamy XXI wiek, ale co ja na to poradzę :D), po przyjeździe do Wrocławia i spojrzeniu na Dolny i Górny Śląsk z innej, szerszej jednak perspektywy, pomyślałem, że może mój stary pomysł, by powołać do życia czasopismo o Śląsku (tak, stronę www i socjale też) to nie jest jednak głupi pomysł. W naiwności swej stwierdziłem, że to byłby świetny temat dla władz regionalnych, i z pewnością może by to sfinansowały… Szybko jednak przekonałem się, że nie tędy droga. Do jednego z ośrodków władzy lokalnej/regionalnej prawie dotarłem (może nie do szefa szefów, ale wysoko i usłyszałem to, co mówiono mi już wcześniej mniej oficjalnie, choć może nie tak dosłownie: „my mamy tamtych promować za nasze pieniądze? To się nie uda”. Po drugiej stronie było podobnie. Wielokrotnie powtarzało się, że Śląska już nie ma, że takie „łączenie na siłę” to nikomu do niczego niepotrzebne, są regionalne serwisy, kto to będzie czytał itd, itp
Cały czas nie dawało mi to spokoju. No przecież, gdzie jak gdzie, ale w mediach można właśnie scalić Dolny i Górny, dawny i obecny Śląsk praktycznie bezboleśnie – dlaczego nikt tego nie próbuje zrobić?
Odpowiedź, a właściwie potwierdzenie domysłów i szczątkowych faktów, które już mi co nieco uświadomiły, znalazłem w „Odrzanii”.
Rokita porusza tu naprawdę niesamowicie ciekawe kwestie historii tzw. „Ziem Odzyskanych”, czy „Uzyskanych/Wyzyskanych” jak się poprawia. Na dodatek w dobrym reporterskim stylu. Świetnie się to czyta.
Nagromadził tu tyle wątków, że będę miał grzebania na cały chyba rok :)
Bo wiecie, ten świat – Wrocław, Sudety, Dolny Śląsk – przez większość mojego życia był dla mnie niedostępny, bo nieobecny w mojej komunikacyjnej, edukacyjnej, czy medialnej bańce. Nie było go w podręcznikach, nie było go w ofercie szkolnych wycieczek, nie było go w piosenkach, które wyliśmy w górach (nie Sudetach) do świtu, nie było go w pierwszych reklamach, ani nawet w dzienniku telewizyjnym. Nie istniał. Jakby ktoś nałożył barierę informacyjną i bardzo rygorystycznie jej przestrzegał.
Na przykład pełno było wokół mnie informacji o inwestycjach turystycznych w Beskidach, Tatrach, nawet Bieszczady chciały mieć wielki kurort narciarski, a o Sudetach cisza.
Dopiero, gdy poznałem parę osób z Kędzierzyna-Koźla, chwilę później trafiłem do redakcji „Optymisty” no i wreszcie z Sąsiadami zacząłem koncertować w Polsce, ten świat znad Odry zaczął się dla mnie otwierać – ale tylko dlatego, że sam ku niemu ruszyłem i zaczynam odkrywać jego niesamowite bogactwo, bo Odrzania to cudna kraina, może jeszcze mało realna, ale już nazwana.