10/04/2026
JUBILEUSZ INSTYTUTOWEGO KLUBU KRWIODAWSTWA
Wspominamy wywiad z dr Łukaszem Fiedeniem – prezesem Klubu...
🌍 Julian Skórski: Znajdujemy się w Centrum Kultury Ruczaj na pierwszej w tym roku kalendarzowym akcji krwiodawstwa. 9 grudnia była piąta rocznica istnienia Klubu Honorowych Dawców Krwi przy IGiGP. Jak to się stało, że on w ogóle powstał?
Łukasz Fiedeń: Kulisy powstawania Klubu to tak naprawdę kilka pomysłów w głowach kilku osób. Kiedyś, dawno temu, będąc jeszcze studentem studiów pierwszego stopnia starałem się uzyskać uprawnienia pedagogiczne, żeby uczyć w szkole. W ramach jednej aktywności w Studium Pedagogicznym miałem za zadanie przygotować zajęcia na godzinę wychowawczą dla uczniów, a jako że oddaję krew od kiedy skończyłem 18 lat, wpadłem na pomysł lekcji o krwiodawstwie. W Małopolskim Oddziale Polskiego Czerwonego Krzyża, szukając materiałów edukacyjnych, usłyszałem wtedy pytanie: “jak to jest, że wy tam na Uniwersytecie nie macie żadnego Klubu?”. Nie potrafiłem wówczas odpowiedzieć.
Temat powrócił lata później, gdy zacząłem studia doktoranckie. Krwiodawstwo od czasu do czasu przewijało się w rozmowach, szczególnie podczas częstowania innych czekoladami. Pewnego razu w Pracowni Wydawniczej rozmawiałem z Alicją Marciniak-Nowak, która powiedziała: “w sumie to czemu by nie założyć tu takiego Klubu”? Jakieś dwa dni później podobną rozmowę odbyłem z Grześkiem Smułkiem - to znaczy teraz już Doktorem Grzegorzem Smułkiem.
W 2019 roku zacząłem delikatnie rozeznawać temat, a w marcu 2020 roku dostaliśmy zgodę na powstanie Klubu od Zarządu Małopolskiego Oddziału Okręgowego PCK... i wtedy zaczęła się pandemia. Wszystko zostało postawione na głowie. Ale pod koniec roku, otrzymaliśmy zgodę na działanie na Uniwersytecie od Pani Kanclerz i przystąpiliśmy do organizacji tzw. zebrania założycielskiego, na którym musiało pojawić się przynajmniej dziesięć osób. Udało się zebrać dwunastu chętnych i odbyło się zdalne zebranie w obecności przedstawicieli Małopolskiego Oddziału Okręgowego. I tak powstał nasz Klub.
🌍 JS: Planowałem zapytać o popularność pierwszych akcji, ale faktycznie wówczas borykaliśmy się z COVID-em. Jak to wszystko wyglądało w tej pandemicznej rzeczywistości?
ŁF: Tak, to był trudny czas. Tak jak mówiłem, Klub ruszył końcówką 2020 roku, a nasza pierwsza akcja odbyła się w kwietniu 2021, w autobusie (właśnie po to, by ominąć pewne ograniczenia pandemiczne). Obecne wymogi wobec akcji zakładają minimalnie trzydzieści zgłoszeń, jednak w tamtym momencie przymykano na to oko i choć dawców przyszło niewielu, zebrało ich się około dwudziestu. Bardziej pamiętna jest druga akcja, w czerwcu, kiedy to autobus podjechał pod nasz Instytut. Zgłoszeń było całkiem sporo, jednak nie minęła nawet godzina, a w autobusie padła część mechaniki niezbędna do jego funkcjonowania.
Pamiętajmy, że Uniwersytet był wówczas zamknięty - czas mocnych restrykcji covidowych. W budynku na szczęście był nasz Dziekan, który wykonał szybki telefon do Pani Kanclerz z prośbą o zgodę na przeniesienie akcji do środka i faktycznie udało się. To było w ogóle coś niesamowitego, w ciągu tak naprawdę 45 minut mieliśmy zgody z samej góry Uniwersytetu, dojechał do nas sprzęt z ul. Rzeźniczej i wszystko zostało przeorganizowane. Mimo tego akcja miała słaby wynik, bo awaria mocno ograniczyła jej czas. Nasze początki były trochę zniechęcające.
