18/07/2026
Dzięki Kamil za recenzję 💪🙏🤘
RTĘĆ – “Martwimy” [Recenzja], wyd. Arcadian Industry (2026)
"Muzyka, w której można utopić własne demony..."
Są zespoły, które po prostu wydają kolejne płyty, są też takie, których każdy nowy materiał wywołuje ekscytację, zabierąjac słuchacza w swój własny, mroczny świat. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy Wrocławska RTĘĆ. Powstała w 2022 roku formacja od samego początku postawiła na połączenie surowego punka z podziemnym black metalem i z każdym kolejnym wydawnictwem coraz mocniej zaznacza swoją obecność na polskiej scenie. "Martwimy" jest już kolejnym dowodem na to, że ta droga prowadzi ich we właściwym kierunku.
To, co zawsze imponuje mi w przypadku muzyków RTĘCI, to ich nieustanna aktywność. Praktycznie każdy z nich udziela się w innych projektach, a płodność Bartka Duszkiewicza zdecydowanie wykracza poza standardowe normy. Las Trumien, ODYUM, Manta Birostris i kolejne przedsięwzięcia pokazują, że inspiracji temu człowiekowi nigdy nie brakuje. Najważniejsze, nie ma tutaj mowy o odcinaniu kuponów. Każdy projekt ma własny charakter, a RTĘĆ pozostaje tym najbardziej bezkompromisowym i najmroczniejszym obliczem jego twórczości.
Już od pierwszych minut "Martwimy" daje jasno do zrozumienia, że lekko nie będzie. Płyta jest brudna, ciężka i agresywna. Nie próbuje nikomu przypodobać się chwytliwymi melodiami, ani wygładzonym brzmieniem. Tutaj wszystko pachnie piwnicą, potem i szczerością. Riffy tną jak zardzewiałe ostrze, sekcja rytmiczna "wbija" się w podświadomość, a wokal zdziera gardło, jakby każda wykrzyczana linijka miała być tą ostatnią...
Ogromną robotę wykonują również teksty. Egzystencjalne rozważania, walka z własnymi myślami, bezsilność, bunt i ciągłe zmaganie z samym sobą zagęszczają atmosferę. To nie jest płyta, której słucha się dla poprawy humoru. Wręcz przeciwnie! Album, w którego mroku można dosłownie się tarzać, odnajdując własne lęki, frustracje i pytania, na które często nie ma odpowiedzi. I właśnie w tym tkwi jego siła.
Bardzo podoba mi się również to, że mimo surowego charakteru materiału słychać ogrom pracy włożonej w dopracowanie tego specyficznego brzmienia. Jest brudno, ale czytelnie. Jest agresywnie, ale nic nie zamienia się w bezkształtny hałas. RTĘĆ znalazła własny język i z płyty na płytę mówi nim do nas coraz pewniej.
Jeżeli cenicie muzykę szczerą, ciężką i pozbawioną kompromisów, zdecydowanie powinniście po ten materiał sięgnąć. Dla mnie to kolejny bardzo mocny punkt w dyskografii zespołu i jednocześnie dowód na to, że w polskim undergroundzie wciąż powstają albumy, które zostają ze słuchaczem na długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku.