15/08/2026
Żywiec Marcowe - powrót legendy?
Moja lodówka z piwem pęka w szwach, jej zasoby ucieszyłyby niejednego konesera - polskie krafty, Schlenkerla, niemieckie i czeskie klasyki, spora selekcja Grodziskich, nieoczywiste pamiątki z podróży, kilka lambików - i nie ma, komu tego wypić🍻😉.
Wśród tych wszystkich piw od 3 marca b.r. leżała jedna butelka z żywieckiego browaru - Piwo Marcowe wypuszczone na jubileusz 170. lecia działalności. Musiało minąć aż 163 dni żebym znalazł odpowiednią motywację do jego degustacji. W międzyczasie kilka osób przekonywało mnie, że to właśnie piwo Żywcowi się udało i daje rady. Te właśnie rekomendacje oraz poczucie solidarności z moim byłym pracodawcą, u którego zaczynałem zawodową przygodę w branży skłoniły mnie do otwarcia tego „wyleżakowanego” piwa.
Dodatkowym bodźcem do konsumpcji był fakt, że z Marcowym z Żywca mam wyjątkowe wspomnienia sięgające roku 1986. Wtedy to browar po długiej przerwie trwającej trzy dekady wypuścił to piwo również na jubileusz - 130. lecia. Różnica była jednak zasadnicza, bo wtedy sięgnięto po oryginalną recepturę pamiętającą czasy przedwojenne i było to piwo ciemne o ekstrakcie 14° Blg. W połowie lat 80. taki wypust był wielką sensacją i wszyscy zachwycali się tym piwem. Pamiętam niemal codzienne degustacje Marcowego w kawiarni Rycerska w Starym Zamku w Żywcu. W moich archiwalnych zbiorach mam nawet jedną oryginalną butelkę z tego roku, ale nie zamierzam jej otwierać - traktuję ją wyłącznie, jako artefakt.
Wracając do Marcowego a.d. 2026 to oczekiwania miałem bardzo niskie, co jest zrozumiałe. Zaaranżowałem miejsce do zrobienia zdjęć, przelałem piwo do firmowej szklanki z 1986 roku i wtedy zrobiło się najciekawiej, bo jubileuszowe Marcowe okazało się zupełnie przyzwoitym piwem. Oczywiście piłem w życiu setki lepszych wersji, ale biorąc pod uwagę jakość i smak flagowego piwa „Ż” to degustowane wczoraj Marcowe plasuje się w zupełnie innej lidze. Piwo miało konkretne ciało, co przy koncerniakach jest rzadką sytuacją, klasyczny dla stylu kolor, intensywnie się spieniło i o dziwo posiadało całkiem przyjemną goryczkę. Żeby nie było tak różowo to wyczułem delikatny diacetyl, ale jestem na niego wyjątkowo wyczulony i znajdę go nawet w najmniejszej dawce.
Podsumowując to byłem smakiem Marcowego pozytywnie zaskoczony, z zawartością szklanki poradziłem sobie bez problemu i dyskomfortu, ale testu 4 litrów się nie podejmę🍻😉. Po wszystkim pojawiła się oczywista refleksja, że gdyby tylko ktoś odważny w GŻ tak zadecydował to w Żywcu, Warce czy Elblągu można by warzyć solidne piwa, jak to ma miejsce w koncernowych browarach w Czechach czy na Słowacji.
🗓️Trochę historii…
Marcowe w asortymencie ABŻ pojawiło się na pewno w latach 60. XIX wieku. Aż do wybuchu II wojny światowej było jednym z kilku podstawowych piw żywieckiego browaru. Technologicznie był to ciemny lager o ekstrakcie 14°Blg. Niemiecki okupant Marcowego nie warzył, ale zaraz o wyzwoleniu powrócono do jego produkcji - trwało to tylko do połowy lat 50. Jak wspomniałem powyżej w klasycznych parametrach wróciło do asortymentu w roku 1986, ale pomimo pozytywnego odbioru klientów jego produkcję szybko zakończono - powodów tej decyzji nie znam. Po tym nastąpiła kolejna długa przerwa w jego produkcji, aż do roku, 2014 gdy Żywiec zaczął warzenie tzw. specjalności piwnych. Przygotowano wtedy trzy piwa - Białe, Bock i Marcowe i ogłoszono konkurs konsumencki na wybór najlepszego z nich, które miałoby wejść do stałej oferty. Wygrało Białe, które okazało się później wielkim sukcesem Żywca. Po 12 latach Marcowe wróciło ponownie, ale na zasadzie piwa in-out. Podobnie jak interpretacja z roku 2014 różni się ono od wersji warzonej historycznie - ma inny kolor, smak, zawartość ekstraktu i warzone jest w oparciu o inną technologię.
W hołdzie piwu Marcowemu z Żywca, które jest jednym z najstarszych marek warzonych w Żywcu przygotowałem małą galerię artefaktów, którą znajdziecie pod postem.