12/09/2026
– O, widzę, że ze zwichniętym skrzydłem…
Tak kilka dni temu zostałam powitana, kiedy weszłam do kawiarni w temblaku.
– Ale nie z podciętym – padło od osoby obok.
I jakoś dało mi to do myślenia.
Tak, przewróciłam się. Dokładnie tydzień temu. Nie był to nawet jakiś spektakularny upadek. Równie dobrze mogłam zrobić sobie dokładnie to samo, potykając się o krawężnik.
Wstałam, otrzepałam się i… pojechałam dalej.
Tylko później przyszła diagnoza: pęknięcie głowy kości promieniowej. I emocje. 😭
Pierwsze dwa dni złamały mnie bardziej psychicznie niż sam upadek. Nagle zobaczyłam siebie bez ruchu, bez rolek, bez biegania, bez tych wszystkich rzeczy, które są moje.🥹 Było zajadanie emocji. Było rozżalenie i wkurw… Było też zwyczajne, smutne siedzenie w tym wszystkim i próby odnalezienia się w tej nagłej sytuacji.
I te dni chyba też były po coś.
Potrzebowałam chwili, żeby po prostu pobyć z tym, co jest. Choć było to cholernie trudne.
A, że chwilowo nie mogę biegać ani jeździć na rolkach, to znalazłam sobie inne aktywności - nabijanie kilometrów na spacerach, ze słuchawkami na uszach i pięknymi widokami, też okazuje się całkiem spoko. 😜
„Bo każde doświadczenie jest najcenniejszą lekcją.
Widziałam tornado, które miało mnie złamać,
lecz zamiast mnie zniszczyć, nauczyło mnie latać…”
Powoli znowu wstaję.
I za chwilę wracam do gry. 🩷