Jesienią dowiedzieliśmy się, że Niezależne Zrzeszenie Studentów organizuje edycję Wampiriady. Od razu się z nimi skontaktowaliśmy i umówiliśmy się na wspólne działania promocyjne oraz organizację trzydniowej Wampiriady, która osiągnęła bardzo dobry wynik. Ta oraz następna, wiosenna akcja organizowana z NZS nie były tak oblegane jak teraz, ale zdecydowanie spełniały wszystkie kryteria. Później kontakt ze Zrzeszeniem się urwał, więc organizowaliśmy mniejsze wydarzenia, wciąż starając się włączać innych do współorganizacji.
W międzyczasie dowiedziałem się, że akcja krwiodawstwa jest organizowana w Centrum Edukacji Przyrodniczej, o czym wcześniej nie wiedziałem. Pani Doktor Anna Zubek wykazała się bardzo dużą otwartością i od czasu wspólnej rozmowy razem działamy i organizujemy. Ustaliliśmy, że w poniedziałki zbiórki krwi będą odbywały się w CEP-ie, kiedy centrum jest zamknięte dla zwiedzających, a w naszym Instytucie w czwartki, czyli w dzień dopołudniowy, przeznaczony na różnego rodzaju zebrania. Po zmianie przepisów okazało się, że dawcy otrzymują dwa dni wolnego, przez co poniedziałki i czwartki stały się jeszcze bardziej atrakcyjne.
🌍 JS: Teraz, po pięciu latach działalności, nasze akcje są bardzo popularne i raczej dobijamy do górnego limitu dawców.
ŁF: Prawda. Sam limit wynika po prostu z możliwości technicznych ekipy wyjazdowej, która zabiera ze sobą 50 zestawów do poboru krwi i tyle może “przerobić” w zakładanym czasie. Towarzyszy nam dość duży współczynnik odrzutu osób, czyli tych, którzy się zgłaszają, ale ostatecznie krwi nie oddają, bo nie przeszli kwalifikacji lekarskiej. W zdecydowanej większości przypadków są to dyskwalifikacje czasowe, bo ktoś czegoś nie wiedział, ma przejściowe problemy lub jest po drobnych interwencjach w ciało...
Od jakiegoś czasu zaczęliśmy na akcje w CEP-ie zapraszać podwójną ekipę, w skład której wchodzi dwóch lekarzy i aż trzy stanowiska poboru, co daje „wydajność” 75 osób. Takiej jeszcze nie osiągnęliśmy, bo nasz rekord donacji to 49, więc jest przestrzeń do wzrostu, natomiast podwójna ekipa usprawnia akcje i skraca czas oczekiwania. Przy dużej liczbie zgłoszeń, dzięki podwójnej ekipie, procedura oddania krwi trwa trochę krócej niż godzinę.
🌍 JS: Czy według Pana zwiększona popularność akcji krwiodawstwa to zasługa dłuższego istnienia Klubu, rozprzestrzenienia informacji czy może czegoś innego, np. zmiany w społeczeństwie polskim?
ŁF: Trudno stwierdzić. Mogę natomiast powiedzieć co zmieniło się od początków naszej działalności - przede wszystkim zaczynaliśmy w Instytucie, powoli wychodząc dalej. Bardzo istotnym elementem zwiększającym frekwencję było połączenie działań z Centrum Edukacji Przyrodniczej, które z kolei ma własne kanały promocyjne. Następnie udało się uzyskać od Pani Kanclerz (za co do dzisiaj bardzo dziękuję!) zgodę na stworzenie listy mailingowej, aby o nadchodzących akcjach krwiodawstwa informować wszystkich studentów, doktorantów i pracowników na Kampusie. To jest rzesza ponad 15 tysięcy osób, a więc i wielu potencjalnych dawców.
