25/09/2026
🔴 KIEDY RZECZNICZKA PRAW DZIECKA ZAREAGOWAŁA — WYLAŁA SIĘ NA NIĄ FALA HEJTU
Monika Horna-Cieślak, czekając na przystanku, zobaczyła sytuację, którą odebrała jako przemoc fizyczną i psychiczną wobec małych dzieci. Według jej relacji matka szarpała dziecko i zwracała się do niego w wulgarny sposób.
Rzeczniczka zareagowała i zawiadomiła policję.
I właśnie tego oczekujemy od dorosłych, którzy widzą, że dziecku może dziać się krzywda: nie odwracać głowy.
Dziś łatwo oceniać tę sytuację z bezpiecznej odległości. Łatwo powiedzieć:
„To był tylko krzyk”.
„Matka była zdenerwowana”.
„Dziecko wbiegło na jezdnię”.
Ale świadek nie zna całej historii. Widzi konkretną sytuację i musi zdecydować: zareagować czy odejść?
Monika Horna-Cieślak wybrała reakcję.
Szczególnie zadziwia nas, że do fali krytyki i hejtu przyłączyło się również wielu komentatorów oraz dziennikarzy. Ludzi, od których powinniśmy oczekiwać rzetelnego sprawdzania faktów, przedstawiania różnych stron sprawy i odpowiedzialności za słowo.
Media mają prawo kontrolować działania instytucji. Mają prawo zadawać trudne pytania i wskazywać możliwe błędy. Nie powinny jednak wzmacniać personalnej nagonki, ferować wyroków ani sprowadzać skomplikowanej sytuacji dzieci i ich rodziny do sensacyjnych nagłówków.
Dziennikarstwo powinno wyjaśniać — nie podsycać hejt.
Co ważne, policja poinformowała, że sytuacja rodziny nie była oceniana wyłącznie na podstawie jednego zdarzenia. Rodzina miała być wcześniej objęta procedurą Niebieskiej Karty, nadzorem sądowym oraz działaniami kilku instytucji.
Tak — sąd zakwestionował późniejsze działania instytucji, uznał zastosowane środki za nieproporcjonalne i nakazał powrót dzieci do rodziców. To poważna okoliczność, którą należy dokładnie wyjaśnić. Każda decyzja o oddzieleniu dzieci od rodziców musi być podejmowana wyjątkowo ostrożnie.
Ale trzeba rozdzielić dwie rzeczy:
➡️ zgłoszenie przez świadka podejrzenia krzywdzenia dziecka,
➡️ późniejsze decyzje podejmowane przez policję i pozostałe instytucje.
Rzeczniczka nie odebrała dzieci własnoręcznie. Zawiadomiła właściwe służby. To one podejmowały dalsze decyzje i odpowiadają za ich zgodność z prawem oraz proporcjonalność.
Możemy pytać o procedury.
Możemy domagać się pełnego wyjaśnienia sprawy.
Możemy krytycznie oceniać działania każdego urzędu.
Ale nazywanie kobiety „wiedźmą”, życzenie jej więzienia, obrażanie jej i organizowanie publicznego linczu nie jest debatą o prawach dzieci.
To jest hejt.
Najbardziej niebezpieczne przesłanie tej nagonki brzmi:
«„Jeżeli zobaczysz coś niepokojącego, lepiej nie reaguj, bo jeszcze zniszczą cię w internecie”.»
My takiego przesłania nie przyjmujemy.
W Polsce zbyt wiele dzieci cierpiało właśnie dlatego, że ktoś słyszał krzyk, widział niepokojące zachowanie lub podejrzewał przemoc — ale uznał, że nie powinien się wtrącać.
Dziecko nie zawsze potrafi poprosić o pomoc.
Dlatego potrzebuje dorosłego, który nie odwróci wzroku.
Pani Rzecznik, dziękujemy za to, że Pani zareagowała.
Procedury trzeba badać. Decyzje instytucji trzeba kontrolować. Błędy — jeżeli zostały popełnione — należy naprawić.
Ale człowieka, który stanął w obronie dzieci, nie wolno za to publicznie kamienować.
❤️ Stoimy po stronie dzieci.
Stoimy po stronie reagowania.
Mówimy stanowcze NIE przemocy — również tej słownej, medialnej i internetowej.
Rzecznik Praw Dziecka