07/21/2026
⚡️🏜️🤘🤘
Dzisiaj polecam zanurzyć się w świecie The Crooked Skulls poprzez ich debiutancki album "Midnight Sun"!
TL;DR - 9 utworów i 41 minut stoneru w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa. Szukacie gruzujących riffów? Chcecie oddać się ciężkiemu bluesowi? Chcecie doznać słońca w muzycznym tego słowa znaczeniu? A może posłuchać nieco stonerowego rock'and'rolla i punku? Znajdziecie tutaj wszystko.
The Crooked Skulls to formacja z New Jersey, aczkolwiek w ogóle tego nie słychać. Jeśli miałbym określić po samej muzycznej zawartości skąd pochodzi zespół, obstawiałbym Kalifornię, tudzież południe Stanów Zjednoczonych. Trio tworzy muzykę mocno osadzoną w bluesie oraz południowoamerykańskich dźwiękach, tworząc stoner/doom w tym żwawszym, psychodelicznym i pełnym bujających motywów stylu. Ciężar jest tu podany w sposób żywiołowy jak na granie ciężkie i wolne, oraz daje sporo energii i motywacji. Nie dziwi mnie to zważywszy na to, iż formacja lubi wrzucać do tego gruzowego grania psychodelę, rock and roll czy punk tworząc fajowską mieszankę. Album idealny do potupania nogą, pokiwania głową i skandowania refrenów. Na dodatek gościnną solówkę na jednym z utworów zagrał Bob Balch z Fu Manchu.
Przekonajmy się jak świecie słońce o północy:
🌞 Midnight Sun - Dźwięk odpalania silnika oraz pustynny riff zapowiadają fajowską jazdę przez pustynię. Wyrazista, pełna ciężaru sekcja rytmiczna pokazuje, iż nie będzie to lekka wyprawa, a wokal dodaje temu wszystkiemu nieco brudu. Groove w numerze jest tak potężny, że moje nogi same pracują. Bas buczy aż miło, perkusja wybija żywy rytm, a gitara pobudza wyobraźnię i sypie piachem. Do tego ta pełna feelingu partia prowadząca gitary.
💀 Bury It - Robi się ciężej i bardziej ponuro oraz gęsto, ale ten plemienny beat w dalszym ciągu trzyma mnie w garści jeśli chodzi o groove. Wielkie riffy, zaraźliwe rytmy, spora przebojowość w gruzowym tego słowa znaczeniu. Nie potrafię słuchać tego na spokojnie.
🌞 Skull B**g - Motyw główny jest tutaj tak dobry, że aż wykrzywia gębę. Riffowanie jest tutaj przepotężne i ma w sobie całą masę mamuciego ciężaru. Sekcja rytmiczna tylko wzmaga ten przemarsz potężnej istoty i może sprawić, iż ziemia zacznie pękać. Kontrastem do tej potężnej gęstości jest chwytliwy refren, po którym znowu nastepuję powrót w masywne riffowanie. Pomimo wolnego tempa i druzgoczących riffów kawałek daje niesamowitego kopa energii, na dodatek w ten gruz trio wrzuca nieco rock'and'rollowych akcentów.
💀 Ashes I See - Tutaj wkraczamy w rewiry ciężkiej psychodeli. Rozmywające się dźwięki gitary, ciekawe wykorzystanie klawiszy oraz ciężki rytm nadają tego charakterystycznego poczucia głowy pośród chmur. Utwór pobudzający wyobraźnię i motywujący do przemierzania innych wymiarów.
🌞 Let Me Out - Wkraczamy w hc punkową jazdę, na tłusto i ciężko utrzymaną w średnim tempie, chociaż przy powolności poprzednich kawałków zdaje się być to niezwykle szybkie granie. Krótka, zwięzła i konkretna chłosta.
💀 Broken - Na tym utworze z kolei wkraczamy w desert rock zagrany w stoner/doomowy sposób: są pobudzające wyobraźnie melodię i ten charakterystyczny piaszczysty nastrój, ale dominuje tu mimo wszystko buczenie, nisko zagrane riffy oraz gruzowanie. Pięknie te dwa światy się na siebie nakładają, uzupełniają się oraz kontrastują ze sobą.
🌞 Slow Steal - Kawałek kontrastuje z sobą spokój i psychodelę z ciężarem oraz masywnym groovem. Potrafi z jednej strony niesamowicie wybujać w małpi sposób, z drugiej strony ma w sobie też jakiś dziwny spokój. Na dobitkę formacja postanawia dokonać gwałtownego zwrotu akcji i serwuje sludge'ującego punka, aby potem wjechać jeszcze grubiej niż do tej pory. Piękne kontrastowanie tektonicznych riffów ze spokojem nocy na pustyni.
💀 Iron Smile (feat Bob Balch) - Jak przystało na utwór w którym wziął udział gitarzysta Fu Manchu, jest to konkretna dawka stonerowego rock'and'rolla z masą energii, idealna na odsłuch podczas wyścigu lub śmigania na deskorolce. Psychodeliczna solówka Boba Balcha idealnie dopełnia tą motywująca do życia kompozycję.
🌞 Judgment Day - Zamykający album kawałek ma w sobie sporą dawkę smutku, ale w dalszym ciągu niesamowicie buja. Zachęca to do takiego współczesnego danse makabre, gdzie nogi chodzą a serce krwawi, ale umysł potrafi też zostać porwany przez piaszczystą psychodelę czy heavy bluesa. Intrygujące zwieńczenie niezwykle ciekawego albumu.