Planuję przeprowadzić niedługo badanie o tym, skąd dawcy dowiadują się o akcji, żeby jeszcze lepiej docierać z informacjami. Wydaje mi się, że to był jeden z ważniejszych kroków, a jeszcze istotniejszy wydaje mi się powrót do współpracy z Niezależnym Zrzeszeniem Studentów. Wampiriada jako taka marka istnieje od 25 lat. Lepiej działać wspólnie - nasze wydarzenia funkcjonują pod dwoma nazwami, zresztą nazwa jest zmieniona - zaczynaliśmy od “Akcji krwiodawstwa u Geografów”. Obecnie jest to akcja krwiodawstwa na Kampusie UJ i jednocześnie Wampiriada. Mamy patronat Rektora, co pozwala nam umieszczać w materiałach logo Uniwersytetu, które także ma działanie przyciągające.
Nie wiem, czy krwiodawstwo jest bardziej popularne, bo utrzymują się braki krwi w okresach zwiększonego zapotrzebowania, czyli podczas wakacji czy ferii. Nie powiedziałbym więc, że coś się diametralnie zmieniło w naszym społeczeństwie, natomiast to co my możemy zrobić to zwiększać tę świadomość. Siłą rzeczy, jeśli ktoś 6 razy do roku dostaje wiadomość o akcjach krwiodawstwa, to zwiększa się jego świadomość, a niektórzy pierwszy raz dowiadują się, że coś takiego w ogóle istnieje
🌍 JS: Warto zaznaczyć, że znajdujemy się obecnie na akcji w Centrum Kultury Podgórza-Ośrodku Ruczaj. Czy to pierwsze wydarzenie poza Kampusem? Planowanych jest więcej, czy może wynika to jedynie z chwilowej potrzeby?
ŁF: Jest to nasze nowe doświadczenie. Teren Kampusu, tak jak mówił Mały Książę, „oswoiliśmy”, natomiast pojawił się u mnie pomysł o wyjściu, ale gdzieś niedaleko. Kluby Honorowych Dawców Krwi co prawda nie mają sztywnej regionalizacji, ale krakowskie działają sprawnie i nie widzę potrzeby tworzenia „konkurencji”, bo działamy w jednym celu. Natomiast brakuje takich działań w najbliższej okolicy.
W Ośrodku Kultury Ruczaj, przy okazji zmiany siedziby, były organizowane warsztaty konsultacyjne, na które wybraliśmy się z Alicją Marciniak-Nowak. Z innymi uczestnikami ustaliliśmy, że potrzebne jest wydarzenie obejmujące różne aktywności prozdrowotne, które obywałoby się cyklicznie w soboty, nazywane Dniem Zdrowia.
Dziś tak naprawdę odbywa się ten eksperyment. Jest akcja krwiodawstwa, były też warsztaty z pierwszej pomocy czy zielarstwa. Zaprosiliśmy oczywiście studentów przy użyciu listy mailingowej i rzeczywiście stanowią większość frekwencji, która jest spora; chociaż planowaliśmy rejestrację do godziny 13:00, to koło 11:00 trzeba było przestać przyjmować chętnych, bo kończyły się zestawy do poboru. To nasz wspólny sukces i pierwsze wyjście poza Kampus. Wydaje mi się, że warto próbować dalej.
🌍 JS: W związku z pięcioleciem zapytam: jakie są kolejne kroki dla Klubu, co jest obecnie priorytetem i w jakim kierunku według Pana pójdą zmiany?
ŁF: Myślę, że mamy jeszcze parę rzeczy do udoskonalenia. Moim marzeniem jest, aby Klub mógł trochę bardziej samodzielnie funkcjonować, bym nie musiał być pośrednikiem w każdej sprawie. Nie jest dobrze, by jakakolwiek grupa osób funkcjonowała w oparciu o jedną czy dwie osoby, warto dzielić zadania. Nie możemy na pewno też osiąść na laurach. Jesteśmy zobowiązani do dwóch akcji w roku, przeważnie robimy 6, na ten rok zaplanowane jest 7, warto utrzymać tę częstotliwość.
W kontekście różnych planów zawsze zwracam uwagę na to, że to wszystko nasza działalność społeczna, w wolnym czasie, poza godzinami pracy. Niczego więc od nikogo nie wymagam, również od siebie (choć jest to trudne). Nie możemy przesadzić z planami, żeby ich realizacja była realna. W pierwszej kolejności trzeba realizować obowiązki, a dopiero później inne działania.
Co więc planujemy dalej? Krótko mówiąc – utrzymać przynajmniej ten obecny harmonogram sześciu akcji w roku, może także dodatkowe na zewnątrz, ale to nowy pomysł, zależny od mocy przerobowych. Cały czas potrzebne są działania promocyjne, informujące, edukacyjne, bo to jest podstawa. Ja też myślę, że nasze działania są nie tylko po to, by tę krew zebrać, ale też, żeby ileś osób przyszło i usłyszało, że nie może oddać albo musi poczekać – to też jest jakiś sposób edukowania.
Oczywiście jest to wyzwanie, nasz Klub liczy dzisiaj 34 osoby; myślę, że warto, by liczba członków wzrosła, a przede wszystkim, by dołączyło do nas więcej studentów. Jest to trudność, z którą tak naprawdę nie uporaliśmy się przez te pięć lat. Oczywiście Klub się powiększył, było nas 12, dziś jest 34. Natomiast myślę, że przynajmniej 50 osób zwiększyłoby łatwość znajdowania wolontariuszy do konkretnych akcji. Bo jednak widzimy, że na akcjach potrzebny jest taki przewodnik, osoba, która udzieli informacji, pomoże, wskaże drogę. Nie jest to ciężka praca, ale jest potrzebna i większa grupa osób w Klubie sprawiłaby, że żaden z członków nie byłby tym nadmiernie obciążony.
🌍 JS: Odchodząc na chwilę od tematu działalności Klubu... Jakie są najpopularniejsze mity o krwiodawstwie, z którymi się Pan spotkał?
ŁF: Najpopularniejszy jest jeden mit: wiele osób uważa, że gdy odda się krew raz czy dwa, będzie trzeba robić to już zawsze, bo wymagał tego będzie nasz organizm. Jest to jedna wielka bzdura. Nasze ciało cały czas produkuje nową krew i niszczy starą - ja nie jestem lekarzem, więc nie wchodzę w szczegóły - a chwilowy ubytek powoduje jedynie, że nasze ciało przez jakiś czas nie niszczy tej starej. Natomiast jeśli ktoś złapie taką chęć pomocy to rzeczywiście będzie dawcą bardzo długo...
Ja sam jestem tego najlepszym przykładem; krew oddałem już 70 razy (ponad 30 litrów), nie jest to jednak żadne uwarunkowanie fizyczne, jedynie taka chęć. Często słyszy się jeszcze, że krwiodawcy mają nadciśnienie; ten mit bierze się po prostu z tego, że dawcy są częściej tego świadomi, ponieważ wykonują pomiary; nie ma żadnych dowodów na korelację. Przy oddawaniu krwi zawsze mierzony jest poziom hemoglobiny, ciśnienie, raz w roku robiona jest także morfologia krwi, stąd jest to może bardziej widoczne, bo wszelkie odchylenia wychodzą w tych regularnych badaniach.
🌍 JS: Nie każda osoba może jednak oddawać krew. Czy w takich przypadkach warto angażować się w działania Klubu i jest na to jakiś sposób?
ŁF: Ja bym powiedział, że jest to najważniejsze, bo kluczowym elementem całej działalności klubów jest promowanie idei honorowego krwiodawstwa i zachęcanie do niego, nie tylko siebie, ale przede wszystkim innych. Wśród członków naszego Klubu około połowa to dawcy, a połowa to osoby, które krwi nie oddają, ale pomagają nam w promocji. Zachęcanie jest tu równie istotne, ponieważ jedna osoba dobrze promująca może zachęcić więcej osób, a co za tym idzie – krwi, niż sama mogłaby oddać.
🌍 JS: Bardzo dziękuję za wywiad. Czy chciałby Pan na odchodne przekazać kilka słów Czytelnikom Globusika, by zachęcić ich do udziału w akcjach, czy to po stronie dawców, czy wolontariuszy?
ŁF: Czasem używam takiego stwierdzenia: można o czymś wiedzieć więcej, można wiedzieć mniej, można umieć więcej, można umieć mniej... ale zawsze warto być przyzwoitym człowiekiem i nie zapominać o innych. Zachęcam do działania.